2023.01.29 Skiturowo na Pilsko
W niedzielny poranek, korzystając z wolnej niedzieli, wybrałem się do Korbielowa, aby przejść się na Pilsko.
Wg prognoz pogoda miała być zacna.
Po przyjeździe na miejsce, wystartowałem z pod wyciągu Baba, kierując się na zielony szlak, którym szedłem do samego Pilska.
Pogoda na dole szarawa, na wysokości Hali Kamieniańskiej wszedłem w chmury, które ciągły się aż do końca górnego orczyka na Pilsku.
Po dotarciu do szczytu, zrobiłem kilka zdjęć pięknym widokom i udałem się w drogę powrotną.
Wracając tą samą trasą, od Płaju pojawiały się już kamienie na trasie, co już nie było taką fajną zabawą, miejscami można by powiedzieć, że jeździło się jak po żwirowisku.
Następny plan to Korbielów - Pilsko - Rysianka - Korbielów, ale to jak już będzie więcej śniegu
2022.05.27 Jaskinia Salmopolska
Łukasz Piechocki
Marcin Płaszyński
Osoby towarzyszące : Adam, Bartek, Damien
Elżbieta Pikania - wsparcie naziemne
Tomasz Motoszko
W piątkowe popołudnie, za namową Prezesa, wybraliśmy się do jaskini Salmopolskiej. Miejscem zbiórki był Biały Krzyż w Szczyrku.
Ekipa w składzie Wojtek J. (Prezes), Łukasz P. Tomek M. ( czyli Ja, Magazynier), Marcin P., Damien ( za błędy w pisowni przepraszam) kolega z Anglii, Bartek oraz Adam. Wsparciem naziemnym i fotografem była moja druga ładniejsza połowa czyli Elżbieta P. nasza nieoceniona Pani Skarbnik. Elżbieta przez całą naszą ekspedycję odpowiadała za nasze bezcenne samochody pozostawione samotnie na parkingu.
Prezes miał zamówić słoneczną pogodę, ale zapomniał, a ja obiecałem Elżbiecie po wyjściu z jaskini zachód słońca. Miała odpocząć bo praca i sesja pochłaniają ją bez reszty. Pogoda jest zawsze, tylko tym razem słońce mocno schowało się za chmury i o 15 zaczął padać ulewny deszcz.
Upewniwszy się kilkukrotnie u Prezesa o aktualności wyjścia, pojechaliśmy na Salmopol. Prezes cały czas utrzymywał cytuje: "w BB nie pada, jedziemy". Elżbieta nie wierzyła, że my w taką pogodę idziemy do jaskini i patrzyła na mnie jakbym się uderzył mocno w głowę.
Na Salmopolu oprócz deszczu czekała na nas gęsta mgła i silny wiatr, Elżbieta cały czas pytała się mnie, czy na pewno idziemy do jaskini. Potem stwierdziła, że „normalni” to my nie jesteśmy. Ale jak to mówią każdy ma jakieś anomalnie tylko nie każdy ma je zdiagnozowane.
Mając na uwadze jej samotny spacer z różową parasolką drogą przeciwpożarową w stronę Malinowskiej Skały to sama także należy do tego grona „normalnych inaczej”.
Na miejsce dotarliśmy pierwsi i korzystając z okazji, że mamy spory zapas czasu, poszliśmy do Bikecafe na ciepłą herbatę i ciastko. Naginając czasoprzestrzeń o 17 „punktualnie” wszyscy zjawili się na parkingu, w „lekkim” deszczu przywdzieliśmy nasze jaskiniowe kombinezony (próba zrobienia zdjęcia bez naszych gatek bezowocna), „grzecznie” oddaliśmy kluczyki do samochodów Elżbiecie i w jej towarzystwie ruszyliśmy ku dziurze. Ostanie fotki przed wejściem, wyznaczenie godziny alarmowej na 20.00 i entuzjastycznie nastawieni na nowe wyzwania zaczęliśmy naszą eksplorację.
