Ewa Rutkowska
poniedziałek, 17 listopad 2025 17:58

2025.11.15. Trawers Litworowa - Śnieżna

Tomasz Kochel
Majka W.
Paweł Chrobak - Speleoklub Tatrzański
Ewa Rutkowska

To była cudne przejście. W sobotę w czteroosobowym zespole wybraliśmy się na trawers Litworowa – Śnieżna. Pogoda dopisała, warunki były idealne na taką akcję.
Do jaskini weszliśmy o 10:30 i od samego początku była to sama przyjemność bo było sucho, przyjemnie, jaskinia zaporęczowana i towarzystwo jak za czasów kursowych – wspaniałe.

Zjazdy w jaskini Litworowej pokonaliśmy w dosyć dobrym tempie i szybko dotarliśmy do sali pod Płytowcem. Tutaj nastąpiło krótkie wprowadzenie, kolejność kto za kim i zaczęło się. Paweł nasz dzisiejszy przewodnik był niezastąpiony – drogę znał na pamięć, wiedział gdzie i jak się „złamać”, motywował nas do samego końca :)

Największą atrakcją okazało się tradycyjnie połączenie między Jaskiniami Litworową i Śnieżną. Przejścia są ciasne albo bardzo ciasne ;) wymagające dobrego ustawienia i odrobiny determinacji, pomagaliśmy sobie Jezuskami i mocniejszymi słowami. Trochę miejscami było trzeba pokombinować z techniką ale poszło. Radość po wyjściu do miejsca połączenia była ogromna.

Wyjście ze Śnieżnej było całkiem przyjemnym, w miarę dobre tempo i bez niespodzianek. Na powierzchnię wyszliśmy zmęczeni, ale w super nastrojach. Czas pod ziemią 12 godzin.

Na początku był z nami jeszcze jeden kolega Michał, którego początkowe zaciski nie puściły i niestety musiał zawrócić.

Podsumowanie:

moje: to była jedna z najlepszych akcja jaskiniowych

Tomka: oni (Paweł i Majka) chcieli nas (mnie i Tomka) zabić ;)

Ja i Tomek polecamy wszystkim – było wspaniale!!!

poniedziałek, 02 wrzesień 2024 10:03

2024.08.30-31 Wspinanie w Tatrach

Ewa Rutkowska
Tomek "Murzyn" Grzegrzułka

Jak zwykle szalone pomysły rodzą się w głowie Ewy.
Dałem się namówić na pomysł 8000 stóp i mieliśmy zacząć nie wiem który już raz i w końcu pada data, cel.
No ale jak to w życiu czasem bywa, dzień przed wyjazdem korekta planu - w niedzielę muszę być w domu, więc co? Pada na zawsze stojącego Mnicha klasycznie no więc rezerwacja noclegów na Włosienicy, parking TPN, bilet, zezwolenie przez internet i o 22-ej w piątek ruszamy z polany Białczańskiej w stronę MOKA-a.
Przy pięknej rozgwieżdżonej nocy wędrujemy przyjemnie a przy pierwszym skrócie łapiemy się na podwózkę busem pełnym wspinaczy, który wiózł zaopatrzenie na Szałasiska.
Szybkie powitanie, oględziny namiotów i sublokatorów (każde śpi w innym namiocie) i próba snu przerywanego smętnym zawodzeniem zbłąkanego jelenia.
Poranek mija leniwie. Śniadanie, kawa, wielki plecak i ruszamy. Pogoda piękna, kolejka pod Mnichem jeszcze piękniejsza i piękny widok na Zadniego Mnicha gdzie nikogo nie ma. No to szybciutko wchodzimy na niego i jeszcze szybciej wracamy pod Mnicha tym razem pod najłatwiejszy wariant. Pół godziny później zjeżdżamy ze szczytu i pełni euforii Wiktoria wracamy. Mok, szałasiska, polana, Bielsko-Biała potem Sosnowiec.
Piękna sobota za nami. Warto było dla uśmiechów na twarzach.
środa, 24 lipiec 2024 09:47

