Sprawozdania (4892)
Małgorzata Bugalska - Ganszer
Paulina Kohut
Mateusz Kohut
Michał Ganszer
Od głównego otworu dotarliśmy do sali AKT. Zacisk w Labiryncie Wiatrów przy pierwszym podejściu wydał się niesympatyczny, po przejściu okazał się nie być taki zły. Czas akcji 5 godzin.
Paulina Kohut
Mateusz Kohut
Michał Ganszer
Od głównego otworu dotarliśmy do sali AKT. Zacisk w Labiryncie Wiatrów przy pierwszym podejściu wydał się niesympatyczny, po przejściu okazał się nie być taki zły. Czas akcji 5 godzin.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Ralph Ursprung- AGS Regensdorf
Julia Leitner- AGS Regensdorf
Marco Faggi- AGS Regensdorf
Dorotea Gesine-Wabbels - AGS Regensdorf
Waldemar Makoś - AGS Regensdorf
Martyna Michalska - Speleoklub Bielsko-Biała, AGS Regensdorf
W poprzedni weekend uprzejme koleżanki i koledzy z klubu AGS zabrali nas do przepięknej Grotte de la Malatière we Francji blisko granicy ze Szwajcarią. Przy otworze jest parking (ach jaka to osobliwość móc zaparkować auto i od razu wejść od dziury :p). Na samym początku około 10-metrowy zjazd. Potem też jest kilka małych zjazdów i trawersów linowych, oraz kilka zacisków, ale ogólnie jaskinia nie jest trudna technicznie. Za to wynagradza wielkością sal i nacieków, no coś pięknego! Każda sala odsłania coś nowego i interesującego. Cała wycieczka trwała około 6h. Warto wybrać się do niej jakby ktoś akurat był w tamtych okolicach :).
Julia Leitner- AGS Regensdorf
Marco Faggi- AGS Regensdorf
Dorotea Gesine-Wabbels - AGS Regensdorf
Waldemar Makoś - AGS Regensdorf
Martyna Michalska - Speleoklub Bielsko-Biała, AGS Regensdorf
W poprzedni weekend uprzejme koleżanki i koledzy z klubu AGS zabrali nas do przepięknej Grotte de la Malatière we Francji blisko granicy ze Szwajcarią. Przy otworze jest parking (ach jaka to osobliwość móc zaparkować auto i od razu wejść od dziury :p). Na samym początku około 10-metrowy zjazd. Potem też jest kilka małych zjazdów i trawersów linowych, oraz kilka zacisków, ale ogólnie jaskinia nie jest trudna technicznie. Za to wynagradza wielkością sal i nacieków, no coś pięknego! Każda sala odsłania coś nowego i interesującego. Cała wycieczka trwała około 6h. Warto wybrać się do niej jakby ktoś akurat był w tamtych okolicach :).
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Maciek "Fryta" Frydrychowicz- KKS,
Paweł Olszewski
Dotarliśmy za Szczelinę między Komorą Gwiaździstą a Partiami Sylwestrowymi. Przejście przez Gąbki- wody było po sam strop. Zapuściliśmy lewar i w drodze powrotnej mieliśmy "sytuację komfortową" z pokonaniem Gąbek. Dobrym pomysłem było ubranie pianki nurkowej pod kombinezon- zamiast termo.
Paweł Olszewski
Dotarliśmy za Szczelinę między Komorą Gwiaździstą a Partiami Sylwestrowymi. Przejście przez Gąbki- wody było po sam strop. Zapuściliśmy lewar i w drodze powrotnej mieliśmy "sytuację komfortową" z pokonaniem Gąbek. Dobrym pomysłem było ubranie pianki nurkowej pod kombinezon- zamiast termo.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
niedziela, 08 marzec 2026 21:12
2026.03.06-08 Zimowy obóz Speleoklubu Bielsko-Biała w Morskim Oku
Napisał Jerzy Ganszer
Zofia Gutek - kierownik obozu
Jerzy Pukowski
Izabela Rosner-Manda
Szymon Dycht - Osoba Towarzysząca
Jakub Krajewski
Maja Jędrzejewska
Adam Marcinków
Katarzyna Szczerba - Były Członek Klubu
Wojciech Stachowiak - Były Członek Klubu
Jerzy Ganszer
1 dzień - Kuźnice - Zawrat - Morskie Oko - 1478 m przewyższenia
2 dzień - Morskie Oko - Wrota Chałubińskiego - 614 m przewyższenia
3 dzień - Morskie Oko - Czarny Staw - 188 m podejścia
Piękna pogoda, piękne widoki. Śnieg zróżnicowany w większości korzystny do zjazdu na nartach. Został wyrównany rekord narciarzy SBB /6 osób/ z wyjazdem do Doliny Żarskiej.