Wejście do jaskinie jest dość małe, ciasne i płytkie. Marcin ustalił kolejność wejścia, Łukasz tak się wyrywał, że pierwszy przecisnął się przez niepozorne wejście. Potem kolejno ja, Bartek, Adam, Wojtek, Damien i Marcin zanurzyliśmy się w odmętach jaskini Salompolskiej. Byłem w niej pierwszy raz, urzekła mnie ilością błota, zaciskami, korytarzami, w których musieliśmy się trochę pogimnastykować oraz salkami o różnej skali przestronności.
Do eksploracji wybraliśmy te części jaskini, które nie wymagały użycia sprzętu. Nie obyło się bez pełnej napięcia „akcji ratunkowej” buta, którego zgubił Bartek. W arcymistrzowskim stylu na ratunek zagubionemu butowi ruszył Adam, który uratował kolegę przed bosym opuszczeniem jaskini.
Drogę do wyjścia z jaskini pokonaliśmy zaskakująco szybko, na powierzchni pojawiliśmy się ok. 18.40 gdzie czekała na nas już Elżbieta, z uśmiechem wręczając nam kluczyki do samochodów. Chcieliśmy ją przytulić w naszych błotnych kombinezonach ale z „niewiadomych” nam przyczyn odmówiła i zachowywała bezpieczny dystans od każdego z nas.
Nie zabrakło po wyjściu pamiątkowego zdjęcia. Jak można zauważyć na fotografii, koledzy w białych kombinezonach, a raczej w ich strzępach, gdzieś w zakamarkach jaskini musieli się natknąć na wyjątkowego stwora, „porywającego” buty, z którym dzielnie walczyli o odzyskanie zguby.
Czekamy z niecierpliwością na kolejne propozycje Prezesa dotyczące jaskiniowych wyjść.
p.s. zachodu słońca nie było ale za to był wyjątkowo miły wieczór w Bielsku - Białej w podziemiach Teatru Polskiego, gdzie zlokalizowany jest Środek czyli multitap połączony z kawiarnią i bistro.
2022.05.20-22 Centralne warsztaty z autoratownictwa jaskiniowego na Jurze
W ten weekend 20-22 maja na Jurze odbyły się centralne warsztaty z autoratownictwa jaskiniowego.
Celem warsztatów było poznanie i utrwalenie technik autoratowniczych.
W sobotę w jaskini Jasnej w Zegarowych Skałach ćwiczyliśmy uwalnianie poszkodowanego z przyrządów zjazdowych, do wychodzenia, zjazd przez węzeł z poszkodowanym.
W niedziele na górze Birów były przeprowadzane ćwiczenia z transportu poszkodowanego do góry w technice hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą ruchomego bloczka z użyciem Micro Traxion.
2021.04.24 Jaskinia Czarna "wspak"
Rutkowska Ewa
Piechocki Łukasz
Handzlik Mateusz
Motoszko Tomasz
W sobotę we wczesnych godzinach porannych, kiedy to “normalni” ludzie jeszcze smacznie śpią, grupka wariatów wyrusza w Tatry. Rozpoczyna swoją podróż spod byłego Tesco w Bielsku - Białej, aby “wspak” pokonać trawers Czarnej.
Droga do Kir przebiegła bezproblemowo. Przejeżdżając przez Krowiarki zainteresowaniem zerknęliśmy na parking, w celu stwierdzenia czy tłumy chętnych przybyły podziwiać wschód słońca na Babiej. Niestety rozczarowaliśmy się mała ilością samochodów na parkingu, przypuszczamy, że warunki pogodowe skutecznie odstraszyły chętnych. W okolicach godziny ósmej dojechaliśmy na parking w Kirach. Ironizując stwierdziliśmy: “Co My tu robimy? Jest zimno!!!! Czy na pewno chcemy iść?! ?
