Jaskinie i wyprawy (1605)
2021.10. 23-24 Jaskinia Wielka Litworowa i Pod Wantą
Napisał Marcin MiśkówFilipTalaga
Igor Żukowski
Marcin Miśków
W sobote rano ruszyliśmy w strone pierwszej jaskini przez nie łatwy Kobylarz . Na górze przywitał nas mrozik i lekko prószący śnieg . Szybko udaliśmy sie do jaskini Litworowej . tam zjedliśmy i ruszylismy w dół , schodząc do magla , czyli do -270m. w tym czasie nasi koledzy klubowi Kamil i Krzysiek pisali historie schodząc do suchego dna na głębokości - 785m. Wielki szacun dla nich . Fajnie było być tak blisko takiego wydarzenia. Po wyjściu szybko udaliśmy sie do kolejnego owtoru, czyli do jaskini Pod Wantą. Tam po zdobyciu dna zdecydowaliśmy się zregenerować . Akcja sie przedłuzyła my byliśmy zmęczeni i powrót w takich warunkach przez kobylarz był niebezpieczny . Po dość długim i miłym odpoczynku zdecydowaliśmy się wracać . powrót był ciezki ale pogoda i słoneczko dawało nam mocy . Wszyscy zdrowi i cali wróciliśmy do domów . Kolejna wspaniała akcja za nami.
Jerzy Ganszer
To był tak zwany wyjazd Weteranów wywodzących się z SBB.
Przy otworze są ryty naskalne a w tym "krzyż", w jaskini na ścianie wyryta data 18,04.1936 /?/, stwierdzono obecność jednego nietoperza /w locie/ - ostatnio w tej norze zaobserwowano bytność tego ssaka przed 2006 r. /Mysłajek/
Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Kamil Polański
Czy ktoś potrafi sensownie wytłumaczyć dlaczego na I pięćdziesiątce dwie pierwsze przepinki były zdemontowane? I pytanie kto to zrobił? Przecież gdybym np. z Krzyśkiem robił trawers do Litworowej to zapewne lina na krawędzi skały zostałaby ucięta! Kto chciał odprawić mnie do kolejnego życia?
Marcin Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Spotkanie startych znajomych w pieknych okolicznosciach trawersu klasycznego czarnej.
Trzeciego zabraklo bo "niby" noga go bolala.
Duzo dobrego humoru i ciekawych rozmow.
Maja Jedrzejewska
Mialo byc wspinaczkowo, ale niestety opady sniegu pokrzyzowal plany.
Pierwszego dnia udalo sie wspiac na Zamarla Turnie, lecz w kolejnych juz tylko spacery po okolicy.
Tomasz Liszowski
3 osoby towarzyszące
Z uwagi na dostęp do jaskini, postanowiliśmy spędzić niedzielne popołudnie na jej przejście.
Dotarto do dna, akcja przebiegła bardzo sprawnie.
W dolnej części "CIĄGÓW MARYNY" spore osuwisko ziemi/gliny. Jest wykonane obejście.
2021.09.18-19 Jaskinia Śnieżna-Syfon Dziadka
Napisała Maria WęgrzynkiewiczMajka W.
Wybraliśmy się do suchego dna jaskini. Sporo wody. Akcja udana. Podziękowania dla klubu, który użyczył nam lin.
Bartosz Baturo
Elżbieta Imielska
Honorata 'Honka' Kaczmarek
Paweł Kasperkiewicz - Fanklub SBB
Kuba Krajewski
Wacław Michalski
Beata Michalska Kasperkiewicz
Błażej Nikiel
Łukasz Piechocki
Ewa Rutkowska
Anna Sobańska - Fanklub SBB
Marek Sobański
Małgorzata Toczyłowska
Bejke - Fanklub SBB
Ekipa działała w rejonie Friuli, na pograniczu Włoch i Słowenii. W różnych składach osobowych pokonano 3 kaniony.
Pierwszego dnia kanion Cadramazzo. To dwa duże zjazdy z widokiem na dolinę i przebiegającą tam autostradę. Na koniec sporą atrakcją było pokonanie rzeki Felli, w drodze do zaparkowanych samochodów. W trakcie przebierania zaczęło padać, momemtami nawet bardzo intensywnie więc popołudnie spędziliśmy na grze w kalambury oraz zwiedzaniu miasteczek Venzone i Gemona del Friuli. Kolejnego ranka ilość wody w pobliskiej rzeczce weryfikuje nasze plany z Polski. Wybieramy potencjalnie suchy kanion oznaczony jako a1 – Rio Malinberg. To kilka zjazdów do mis z wodą a najwyższy ma 20 metrów. Po takich opadach okazuje się bardzo przyjemnym kanionem, zwłaszcza że w połowie pogoda się poprawia i wychodzi słońce. Potem kąpiele rzeczne i słoneczne oraz turystyczna atrakcja Fontanon di Goriuda. Ta ostatnia zrobiła na nas wrażenie ogromem spadającej wody. Trzeciego dnia idziemy do Torrente Favarinis. Okazuje się kanionem z wszystkimi elementami kanioningu są i zjazdy i mały topogan i całkiem fajny próg do skoku. Ostatni zjazd to 50 metrów znowu z widokiem na dolinę i autostradę. No a potem to już był chillout....
2021.09.12 Jaskinia Lotnych Piasków
Napisała Maria WęgrzynkiewiczMajka W.
Wybraliśmy się do nowo odkrytej jaskini Pawła. Udało się odkryć kolejny korytarz. Kawał fajnej dziury. W jaskini zaobserwowano studniczka tatrzańskiego. Bardzo przyjemne 3 godziny pod ziemią. Paweł Gądek robi genialną robotę-chwała mu ;)
Więcej...