Uroczyście obchodzono Dzień Kobiet.
Dziękujemy wszystkim za przybycie.
Dziękujemy sponsorom, którzy wpłacili wadium i nie mogli pojechać. Piliśmy ich zdrowie!
Już od przyszłego tygodnia zaczną się zapisy na obóz w Morskim Oku w 2027 r. Mamy zarezerwowane 16 + 6 miejsc na podłodze.
Szczegóły będą na Stronie- P /czyli na stronie Ganszera/.
W pierwszej fazie będą zapisywani członkowie Sekcji Narciarstwa Wysokogórskiego SBB, potem wszyscy narciarze SBB, potem członkowie SBB bez nart, potem inne osoby itp ... wszystko będzie szczegółowo wyjaśnione i podane do publicznej wiadomości.
Poniżej spis sponsorów:
Elżbieta Pydych
Piotr Pydych - Osoba Towarzysząca
Iwona Pospiech
Marek Sobański
Aleksandra Banot - Klub Alpinistyczny Grupy Beskidziej GOPR
Krzysztof Banot - Klub Alpinistyczny Grupy Beskidziej GOPR
Marek Mzyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Dziękujemy kierowniczce obozu za zorganizowanie noclegów!
Tutaj trochę zdjęć - "kliknij"
Jerzy Pukowski
Izabela Rosner-Manda
Szymon Dycht - Osoba Towarzysząca
Jakub Krajewski
Maja Jędrzejewska
Adam Marcinków
Katarzyna Szczerba - Były Członek Klubu
Wojciech Stachowiak - Były Członek Klubu
Jerzy Ganszer
1 dzień - Kuźnice - Zawrat - Morskie Oko - 1478 m przewyższenia
2 dzień - Morskie Oko - Wrota Chałubińskiego - 614 m przewyższenia
3 dzień - Morskie Oko - Czarny Staw - 188 m podejścia
Piękna pogoda, piękne widoki. Śnieg zróżnicowany w większości korzystny do zjazdu na nartach. Został wyrównany rekord narciarzy SBB /6 osób/ z wyjazdem do Doliny Żarskiej.
Uroczyście obchodzono Dzień Kobiet.
Dziękujemy wszystkim za przybycie.
Dziękujemy sponsorom, którzy wpłacili wadium i nie mogli pojechać. Piliśmy ich zdrowie!
Już od przyszłego tygodnia zaczną się zapisy na obóz w Morskim Oku w 2027 r. Mamy zarezerwowane 16 + 6 miejsc na podłodze.
Szczegóły będą na Stronie- P /czyli na stronie Ganszera/.
W pierwszej fazie będą zapisywani członkowie Sekcji Narciarstwa Wysokogórskiego SBB, potem wszyscy narciarze SBB, potem członkowie SBB bez nart, potem inne osoby itp ... wszystko będzie szczegółowo wyjaśnione i podane do publicznej wiadomości.
Poniżej spis sponsorów:
Elżbieta Pydych
Piotr Pydych - Osoba Towarzysząca
Iwona Pospiech
Marek Sobański
Aleksandra Banot - Klub Alpinistyczny Grupy Beskidziej GOPR
Krzysztof Banot - Klub Alpinistyczny Grupy Beskidziej GOPR
Marek Mzyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Dziękujemy kierowniczce obozu za zorganizowanie noclegów!
Tutaj trochę zdjęć - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Kazimierz Ślęk
Jerzy Ganszer
Piękna pogoda, piękne widoki. Działaliśmy częściowo poza szlakami. Tutaj zdjęcia - "kliknij"
Wiadomość o akcji była w internecie.
Na skałce obejrzeliśmy "znak płodności" /patrz zdjęcia/.
Jerzy Ganszer
Piękna pogoda, piękne widoki. Działaliśmy częściowo poza szlakami. Tutaj zdjęcia - "kliknij"
Wiadomość o akcji była w internecie.
