Sprawozdania (4892)
Małgorzata Imielska - Osoba Towarzysząca
Piotr Pydych - Osoba Towarzysząca
Wybraliśmy się na narty zjazdowe na nowo otwarty stok zlokalizowany w Brennej, bardzo polecamy , stok przyjemny, dobrze przygotowany.
Paweł Kasperkiewicz - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Beata Michalska-Kasperkiewicz
W poszukiwaniu śniegu, wiedząc, że zjazd możliwy jedynie leśną drogą wybraliśmy Jałowiec. Zielonym szlakiem z Koszarawy na Przełęcz Suchą i Jałowiec. Powrót halami na Przełęcz Suchą i dalej leśną drogą do doliny w Tajchu (czarna ścieżka dydaktyczna).
2025.01.18 Wyjazd Sekcji Narciarstwa Wysokogórskiego na Travny 1203 m w Beskidzie Morawsko-Śląskim /Czechy/
Napisał Jerzy GanszerZofia Gutek - SNW SBB
Marek Sobański
Jerzy Ganszer - SNW SBB
Na anons ze strony Prymuli zgłosiły się trzy osoby. W planie było sprawdzenie miejsca na przyszłoroczny 32 biwak zimowy. Pokonano trasę zaznaczoną na planie. Ciekawostką akcji było to, że nikt na tej górze jeszcze nie był. Należy zaznaczyć, że Zosia szła z jednym kijkiem, bo drugą rękę miała w gipsie. Nasz wielki narciarz Marek, który niedawno zjechał z Rysów miał okazję popisać się ekstremalnym zjazdem i wykonał kilkumetrowy skok na skarpie, która napotkaliśmy po drodze. Można dodać, że Zofia jest prezesem Sekcji Narciarstwa Wysokogórskiego i ona w latach ubiegłych też kilka razy zjeżdżała z Rysów. Suma podejść 788 m. Przy okazji - gdyby się ktoś chciał zapisać do SNW SBB to może zgłosić się do autora sprawozdania - uwaga - tam mogą należec członkowie Klubu.
2025.01.18 Rohacz Płaczliwy na skiturach
Napisał Tymoteusz SiedloczekMagda Siedloczek - Osoba Towarzysząca
Wyjazd jednodniowy do Doliny Żarskiej w słowackich Tatrach Zachodnich. Pogoda piękna, widoczność doskonała, temperatura powyżej 0. Podejście do Żarskiej Chaty mija szybko, krótki postój na kanapki i herbatę, i można ruszać dalej. Powyżej chaty sporo skiturowców, szlak przez las i kosodrzewinę jest dobrze przetarty. Docieramy na Żarską Przełęcz, gdzie ku naszemu zdziwieniu nie wieje i po przerwie ruszamy dalej do góry. Śniegu nie jest dużo, ale udaje się wejść na szczyt Rohacza Płaczliwego bez zdejmowania nart (omijając kamienie i kępki traw). Zjazd zaczyna się kilka metrów poniżej szczytu, śnieg miękki, mokry, ale dość przyjemnie da się zjechać do doliny. Następnie przebicie się przez kosówkę i szybki zjazd od Chaty do parkingu po drodze.
Podsumowując: dzień udany, widoki piękne, zjazd przyzwoity, warunki wiosenne.
Lana Svetlicić
Maciej Filipecki
Tomasz Grzegrzułka
Radosław Jędrzejczyk
Jacek Kamiński
Wacław Michalski
Artur Suwała-Pikania
Iwona Pośpiech
Zerwaliśmy się skoro świt po 5 godzinach spania, aby pójść do Jaskini Kasprowej Niżniej. Moje chęci były bliskie zeru, dwóch kursantów poległo po eksploracji “suchej” Jaskini Zimnej. Trochę żałowałam, że ja też nie mam gorączki, czyli dobrego pretekstu, żeby jednak zostać w tym ciepłym łóżeczku. Droga do jaskini mile zaskoczyła, ponieważ była przyjemna i krótka. Zasługa w tym Murzyna, który zafundował nam podróż życia busem z kierowcą rajdowym, melomanem. Potem niecała godzinka dojścia pośród białego puchu. Z zazdrością zerkałam na narciarzy na trasie. Wnętrze jaskini ciekawe, urozmaicone. Zapamiętam na długo czołganie się po mięciutkim piasku, złotą kaczkę Eli, bardzo cenne uwagi i rady - jak mam to przejść? - no, idź w górę! fajny, ciasny komin i kłótnie kursantów ,,to jest moja butla! Ja ją biorę!” Wyjaśniając, zbieraliśmy sprzęt nurka, Mariusza Linke. Przeżyłam, przeszłam, jestem wszystkim bardzo wdzięczna. Żałuję tylko, że Maciej i Tomek zwozili w drodze powrotnej na sankach butle, a nie mnie!
