poniedziałek, 08 grudzień 2025 19:41
2025.11.29-30 jaskinia Kasprowa Wyżnia i Średnia, jaskinia Śpiących Rycerzy i Śpiących Rycerzy Wyżnia - wyjazd kursowy
Daria Kusztelak
Lana Svetlicić
Artur Suwała Pikania
Radosław Jędrzejczyk
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Emanuel Soja "Emek" - Speleoklub Dąbrowa Górnicza
W ostatni weekend listopada nasz kurs rozdzielił się na dwie ekipy. 29.11.2025 całą grupą ruszyliśmy do Jaskini Śpiących Rycerzy, gdzie zajęcia prowadził Murzyn. Obie jaskinie przeszliśmy bez pośpiechu, a po wyjściu na szlak poszliśmy jeszcze kawałek w stronę Kondrackiej Przełęczy. Po mniej więcej dwudziestu minutach Murzyn zrobił nam krótkie, ale konkretne szkolenie z topografii — takie wprowadzenie do ogarniania terenu w praktyce.
Następnego dnia, 30.11.2025, w tym samym składzie pojechaliśmy z instruktorem „Emkiem” do Jaskiń Kasprowej Wyżniej i Średniej. Pogoda była świetna, chociaż śniegu naprawdę nie brakowało, zwłaszcza poza szlakiem, kiedy podchodziliśmy pod otwory jaskiń. Gdy dotarliśmy do przebieralni i ogarnęliśmy cały sprzęt, ruszyliśmy do Kasprowej Średniej. Trawers poszedł nam bardzo sprawnie, nic nie sprawiało trudności. Po podejściu pod otwór zaczęła się właściwa część akcji. Na dno zjechaliśmy bez większych problemów — prawie wszyscy znaleźli się na samym dole.
Po wyjściu z Kasprowej Średniej przenieśliśmy się do Kasprowej Wyżniej. Podejście pod nią też obyło się bez żadnych komplikacji. Sama akcja przebiegła szybko i w dobrej organizacji: zjechaliśmy na dno przy pomocy złodzieja, a później tym samym sposobem zjechaliśmy już prosto do przebieralni. Na końcu Radek zdeporęczował złodzieja. Całość przebiegła bez nerwów, w pełni pod kontrolą i przede wszystkim bezpiecznie.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
poniedziałek, 23 czerwiec 2025 18:45
2025.06.21 Góry Bucega w Karpatach Południowych - Rumunia
Tomasz Motoszko
Jak to mówią... "do trzech razy sztuka", mnie się udało za czwartym podejściem.
Kolejny wyjazd służbowy do Braszów – miasto w środkowej Rumunii, na Wyżynie Transylwańskiej.
Na poprzednich wyjazdach były plany iść na jakąś fajną górkę, tym bardziej iż wkoło jest ich dość sporo, lecz niestety pogoda niedopisywała, głównie w weekendy, ale tym razem się udało.
Wybór padł na góry Bucega, gdzie przy szczycie góry Omu 2505 m n.p.m., znajduje schronisko turystyczne oraz stacja meteorologiczna, natomiast na górze Caraiman 2291 m n.p.m, znajduje się
Krzyż Bohaterów, który to zbudowano w latach 1926-28 na wysokości 2291 m n. p. m. ku czci poległych w pierwszej wojnie światowej, ma wysokość ponad 28 metrów, a jego ramiona mają 15 metrów rozpiętości.
Plan był prosty, aby obejść cały masyw, wjechałem kolejką na górę do schroniska Babele, a następnie drugą zjechałem do stacji Peștera, po rumuński słowo to znaczy jaskinia, no i okazało się,
iż niedaleko jest jaskinia Ialomiței, przy której znajduje klasztor.
Jaskinia Ialomița ma łączną długość 1128 metrów, z czego 450 jest dostępnych i przygotowanych do zwiedzania.
Po wyjściu z jaskini udałem się niebieskim szlakiem doliną Obârșia, w kierunku góry Omu, mijam pasące się krowy i owce, są również byki. Docieram do wodospadu na wysokości 2050m n.p.m., robię sobie małą przerwę na kolejną sesję zdjęciową, jakby było ich mało ;)
Mając wodospad za plecami po prawej stronie mam widok na szczyt Obârșia (2405 m), a po lewej na Colții Obârșiei (2480 m).