Na skałce obejrzeliśmy "znak płodności" /patrz zdjęcia/.
Dział:
Sport i turystyka
niedziela, 01 marzec 2026 23:32
2026.03.01 Wycieczka do wodospadu pod Złotą Górą w Beskidzie Małym
Napisał Jerzy Ganszer
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Jest to drugi wodospad w Beskidzie Małym. Przy okazji zlokalizowano ciekawy "kanion Beskidzki", do którego niebawem będzie akcja klubowa.
Jerzy Ganszer
Jest to drugi wodospad w Beskidzie Małym. Przy okazji zlokalizowano ciekawy "kanion Beskidzki", do którego niebawem będzie akcja klubowa.
Dział:
Sport i turystyka
Paweł Kasperkiewicz - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Bejke
Niskie Tatry są przyjazne pieskom stąd pomysł na skitury. W sobotę przez Starobociańską Dolinę weszliśmy na szczyt Rovna Hola. W niedzielę z Przelęczy Certovica na Dumbier. Jako że Bejke była z nami nie uskutecznialiśmy jakiś wielkich freeridów, ale widzieliśmy że sporo ludzi jeździ gdzie się da. Polecamy bo warunki extra.
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Bejke
Niskie Tatry są przyjazne pieskom stąd pomysł na skitury. W sobotę przez Starobociańską Dolinę weszliśmy na szczyt Rovna Hola. W niedzielę z Przelęczy Certovica na Dumbier. Jako że Bejke była z nami nie uskutecznialiśmy jakiś wielkich freeridów, ale widzieliśmy że sporo ludzi jeździ gdzie się da. Polecamy bo warunki extra.
Dział:
Sport i turystyka
Sylwia Dendys - Speleoklub Tatrzański
Krzysztof Borgieł - Speleoklub Tatrzański
Kamil Polański - Speleoklub Tatrzański
Filip Pumkiel
Maciej Jeziorski
Jerzy Ganszer
Krzysztof Borgieł - Speleoklub Tatrzański
Kamil Polański - Speleoklub Tatrzański
Filip Pumkiel
Maciej Jeziorski
Jerzy Ganszer
W jaskini sporo lodu, jednak porównując do stanu sprzed trzech tygodni można zauważyć jego stopniowe cofanie się. 7 lutego poziom lodu sięgał Trójkątnej Salki, a obecnie ogranicza się do rejonu odciągu na I Płytowcu.
Kamil, Filip i Maciej dotarli do Sali Wesołej Warszawki, a następnie wspięli się po linach na olbrzymi most skalny i przetrawersowali do zachodniej półki, znajdującej się 49 m nad jej dnem. W tym miejscu warto zaznaczyć, że stan punktów i zaporęczowania w Sali jest fatalny – poprzecierane liny pamiętają czasy pierwszych eksploratorów, a stałe punkty opierają się na hakach i zardzewiałych plakietkach. Cała akcja pod ziemią trwała 5 godzin i 30 minut.
Dwie osoby dotarły do Masarni - czas akcji pod ziemią 3 godziny 50 minut.
Jedna osoba dotarła nad Lodospad.
Piękny śnieg, piękne Słońce, piękne widoki. Na dnie Wielkiej Studni wspaniały lodospad. Tutaj kilka zdjęć "kliknij" photos.app.goo.gl/ oMbC5abNnv5v5Y4w6
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
W sumie ponad 300 m podejścia. Piękne widoki! Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
We wtorek planujemy wyjść narciarsko na Malinowska Skałę. Szczegóły będą na stronie.
Jerzy Ganszer
W sumie ponad 300 m podejścia. Piękne widoki! Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
We wtorek planujemy wyjść narciarsko na Malinowska Skałę. Szczegóły będą na stronie.
Dział:
Sport i turystyka
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Za Oświęcimiem jest miejscowość Chyełmek, tam zwiedziliśmy miejsce, w którym jest wiele schronów przeciwlotniczych z okresu drugiej wojny światowej. Polecamy innym. Byliśmy także w miejscu stacjonowania dawnego 17 dywizjonu rakietowego O.P.
Tutaj inne zdjęcia - "kliknij"
Jerzy Ganszer
Za Oświęcimiem jest miejscowość Chyełmek, tam zwiedziliśmy miejsce, w którym jest wiele schronów przeciwlotniczych z okresu drugiej wojny światowej. Polecamy innym. Byliśmy także w miejscu stacjonowania dawnego 17 dywizjonu rakietowego O.P.