Ironia, ironią, a przygoda to przygoda :) Szybko przygotowaliśmy rzeczy i ruszyliśmy na szlak.
Bilety poszły w górę i każdy z nas zostawił szczęśliwą siódemkę w kasie TPN wstępując do parku .
W Dolinie Kościeliskiej upajając się ciszą, brakiem turystów maszerowaliśmy równo ku dziurze. Turystów jak na sobotni poranek było wyjątkowo niewielu, minęliśmy ich zaledwie troje. Nasza kondycja “pandemiczna” powodowała lekkie obawy, czy zdołamy dojść do Polany Upłaz. Nie zrażając się sapaniem i lekką zadyszką, pokonaliśmy zaspy na polanie. Po zaspach, pokonaliśmy trudy wspinaczki w śniegu sięgającego, niektórym z nas po kolana, a niektórym po uda. Dodatkowe kilogramy nie ułatwiały marszu i sprawiały, że zapadaliśmy się w śniegu. Ci z nas, którzy w czasie “pandemicznej zimy” nie przybrali na wadze i przez śnieg przemknęli na rącze jelonki :). Dotarliśmy do miejsca gdzie wskoczyliśmy w nasze jaskiniowe kombinezony i ruszyliśmy dalej. Nie mogło zabraknąć pamiątkowej fotki rozpoczynającej naszą “wspak akcje”. Na górę brniemy po zamarzniętych linach. Otwór nr 3 przywitał nas oczywiście błotkiem, jak przystało na wiosenne roztopy.
Próg Latających Want pokonujemy sprawnie i szybko. Krótka wędrówka i docieramy do Brązowego Progu. Łukasza zbulwersował fakt wyniesienia kijków, dzięki którym można było zapinać karabinki w punkty. Nie mamy na to wpływu więc pozostaje nam stwierdzić: “No cóż, trudno, trzeba sobie radzić.” Ochotnikiem, który pokonuje jako pierwszy drogę w górę jest Mateusz ( jako najmłodszy został naszym wspinaczkowym wybrańcem). Wędrówka do Szmaragdowego jeziorka idzie szybko i płynnie. Podziwiając uroki jeziorka zarządziliśmy małą przerwę. Kolejnym ochotnikiem, tym razem do zaporęczowania czekającej nas wędrówki był Łukasz, dzięki czemu ruszyliśmy dalej. Po przejściu jeziorka, okazuje się, że zostałem wytypowany na kolejnego ochotnika, tym razem do wspinania się po Studni Smoluchowskiego. Cóż, przegrałem głosowanie więc nie mam nic do gadania. Pełen pesymizmu i nastawiony na zakończenie akcji i drogę powrotną do otworu nr 3, rozpoczynam wspinaczkę drogą w nieznane. Pomimo mojego pesymizmu początek idzie gładko. Odnajduje kolejne punkty i powoli, acz metodycznie podążam w górę. Pokonuje krótki trawersik i mój pesymizm wziął górę ;) napotkałem małe trudności. Chwila odpoczynku, działa cuda, musiałem przemyśleć jak pokonać wantę i się opłaciło startuje do kolejnego etapu. Z pomocą pętli i stopki ostatnie przeszkody w drodze na szczyt studni. Mamy to!!!! Udało się, jestem na górze!!!! Pozostała na dnie trójka z radością się wspina ku mnie i jesteśmy już prawie w domu :) Najgorsze czego się obawialiśmy i co mogło nas zatrzymać i zmusić do odwrotu, zostało pokonane. Zarządzamy krótką przerwę dla fotoreporterów. Fotki z triumfu i idziemy dalej. Upojeni naszym sukcesem, dziarsko docieramy do Komina Węgierskiego. Omawiając plan zejścia, czeka nas niemiła niespodzianka ……
Okazuje się, że nie ma jednej liny?! Hmm……???? Została tylko gdzie !!!!! Na dole przy jeziorku czy po drugiej stronie jeziorka? No cóż, bez marudzenia trzeba wrócić. Zostawiamy wory i ruszamy na poszukiwania liny. Zjazd Studnią Smoluchowskiego, na dnie liny brak. Wraz z Łukaszem ruszamy na drugą stronę jeziorka, mając do dyspozycji dwie krótkie liny, Łukasz musi dojść do połowy jeziorka i stamtąd mnie asekurować. Szybko poszło :) Lina się znalazła!!!