Zbocza są pokryte zielono fioletowym ubarwieniem roślin, a gdzieniegdzie leżą jeszcze duże płaty śniegu, idę dalej w kierunku szczytu Omu,
Po lewej stronie znajduje sie szczyt Doamnele (2402 m), a na wysokości około 2200 m n.p.m., mijam Mecetul Turcesc (Meczet Turecki) pomnik przyrody – blok wapienia położony w górnej kalderze doliny Obârșia.
Docieram do żółtego szlaku gdzie już jest więcej ludzi, pewnie idą od strony kolejki, szlak prowadzi wschodnim zboczem góry Bucura Dumbravă (2503m n.p.m.). Docieram do schroniska i szczytu, krótka przerwa na podziwianie widoków, kilka fotek i wyruszam do kolejnego celu wędrówki.
Wracam żółtym szalkiem, który prowadzi zachodnim zboczem Bucura Dumbravă, po zejsciu do Saua Sugarilor, od szlaku odchodzi czerwony, którym dalej podążam w kierunku Krzyża Bohaterów. po drodze mijam szczyt Costila (2490),
na którym jest przekaźnik radiowo-telewizyjny jest celem strategicznym, w przeszłości strzeżonym przez jednostkę wojskową. Docieram do Krzyża i się tak zastanawiam, zjechać kolejką czy iść dalej na dół, wybór jest prosty, idę dalej droga prowadzi w końcu w dół, a do kolejki trzeba iść w górę.
Obieram kierunek szlakiem czerwonym, w kierunku schroniska Cabana Caraiman, który prowadzi w pewnym momencie pod ścianą, przy której jest rozściągnięta stalowa linka, której należy się trzymać, aby nie polecieć setki metrów w dół, taka Via Ferrata bez zabezpieczenia ;)
Mijam schronisko i dalej niebieskim w dół, na tabliczce jest napisane iż jeszcze 2-3h drogi, hmm i teraz sobie pomyślałem, trzeba było zjechać kolejką. Dobra nie ma co nażekać, idę dalej. Zejście jest miejscami stormawe, są odcinki z łancuchami lub stalowymi linami.
Mijam kilka wodospadów, gdzieś na wysokości 1400m, usłyszałem jakby coś zbiegało na dół, wtedy się zatrzymałem i... pierwsza myśl "jestem w Rumunii, tu są niedźwiadki, a tydzień temu Paweł, kolega z pracy, który też tutaj jeździ, wysłałm mi filmik jak mijają misie na górskich drogach.
Od tego momentu idę dość czujnie i nasłuchuje, po kilkuset metrach odwracam głowę w lewo, zerkam w górę, a nademną w odległosci 15-20m stoi kozica, no to już wiem co tak szybko biegło.
Około godziny 18-tej docieram do samochodu, umęczony i... z spaloną głową, no bo jakże nie inaczej, pięknie świeciło słońce, bezchmurne niebo i chłodny wiatr, nie dawał odczuć iż coś jest nie tak, a nakrycia na głowę żadnego.
Jak to mówią... "do trzech razy sztuka", mnie się udało za czwartym podejściem.
Kolejny wyjazd służbowy do Braszów – miasto w środkowej Rumunii, na Wyżynie Transylwańskiej.
Na poprzednich wyjazdach były plany iść na jakąś fajną górkę, tym bardziej iż wkoło jest ich dość sporo, lecz niestety pogoda niedopisywała, głównie w weekendy, ale tym razem się udało.
Wybór padł na góry Bucega, gdzie przy szczycie góry Omu 2505 m n.p.m., znajduje schronisko turystyczne oraz stacja meteorologiczna, natomiast na górze Caraiman 2291 m n.p.m, znajduje się
Krzyż Bohaterów, który to zbudowano w latach 1926-28 na wysokości 2291 m n. p. m. ku czci poległych w pierwszej wojnie światowej, ma wysokość ponad 28 metrów, a jego ramiona mają 15 metrów rozpiętości.
Plan był prosty, aby obejść cały masyw, wjechałem kolejką na górę do schroniska Babele, a następnie drugą zjechałem do stacji Peștera, po rumuński słowo to znaczy jaskinia, no i okazało się,
iż niedaleko jest jaskinia Ialomiței, przy której znajduje klasztor.
Jaskinia Ialomița ma łączną długość 1128 metrów, z czego 450 jest dostępnych i przygotowanych do zwiedzania.
Po wyjściu z jaskini udałem się niebieskim szlakiem doliną Obârșia, w kierunku góry Omu, mijam pasące się krowy i owce, są również byki. Docieram do wodospadu na wysokości 2050m n.p.m., robię sobie małą przerwę na kolejną sesję zdjęciową, jakby było ich mało ;)
Mając wodospad za plecami po prawej stronie mam widok na szczyt Obârșia (2405 m), a po lewej na Colții Obârșiei (2480 m).