Tutaj inne zdjęcia - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Więcej...
niedziela, 29 marzec 2026 23:30
2026.02.22 - 03.08 Międzynarodowa wyprawa eksploracyjna Tajlandia Neua (północna) Soppong
Napisał Piotr GawlasJohn G - Belgia, kierownik
Ampy - Tajlandia
Géry B - Belgia
Cal - Wielka Brytania
Jean-Mari - Francja
Piotr Gawlas - Polska SBB
Wyprawa trwała od 23 lutego do 08 marca w oparciu o bazę w miejscowości Soppong u bardzo miłej gospodyni o ksywce Pi-Da (całe tajskie imiona są długie a dla nas dziwne i zamotane). Mieszkaliśmy w domkach na palach, dwuosobowych z łazienką. Otoczenie wiejskie, czyli pobudka o świcie kogutem za oknem, owocowe drzewa w ogrodzie, palmy, papaja, oraz ogólnie sielanka. Gospodyni gotowała nam posiłki: śniadanie o 8:00 i obiad o 19:00. Punktualnie ;) Pomieszczenie świetlicowo-stołowe zbudowane również na tarasie na palach, zajmowało połowę tego tarasu. Przesiadywaliśmy wewnątrz, bo było trochę deszczowo jak na porę roku i dosyć chłodno. Okna były otwierane do góry, bardzo praktyczne, ale bez szyb. Wieczorami przez wnętrze przelatywały nietoperze a po ścianach ganiały małe gekony. Chyba miały rujkę. Jeden upodobał sobie stację wi-fi, gdzie przesiadywał, chyba mu było na niej ciepło. Gekonki były płochliwe i trudno było do nich bliżej podejść, zwiewały z taką szybkością, że nie do ogarnięcia przez nasze oko. Z okien świetlicy i z tarasu jest widok na dolinę i fragment wioski Soppong. Przesiadywaliśmy tam po akcjach, przeglądając plany, oglądając zdjęcia i filmiki z wyjść, rozmawiając. Działaliśmy w pięknym krasowym terenie w północnej części Tajlandii (neua - północ) niedaleko granicy z Mianmar (Birmą). Dla mnie pierwszy raz w tamtym miejscu, trochę nie rozeznaję się jeszcze w lokalnych nazwach, brzmią dziwnie. Jak dla mnie jest trochę za ciepło. Ale...
Głównym celem jest Tam Gloua, Jaskinia Strachów ( Straszna, Strasząca, tłumaczenie dowolne, z ang. Scary Cave, Tam - z tajskiego jaskinia). Początek faktycznie działający na wyobraźnię. Przeciskanie się przez zawalisko z wielkich bloków, po drodze napotykamy węże, które leżą na skalnych półkach i w nyżach. Mogą puścić nerwy. Ale spokojnie. Bloki dosyć stabilne. Węże to dusiciele, nie jadowite, polujące na nietoperze, niekoniecznie były szczęśliwe z naszej obecności i usuwały się z drogi. Chyba, że spały po posiłku albo były w jego trakcie. Kiedyś, wychodząc z jaskini trafiłem na taki bar zacisze, gdzie wąż połykał zdobycz. Zaskakujące jest, jak one w tych ciemnościach polują, łapiąc nietoperza w locie. Były nawet ładne te gady, czarne grzbiety, jasny brzuszek a wzdłuż ciała po obu stronach żółte pasy. Idąc dalej zawalisko zmienia orientację z pionowego rumowiska na poziomy, już bardziej korytarz, którego dnem płynie potok. Dalej w głębi jaskini nie ma węży, jest za to bardzo ciepło i lata ogromna ilość nietoperzy. Po kamieniach skaczą świerszcze i biegają takie wielkie, ładne, włochate pająki. Uciekają na nasz widok. Płynący spągiem potok miejscami zamienia się w sadzawki w których żyją przeźroczyste krewetki i ryby. Jak się tam dostały, tego nie zgadnę. Po drodze, od dołu i od góry strumienia kilka kaskad po 10 - 15 metrów, zupełnie pionowych wodospadów a te ryby nie potrafią pełzać - przetestowane. Idąc głównym ciągiem wzdłuż strumienia docieramy do Czarnego Wodospadu. Jakieś 40 metrów pochylni. Nad wodospadem wznosi się duża sala. Wspinaliśmy się jej bocznymi odnogami i w górę cieków wodnych, natrafiając na pięknie