Beata Burdynowska - Weteran
Eugeniusz Foltyn - Były Członek Sekcji Archeologicznej
Jerzy Ganszer

Wykonano inwentaryzację kręgów kamiennych w masywie Potrójnej.
środa, 23 wrzesień 2026 23:02

2026.09.23 Jaskinia w Jaworzynie K.Bs-03.03

Napisał
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer

Jaskinia ma długość 96 m i 7,55 deniwelacji. W końcowej sali jest puszka do dokonywania wpisów. W tym roku byliśmy pierwszą ekipą. 
Na powierzchni autor sprawozdania uczestniczył w Pucharze 12 Wzniesień. 
A w drodze w dół napotkaliśmy bardzo wysokie drzewo, w planie mamy zmierzenie wysokości tego okazu.
wtorek, 22 wrzesień 2026 23:47

2026.09.22 Pokaz zdjęć w klubie

Napisał
Piotr Gawlas pokazał ciekawe filmy i zdjęcia z wyjazdu jaskiniowego do Tajlandii.
Zdzisław Grebl + o.t.
Zwiedziliśmy jaskinię wulkaniczną El Chato.
W jaskini można spotkać dwa endemiczne gatunki sów i różne gatunki pająków.
poniedziałek, 21 wrzesień 2026 08:49

2026.09.19 Wulkan Cotopaxi - Ekwador

Napisał
Zdzisław Grebl + o.t.
Wyjście do schroniska Jose Rivas( 4860 m ) na wulkanie Cotopaxi. Partie szczytowe zamknięte ze względu na aktywność wulkanu. Wulkan ma jeden z nielicznych lodowców równikowych, którego dolna granica znajduje się na wysokości około 5000m n.p.m.
 
 
 
 
 

Małgorzata Błaszczyk
Filip Pukmiel
Piotr „Kudłaty” Gawlas
Maciej Jeziorski

Nie da się ukryć — ta akcja należała do wybitnie rekreacyjnych. Wyspani, po solidnej zapiekance i kawie ze stacji, nim się obejrzeliśmy, a już na zegarze była 13:00, gdy wchodziliśmy do jaskini.

Podejście pod otwór górnym wariantem, przez mocno eksponowaną trawiastą półkę, jak zwykle dostarczyło nam zapierających dech w piersiach widoków i wrażeń. Dla Filipa było to z pewnością wyjątkowo ekscytujące przeżycie — zwłaszcza gdy metr od niego przemknął spadający kamień.

Dotarliśmy do Kominu Pustynna Burza, a w drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze do Sali Dantego, by z góry rzucić okiem na Szczelinę Strzygi i Studnię Taty.

Z jaskini wyszliśmy po całkiem przyzwoitych 5 godzinach akcji pod ziemią. Zdążyliśmy nawet na zachód słońca, a to zwykle nie zdarza się nam zbyt często.

Jadwiga Szczechla - osoba towarzyszącą
Julia Mihwa - osoba towarzyszącą
Benjamin Kopiec - osoba towarzyszącą
Radosław Jędrzejczyk
Lana Svetličić

Dziś zabraliśmy z Radkiem rokujących alpinistów jaskiniowych, na ich pierwszą wycieczkę po jurajskich dziurach.

Na pierwszy strzał poszła Jaskinia Trzebniowska (J.Cz.II-04.22). Wszyscy radośnie niemal przebiegli trudności tej jaskini, aby móc podziwiać pozostałe tam nacieki. Kolejnym punktem programu była Jaskinia Księdza Borka (J.Cz.III-04.06). Tutaj przećwiczyliśmy najpierw na powierzchni, potem już w dziurze, zarówno zjeżdżanie w kluczu francuskim, jak i wspinanie po drabince speleologicznej. Z nowo pozyskanymi umiejętnościami progi i pochylnie jaskini nie stanowiły dla zespołu większego problemu, więc i ta jaskinia poszła nam dość sprawnie. Następnie mały przestój - miała być jedynie szybka przekąska na stacji, a skończyło się koniecznością wymiany opony. W okrojonym już zespole ruszyliśmy do kulminacyjnej dziury tego wyjazdu. Była nią oczywiście kochana przez wszystkich Jaskinia Berkowa (J.Cz.III-06.05). Choć było widać już zmęczenie zarówno na twarzach jak i w ruchach, to i w niej nie udało się nas zatrzymać na długo.