Zbocza są pokryte zielono fioletowym ubarwieniem roślin, a gdzieniegdzie leżą jeszcze duże płaty śniegu, idę dalej w kierunku szczytu Omu,
Po lewej stronie znajduje sie szczyt Doamnele (2402 m), a na wysokości około 2200 m n.p.m., mijam Mecetul Turcesc (Meczet Turecki) pomnik przyrody – blok wapienia położony w górnej kalderze doliny Obârșia.
Docieram do żółtego szlaku gdzie już jest więcej ludzi, pewnie idą od strony kolejki, szlak prowadzi wschodnim zboczem góry Bucura Dumbravă (2503m n.p.m.). Docieram do schroniska i szczytu, krótka przerwa na podziwianie widoków, kilka fotek i wyruszam do kolejnego celu wędrówki.
Wracam żółtym szalkiem, który prowadzi zachodnim zboczem Bucura Dumbravă, po zejsciu do Saua Sugarilor, od szlaku odchodzi czerwony, którym dalej podążam w kierunku Krzyża Bohaterów. po drodze mijam szczyt Costila (2490),
na którym jest przekaźnik radiowo-telewizyjny jest celem strategicznym, w przeszłości strzeżonym przez jednostkę wojskową. Docieram do Krzyża i się tak zastanawiam, zjechać kolejką czy iść dalej na dół, wybór jest prosty, idę dalej droga prowadzi w końcu w dół, a do kolejki trzeba iść w górę.
Obieram kierunek szlakiem czerwonym, w kierunku schroniska Cabana Caraiman, który prowadzi w pewnym momencie pod ścianą, przy której jest rozściągnięta stalowa linka, której należy się trzymać, aby nie polecieć setki metrów w dół, taka Via Ferrata bez zabezpieczenia ;)
Mijam schronisko i dalej niebieskim w dół, na tabliczce jest napisane iż jeszcze 2-3h drogi, hmm i teraz sobie pomyślałem, trzeba było zjechać kolejką. Dobra nie ma co nażekać, idę dalej. Zejście jest miejscami stormawe, są odcinki z łancuchami lub stalowymi linami.
Mijam kilka wodospadów, gdzieś na wysokości 1400m, usłyszałem jakby coś zbiegało na dół, wtedy się zatrzymałem i... pierwsza myśl "jestem w Rumunii, tu są niedźwiadki, a tydzień temu Paweł, kolega z pracy, który też tutaj jeździ, wysłałm mi filmik jak mijają misie na górskich drogach.
Od tego momentu idę dość czujnie i nasłuchuje, po kilkuset metrach odwracam głowę w lewo, zerkam w górę, a nademną w odległosci 15-20m stoi kozica, no to już wiem co tak szybko biegło.
Około godziny 18-tej docieram do samochodu, umęczony i... z spaloną głową, no bo jakże nie inaczej, pięknie świeciło słońce, bezchmurne niebo i chłodny wiatr, nie dawał odczuć iż coś jest nie tak, a nakrycia na głowę żadnego.
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
piątek, 20 czerwiec 2025 21:42
2025.06.20 Jura wspinaczka - Łutowiec
Miał być miły dzień na skałach wydawać by się mogło że wszystko dogadanie.
Plan jest Malediwy obiad i Łutowiec.
Plan jest Malediwy obiad i Łutowiec.
Ruszamy poranek piękny ale za Tychami zaczyna się robić brzydko zwiedzamy szybciutko bo coś zaraz gruchanie kawa i dalej Mirów.
Przejazd przez strefę deszczy i wita nas chłodek i zachmurzenie. Jemy szybki placek po węgiersku licząc że się rozpogodzi.
No i w końcu wychodzi słonko robi się dużo ciepłej i skała wita nas sucha i wolna.
Rzadki widok na jurze wyjmujemy sprzęt i do dzieła skała znana drogi też czyli akcja jedziemy po kolei od lewej 4, 3, 4, 4, 4+ powtórka w trakcie wędka.
Miłe rodzinki z Wrocławia z dzieciakami umilają czasie niektórzy się przełamują i wychodzą wysoko i dają się opuścić.
Przejazd przez strefę deszczy i wita nas chłodek i zachmurzenie. Jemy szybki placek po węgiersku licząc że się rozpogodzi.
No i w końcu wychodzi słonko robi się dużo ciepłej i skała wita nas sucha i wolna.