udekorowane naciekami salki i korytarze a jedno z okien doprowadziło nas do komory, która była na wysokości otworu wejściowego. Pierwotnie pomiary wskazywały na lokalizację najwyższego piętra w okolicy otworu, ale po skorygowaniu danych okazało się, że sala jest w masywie. Atmosfera jest tu ciężka, bardzo ciepło i latają owady spotykane na powierzchni. Być może jest to miejsce, gdzie mogło by się otworzyć drugie wyjście, ale nie ma potrzeby. Za Czarnym Wodospadem korytarze mają przebieg poziomy i kilkadziesiąt metrów obniżają się na tyle, że trzeba się czołgać w strumieniu, całkowicie leżąc w wodzie, wlokąc za sobą wór ze sprzętem. Temperatura w jaskini oscyluje w okolicach +30 stopni Celsjusza. Dalej korytarze podnoszą się i zamieniają w kaskady. Kilka uskoków po 10-15 metrów, zjazdy w strumieniach wody. Między poszczególnymi kaskadami są meandry. Ostatni, około 20 metrowy zjazd wodospadem sprowadza nas na dno dużej sali. To tu mamy działać. Sala ma około 40 metrów wysokości. Na przeciwległej do zjazdu ścianie z okna w połowie jej wysokości wypada drugi wodospad o obfitości większej, niż potok, którym tutaj docieramy. Potencjalnie taki duży potok spływa podobnymi partiami jak te, które już znamy. Nie ma siły, trzeba wspinać. Ponieważ jest już późno, postanawiamy przełożyć akcję na kolejny dzień, ale jest to nasz trzeci już dzień z kolei w jaskini, gdzie poręczowaliśmy ją, wspinali i eksplorowali wcześniejsze jej partie, do jaskini wracamy za dwa dni, po odpoczynku - tak postanawiamy.
Taka ciekawostka. Dnem doliny gdzie znajduje się wejście do Tam Gloua płynie strumyk. Przepływa dokładnie pod otworem, ale nie wpada do niego, tylko dalej jakieś 150 metrów do ponoru. Zastanawialiśmy się dokąd ta woda płynie, bo nie jest to na pewno ciek w jaskini, którym idziemy w dół. Gery i Jean-Mari mieli spróbować rozkopać ponor, ale nie dali rady, bo szczelina za wąska. Mącili wodę kiedy byliśmy w jaskini żeby sprawdzić, czy czasem nie płynie ona do wodospadu w wielkiej sali, ale też nie. i bądź tu mądry?
Dzień odpoczynkowy wyglądał tak, że po śniadaniu wyruszamy w sąsiedni rejon, przyjrzeć się z bliska kilku zapadliskom krasowym, wiele z nich nie była jeszcze odwiedzona. Chodząc po dżungli w lejach nie znaleźliśmy nic. Przeszliśmy za to jakieś 25km i około 1200 metrów w pionie. Jak na odpoczynek to tak na zajechanie się ;)
Wracamy do Tam Gloua w czwórkę: Ampy, John, Cal i ja. Przebieramy się i gnamy co sił na przodek. Poprzednim razem przyglądałem się możliwości wspinania wodospadu. Słaby teren. Po prawej, ściany to posklejany gliną rumosz skalny, brak możliwości jakiejkolwiek asekuracji, pod naciskiem stóp ze ścian wypadają głazy wielkości cegły. Padła propozycja wspinu wodospadem, ale wiertarka po tej akcji będzie do wywalenia. Podchodząc po linie w stronę wyjścia, tuż przy samej górze, jakieś 8-10 metrów na prawo od liny, zauważyłem w ścianie półkę. Dalej kolejną i dwa stalagmity. Wszystko zalane polewą z tłustego błota. Dojechałem ukosem do półki wbijając po drodze kilka kotw, na półce zmontowałem stanowisko, pancerne. Dochodzi do mnie Cal z liną i resztą szpeju do asekuracji. Stąd do wodospadu wygląda, że jest jakieś 25 metrów. Zaczynam wspinaczkę, właściwie hakówkę, choć ściany nie są najlepszej jakości, idzie ona całkiem sprawnie. Po około godzinie wybieram ostatni kawałek liny i jestem przy wodospadzie, poszło całe 30 metrów liny. Motam drugie stanowisko, linę wiążę na sztywno, żeby Cal mógł do mnie dojść.