Kuba Krajewski
Paweł Kasperkiewicz - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Leśnymi drogami z Kamesznicy przez chatkę na Hali Baraniej na grań i dalej czerwonym szlakiem na szczyt. Powrót na górze przez las a niżej leśnymi drogami na sam dół doliny. Długa wycieczka, ale przepiękna pogoda sprzyjała. Zjazd też całkiem miły pomimo już wyraźnego ocieplenia na górze.
Katarzyna Więckowska
Elżbieta Pikania
Marzena Krzempek
Bartosz Brzezinka
Tomasz Grzegrzułka
Tomasz Motoszko
Małgorzata Błaszczyk
Klub to coś więcej niż tylko karta taternika jaskiniowego – to miejsce, gdzie znajdujesz ludzi, z którymi możesz dzielić pasje, śmiech, wyzwania i niezapomniane chwile. Jednym z takich momentów był nasz wyjazd do Karpacza – weekend pełen wspaniałych widoków, niekończącego się śmiechu i wspólnych przygód. A to wszystko nie mogłoby się udać bez naszej niezastąpionej Kasi – mistrzyni organizacji i osoby, która zaraża śmiechem, gdziekolwiek się pojawi. Dzięki niej każdy szczegół wyjazdu był dopracowany, a my mogliśmy po prostu cieszyć się wspólnie spędzonym czasem w górach.
W Karpaczu przywitała nas bajkowa, zimowa sceneria – słońce i idealny śnieg, jakby wszystko było zamówione pod ten wyjazd. Pierwszego dnia grupa skiturowa, w składzie czterech narciarskich wyjadaczy i mnie – żółtodzioba – ruszyła żółtym szlakiem przez Strzechę Akademicką na czeską stronę, do Lucni Boudy. Tam czekał nas zasłużony odpoczynek i czeski gulasz, który smakował jak prawdziwy rarytas. Powrót, czyli zjazd żółtym szlakiem, okazał się jednak moją osobistą „grą o przetrwanie”. Grawitacja szybko przejęła kontrolę, a ja odkryłam, że najczęściej używaną techniką zjazdową może być „ślizg na tyłku”. Podczas gdy reszta ekipy świetnie się bawiła, ja zdobyłam nowe doświadczenie – pokorę i sztukę „kontrolowanego upadania”.
Wieczorem zasiedliśmy wspólnie przy stole, gdzie rozmowy i śmiech nie miały końca. Kulminacją wieczoru stała się dyskusja o „glacy” – czyli o tym, dlaczego włosy mają tendencję do opuszczania nas w najbardziej nieoczekiwanych momentach życia. Wnioski? Nie wiadomo, ale grunt to mieć dystans i śmiać się z tego, co daje życie.
Drugiego dnia czekały nas kolejne wyzwania. Cała grupa – zarówno skiturowcy, jak i trekkingowcy – wyruszyła razem w stronę Schroniska Pod Łabskim Szczytem. Był to doskonały moment, żeby odpocząć i zjeść obiad w gronie całej ekipy. Po krótkim posiłku i regeneracji drogi się rozdzieliły. Ekipa skiturowa, składająca się z samych weteranów, obrała ambitny kierunek w stronę Śnieżnych Kotłów, a ich dzień zakończył się zjazdem nartostradą ze Szrenicy. Tymczasem trekkingowcy, w tym ja, wybrali spokojniejszy niebieski szlak prowadzący w dół. Tym razem obeszło się bez upadków, co mogę uznać za swój mały sukces.