2024.07.20 Wspinanie na Wielbłądzie

Ewa Rutkowska
Tomek "Murzyn" Grzegrzułka
Marzena - osoba towarzysząca

Korzystając z wolnego dnia i super pogody umówiliśmy się na wspinanie na Jurze. W super humorach, obwieszeni sprzętem doskonaliliśmy wspinaczkę przed długo planowaną większą akcją w Tatrach :) Na Murzyna zawsze można liczyć.
Wszystko co zaplanowaliśmy a nawet więcej - zrobiliśmy. Spędziliśmy bardzo przyjemny dzień, który jak zwykle zbyt szybko się skończył.
poniedziałek, 13 listopad 2023 13:29

2023.11.02. Jaskinia Wszystkich Świętych

Robert Bereta
"Murzyn" Tomek Grzegrzułka

Zaduszki w Awenie Wszystkich Świętych
poniedziałek, 28 marzec 2022 20:05

2022.03.26-27 Szkolenie z podstaw kartowania

Patrycja Kopytko
Tomasz "Kierownik" Kochel
Wacław "Przygoda" Michalski
Bartosz Brzezinka
Dominik Sarnowski
Mateusz Dudek
Antek Dudek
Ewa Rutkowska

Bardzo liczną grupą z naszego klubu uczestniczyliśmy w szkoleniu z Podstaw z kartowania jaskiń w Łutowcu. 
Szkolenie rozpoczęło się od wykładów prowadzonych przez Mateusza Golicza a później działaliśmy już w grupach trzyosobowych w terenie. Była nauka mierzenia, sporządzanie szkiców, zdjęć i notatek. Po obiedzie ręcznie obrabialiśmy nasze dane pomiarowe w arkuszu kalkulacyjnym a później rysowaliśmy plan jaskini na papierze milimetrowym  - powstał nam wszystkim dosyć dokładny plan potrzebny do kolejnych etapów szkolenia. Owocny dzień zakończył się wspólnym, integracyjnym ogniskiem.

Następnego dnia przeliczaliśmy nasze wcześniejsze dane i tworzyliśmy plan jaskini za pomocą programów elektronicznych. 

Szkolenie bardzo udane. Teraz tylko ćwiczyć, rysować, mierzyć, ćwiczyć i mierzyć i rysować...

środa, 23 marzec 2022 20:39

2022.03.11. Grotta La Donini – Sardynia

Filip P. - osoba towarzysząca
Mateusz S. - osoba towarzysząca
Ewa Rutkowska

Trafiła się okazja wyjazdu na Sardynię, więc żal było nie skorzystać. Zaczęło się od szukania kanionów i jaskiń i jednym z miejsc, które chcieliśmy i musieliśmy zobaczyć była Grotta La Donini. Miejsce to opisywane jest jako kanion ale w rzeczywistości to jaskinia z niezwykłymi formacjami przez którą płynie rzeka kończąca się niesamowitym zjazdem. Taki speleo kanioningowy trawers :) Emocje były spore ale miałam błogosławieństwo Beaty i pożyczony worek od Wacka, więc myślę: co się może nie udać? No i udało się!

Dojazd i okolica cudowna! Rozległe górskie tereny, kręta droga, przepiękna roślinność. Plany mieliśmy idealne i dojechaliśmy do miejsca skąd tylko 15 minut krótkiego spacerku i byliśmy przy otworze. Szybki zjazd, lina ściągnięta więc powrotu już nie było :) Na początku sucho i bardzo ciepło (bo wiadomo w piance) więc od razu był pierwszy batonik i dużo wody. Zgodnie z opisem jaskinia na początku trochę labiryntowa ale drogę znaleźliśmy bez problemu i po chwili szliśmy już głównym ciągiem. A po chwili to już tylko pływaliśmy... Wiedziałam, że będzie woda, że płynie rzeka pod ziemią, że przecież to podziemny kanion, no ale że tyle pływania?? A tak całkiem serio to naprawdę wszystkim polecam! Na początku dosyć wąsko ale z każdym krokiem cała jaskinia pięknie się otwiera i poszerza kończąc się uroczym :) 45 – metrowym zjazdem w wodzie po środku ściany. I ten widok na koniec, który się nam ukazał płynąc podziemną rzeką – coś wspaniałego! Promienie słońce wpadały z góry pokazując nam wyjście – niesamowite wrażenie. Wspaniałe miejsce, było i ciasno i wąsko i duże sale i fajne zjazdy. I zimno też bardzo nie było no ale trzeba się ruszać :) Pod ziemią byliśmy trzy godziny, powrót do auta zajął nam około godziny.
Teren gdzie byliśmy to chyba jakaś owczarnia bo na powrocie spotkaliśmy wiele zwierząt domowych :)