Wodospad jest imponujący. Wypływa przez skalne okno z zawieszonego basenu. Wchodzę do okna, ładuje się do wody w basenie. Dalej biegnie korytarz. Poszedłem nim jakieś 50 metrów w górę strumienia i zawróciłem. W międzyczasie Cal dowspinał się do okna, wszedł do korytarza i też poszedł nim w górę. Ja szykowałem linę do zjazdu, żeby się jakoś wycofać i zaporęczować na dalszą eksplorację. Cal doszedł jakieś 10 metrów dalej niż ja i też wrócił. Trochę zaczął gonić nas czas. Ale Johna i Ampy jeszcze nie było.
W tym samym czasie John i Ampy poszli dziś do dna, do syfonu, żeby pomierzyć pewne odcinki, na które rok wcześniej zabrakło im czasu. Widać pomiary zajęły dłużej, niż przewidywano. Dobrze, że powiedzieliśmy gospodyni, żeby na nas nie czekała z obiadem, tylko zostawiła nam do odgrzania jak wrócimy. Jak zawsze kończyliśmy około 17-18, tym razem akcja zeszła do dwudziestej pierwszej. Za dwa dni kończymy eksplorację w rejonie Soppong. Trzeba jeszcze pomierzyć choć część nowych partii nad Wodospadem i zdeporęczować jaskinię. Wracamy tu za dwa dni, tym razem po dużo spokojniejszym dniu odpoczynku.
Tam Gloua po dołączeniu domiarów i nowo odkrytych korytarzy ma obecnie 2335 metrów długości, czyli około 650 metrów więcej, niż rok temu a jej głębokość wzrosła o 4 metry i wynosi obecnie 279 metrów co stawia ją na 4 miejscu najgłębszych i 31 miejscu pod względem długości jaskiń Tajlandii.
Kolejne dni odpoczynku podczas eksploracji Tam Gloua spędzamy:
Eksploracja Tam Huai Kun, która rozwija się na dolnej części strumienia Tam Gloua i jest jego wywierzyskiem oraz przeczesywaniu terenu w okolicznych lejach w poszukiwaniu cieków wodnych, które go zasilają. Idąc w górę Tam Huai Kun docieramy do korytarzy, które obniżają się tak bardzo, że trzeba będzie kopać żwirowe namulisko, jeśli byśmy usiłowali połączyć te jaskinie. Jest jednak problem, bo w jaskini występuje bardzo duże stężenie dwutlenku węgla, dochodzące nawet do 3,5%. Będzie trzeba coś wymyślić, żeby się go pozbyć ;)
Podczas przeczesywania kolejnych lejków trafiamy na dużą studnię. Zaporęczowałem ją i zjechałem na głębokość 55 metrów. Jest piękna, myta, jej dno zasypane jest ziemią i choć odchodzi w bok coś na kształt wąskiego korytarzyka, trzeba by go udrożnić wybierając ziemię, ale tu również panuje ciężka atmosfera, miernik pokazał 2% CO2. Cal i Jean-Mari obok naszej studni rozkopali szczelinę, która też rozwija się w studnię, gdzie kamień leci kilka sekund, ale i tu miernik szaleje, więc zaniechano dalszej eksploracji. Po południu pojechaliśmy z Calem na punkt widokowy i do wioski Ban Ja-Bo, położonej nad poljo Mae Lana. Pod polio płynie rzeka, która wytworzyła ogromną jaskinię, Tam Mae Lana. Odwiedzamy ją w kolejny dzień wolny. W Ban Ja Bo idziemy do kafejki z tarasem widokowym. Miło jest posiedzieć wieczorem podziwiając obłędne widoki polio Mae Lana i okolicznych gór. W wiosce obchodzony jest Nowy Rok. Mieszkańcy chodzą odświętnie ubrani, część odpoczywa przed domami. Co chwilę rozlegają się wybuchy fajerwerków.