Wszyscy pomimo zmęczenia wrócili do domów zadowoleni. Można mieć nadzieję, że będą chcieli kontynuować swoją przygodę jaskiniową i kto wie, może dołączą do kursu taternictwa jaskiniowego za rok.
poniedziałek, 21 wrzesień 2026 00:32

2026.09.16 Jaskinia w Mechowie

Napisał
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer

To jest jaskinia turystyczna na zachód od Pucka.
poniedziałek, 21 wrzesień 2026 11:09

2026.09.15 Mönch, Szwajcaria

Napisał
Paweł Gądek
Tomasz Kochel

Weszliśmy na Mönch, górę w Alpach Berneńskich o wysokości 4107 m.
Z uwagi na nasz zaawansowany wiek wyjechaliśmy pociągiem na prawie 3500 m (Jungfraujoch), skąd spacerkiem udaliśmy się do pobliskiego schroniska na 3650 m, by następnego dnia wejść w miarę łatwo na szczyt.
O tej porze śnieżna grań prowadząca na szczyt jest już bardziej wąska i stroma, ale za to jest niewiele ludzi. Minęliśmy około 5 ekip.
poniedziałek, 14 wrzesień 2026 16:05

2026.09.14 ŁAZĘGA PIRENEJSKA

Napisał
Michał Merta

   Plan był dosyć ambitny, dokończyć przejście przez Pireneje od Morza Śródziemnego do Atlantyku, które rozpocząłem trzy lata temu i zakończyłem w Encamp w Andorze. 
Wtedy wystartowałem na przylądku Creus. 
Przez ten łańcuch górski są przeprowadzone dwa szlaki transpirenejskie: po francuskiej stronie GR 10, który poprowadzony jest dosyć nisko, oraz GR 11 po hiszpańskiej, który przebiega znacznie wyżej, lecz często schodzi do miejscowości w dolinach.
  Jest jeszcze jeden nieoficjalny szlak: HRP (Haute Route Pyrénéenne / Haute Randonnée Pyrénéenne), który wykorzystuje sieć istniejących szlaków i ścieżek, a w założeniu ma przebiegać możliwie jak najbliżej głównej grani między Atlantykiem a Morzem Śródziemnym. Pierwszy etap pokonałem szlakiem GR 11, teraz planowałem dokończyć przejście szlakiem HRP. No ale jak to w życiu bywa, planować to sobie można... W dzień mojego wylotu jakaś czeska awionetka wleciała w polską przestrzeń powietrzną bez zgłoszonego lotu i łączności radiowej.
   Efekt był taki, że myśliwce sprowadzały ją na lotnisko w Balicach, z którego miałam lecieć. Zamknięta przestrzeń powietrzna, odwołane loty i chaos taki, że udało się znaleźć lot dopiero tydzień później. Datę wylotu musiałem przełożyć, niestety daty powrotu już nie mogłem. Jasne było, że do Atlantyku nie dotrę w tym czasie, zresztą to był plan i tak zuchwały. Postanowiłem, że niespiesznym krokiem udam się na zachód, na tyle niespiesznym, aby przypadkiem nie skończyć w miejscu, gdzie zaczynają się łagodne wzgórza Kraju Basków, aby chciało się wrócić i skończyć wędrówkę aż do oceanu. I jak to w przypowieści ZEN: "Kto wie, co jest dobre, a co złe, zobaczymy..." po początkowym rozczarowaniu okazało się, że wyszła z tego przyjemna, swobodna pirenejska łazęga. Generalnie obrałem kierunek zachodni, ale gdy stwierdziłem, że jest jakiś rejon warty zobaczenia, to zbaczałem. Wysokie Pireneje, choć liznąłem ich nieco w Andorze, okazały się bardzo wymagające kondycyjnie. Dzienna suma przewyższenia często wahała się między 2500-3000 metrów  a pokonanie dziennie 25 km szlakiem HRP jest bardzo dobrym wynikiem. Gdy szlak na mapie jest oznaczony tylko kropeczkami prędkość spada do około 1 km/h i tak idąc w okół masywu Aneto udało mi się zrobić tylko 15 km przez cały dzień. 