Przy okazji zwiedziliśmy parę jaskiń i wiem, że trzeba tam wrócić! Bunkry też były ze specjalną dedykacją dla Tomasza vel. Kierownika i Grzesia :) 

Ps. Andrea! Bardzo, bardzo dziękujemy za wszelką pomoc, cenne rady i za bycie nasza godziną alarmową!!!

Karolina Barciszewska – Kozioł – Speleoklub Tatrzański
Ewa Rutkowska
 
Kolejna już akcja z cyklu „Babskie wyjście”. Na razie jeszcze w okrojonym składzie ale już niedługo :) Tym razem naszym celem stały się Wielkie Kominy w Jaskini Miętusiej.
Spotkałyśmy się w sobotę rano na parkingu – pięknie ustawiłyśmy się czasowo, bo wjechałyśmy równocześnie. Szybkie przywitanie, zamówiony u Karoliny kalendarz wpakowałam do auta i wyruszyłyśmy na szlak. Aura nam dopisała! Czyste niebo, lekki mrozik i baaardzo dużo śniegu. Na szczęście byłyśmy ostatnim zespołem zmierzającym do dziury więc ścieżkę miałyśmy przedeptaną.
Dotarłyśmy dosyć sprawnie i szybko racząc się przeróżnymi opowieściami :) Na miejscu spotkałyśmy Frytkę z zespołem i Sławka z krakowskim kursem którzy już zaczynali akcję. Szybko się przebrałyśmy bo naprawdę zrobiło się zimno i poleciałyśmy rurą w dół. Poręczowanie, potem Komora pod Matką Boską i za chwilę już byłyśmy przy bardzo niskim syfonie Zwolińskich. Przed nami szedł kurs więc zrobiłyśmy sobie tutaj przerwę na śniadanie i dalej akcja. Przechodzimy Wiszący Syfonik w stylu „jak to zrobić by się nie zamoczyć”, mijamy imponującą Salę bez Stropu i zjeżdżamy Kaskadami. Ja sobie robię chwilę przerwy a Karolina idzie spojrzeć na Kaczanosia. W Błotnych Zamkach spotkałyśmy Frytkę, który już wracał do góry. Chwilę pogadaliśmy i Karolina zaczyna poręczować Wielkie Kominy. Gdzieś w połowie mijamy się z krakowskim kursem, rozmawiamy ze Sławkiem i wyruszamy dalej zjeżdżając w końcu do syfonu. Byłam przygotowana na ten duży opad wody ale my zjechałyśmy w delikatnych, małych strugach deszczu. Na wyjściu było mi tak ciepło, że taki deszczyk to była czysta przyjemność :) No a syfon wyglądał niesamowicie. Błękitny, przejrzysty, przepiękny. Nie mogłyśmy się napatrzeć. Zrobiłyśmy kilka zdjęć i ruszyłyśmy do góry. Tym razem ja deporęczuję. Wyjście poszło nam w miarę sprawnie ale końcówka już była dosyć męcząca. Rura, dwa duże wory i my wspierające się miłymi słowami :) Na wyjściu zaskoczyła nas piękna pogoda, było bardzo ciepło. Spotkałyśmy jeszcze krakowski kurs ze Sławkiem. W bardzo przyjemnej atmosferze zeszłyśmy na dół, powtarzając w kółko jaka to była super akcja.
poniedziałek, 20 grudzień 2021 19:12