Wracamy tą samą drogą czyli: trawers przez jeziorko, studnią do góry. W ten sposób pokonałem jeziorko trzy razy!!!!! Łukasz pokonał tylko dwa razy ( jedno całe przejście i dwa razy po pół). Studnia Smoluchowskiego pokonana przez każdego też trzy razy: dwa razy w górę (dwa różne warianty) i raz w dół.
Plan wykonaliśmy ponad zakładane cele czyli 300% normy :)
Wracamy!!! Na początek ruszamy do „Węgra”, szybki zjazd w dół, Herkules, Prożek Rabka i jesteśmy pod zlotówką nr 1. Po przemyśleniu ewentualnych trudności przy wyjściu, ze względu na prawdopodobne oblodzenia przy otworze nr 1, decydujemy się na wyjście otworem nr 2.
Ewa zostaje kolejnym ochotnikiem. nie ma wyboru bo została jako ostatnia ;) Poręczuje drogę do wyjścia, dzięki czemu nasza trójka wspina się kolejny raz w górę. Potem czeka nas krótki spacer korytarzami do otworu nr 2. Nie mija nas zjazd z wahnięciem i pozostaje nam ostatni wspin, który rozpoczyna Mateusz.
Po wyjściu czeka nas miła pogodowa niespodzianka. Jak na zamówienie wita nas piękne słońce, oświetlające ośnieżone tatrzańskie szczyty. Korzystając z tej pięknej aury pogodowej siedzimy przy otworze i podziwiamy widoki. Jednak nic co dobre wiecznie nie trwa więc pakujemy sprzęt i gładko bez żadnych trudności zjeżdżamy 40 m w dół. Po zjeździe liny lądują w worach, a my przez las, wśród powalonych drzew, topniejącego śniegu i błota zmierzamy do Kir. Nasz marsz ciut utrudnia ślizgawka jaką funduje nam wiosenna aura.
Polana Pisana wita nas krokusami, fakt chowającymi się już, ponieważ słońce chyli się ku zachodowi. Jednak krokusy to krokusy więc każdy z nas rozpoczyna zabawę w fotoreportera i uwiecznia je na fotografiach. W trakcie sesji nie ucierpiał żaden krokus, zdjęcia wykonane zostały zachowaniem środków ostrożności i w reżimie sanitarnym ;) Nie być w Tatrach w kwietniu i krokusom nie zrobić zdjęcia, toż to wstyd i niedowierzanie ;).
Wracając na parking, o dziwo, nie spotkaliśmy ani jednego turysty. Prawie bezludny szlak Doliny Kościeliskiej miło zaskakuje. Szybko docieramy do auta i wracamy do domów, kończąc naszą akcję “wspak” sukcesem. Do domu docieramy mając nie tylko fotki i filmiki z akcji oraz niezapomniane wspomnienia, ale także niezwykły i nieznośny dla naszych domowników zapach akcji jaskiniowych ;) Także dla dobra wszystkich zalecana została ciepła kąpiel :)
2020.05.24 Jaskinia Czarna - Trawers
Norbert Miczołek
Tomasz Motoszko
Jak to mówią "do trzech razy sztuka", tym razem się udało.
2020.08.14-15 Wielka Litworowa, Pod Wantą
Marek, Jarek, Magda, Michał, Ania, Kondrat, Paweł - Speleo Warszawa
Korzystając z "długiego" weekendu, wraz z ekipą z Warszawy wybraliśmy się na biwak do Wielkiej Litworowej. Jako, że warszawiacy nigdy nie mieli takich atrakcji, było to dla nich wielkim przeżyciem.