Pireneje są zróżnicowane  geologiczne, piaskowce, granity i wapienie z dużą ilością jaskiń (kilka mijałem w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku) Są to góry w których można poruszać się dosyć swobodnie obierając drogę wedle upodobań, jest tam bardzo dużo ścieżek poza znakowanymi szlakami. Szlaki GR są dobrze oznaczone ale nie zawsze możemy w związku tym spodziewać  się ścieżki.  Czasami jest to przeskakiwanie z głazu na głaz lub wyszukiwanie możliwości przejścia w luźnym rumoszu. 
  Biwakowanie poza parkami narodowymi jest dozwolone powyżej 2000 metrów, ale niewiele osób wydaje się tym przejmować. Można dosyć skutecznie odpocząć od telefonu bo zasięgu z reguły nie ma. Trzeba się liczyć z noszeniem żywności na 3-4 dni bo jeżeli trzymamy się HRP to sklepy są rzadko.
Turystów jednodniowych spotkałem tylko w Ordessie poza tym spotyka się głównie "hikerów" przemierzajacych którąś z transpirenejek.
   Góry z jednej strony wydają się dzikie i niedostępne z drugiej strony co mi dosyć mocno psuło ich odbiór to wszechobecny wypas bydła. Głównie krów, koni i czasem owiec. Jest ich tak dużo, że trudno jest o widok falujacych na wietrze traw na halach lub jakiejkolwiek roślinności wysokogorskiej. 
Zgryzione jest wszystko i prawie wszędzie. Wody jest dużo, ale takiej której by się człowiek nie obawiał nabrać do picia to już nie za bardzo . Nawet jak przechodziłem przez przełęcze 2800  m. To tam też  było przez krowy nas... 
Filtr do wody nie byłby  głupim pomysłem.
Dopiero w regionie Aragon mam wrażenie iż było wypasu trochę mniej. To znaczy zdarzały się rejony gdzie go nie było i wtedy robiło sie cudownie.
No ale nie ma co narzekać, przynajmniej możemy docenić to co mamy w naszej  części Karpat bo pod względem poziomu naturalności to nam Hiszpanie mogą pozazdrościć .
Podsumowując, odcinek który przeszedłem między Encamp  a Torla-Ordesa transpirenejką  i jeszcze do Sabiñánigo na autobus (takie pogórze 2000 m.) to około 280 km. 14 dni w górach.
  Ceny żywności praktycznie takie jak u nas, cen noclegów nie podam, bo spałem głównie pod tarpem. Refugia z reguły mijałem w środku dnia.
Piwo w barach niestety droższe niż  u nas, co nie powstrzymywało mnie od uzupełniania mikroelementów. 
W porównaniu do mojej pierwszej wędrówki w tych górach to muszę stwierdzić, że ludzi było dużo. Pierwszym razem byłem na przełomie maja i czerwca, nie było nikogo, wtedy jednak zdarzało się brodzić po kolana w śniegu i zmagać się z kapryśną pogodą. Teraz 2 tygodnie lampy.
  Była to piękna wysokogórska wędrówka, która będzie jeszcze miała, jak sądzę, swoją kontynuację.
Trochę się rozpisałem, ale pisząc to, jestem w autobusie do Bilbao i mając sporo czasu pomyślałem, że jest to dobry moment na podsumowanie na świeżo.