Jerzy Ganszer
Działaliśmy na głównym ciągu. Akcja typowo rekreacyjna osiągnęliśmy gł. 200 m i jedna osoba 300m. Mijała nas czteroosobowa grupa grotołazów z Akademickiego Klubu Grotołazów AGH Kraków, którzy powracali z Syfonu Dziadka - gratulacje! - "kliknij" Jak szliśmy w górę to zobaczyliśmy "potworną" kolejkę ludzi do łańcuchów.
2021.09.09 bardzo "trudna" akcja do Jaskini Jaworzyna
Napisał Weronika KuciaWeronika Kucia
Po żmudnych, lecz pełnych nadziei poszukiwaniach innego otworu doszłyśmy do wniosku, że jaskinia najprawdopodbniej się zawaliła i został tylko wąski ok 5-10m korytarzyk wejściowy. Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że możliwym jest odgruzowanie jeszcze minimum kilku metrów.
2021.09.05-06 Eksploracja fortyfikacji Srebrnej Góry
Napisał Piotr GawlasTomek Murzyn Grzegrzułka
Piotr Kudłaty Gawlas
Grupa płetwonurków
Grupa Eksploratorów Fortyfikacji
Twierdzę Srebrna Góra od jakiegoś czasu postanowiono przystosować jako turystyczną atrakcję historyczną. Porządkują ją, odbudowują zawalone elementy, wygospodarowali hotel, dostosowują do zwiedzania przez turystów a równocześnie prowadzą prace naukowe, historyczne i eksploracyjne. Jednym z wielu miejsc eksploracyjnych są zawalone korytarze, które sukcesywnie udrażniają oraz studnie. Te, sprawdzane są przez nurków. Jest ich w twierdzy i jej okolicach kilkanaście. Nie są to właściwie studnie, bo nie mają źródeł ani woda przez nie nie przepływa, a cysterny, wyrąbane w litej skale zbiorniki do magazynowania wody. Zachowane w różnym stanie. Różnie są napełniane i różne jest w nich napełnienie wodą. Różnie są głębokie. Wewnątrz niektórych wydrążone są sztolnie, które obecnie zamurowane albo zasypane, są kolejnymi ciekawymi obiektami eksploracyjnymi.
Dzięki kontaktom i znajomością Ewy, zostaliśmy zaproszeni przez grupę płetwonurków do dołączenia do eksploracji. Ponieważ nurkowie nie mają doświadczenia taternickiego i woleli polegać na doświadczeniu ludzi bezpośrednio związanych z taternictwem a żeby dojść do lustra wody w studniach trzeba było opuścić się i później wrócić, często kilkadziesiąt metrów, techniki linowe są aktualnie najwygodniejszą i najbezpieczniejszą do tego metodą. Sprzęt nurkowy w postaci butli i całego ekwipunku do nurkowania, do tego aparaty podwodne i kamery, sprzęt pomiarowy i przeróżny sprzęt techniczny, balasty - to wszystko dużo waży. Do tego ubrany w suchy kombinezon nurek też jest sporym obiektem do opuszczenia i wyciągania. Często nurkuje kilka osób. Mieliśmy co robić. Stanowiska asekuracyjne, do opuszczenia i wyciągania. Kilkaset metrów lin, żeby bezpiecznie oporęczować i przeprowadzić całą akcję a zmurszałe ceglane mury i wylatujące ze ścian kamienie wyjątkowo tego nie ułatwiały. Dobrze trzeba było nieraz pokombinować, żeby założyć bezpieczne i wygodne stanowisko.
Nurkowano w dwóch studniach. Jedna do lustra wody miała niewiele, około 15 metrów, wody w niej było ok. 70 metrów i była zasypana gałęziami i liśćmi. Trzeba było uprzątnąć chaszcze, powyławiać z wody liście, patyki i kawałki pni. Największym, porządnie nasiąkniętym wodą i ważyć mógł z 50 kg, był fragment słupa telegraficznego. Po zaporęczowaniu i uprzątnięciu, tę studnię nurkowało dwóch nurków. Cała akcja trwała kilka godzin. Kiedyś w studni były zbudowane podesty i zainstalowane schody bądź drabiny. Świadczą o tym otwory, tzw. gniazda po belkach drewnianych. I taka ciekawostka - w jednym z takich gniazd, gniazdo uwiła sobie popielica. Wisząc na linie z niedowierzaniem obserwowałem z jaką zwinnością i łatwością poruszała się po obmurowanych cegłami, pionowych ścianach studni, kiedy zaniepokojona naszymi manewrami wyszła ze swojej norki. A gniazdo miało ok. 7-8 metrów poniżej krawędzi studni.
Druga studnia leży w zamkniętej sali. Nie było w niej wielu śmieci, poza kilkoma flaszkami po trunkach. Jest też dużo lepiej zachowana. Tutaj do wody zjechał jeden nurek. Do lustra wody jest dalej, ok. 35 metrów. Samo zejście było jednak bardziej skomplikowane. Stanowisko z kotw wkręconych w ściany było skonstruowane bardzo nisko nad posadzką. Tu linę trzeba było poprowadzić przez krawędź studni. Bardzo niewygodnie do zjazdu, nie mówiąc już o opuszczaniu i wyciągnięciu sprzętu i nurka. Wprawdzie w sklepieniu sali widzieliśmy otwór wentylacyjny, to dopiero po upartych, dłuższych poszukiwaniach odnaleźliśmy jego ujście na zewnątrz. Ale brak tutaj jakichkolwiek elementów, które mogłyby posłużyć do zakotwienia stanowiska. Z pomocą przyjechała terenówka gospodarza obiektu. