Sprawozdania (4892)
Roman Czarnecki - Weteran
Bożena Janik - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Pukowski
1 osoba z SBB
Rafał Konior - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Do wody wszedł Roman i Rafał - chwała im! Pomysłodawcą "Klubowych Oblucji" jest Zdzisław Grebl, który teraz wygrzewa kości w ciepłych krajach.
2024.12.29 Akcja narciarska w Szczyrku - Biłej
Napisał Jerzy GanszerJerzy Nicko
Zbigniew Mastalski - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Zwiedzaliśmy starą szopę. Potem zjazd po naśnieżonym stoku narciarskim. Akcja rekreacyjna.
2024.12.29 - Jaskinia Miętusia Wyżnia - Wyjazd Kursowy
Napisała Kasia DomanieckaWacław Michalski
Dominika Kot
Anna Boczkowska
Łukasz Owczarek
Michał Merta
Piotr Wójcik
Arkadiusz Turek
Bartosz Brzezinka
Katarzyna Więckowska
Wojciech Chroszcz
Katarzyna Domaniecka
Drugi dzień kursowy i ostatnie wejście do jaskini w tym roku. Na kierownika wyprawy zostałam wytypowana ja - żółtodziób z nizin. Już samo podejście pod jaskinię było trudne i długie, a że to drugi dzień, to także bardzo męczące. Z parkingu ruszyliśmy o godz. 7.45, pod dziurą byliśmy o 10.24. Samo wejście do jaskini wymagało użycia lin. Szybkie przebranie się i wchodzimy.
Po przejściu przez Mylną Rurę, doszliśmy do pierwszego zjazdu, do Sali Matki Boskiej. Następnie podzieliliśmy się na dwie grupy, żeby akcja mogła przebiec szybciej i sprawniej. Tym razem drużyny były mieszane. Część z nas ruszyła do błotnego syfonu. Doszliśmy do pierwszego syfonu, w którym stała woda, ale dalej już nie przeciskaliśmy się. Wracaliśmy do rozwidlenia, gdzie rozdzielaliśmy się na grupy i czekaliśmy na pozostałych, którzy wychodzili z suchego dna.
Zjazd na suche dno był bardzo ciekawy, bo było kilka przepinek, dno było dosyć wąskie. Trzeba było bardzo uważać na spadające odłamki skał. Natomiast wyjście już szło dużo szybciej, gdyż chęć skorzystania z toalety była bardzo duża, zwłaszcza, gdy wychodzi się przy akompaniamencie odgłosów wody puszczanych z telefonu.
Tym razem nikt z nas nie był mokry, jednak ochraniacze na kolana bardzo się przydały.
Podsumowując: lin nie zabrakło, wszyscy wyszli w jednym kawałku. Tak więc żółtodziób dał sobie radę, w tej ostatniej dziurze w starym roku.
Filip Pukmiel
Maciej Jeziorski
Pogoda podczas podejścia była idealna – bezchmurne niebo i komfortowa temperatura sprzyjały działaniom.
Trawers rozpoczęliśmy od głównego otworu, u stóp Czarnej Turni. Pokonanie kluczowych trudności wspinaczkowych, takich jak Komin Węgierski, Jeziorko Szmaragdowe, Próg Latających Want oraz pomniejsze progi, przebiegło sprawnie. Jedynie przy Studni Smoluchowskiego napotkaliśmy poważniejszy problem – lina zaklinowała się między skałami podczas próby jej ściągnięcia. Filip, próbując ją obciążyć, omal nie uległ poważniejszemu wypadkowi – szczęśliwie upadek zamortyzowała kość ogonowa.
Najbardziej wymagającym wyzwaniem okazał się Próg Latających Want, szczególnie podczas wyciągania przez niego worów i lin. Ze względu na ograniczony skład zespołu oraz ciasne zakręty w obejściu trudności, zadanie wymagało dużego wysiłku i koordynacji.
Na wyjściu z jaskini przywitało nas rozgwieżdżone niebo. Większą część powrotu zjeżdżaliśmy na workach, co dodało akcji nieco humorystycznego akcentu. Cały czas trwania działań w jaskini wyniósł 8,5 godziny, pobijając dotychczasowy rekord ubiegłorocznych kursantów.
Dość sporo ludzi w górach. Pokonana trasa zaznaczona na mapce pokonana na nartach. W sumie 932 m przewyższenia. Korzystano ze skibusa. Było widać Tatry i Sudety.