2021.12.11. Jaskinia Miętusia

Małgorzata Toczyłowska
Weronika Kucia
Tomasz Motoszko
Ewa Rutkowska

Zaczęło się znienacka zaraz po przyjściu do klubu – Ewa idziemy do Miętusiej? A ponieważ uwielbiam tę jaskinię od pierwszego wejścia kursowego i nie trzeba mnie było długo namawiać szybko pozbieraliśmy liny i ustaliliśmy wstępny plan. W między czasie dołączyła do nas jeszcze Gosia i Weronika a plan jak to czasem bywa zmienił się i z planowanych wcześniej Wielkich Kominów zrobiła się akcja do MarWoja. Wszyscy zadowoleni, bo nikt z nas jeszcze tam nie był i dzięki temu powstał już plan na następną akcję.

Wyruszyliśmy w sobotę wcześnie rano. Przywitał nas lekki mrozik ale na podejściu szybko zrobiło się ciepło. Gosia była tylko lekko zawiedzona bo niestety na Polanie Miętusiej nie przywitało nas piękne słońce jak to zwykle bywa.

Pod wejście doszliśmy szybko, śniegu dosyć sporo ale miejscami ścieżka była przedeptana więc było w sam raz. Przy otworze szybka bułka, przebranie i weszliśmy do wytęsknionej rury. Na samym początku duże sople, które jeszcze bardziej ograniczały wejście. Niektórzy stwierdzili nawet, że cała rura w porównaniu do zeszłego roku dużo się zmniejszyła :)

W środku poszło nam szybko i sprawnie. Jaskinia od samego początku bardzo sucha. Rura, komora pod Matka Boską potem krótka obserwacja syfonu Zwolińskich i dalej w drogę. Ciągle w dół - Kaskady, rzut okiem na Ślepy Komin, potem już tylko Piaskowy Prożek i byliśmy w Błotnych Zamkach. Tam krótka przerwa na batonik i niedługo dotarliśmy do naszego celu – do Marwoja. Nikt z nas nie miał jeszcze okazji tam być i wypowiedzieć się o syfonie. Tak czy siak prześwit był,  nasi koledzy stwierdzili że przejście "na styk" :)

Wyszliśmy wszyscy zadowoleni i w doskonałych humorach!


czwartek, 10 czerwiec 2021 20:17

2021.06.06. Jaskinia pod Wantą

Karola Barciszewska - Kozioł TKTJ
Mateusz Kamyk Dudek 
Tomasz Murzyn Grzegrzułka 
Tomasz Kierownik Kochel 
Katarzyna Lena Koprowska KA GB GOPR
Ewa Rutkowska
 
Właściwie nie do końca wiadomo kto puścił pierwszy klocek domina, ale zaraz się z tego zrobiła niezła ekipa do rozgrywki. Ja do Ewy, Ewa do Murzyna, Ja do Karoli, Murzyn do Kamyka, Kierownik samozwańczy… Doskonale, wszyscy jesteśmy. No to idziemy! 
 
Zostaję przechwycona z Bazy u Krysi punkt ósma. U wlotu Kościeliskiej już czeka na nas Karola. Pierwsze kroki na podejściu jeszcze równe i wypełnione rozmowami. Ale za chwilę Murzyn oznajmia, że ma dobry dzień i mimo upału bez zadyszki i kropli potu zostawia nas wszystkich daleko w tyle. Postoje w naszych stałych miejscach pozwalają nam jeszcze od czasu do czasu na Niego spojrzeć, ale nie ma się co czarować - w mgnieniu oka zawsze ginie nam na linii horyzontu - niezależnie od tego, gdzie ten horyzont akurat się znajduje. 
 