Ten wyjazd to kwintesencja tego, co daje klub – śmiech, wyzwania i wspomnienia, które zostają na długo. Te dwa dni pokazały, że nieważne, czy glebniesz dziesięć razy, czy zrobisz idealny zjazd – ważne, że masz z kim dzielić ten czas.
2025.01.17-18 Eksploracja studni browaru w Twierdzy Srebrna Góra
Napisał Piotr GawlasEwa Rutkowska
Wacław Kosmowski
Piotr "Kudłaty" Gawlas
płetwonurkowie:
Sławek, Marcin, Michał
Grzegorz - opiekun Twierdzy
Ekipa z czasopisma Odkrywca
kilka osób towarzyszących
Poranek w Srebrnej Górze choć słoneczny, ale mroźny. Do Twierdzy trudno dojechać. Stroma droga prowadząca serpentynami pod bramę i na dziedziniec jest oblodzona. Doładowany bus z trudem wspiął się na wierzchołek. Dziś celem jest studnia browaru i namierzony przez nurków podczas poprzednich nurkowań korytarz, który odchodzi w stronę fosy.
Na dziedzińcu wiatr przewiewa mgły i tworzy na wszystkim szadź, jest biało i mroźno. W komorze jest cieplej i zacisznie. Pompa głębinowa zatopiona w studni pracuje od doby. Jej 4 metry sześcienne wydajności na minutę trzeba wypchać 40 metrów w górę. Ma co robić. Poziom wody powoli opada.
Dojazd nad studnię zasypany śniegiem. Niby odśnieżone, ale bus zakopał się po osie. Z pomocą obsługi i kilku turystów udaje się go odkopać i wypchać. Zaparkowałem nad wlotem wentylacyjnym do komory, gdzie znajduje się studnia. Odsuwamy klapę zakrywającą otwór. Z pokaźnych rozmiarów metalowego profilu który przywieźliśmy i z samochodu motamy punkty stanowiskowe. Grzegorz daje swoje liny. Jedenaście i pół. Na stan grubasy w sam raz. Schodzimy do komory.
Około metra na godzinę. Mniej więcej w takim tępie obniża się poziom wody. Jeszcze jakieś dwie godziny i korytarz powinien się odsłonić. Czekamy. Po założeniu i ustabilizowaniu układów linowych do zjazdu, wychodzenia i transportu linowego oraz oporęczowaniu, schodzimy do studni, żeby zdemontować kratę, która kiedyś wpadła i zaklinowała się w połowie, zagradzając bezpieczne wejście. Kratę zabezpieczyliśmy linami, kątówkami pocięli na 4 kawałki i wyciągnęli na zewnątrz. Teraz chwila wytchnienia, idziemy na kawę. W Donjon w twierdzy od niedawna działa hotel i restauracja. Kawa zrobiona przez Grzesia smakuje świetnie. W między czasie rozmawiamy o twierdzy i planach jej odrestaurowania, nurkowie opowiadają o nurkowaniach na wrakach, Wacek opowiada o swoim spływie i przygodach syberyjskich.
Wysłane na zwiady dwie osoby przynoszą wiadomość, że woda opada znacznie wolniej, niż poprzednio. No fakt, przecież jest jeszcze korytarz i z niego woda też musi wypłynąć. Ale dobra wiadomość jest taka, że poziom wody to około -40 metrów od poziomu gruntu i wejście do korytarza powinno być już otwarte. Więc kończymy kawę i idziemy.
Pierwszy zjeżdża Sławek. Ubrany w suchara wskakuje do wody. Ja zaraz za nim, dojeżdżam i zatrzymuję nad lustrem. Mam ze sobą analizator gazów i stężenia tlenu. Wejście jest otwarte, ale jakieś 30 cm i żeby do korytarza wejść, trzeba by się zamoczyć. Ja nie chcę, jeszcze poczekamy. Wychodzę na górę. W tym czasie poopuszczamy do studni butle i sprzęt do oddychania, gdyby poziom tlenu znacząco spadł. Jest także pierwsza chętna osoba do zwiedzenia studni, Ania z redakcji magazynu Odkrywca. Chciała obejrzeć studnię ze zjazdu. Po opuszczeniu i zabezpieczeniu butli opuszczamy Anię. Jadę obok dla asekuracji i towarzystwa. Jest zachwycona. Debiut linowy i od razu do takiego historycznego miejsca. Do korytarza można już zajrzeć, ale nadal zalany. Turystka zostaje wciągnięta na powierzchnię, ja po konsultacji ze Sławkiem dalszego działania, również wracam.
Woda po kolejnej godzinie na tyle opadła, że do korytarza można już wejść. Zabieram wiertarkę, kotwy, plakietki i zjeżdżam zaporęczować wejście. Dwa odwierty, skała twarda jak diabli. Zakładam punkty i poręcz. Teraz bez stresu można ze zjazdu wejść do korytarza.
Przede mną ciemny tunel. Szeroki na około metr, wysoki na jakieś 1,5 metra, spąg w głąb korytarza delikatnie się wznosi. Przyznam, że nurkowie, którzy jako pierwsi wpływali do tego zalanego korytarza, mieli ciekawie. Ciemność ciągnie mnie jak świeżo odkryta jaskinia. Sławka proszę, żeby chwilę poczekał. Ja idę tam. Tunel wyłupany w litej skale. Spąg wznosi się delikatnie, dnem płynie strumyk, woda jest wyjątkowo czysta. Wpierw myśleliśmy, że to wraca do studni odpompowywana woda, ale nie. To pewnie on zasila studnię. Korytarz kontynułuje się kilkadziesiąt metrów, według narysowanego planu w stronę fosy. Dochodzę do końca. Jest zamurowany ukośną ceglaną ścianą. Ostatnie dziesięć metrów jest również obudowane ceglanym sklepieniem. Otwory odwiertów wskazują, że korytarz drążony był od strony studni na zewnątrz w stronę fosy. Był strzelany. Otwory nawiercane w skale napełniano materiałem wybuchowym i detonowano. Urobek wyciągano do studni i dalej na powierzchnię. W czasach, kiedy nie było elektryczności a światło dawały świece i oliwne ogarki, wiercenie w skale ręcznymi wiertłami, transport urobku, wypompowywanie napłyającej wody i dostarczanie na przodek świerzego powietrza musiało być mozolną harówą.
Powietrze w korytarzu jest wyjątkowo świerze. Zastanawia mnie, czy to dlatego, że opadająca woda naciągnęła powietrza z zewnątrz, bo żaden przewiew jest niewyczuwalny. Na końcu tunelu w górę prowadzi obmurowany cegłami kanał. Z niego napływa woda, która w postaci intensywnego deszczu opada na spąg. A z wodą może i świerze powietrze? Próbuję zajrzeć do kanału. Jest zasypany od góry zbutwiałymi kawałkami drewna. Woda zalewa mi twarz.
Wracam. Tunel ma podobno 70 metrów długości. Widzę odległe światło czołówki Sławka. Dojechał też Marcin, obwieszony kamerami i sprzętem pomiarowym. Będzie skanował korytarz i wykonywał pomiary do swojego modelu 3D. Teraz zdjęcia będą lepsze niż wykonywane pod wodą. Idę na powierzchnię. 3 osoby w studni mocno zagęszczają atmosferę. A na zewnątrz czekają kolejni chętni do zjechania i zwiedzenia studni i korytarza: reszta ekipy z czasopisma Odkrywca, opiekunowie Twierdzy - Grzegorz z kolegą no i Ewa z Wackiem, choć Wacek ma obawy, że sam nie wyjdzie. Uspokajam go, że wyciągarka linowa jest dostępna, więc wyciągniemy go, jak nurków i pozostałą, nielinową część zwiedzających. Wszyscy, którzy odwiedzili to miejsce są zachwyceni. W drugi dzień odwiedziła nas wrocławska telewizja i radio, nakręcili nasze manewry i ponagrywali wywiady.