2024.12.28 - Jaskinia Kasprowa Niżnia - Wyjazd Kursowy
Napisał Arkadiusz TurekWacław Michalski
Piotr Gawlas - Kudłaty
Mariusz Linke
Martyna Michalska
Łukasz Piechocki
Dominika Kot
Katarzyna Domaniecka
Anna Boczkowska
Łukasz Owczarzak
Michał Merta
Piotr Wójcik
Arkadiusz Turek
Kasprowa Niżna, pierwsza dziura na kursie, gdzie wody jest więcej niż w butli przy plecaku.
Nastroje w stadzie mieszane: wizja krótkiego podejścia wywołuje uśmiech na kursowych twarzach, ale to właśnie uśmiechy klubowiczów dają nam najwięcej do myślenia. Szczególnie gdy uśmiechom towarzyszą słowa „gąbki” i „syfon”, gwoździem do trumny okazał się Wacław wciągający neopren pod kombinezon.
Pod Wielkim Kominem dzielimy się na dwa zespoły: dziewczyny idą trenować dławienie się wodą przy lewarowaniu, męska część grupy bierze się za zapieraczkę. Ze swojej strony powiem tyle: gumiaki zaskakująco dobrze trzymają się skały a sporadyczne wyjechania z tunelu zdarzają się każdemu. Droga do Sali rycerskiej poszła zaskakująco dobrze: Gniazdo Złotej Kaczki tylko zamulone, jezioro w Długim Chodniku kompletnie suche. Na miejscu kawa i czekamy na dziewczyny.
No właśnie co z nimi? Dźwięki które docierały do nas z bocznych odejść sugerowały trudny przebieg akcji i raczej nędzne morale. Jak podejrzewaliśmy zgrabniejsza część stada do Sali Rycerskiej wparowała mokra ale (o zgrozo!) z pieśnią na ustach i w bojowym nastroju. Co zaszło? Nie wiem, ale co było w Gąbkach, zostaje w Gąbkach.
Dalej poszło szybko, droga do Syfonu Danka okazałą się komfortowa, a czekający na końcu skarb wart wysiłku. Skarbem okazał się depozyt ~20 kg ołowiu i płetwy używane przez nurków, które obiecaliśmy pomóc wydobyć z głębi.
Przed powrotem z Sali Rycerskiej zwiedziliśmy jeszcze Wiszące Jeziorko i czekające za nim słynne Zapałki. Przy wyjściu zamieniliśmy się trasami i zrozumieliśmy fenomen Gąbek.
Szanowne Panie, czapki (kaski) z głów.
I tak wróciliśmy do Bazy, mokrzy i wyczekujący jutra. Jutro kolej na Miętusią Wyżnią.
Małgorzata Bugalska-Ganszer
Michał Ganszer
Jerzy Ganszer
+ 3 osoby towarzysząca
Miejsce dość ciekawe, mało znane, polecam wszystkim aby się tam wybrali. Kilka lat temu członkowie SBB wyznaczyli tam "kanion Beskidzki" - tutaj można się z tym zapoznać - "kliknij"
2024.12.22 Akcja narciarska w Szczyrku Biłej
Napisał Jerzy GanszerJerzy Ganszer
Akcja rekreacyjna - przewyższenie 264 m. Nasza trasa zaznaczona na mapce. Od parkingu szliśmy na nogach, w Chacie Wuja Toma - grzana czekolada, narty założyliśmy za Karkoszczonką, potem przeszliśmy koło starej szopy, potem koło tajemniczych run, potem wokół zbiornika wodnego, potem minęliśmy miejsce gdzie Niemcy spalili ludzi za pomoc partyzantom /jest tam pomnik/. Zjazd trasą zjazdową koło kolejki - dość twardo! Podczas akcji spotkaliśmy Myszę i Wojtka, którzy jeździli na trasie zjazdowej. Trasa wybitnie wypoczynkowa dla dzieci i osób starszych!
Więcej...
Filip Pukmiel
Maciej Jeziorski
Tymoteusz Siedloczek
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Marwoj
Mar-Woj. W skrócie Jezioro Marynarki Wojennej, gdzie woda łączy spąg ze stropem. To niewielkie jeziorko w Jaskini Miętusiej, które czasami zamienia się w syfon i całkowicie zamyka dostęp do partii jaskini położonych za nim. Z tego miejsca snują się przeróżne opowieści ludzi, którzy się z nim mierzyli i mają różne wspomnienia, przygody, dobre i mniej dobre, budząc u nich różne uczucia podziwu, złości, niechęci, zimna, wilgoci. Ciekawi dalszych partii chcą go przebyć na różne sposoby: na pontonie, materacach, wpław. Niektórych zniechęca do pójścia dalej, kiedy nie chcą mieć kontaktu z jego zimną wodą. Ale od początku.
Zbliżał się kolejny koniec tygodnia. Podobno Tymek z Maćkiem wpadli na pomysł, żeby zrobić akcję do Miętusiej, za Mar-Woja. Tydzień wcześniej był tu Filip, ale zabrakło im liny i nie zjechali do Awenu. No to powtórka. O pomyśle dowiedziała się Gośka i powiedziała mnie. I tak zebrała się nam fajna ekipa na jaskinię. Miała nas jechać szóstka, ale Monice coś wypadło i jest piątka. Liny pobrane z magazynu, żeby tym razem do Awenu zjechać. Wyruszamy z Bielska nie za wcześnie, o szóstej, ale z małym poślizgiem. Na miejscu jesteśmy po dziewiątej. Od auta idziemy Małą Łąką, przez Przysłop Miętusi, do Doliny Miętusiej. W Tatrach leży trochę śniegu. Mijamy Wantule i za kawałek mamy otwór. Tu leży kilka worów. Ktoś jest w środku.
Przebieramy się w kombinezony, wskakujemy w uprzęże i idziemy do dziury. Dosłownie. Otwór wejściowy to niewielkich rozmiarów po prostu dziura w podstawie skały, którą jak jest śnieg, wjeżdża się do środka jak ślizgawką. Początkowe partie, Rura, taka ciasnawa, czołgana. Takie cioranie na rozgrzewkę. Rura wypada w salce, nazwanej tak, bo wisi tu niewielka ikona, Salą Matki Boskiej. Tu z rury wpinka w zjazd. Ulżyło, bo Rura jest dosyć trudnym obiektem do pokonania. Dalej dość przyjemne Kaskady, kilka krótkich zjazdów, do tego urokliwie wymyte przez wodę w czarnym wapieniu prożki i misy. Dalej Błotne Zamki, po których nazwa tylko została i jesteśmy pod Progiem Męczenników. Na progu wisi lina, nie trzeba wspinać, jest więc łatwo. Nad progiem, Pod Korkociągiem, spotykamy naszego kolegę Sławka z Zakopanego z kursantami. Miło było porozmawiać. Dowiadujemy się, że Mar-Woj jest zalany i oni wracają. Jeszcze jeden prożek w górę i zjeżdżamy do Marwoja. Faktycznie, pod stropem jakieś 25cm. prześwitu. Będzie mokro. Idę na gorąco, puki rozgrzanie minie i zabierze ze sobą chęci do zmoczenia się w całości. Trudno, ciuchy będą mokre, ale szok termiczny na początku mniejszy. Wody było tak dużo, że trzeba było zanurkować. Salka i drugi nurek. I już kamienista plaża za syfonem. Jeszcze będzie trzeba tędy wrócić, ale to później się będziemy martwić. Reszta ekipy popakowała ciuchy do wodoszczelnych worków i w kąpielówkach forsowała wodę, dzikie wrzaski, przekleństwa niosły się po korytarzu. Przebieranka w suchsze ciuchy i idziemy dalej. Jest nieźle. Sforsowanie tego jeziorka to milowy krok naprzód. Ale jest jeszcze Zielony But i tu rozkmina. Tydzień temu był drożny, ale czy i on nie jest zalany, że ktoś ponownie będzie musiał się poświęcić i zmoczyć.
Przed nami partie za MarWojem, obszerny korytarz "Marszałkowska" i ogromna łacha piachu na jego końcu, Piaskownica. Jeszcze kawałek i dochodzimy do Zielonego Buta. Wody jest dużo, ale jest prześwit. Tymek na ochotnika przeciska się nad lustrem, żeby spróbować osuszyć jeziorko na drugą stronę. Niestety gruby gumowy wąż, który leży tam od lat a którym miał to zrobić, jest uszkodzony. I tak jestem cały mokry, przechodzę do Tymka. Nad Szmaragdowym Jeziorkiem poniżej, leży kawał węża ogrodowego. Zaciągłem go do Buta. Udało się go zassać i woda powoli odpływa z Buta w stronę Szmaragdu. Mamy jakieś 40 minut, nim sytuacja się na tyle zmieni, żeby reszta przeszła. Nad Szmaragdem jest wygodny biwak. Robimy więc mały popasik, kawa, herbatka, jakiś baton i czekolada wchodzą jak głodnemu psu kiełbasa. Woda w Bucie opadła, bo przyszła do nas reszta ekipy. Dopijamy, dojadamy, biwak zostaje na powrót a my idziemy dalej. Jest już dosyć późno i ciśnie nas godzina alarmowa, którą Maciek ustawił na 12 w nocy. Mówiłem, żeby przestawił na 6 rano, bo będziemy musieli biegać, ale została po staremu. W drodze powrotnej Maciek z Filipem pognali więc jak najszybciej, żeby wyjść z jaskini przed północą i żeby nie było draki. Ale idziemy dalej. Zawał Częstochowski, którego kompletnie nie pamiętam z poprzednich akcji, prowadzi do obszernych partii, gdzie korytarze wyglądają, jakby ktoś chciał kolejkę poprowadzić pod Tatrami i wyrąbał w tym celu tunel wysoki i szeroki na 3 metry. Jest też trochę nacieków. Korytarze co chwilę zmieniają kierunek. Ostro w lewo, za chwilę ostro w prawo. Docieramy do Dupcyngera, niewielkiego prożku, za którym korytarz zmienia się w kosmiczny. Wygasłe Wulkany. Partie, gdzie woda musiała płynąć kiedyś silnym strumieniem, który wytworzył marmity. Dosłownie wywiercone w skale spągu misy i studnie. Silny prąd wirował w nich niesionymi ze sobą kamieniami, te ścierały skałę w miejscach, w których wirowały, drążąc niekiedy pokaźnych rozmiarów misy i zagłębienia. Większość z nich jest teraz pusta i wygląda, jak wygasłe kratery. Ale niektóre są ciągle zalane wodą, zwłaszcza jeden o średnicy około 1,5m i głęboki na kilka metrów. Szmaragdowa woda wygląda przepięknie podświetlona mocnym światłem led. Mijamy wulkany i kolejny obszerny korytarz doprowadza nas do salki nad Awenami. Ostatnio Filip nie zabrał liny i tutaj zakończyli wyprawę. Dziś mamy dwa odcinki, 40 i 35 metrów. Maciek z Filipem poręczują. Zjeżdżamy do Awenu. Poniżej jeszcze kawałek błotnistego korytarza. Z Tymkiem włazimy do wąskiej rury, która doprowadza do wypełnionej błotnistą mazią komory, najniższego punktu tych partii. Teraz Gośka, która została wyżej w korytarzu musi nas ratować, bo rura w dół to banał, ale błoto skutecznie uniemożliwia wyjście. Dwie spięte stopki od płanietek doczepione do lonży. Gosia robi za mięśniaka. Wbiła pięty w błoto, zaparła się w korytarzu i wyciąga dwie ofiary ciekawości. Maciek z Filipem pobiegli już z powrotem do wyjścia, naprawiać swoją nadgorliwość i to, że nie posłuchali, żeby godzinę alarmową jednak przesunąć. Nasza trójka powoli też się wycofuje. Tymek reporęczuje Awen, pakujemy liny do worków. Ubłoceni, ale zadowoleni z osiągniętego miejsca wspinamy się na prożek. Wracamy Wielkim korytarzem pohukując co chwila. Echo niesie się tutaj po przestrzeniach pobudzając wyobraźnię. Chętnie przytargał bym tu zestaw Hi-Endowy i urządził sobie kameralny odsłuch ulubionych kawałków. Albo urządził koncert. Tak rozmawiając na powrót mijamy Wygasłe Wulkany, zjeżdżamy Dupcyngera. Trochę pogmatwane korytarze tych partii jaskini sprawiły nam zamieszanie. Zwiedziliśmy