Rzadki widok na jurze wyjmujemy sprzęt i do dzieła skała znana drogi też czyli akcja jedziemy po kolei od lewej 4, 3, 4, 4, 4+ powtórka w trakcie wędka.
Miłe rodzinki z Wrocławia z dzieciakami umilają czasie niektórzy się przełamują i wychodzą wysoko i dają się opuścić.
Za nami miłe popołudnie pozdrawiamy
Mazi i Murzyn
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
wtorek, 28 styczeń 2025 10:04
2025.01.24-26 Centralne szkolenie lawinowe na Hali Krupowej
Tomasz Motoszko
Piotr "Kudłaty" Gawlas
W dniach 24-26 stycznia, na Hali Krupowej, pomimo niewielkiej ilości śniegu, odbyło się Centralne Szkolenie Lawinowe zorganizowanym przez KTJ PZA we współpracy z GOPR.
Podczas szkolenia przeanalizowaliśmy, iż jakość sprzętu w lawinowym ABC ma jednak znaczenie.
W pierwszym dniu przećwiczyliśmy trzy rodzaje sondowań, które pokazało nam plusy i minusy każdego z nich.
Kolejnym etapem było szukanie za pomocą detektorów, jak zabezpieczyć poszkodowanego przed wychłodzeniem organizmu, oraz jak postępować, jeżeli jest on już w hipotermii.
W ostatnim dniu, przeszliśmy małą symulację zejścia lawiny, aby sprawdzić czego się nauczyliśmy, i czego nam jeszcze brakuje.
Wnioski z tego weekendu, dużo więcej takich treningów.
Piotr "Kudłaty" Gawlas
W dniach 24-26 stycznia, na Hali Krupowej, pomimo niewielkiej ilości śniegu, odbyło się Centralne Szkolenie Lawinowe zorganizowanym przez KTJ PZA we współpracy z GOPR.
Podczas szkolenia przeanalizowaliśmy, iż jakość sprzętu w lawinowym ABC ma jednak znaczenie.
W pierwszym dniu przećwiczyliśmy trzy rodzaje sondowań, które pokazało nam plusy i minusy każdego z nich.
Kolejnym etapem było szukanie za pomocą detektorów, jak zabezpieczyć poszkodowanego przed wychłodzeniem organizmu, oraz jak postępować, jeżeli jest on już w hipotermii.
W ostatnim dniu, przeszliśmy małą symulację zejścia lawiny, aby sprawdzić czego się nauczyliśmy, i czego nam jeszcze brakuje.
Wnioski z tego weekendu, dużo więcej takich treningów.
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
wtorek, 03 grudzień 2024 20:44
2024.10.11 Obchody 55-lecia
Gaciok, piątek, 11 październik 2024 Speleoklub Bielsko-Biała świętuje 55-lecie bytności w przestrzeni jaskiniowo - górskiej.
Historia klubu związana jest nierozłącznie z Podbeskidziem. Przez te lata członkowie klubu zapisali się na stałe na kartach speleologii w Polsce i zagranicą.
W obchodach wzięło udział ponad 100 osób, a dzięki współpracy ze Schroniskiem na Szyndzieli mieliśmy okazję do wspólnego świętowania, rozmów i degustacji przygotowanych na ten czas specjałów.
Dzięki gościom z KTJ Bobry Żagań mieliśmy okazję posłuchać wspomnień związanych z początkami klubu. Składamy serdeczne podziękowania Witowi za podzielenie się z nami wspomnieniami, które były cennym źródłem informacji dla nas.
Obchody 55-lecia tradycyjnie rozpoczęła przemowa Prezesa - ten zaszczyt przypadł w roku 2024 obecnemu prezesowi Wojciechowi Jasiakowi.
Jubileusz został połączony z zakończeniem sezonu jaskiniowego, na którym odbył się chrzest kursantów, którzy w roku 2024 zdali z sukcesem egzamin na Taternika Jaskiniowego. Gratulujemy absolwentom kursu KTJ edycja 2023/2024 i życzymy eksploracyjnych sukcesów.
Przez te 55 lat klub tworzyli pasjonaci, niektórych nie ma już wśród nas, niektórzy poszli własną drogą, wspominając z sentymentem życie klubowe, niektórzy nadal tworzą historie klubową, niektórzy stawiają pierwsze kroki, to co łączy nas wszystkich to wspomnienia i wspólne historie, które przeradzają się w legendy.
Dziękujemy obecnym, byłym członkom klubu, przybyłym gościom oraz sympatykom za wspólny czas i świętowanie tej okrągłej rocznicy oraz zapraszamy za 5 lat na huczne obchody 60lecia
Historia klubu związana jest nierozłącznie z Podbeskidziem. Przez te lata członkowie klubu zapisali się na stałe na kartach speleologii w Polsce i zagranicą.
W obchodach wzięło udział ponad 100 osób, a dzięki współpracy ze Schroniskiem na Szyndzieli mieliśmy okazję do wspólnego świętowania, rozmów i degustacji przygotowanych na ten czas specjałów.
Dzięki gościom z KTJ Bobry Żagań mieliśmy okazję posłuchać wspomnień związanych z początkami klubu. Składamy serdeczne podziękowania Witowi za podzielenie się z nami wspomnieniami, które były cennym źródłem informacji dla nas.
Obchody 55-lecia tradycyjnie rozpoczęła przemowa Prezesa - ten zaszczyt przypadł w roku 2024 obecnemu prezesowi Wojciechowi Jasiakowi.
Jubileusz został połączony z zakończeniem sezonu jaskiniowego, na którym odbył się chrzest kursantów, którzy w roku 2024 zdali z sukcesem egzamin na Taternika Jaskiniowego. Gratulujemy absolwentom kursu KTJ edycja 2023/2024 i życzymy eksploracyjnych sukcesów.
Przez te 55 lat klub tworzyli pasjonaci, niektórych nie ma już wśród nas, niektórzy poszli własną drogą, wspominając z sentymentem życie klubowe, niektórzy nadal tworzą historie klubową, niektórzy stawiają pierwsze kroki, to co łączy nas wszystkich to wspomnienia i wspólne historie, które przeradzają się w legendy.
Dziękujemy obecnym, byłym członkom klubu, przybyłym gościom oraz sympatykom za wspólny czas i świętowanie tej okrągłej rocznicy oraz zapraszamy za 5 lat na huczne obchody 60lecia
Dział:
Życie klubu
Etykiety
piątek, 26 lipiec 2024 22:09
2024.07.22 Gouffre Berger
Bartosz Brzezinka
Dawid Jędrysek
Tomasz Motoszko
Do Gouffre Berger wyruszyliśmy juz w piątek 19 lipca, dzięki temu po przebyciu do Meaudre we Francji na Ferme des Près Lauzés w sobotę, mieliśmy dużo czasu na odpoczynek po 17-sto godzinnej podróży.
W niedzielę zaczeli przyjeżdżać kolejne osoby z naszego klubu, Prezes, Sylwia, Maja, Jerzy, Michał, Małgorzata, Łukasz, Grzegorz i Małgorzata.
Nasza trójka miała wejście do Gouffre 22 lipca w okolicach godziny 9, weszliśmy z godnie z planem, czyli o 8.30.
Po pokonaniu kilku studni i długich meandrów, w tym jeden nad wodą, który łatwiej byłoby pokonać płynąc, niż się męczyć na trawersie.
Po 3h dotarliśmy do pierwszego biwaku na głębokości -494m, tam pozostwiliśmy część zaopatrzenia, czyt. jedzonko i picie, i udaliśmy się dalej w stronę suchego dna.
Po kolejnych 3h byliśmy na miejscu, suche dno -1075m, spotkaliśmy tam grupę Włochów, która już wracała oraz Niemców. Po zrobieniu kilku pamiątkowych fotek ruszyliśmy w drogę powrotną.
W miarę szybko dotarliśmy do biwaku, gdzie uzupełniliśmy zapasy węglowodanów i płynów, i ruszyiśmy w stronę wyjścia.
O godzinie 23.30 byliśmy już na powierzchni.
Łąznie w jakskini spędziliśmy 17h.
Dawid Jędrysek
Tomasz Motoszko
Do Gouffre Berger wyruszyliśmy juz w piątek 19 lipca, dzięki temu po przebyciu do Meaudre we Francji na Ferme des Près Lauzés w sobotę, mieliśmy dużo czasu na odpoczynek po 17-sto godzinnej podróży.
W niedzielę zaczeli przyjeżdżać kolejne osoby z naszego klubu, Prezes, Sylwia, Maja, Jerzy, Michał, Małgorzata, Łukasz, Grzegorz i Małgorzata.
Nasza trójka miała wejście do Gouffre 22 lipca w okolicach godziny 9, weszliśmy z godnie z planem, czyli o 8.30.
Po pokonaniu kilku studni i długich meandrów, w tym jeden nad wodą, który łatwiej byłoby pokonać płynąc, niż się męczyć na trawersie.
Po 3h dotarliśmy do pierwszego biwaku na głębokości -494m, tam pozostwiliśmy część zaopatrzenia, czyt. jedzonko i picie, i udaliśmy się dalej w stronę suchego dna.
Po kolejnych 3h byliśmy na miejscu, suche dno -1075m, spotkaliśmy tam grupę Włochów, która już wracała oraz Niemców. Po zrobieniu kilku pamiątkowych fotek ruszyliśmy w drogę powrotną.
W miarę szybko dotarliśmy do biwaku, gdzie uzupełniliśmy zapasy węglowodanów i płynów, i ruszyiśmy w stronę wyjścia.
O godzinie 23.30 byliśmy już na powierzchni.
Łąznie w jakskini spędziliśmy 17h.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
wtorek, 02 lipiec 2024 09:49
2024.06.29 Wielka Śnieżna
Sylwia Wójcik
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Ewa Rutkowska
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Plan na sobotę był prosty, idziemy do Śnieżnej, a dzięki uprzejmości Krzyśka B. mogliśmy skorzystać z jego lin, no to już akcja była lajtowa, a jak już nam powieszono liny, dzięki Majce i Pawłowi, to już było miodzio. Od piątku na bazie był już Murzyn, a w sobotę dojechali Prezes, Sylwia, Ewa, Łukasz i Ja.
Na podejściu było jak w tropikach, ciepło i parno, po zejściu ze szlaku na Niźną Świstówkę, spotkaliśmy ekipę, która szła do Koprowej Studni, przy Koprowym Źlebie nasze drogi się rozeszły, a my dotarliśmy po 2h marszu pod otwór.
Po kilkunastu minutach, dotarła ekipa, która miała w planach dobicie kilku nowych punktów poniżej Kruchej 20-tki. W przebieralni ustaliliśmy, Ja i Murzyn, pójdziemy po śmieci na drugi biwak, a reszta gdzie będzie miała siły i czas tam dojdzie i wróci.
Do jaskini weszliśmy około godziny 11, szybko dotarliśmy do Wielkiej Studni, gdzie zauważyliśmy dwa światełka wolno poruszające się ku górze, byli to Majka W. i Paweł Ch. Minęliśmy się na przepinkach i pobiegliśmy w głąb "dziury". O godzinie 13, dotarliśmy na planowane miejsce, zrobiliśmy sobie małą przerwę, spakowaliśmy śmieci do dwóch worków i ruszyliśmy do wyjścia. W między czasie, reszta ekipy już była gdzieś w okolicach wodociągów, gdyż wchodzili dopiero w okolicach godziny 12, zaraz za grupą, która szła montować nowe punkty. Udało im się dotrzeć do Suchego Biwaku i zabrać jakieś stare liny po czym wrócili do wyjścia. My zaś, po odpoczynku, ruszyliśmy trawersikiem w stronę wyjścia, ku naszemu zdziwieniu, zauważyliśmy iż "trochę" przybrało wody w jaskini, nurt był jakby mocniejszy. W drodze powrotnej spotkaliśmy ekipę co nawiercała punkty w okolicach, chyba, III Wodospadu.
Po dotarciu do Suchego Biwaku, musieliśmy zrobić odpoczynek, gdyż worki były jakby cięższe, albo nam zaczynało brakować sił. W wodociągach było znacznie więcej wody niż jak szliśmy w dół, pierwsze mocniejsze starcie z wodą było na Prożku Johny'ego, gdzie wpadłem pod mały wodospad, no cóż chwila nieuwagi i człowiek jest mokry. Na płytowcach można powiedzieć, iż płynęła rzeka. W Trójkątnej salce zrobiliśmy sobie małą przerwę na odpoczynek. o godzinie 17:20 byliśmy już na dnie Wielkiej Studni, gdzie przyszedł czas zacząć się wspinać, gdzieś w jej połowie, na przepince, kiedy wypinałem crolla coś strzeliło, pomyślałem iż to pewnie lina wyskoczyła z crolla gdyż ze zmęczenia pewnie stanąłem na pantinie, po tym zjawisku Murzyn krzyknął z dołu iż coś poleciało na dół, zerkam na cały sprzęt, wszystko jest na miejscu, żadnych anomalii. Wpiąłem się w linę chcę zakładać stopkę na nogę, a tu zonk, stopka zrobiona z repa zerwana w połowie, no to już widziałem co to było. Na powierzchnię wyszliśmy w okolicach 18.00, tak więc nie było źle, słońce jeszcze świeciło, przebraliśmy się w czyste ciuchy, i ruszyliśmy na parking, gdzie po dwóch godzinach marszu, czekał na nas Prezes w samochodzie.
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Ewa Rutkowska
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Plan na sobotę był prosty, idziemy do Śnieżnej, a dzięki uprzejmości Krzyśka B. mogliśmy skorzystać z jego lin, no to już akcja była lajtowa, a jak już nam powieszono liny, dzięki Majce i Pawłowi, to już było miodzio. Od piątku na bazie był już Murzyn, a w sobotę dojechali Prezes, Sylwia, Ewa, Łukasz i Ja.
Na podejściu było jak w tropikach, ciepło i parno, po zejściu ze szlaku na Niźną Świstówkę, spotkaliśmy ekipę, która szła do Koprowej Studni, przy Koprowym Źlebie nasze drogi się rozeszły, a my dotarliśmy po 2h marszu pod otwór.
Po kilkunastu minutach, dotarła ekipa, która miała w planach dobicie kilku nowych punktów poniżej Kruchej 20-tki. W przebieralni ustaliliśmy, Ja i Murzyn, pójdziemy po śmieci na drugi biwak, a reszta gdzie będzie miała siły i czas tam dojdzie i wróci.
Do jaskini weszliśmy około godziny 11, szybko dotarliśmy do Wielkiej Studni, gdzie zauważyliśmy dwa światełka wolno poruszające się ku górze, byli to Majka W. i Paweł Ch. Minęliśmy się na przepinkach i pobiegliśmy w głąb "dziury". O godzinie 13, dotarliśmy na planowane miejsce, zrobiliśmy sobie małą przerwę, spakowaliśmy śmieci do dwóch worków i ruszyliśmy do wyjścia. W między czasie, reszta ekipy już była gdzieś w okolicach wodociągów, gdyż wchodzili dopiero w okolicach godziny 12, zaraz za grupą, która szła montować nowe punkty. Udało im się dotrzeć do Suchego Biwaku i zabrać jakieś stare liny po czym wrócili do wyjścia. My zaś, po odpoczynku, ruszyliśmy trawersikiem w stronę wyjścia, ku naszemu zdziwieniu, zauważyliśmy iż "trochę" przybrało wody w jaskini, nurt był jakby mocniejszy. W drodze powrotnej spotkaliśmy ekipę co nawiercała punkty w okolicach, chyba, III Wodospadu.
Po dotarciu do Suchego Biwaku, musieliśmy zrobić odpoczynek, gdyż worki były jakby cięższe, albo nam zaczynało brakować sił. W wodociągach było znacznie więcej wody niż jak szliśmy w dół, pierwsze mocniejsze starcie z wodą było na Prożku Johny'ego, gdzie wpadłem pod mały wodospad, no cóż chwila nieuwagi i człowiek jest mokry. Na płytowcach można powiedzieć, iż płynęła rzeka. W Trójkątnej salce zrobiliśmy sobie małą przerwę na odpoczynek. o godzinie 17:20 byliśmy już na dnie Wielkiej Studni, gdzie przyszedł czas zacząć się wspinać, gdzieś w jej połowie, na przepince, kiedy wypinałem crolla coś strzeliło, pomyślałem iż to pewnie lina wyskoczyła z crolla gdyż ze zmęczenia pewnie stanąłem na pantinie, po tym zjawisku Murzyn krzyknął z dołu iż coś poleciało na dół, zerkam na cały sprzęt, wszystko jest na miejscu, żadnych anomalii. Wpiąłem się w linę chcę zakładać stopkę na nogę, a tu zonk, stopka zrobiona z repa zerwana w połowie, no to już widziałem co to było. Na powierzchnię wyszliśmy w okolicach 18.00, tak więc nie było źle, słońce jeszcze świeciło, przebraliśmy się w czyste ciuchy, i ruszyliśmy na parking, gdzie po dwóch godzinach marszu, czekał na nas Prezes w samochodzie.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
wtorek, 13 czerwiec 2023 14:12
2023.06.10 Runmageddon Gliwice Arena
Kasia - Osoba Towarzysząca
Elżbieta Pikania
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
No i stało się, 4 bieg Runmageddonu, zakończył nasz plan zdobycia dodatkowej statuetki, Korony Runmageddonu.
Aby ją zdobyć, trzeba było wystartować w czterech biegach, w czterech regionach Polski, wschód, zachód, północ i południe.
Ten ostatni bieg odbył się w Gliwicach przy stadionie Arena Gliwice.
Jak to chyba już bywa przy stadionach, były schody, całe szczęście nie było iż tak dużo jak we Wrocławiu.
Szło nam bardzo dobrze, biegliśmy w parach :) jakoś tak wyszło, Łukasz z siostrą Kasią, a ja z Elżbietą.
Elżbieta Pikania
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
No i stało się, 4 bieg Runmageddonu, zakończył nasz plan zdobycia dodatkowej statuetki, Korony Runmageddonu.
Aby ją zdobyć, trzeba było wystartować w czterech biegach, w czterech regionach Polski, wschód, zachód, północ i południe.
Ten ostatni bieg odbył się w Gliwicach przy stadionie Arena Gliwice.
Jak to chyba już bywa przy stadionach, były schody, całe szczęście nie było iż tak dużo jak we Wrocławiu.
Szło nam bardzo dobrze, biegliśmy w parach :) jakoś tak wyszło, Łukasz z siostrą Kasią, a ja z Elżbietą.
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
wtorek, 04 kwiecień 2023 13:53
2023.04.01 Runmageddon Tarczyński Arena Wrocław
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
No więc tak, 1 kwiecień Wrocław, stadion Arena Tarczyński, za namową Łukasza Piechockiego, po ubiegłorocznym biegu pod Krakowem, długo nie musiał mnie namawiać , wystartowaliśmy w biegu Runmageddon.
I tak dziwnie się złożyła data 01.04.2023 - pierwszy bieg z czterech w 2023, gdyż taki mamy plan, aby zdobyć Koronę Runmageddonu, czyli 4 biegi w czterech stronach Polski.
Tomasz Motoszko
No więc tak, 1 kwiecień Wrocław, stadion Arena Tarczyński, za namową Łukasza Piechockiego, po ubiegłorocznym biegu pod Krakowem, długo nie musiał mnie namawiać , wystartowaliśmy w biegu Runmageddon.
I tak dziwnie się złożyła data 01.04.2023 - pierwszy bieg z czterech w 2023, gdyż taki mamy plan, aby zdobyć Koronę Runmageddonu, czyli 4 biegi w czterech stronach Polski.
Wracając do biegu we Wrocławiu, na trasie było rzekomo 10 przeszkód, gdzie jedną z głównych były SCHODY, mnóstwo schodów, na mapce były zaznaczone tylko dwie przeszkody tego typu, "zakręcone schody" i "trybuny", ale w rzeczywistości to były tam wszystkie schody jakie mogły być, i te na zewnątrz obiektu, jak i wewnątrz, takiego zwiedzania stadionu jeszcze nigdy nie miałem, wg aplikacji garmin na zegarku, która liczy wejścia na piętro, weszliśmy na 98 pięter i tyle samo w dół, no cóż nogi bolały i bolą nadal.
Było też cioranie w błocie, skoki przez ścianę, nurkowanie w wodzie z mnóstwem lodu, ścianka z trawersem, ale bez liny zabezpieczającej ;),
wiało, trochę padało, ale było super.
Było też cioranie w błocie, skoki przez ścianę, nurkowanie w wodzie z mnóstwem lodu, ścianka z trawersem, ale bez liny zabezpieczającej ;),
wiało, trochę padało, ale było super.
Następny bieg w Gdyni 15 kwietnia, będzie dużo piasku :)
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
czwartek, 16 luty 2023 15:37
2023.02.15 Małe Skrzyczne P12W
Tomasz Motoszko
Kolejny wieczorny wypad w ramach Pucharu 12-stu Wzniesień.
Tym razem padło na Małe Skrzyczne od gondoli.
Szło się bardzo przyjemnie pomimo iż trasa była mocno wyjeżdżona, a śnieg był ciężki i zmrożony.
Do wieży dotarłem po 52min 35sek., jak się potem dowiedziałem, jest to nowy rekord trasy, jupiii :)
Kolejny wieczorny wypad w ramach Pucharu 12-stu Wzniesień.
Tym razem padło na Małe Skrzyczne od gondoli.
Szło się bardzo przyjemnie pomimo iż trasa była mocno wyjeżdżona, a śnieg był ciężki i zmrożony.
Do wieży dotarłem po 52min 35sek., jak się potem dowiedziałem, jest to nowy rekord trasy, jupiii :)
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
- start
- Poprzedni artykuł
- 1
- 2
- 3
- Następny artykuł
- koniec
Strona 1 z 3