W korytarzu znaleziono skarby, nie mogło się bez nich obejść. Są nimi rękojeści od skrzyń, kołki do zabijania otworów strzałowych, kości jakiegoś drapieżnika oraz dwa młotki, pozostałości po robotnikach drążących tunel, jeden znalazł kolega Grzegorza, drugi ja. Ponieważ końcowa część tunelu zbliża się do skraju fosy, robiliśmy próbę nawiązania łączności z powierzchnią. Do fosy opuścił się Michał i część ekipy i włączyli głośną muzykę. Wyszło pomyślnie. Punkt dwunasta mieliśmy w korytarzu dyskotekę. Michał również słyszał nasze rozmowy i okrzyki dobiegające z wnętrza góry.
Jest to kolejna, trzecia już akcja w Twierdzy, każda z nich jest dla nas ciekawym doświadczeniem i przeżyciem oraz spotkaniem towarzyskim z wartościowymi ludźmi, którzy łączą różne pasje: historię, nurkowanie, poszukiwania, alpinizm, fotografię, projekty 3D.
Materiał z akcji wyemitowany przez Program 3 Telewizji Wrocław:
https://wroclaw.tvp.pl/84589353/twierdza-srebrna-gora-w-jednej-ze-studni-odkryto-tajemniczy-korytarz
2025.01.17 - Akcja narciarska - Magurka Wilkowicka
Napisał Jerzy GanszerBłażej Nikiel
Michał Salecki
Jadwiga Micherdzińska
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Błażej jako mieszkaniec Straconki przeprowadził nas swoimi ścieżkami przez Sokołówkę do Narciarskiego Rozstaja a następnie żółtym szlakiem w stronę Międzybrodzia i leśną ścieżką na trasy biegowe i dalej do schroniska.
Wbrew powszechnym opiniom zima tam jeszcze była i zjechaliśmy stokówką na sam parking.
2025.01.16 Akcja narciarska - Masyw Skrzycznego
Napisał Jerzy GanszerJerzy Ganszer
Tym razem udało się nam dojść do Słońca! Zdjęcie wykonano na Małym Skrzycznym. Było widać Sudety i dość wyraźnie w morzu chmur Łysą Górę - za dwa dni będzie tam akcja klubowa na sąsiedni szczyt Travny - będziemy sprawdzać miejsce na przyszłoroczny biwak zimowy.
Więcej...
Miałem sprawdzić nowe miejsce na biwak zimowy na Bacmańskiej Górze. Nie doszedłem z powodu uszkodzonej nawigacji i nadmiaru śniegu! Akcja zostanie niebawem powtórzona. Dotarłem jedynie do Schroniska na Rysiance - zjazd do Złatnej. Na mapce jest zaznaczone miejsce w którym rośnie bardzo wysokie drzewo - osoby zainteresowane mogą to sprawdzić /minimum 40 m/. Suma przewyższeń - 567 m.
2025.01.15 Szyndzielnia od parku linowego. P12W Trasa 4, dalej Klimczok. Na nartach.
Napisał Michał SaleckiTrasa jak w tytule sprawozdania. Akcja rekreacyjno - rozruchowa. Mżawka.
Na zdjęciu emaliowany, już prawie zabytkowy znak trasy narciarskiej.
Jerzy Ganszer
Na nartach szliśmy od auta. Na górze jest restauracja, w przerwie na ratrakowanie między 15 a 17 jest pusto i przytulnie. Po 17,00 zjechaliśmy na pieknie przygotowanej trasie!
Bejke
Piotr Pydych - Osoba Towarzsząca
Łukasz Piechocki
Paweł Kasperkiewicz
Elżbieta Imielska
Pogoda idealna na szybką akcję narciarską na Magurkę. Łukasz, Piotr i ja ruszyliśmy pierwsi, Beata z Pawłem dołączyli do nas w schronisku. Piękny zjazd, warunki idealne. Towarzyszyła nam też Bejke .