Po osiągnięciu miejsca biwakowego, podzieliliśmy się na dwie grupy, grupa biwakowa (ja, Marek, Jarek, Magda i Michał) pozostała przy płytowcu, a pozostała trójka wybrała się do Szczeliny Agoni. Po godzinie, ów trójka powrociła do salki pod płytowcem, gdy nie byli pewni drogi, tak więc dołączyłem do grupy i razem doszliśmy do Magla. Tam już, Ania, Kondrat i Paweł zeszli niżej i doszli do swojego celu.
Po powrocie do biwaku, ów trojka powróciła na powierzchnię a pozostali odpoczywali na biwaku.
Po wyjściu z Wielkiej Litworowej udaliśmy się do pobliskiej jaskini Pod Wantą, miał dołączyć do nas Łukasz P. i Darek R. lecz przestraszyli się pogody ;)
Cała piątka zeszła do ostatniej salki, gdzie Magda i Michał poszli do dna, a pozostali po krótkim odpoczynku zaczęli wychodzić.
Akcja udana, wszyscy powrócili cali i ledwo żywi ;)
2020.07.04 Jaskinia Marmurowa
Dominik Sarnowski
Marek Lewandowski - Speleo Warszawa
Po piątkowym wyjściu do jaskini Czarnej, wybraliśmy się do jaskini Marmurowej.
Dołączył do nas Dominik, podejście do Pieca było mordęgą, w nocy padał deszcze co spowodowało, iż warunki pogodowe były jak w tropikach, parno i duszno.
W jaskini było dość deszczowo, zeszliśmy do Czarnaj Baszty, tam chwila odpoczynku i powrót na górę.
2020.07.03 Jaskinia Czarna
Marek Lewandowski - Speleo Warszawa
Jako rozgrzewkę przed wyjściem do jakini Marmurowej, obraliśmy jaskinię Czarną,
pogoda o poranku sprzyjała, do jaskini doszliśmy spokojnie, ale dla niektórych kwarantanna dała się we znaki ;)
W jaskini dotarliśmy do Szmaragdowego Jeziorka,
Z jaskini wyszliśmy otworem górnym, zjazd jeszcze odbył się w suchych warunkach, natomiast powrót na bazę już w strugach deszczu.
2020.06.30 Z rowerem na Skrzyczne
Korzystając z ładnej pogody postanowiłem się udać na małą wycieczkę w gróy z rowerem, aby nabrać trochę kondycji.
Zaplanowana trasa to :
BB Leszczyny - Szyndzielnia (wjazd o własnych siłach, nie gondolą ;) ) - Klimczok - Przełęcz Salmopolska - Malinowska Skała - Małe Skrzyczne - Skrzyczne,
no i do BB do klubu.
Trasa wyniosła : 55km,
Czas przejazdu 6h 25min ( czasem idąc obok, zdażały się też małe loty ;)
Wzrost wysokości : 1,728 m
2020.05.24 Jaskinia Czarna
Tomasz Liszowski
Piotr Knop
Norbert Miczołek
Niedzielny wyjazd do Czarnej był ambitny, planowany był trawers od wejścia głównego (1) do otworu północnego (3).
Pierwsze wyjście sami, pozostawieni na pastwę losu, pełni obaw co to będzie, czy podołamy, aby nie zawieść instruktorów, nie narobić wstydu klubowi ;)
Do trawersu Herkulesa szło szybko, rekreacyjnie. Potem idziemy w nieznane, dochodzimy do Komina Węgierskiego ... hmm spoko damy radę, Tomasz Liszowski wdrapał się na górę, ... no i to był koniec naszej wędrówki.
Zjechaliśmy na dół, wróciliśmy do otworu górnego (2) tam szybki zjazd i powrót z myślą "My tu jeszcze wrócimy"