więcej, niż było w planie. Nadprogramowe zwiedzanie spowodowało jakieś 40 min. opóźnienia, ale Tymek ogarnął sytuację. Dotarliśmy do Częstochowskiego Zawału i dalej wielkimi korytarzami do biwaczku. Tu kawa, herbatka, żeby się ogrzać przed nadchodzącą kolejną kąpielą. Do kawki czekoladka, batoniksy. Jesteśmy spokojni. Filip i Maciek są już blisko powierzchni. Jest około 22:00. Od biwaczku jeszcze jakieś 3 godziny do wyjścia. Tym razem MarWoja pokonuję w kąpielówkach. Ciuchy przeschły a zostały nam dodatkowe suche worki po chłopakach. Pakujemy najwrażliwsze rzeczy do worków. Idę. Teraz bardziej drastyczny kontakt z lodową kąpielą, bez warstwy polarka, który wcześniej tłumił trochę szok termiczny. Szybki oddech, żeby napędzić pompkę, zanurzenie w wodę z rykiem "do piekłaaaa", jak wiking, który nakręca się przed walką. Wody w jeziorku przybrało. Szczelina nad lustrem zmalała z 30 do 5cm. Jeden nur, salka, drugi nur. Wór, który wlokłem za sobą sklinował się. Miał pływalność dodatnią i miałem go pchać przed sobą. Przeszarpany pod brzuchem do przodu wyskoczył nad taflę po drugiej stronie. Ja za nim. Uff, jestem po wrażeniach morsowania. Zaleta tej kąpieli jest taka, że po wyjściu zrobiło się okropnie gorąco. Organizm zareagował na utratę ciepła jego nadprodukcją. Za kilka minut rycząc jak opętani pojawiają się Tymek i Gosia. Tutaj jestem na prawdę pod wrażeniem naszej młodzieży klubowej, która ledwo co skończyła kurs i zdobyła uprawnienia, a już dzielnie chodzi na takie ciężkie akcje. Wreszcie będzie z kim chodzić na mocniejsze akcje. Dalsza droga powrotna przebiega już spokojnie i sprawnie. Zjazdy Korkociągiem i Progiem, wyjście Kaskadami, już syfon i salka Matki Boskiej. Rura ostatnimi dniami została zmodyfikowana przez naszych dzielnych TOPR-owców i jest łatwiejsza do pokonania, wąskie miejsca już nie są tak wąskie, więc mija nam równie szybko i sprawnie. Już czuję mroźny powiew z zewnątrz. Jeszcze 30 metrów i już powierzchnia. Mróz jak diabli mokre ciuchy ścina na beton. Dobrze że zostały kanapki. Teraz ze smakiem zasilą nasze zgłodniałe brzuchy.
Jak się okazało, Maciek z Filipem wyszli ponad 3 godziny temu. Odwołali alarm. Wrócili do auta a że nie umieli go otworzyć, poszli na stację benzynową i teraz czekają na nas. Akcja bardzo udana. Jak już wspominałem, młodzież bardzo dzielnie działa w jaskiniach, jest sprawna i świetnie wyszkolona, panuje dobra atmosfera i dopisuje świetny humor. Z nami warto iść na akcję.
2024.12.21 Łysa Góra 1324 w Beskidzie Morawsko-Śląskim /Czechy/
Napisał Jerzy GanszerGabriela Gajny
Ewa Chylaszek-Brylska - Były Członek Klubu, uczestnik pierwszego biwaku zimowego
Renata Sadowska - Beskidzki Klub Narciarzy "Gronie" PTTK Bielsko-Biała
Jerzy Nico
Jerzy Ganszer
Panie wyszły szlakiem turystycznym, panowie pokonali na wprost jeden z okolicznych skalnych żlebów - wszyscy spotkali się w schronisku na szczycie. Część osób była tam pierwszy raz. Akcja "Godna"! Na górze zima i można działać narciarsko. Suma przewyższenia grupy męskiej to 771 m. Jak ktoś chce się załapywać na tego typu akcje to może skontaktować się z autorem sprawozdania.
Kinga Kluczewska - Speleoklub Olkusz
Jerzy Ganszer
Dotarliśmy do Syfonu Danka i przeszliśmy Zapałki. Czas akcji pod ziemią - 5 godzin. W jeziorku za Salą Rycerska pływa nasza kaczka, w Gnieździe Złotej Kaczki jest "mała kaczka z rogiem". Akcja sprawna a potem żurek! Na zdjęciu otwór jaskini.
2024.12.18 Hiszpania - krótka akcja jaskiniowa
Napisał Jerzy Ganszer+ osoby towarzyszące
Wędrówka w Sierra de Bernia ( Hiszpania) po drodze jaskinia prowadząca na drugą stronę masywu i ruiny fortu z 15 wieku.