Mijamy zaśnieżoną po brzegi Niebieską Studnię i wybrawszy ścieżkę w prawo za chwilę jesteśmy pod otworem w jakimś zabójczo przyzwoitym czasie. Przebieramy się w tym upale, Kamyk zgłasza się na ochotnika do poręczowania. Zlotówka prawie sprawnie - dla każdego, kto wpiął się w „C” ;)
Potem przełaz i jedziemy po linie dalej aż do spektakularnego Dzwona. Tu ta sama zasada: kto wpiął się w „C” zjazd miał płynny, kto nie - miał pełną dokumentację oraz sesję zdjęciowo-filmową, bo tyleż czasu mieli na to i zjeżdżający i gapie. 
 
Przeczołgujemy całe zawalisko, znajdujemy przedek frontu robót eksploracyjnych, posilamy się słodkościami i rozpoczynamy powrót na powierzchnię. Paradoksalnie więcej czasu zajmowały nam tym razem zjazdy niż wychodzenie!
 
Ku naszemu (a chyba zwłaszcza Kamyka) zadowoleniu czas akcji pod ziemią - 3,5 h. 
Podczas zejścia na Żlebie Kobylarzowym na odcinku łańcuchowym Murzyn wciela się w Superbohatera i pod własnym plecakiem, z którego robi prowizoryczne nosidło, znosi 4-letnią dziewczynkę. Jej przerażenie błyskawicznie zamienia się w fantastyczną frajdę i burzę endorfin. Wierzymy, że starczy ich dla niej i całej rodzinki na resztę szlaku. 
 
Mamy jeszcze cień obawy jak będzie wyglądał wyjazd z Zakopanego po długim weekendzie. Okazuje się jednak, że gdy dochodzimy do Wyżniej Kiry Miętusiej praktycznie nikogo już tu nie ma, nie ma również ani korków ani samochodów. I nawet McDonald’s w Żywcu nas rozczarował i nie przytrzymał nas kolejką ani na chwilę. Tym płynnym akcentem wszyscy, nawet Ci najdalej mieszkający, trafiają do celu jeszcze przed 22:00. W poczuciu dobrze wykonanej kupy nikomu nie potrzebnej roboty czekamy na kolejną międzyklubową przechadzkę po Tatrach.
czwartek, 06 maj 2021 18:22

2021.05.03 Jaskinia Szeptunów

Tomasz Kochel
Grzegorz Więcek
Tomasz "Murzyn" Grzegrzułka
Ewa Rutkowska

Długi weekend majowy nas nie rozpieszczał, więc postanowiliśmy sobie wynagrodzić tę deszczową pogodę ciekawą i bardzo ładną dziurą. Prowodyrem całej akcji był nasz wspaniały instruktor "Murzyn", który nie zdradzając zbyt wielu szczegółów powiedział tylko, że jedziemy niedaleko do bardzo ładnej jaskini w której jest jeziorko. No więc pojechaliśmy do jaskini Szeptunów lub jak kto woli do jaskini Szmaragdowej.
Jaskinia znajduje się w kamieniołomie a otwór do niej jest pięknie wymurowany. Weszliśmy do niej wszyscy z nadzieją na fajną przygodę i tak też było. Do dna doszliśmy dosyć szybko. Musieliśmy pokonać najpierw ciasny :) korytarz metodą robaczkowo pełzającą, potem krótki zjazd na linie i przywitało nas urocze jeziorko. Żeby tradycji stało się zadość odbyła się ciekawa sesja fotograficzna i potem powrót. Wróciliśmy inną drogę bo okazało się, że jaskinia choć niewielka to stanowi labirynt niewielkich korytarzy i meandrów. Każdy mógł wybrać dowolną drogę powrotną. Było i konkretne wyjście zaciskiem :) które wszyscy solidarnie polecamy lub nisko umiejscowionym dosyć ciasnym przesmykiem. Bardzo się wszystkim podobało. My wróciliśmy głównym wejściem ale jaskinia ma też drugi otwór, więc trawers też jest możliwy :) 
Po wyjściu zwiedziliśmy jeszcze kamieniołom. Cała okolica bardzo przyjemna.
Na powrocie Grześ nam nie darował i zwiedziliśmy jeszcze schrony znalezione przez Kierownika. 
Bardzo przyjemne zakończenie majówki :)
Strona 1 z 2