W Tam Mae Lana, która jest jaskinią turystyczną i można ją zwiedzać z przewodnikiem z Ban Mae Lana, wioski położonej w poljo, my jednak idziemy od tyłu, rzeką pod prąd. Cal ma tutaj swój nieodkryty problem a my chcemy zobaczyć przepiękną jaskinię. Było warto. Potężne nacieki zwisające ze stropu, polewy w formie kropielnic, organów, wielkie stalaktyty robiły wrażenie. Idziemy, czasem płyniemy rzeką. Woda mało przejrzysta, trzeba uważać, bo pod powierzchnią są głazy i wystające płyty skalne, które powiadamiają boleśnie o swoim istnieniu, kiedy się przywali w nie piszczelem. Ale woda pierwsza klasa, krótki rękawek, temperatura koło 30 stopni C. Poza odmoczonym naskórkiem i paznokciami, żadnych efektów odmrożenia. W wodzie pływają krewetki a nawet wymiarowe pstrągi.
C.d.n.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
sobota, 11 kwiecień 2026 21:36
2026.02.22 - 03.08 międzynarodowa wyprawa eksploracyjna Tailandia Neua (północna) Soppong
Napisał Piotr Gawlas
John G - Belgia, kierownik
Géry Berghmans - Belgia
Cal - Wielka Brytania
Jean-Mari - Francja
Piotr Gawlas - Polska SBB
Na zakończenie działalności w rejonie Soppong wybraliśmy się do niedalekiej doliny, w której były zlokalizowane farmy uprawiające czosnek. Dnem doliny płynie niewielki potok. Idąc z jego biegiem docieramy do wielkiego, przypominającego twarz kosmicznego stwora, głazu. Pod nim potok znika. Jak popatrzymy na okalające głaz skały i wnękę skalną, widzimy wiele zawieszonych na krzakach śnieci i narysowanych na ścianach linii, które wskazują, dokąd sięgała woda podczas zalewów. Najwyższy punkt jest jakieś 15 metrów nad dnem i sugeruje, że cała plantacja bywa zalewana kilkumetrową warstwą wody a w dolinie jest wtedy pokaźne jezioro. Rozkopując suchy w tym czasie ponor natrafiamy na wąski korytarz, właściwie rurę, która sprowadza w dolne partie ponoru. Jest tak wąska, że tylko John po zainstalowaniu liny, przeciska się nią wgłąb. Jest to problem do rozwiązania w przyszłości, na kolejnych wyprawach. Jaskinia z powodu umiejscowienia otrzymuje nazwę Tham Garlic - Jaskini Czosnkowej.
Kolejnego dnia pakujemy nasz sprzęt i wyruszamy na kemping w rejonie miasta Chiang Dao. Po drodze zahaczając o Pai, takie folklorystyczne miasteczko w lokalnych górach, gdzie jest kolorowo i przyjeżdża dużo turystów. Jemy świetny tajski obiad a resztę dnia spędzamy na zwiedzaniu miasteczka. Całkiem ciekawego :)
c.d.n.
Géry Berghmans - Belgia
Cal - Wielka Brytania
Jean-Mari - Francja
Piotr Gawlas - Polska SBB
Na zakończenie działalności w rejonie Soppong wybraliśmy się do niedalekiej doliny, w której były zlokalizowane farmy uprawiające czosnek. Dnem doliny płynie niewielki potok. Idąc z jego biegiem docieramy do wielkiego, przypominającego twarz kosmicznego stwora, głazu. Pod nim potok znika. Jak popatrzymy na okalające głaz skały i wnękę skalną, widzimy wiele zawieszonych na krzakach śnieci i narysowanych na ścianach linii, które wskazują, dokąd sięgała woda podczas zalewów. Najwyższy punkt jest jakieś 15 metrów nad dnem i sugeruje, że cała plantacja bywa zalewana kilkumetrową warstwą wody a w dolinie jest wtedy pokaźne jezioro. Rozkopując suchy w tym czasie ponor natrafiamy na wąski korytarz, właściwie rurę, która sprowadza w dolne partie ponoru. Jest tak wąska, że tylko John po zainstalowaniu liny, przeciska się nią wgłąb. Jest to problem do rozwiązania w przyszłości, na kolejnych wyprawach. Jaskinia z powodu umiejscowienia otrzymuje nazwę Tham Garlic - Jaskini Czosnkowej.
Kolejnego dnia pakujemy nasz sprzęt i wyruszamy na kemping w rejonie miasta Chiang Dao. Po drodze zahaczając o Pai, takie folklorystyczne miasteczko w lokalnych górach, gdzie jest kolorowo i przyjeżdża dużo turystów. Jemy świetny tajski obiad a resztę dnia spędzamy na zwiedzaniu miasteczka. Całkiem ciekawego :)
c.d.n.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
poniedziałek, 23 luty 2026 00:13
2026.02.20-22 Wyjazd Sekcji Narciarstwa Wysokogórskiego Speleoklubu Bielsko-Biała do Doliny Żarskiej
Napisał Jerzy Ganszer
Zofia Gutek
Maja Jędrzejewska
Elżbieta Jasiak
Adam Marcinków
Tomasz Kochel
Jerzy Ganszer
W oparciu o schronisko zdobyliśmy Rochacz Płaczliwy 2125 m i Smutne Siodło 1962. Było kila ciekawych podejść i ciekawych zjazdów. Widoki, słońce, śnieg, mgła. Wszyscy bardzo zadowoleni. Już zapraszamy na akcje do tej doliny w przyszłym roku - mamy tam kilka rzeczy do zdobycia.
To był pierwszy z czterech zaplanowanych wyjazdów narciarskich. Można wspomnieć, że są wolne miejsca na obóz do Morskiego Oka /na podłodze/ - mogą zapisywać się osoby z klubów pokrewnych.
Mamy drobny sukces - na akcji mieliśmy 6 narciarzy z klubu co jest dobrym wynikiem, zwłaszcza, że wszyscy dobrze zafunkcjonowali, bo zjazdy były dość wymagające !
1 dzień - 686 m podejścia
2 dzień - 991 m podejścia
3 dzień - 673 m podejścia
Zofia - kłopoty z rakami
Maja - była bardzo dzielna
Elżbieta - sporo bagażu, bobrze jeździ /kiedyś zjechała z Rysów/
Adam - wykazywał kunszt jazdy w swoich szerokich deskach
Tomasz - lubi jeździć na wprost, miał okazję zanurkować do śniegu
Jerzy /Prymula/ - jak zwykle miał najmniej gratów
Tutaj kilka zdjęć z akcji - "kliknij"
Maja Jędrzejewska
Elżbieta Jasiak
Adam Marcinków
Tomasz Kochel
Jerzy Ganszer
W oparciu o schronisko zdobyliśmy Rochacz Płaczliwy 2125 m i Smutne Siodło 1962. Było kila ciekawych podejść i ciekawych zjazdów. Widoki, słońce, śnieg, mgła. Wszyscy bardzo zadowoleni. Już zapraszamy na akcje do tej doliny w przyszłym roku - mamy tam kilka rzeczy do zdobycia.
To był pierwszy z czterech zaplanowanych wyjazdów narciarskich. Można wspomnieć, że są wolne miejsca na obóz do Morskiego Oka /na podłodze/ - mogą zapisywać się osoby z klubów pokrewnych.
Mamy drobny sukces - na akcji mieliśmy 6 narciarzy z klubu co jest dobrym wynikiem, zwłaszcza, że wszyscy dobrze zafunkcjonowali, bo zjazdy były dość wymagające !
1 dzień - 686 m podejścia
2 dzień - 991 m podejścia
3 dzień - 673 m podejścia
Zofia - kłopoty z rakami
Maja - była bardzo dzielna
Elżbieta - sporo bagażu, bobrze jeździ /kiedyś zjechała z Rysów/
Adam - wykazywał kunszt jazdy w swoich szerokich deskach
Tomasz - lubi jeździć na wprost, miał okazję zanurkować do śniegu
Jerzy /Prymula/ - jak zwykle miał najmniej gratów
Tutaj kilka zdjęć z akcji - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Marek Sobański
Jerzy Ganszer
Akcja trudna, suma przewyższeń 623 m. Dotarliśmy na Przehybę 1175 m z Szlachtowej na południu. Znaleźliśmy ciekawe miejsce na jeden z przyszłych biwaków zimowych. Tutaj inne zdjęcia - "kliknij". Byliśmy tam pierwszy raz!
Jerzy Ganszer
Akcja trudna, suma przewyższeń 623 m. Dotarliśmy na Przehybę 1175 m z Szlachtowej na południu. Znaleźliśmy ciekawe miejsce na jeden z przyszłych biwaków zimowych. Tutaj inne zdjęcia - "kliknij". Byliśmy tam pierwszy raz!
Dział:
Sport i turystyka
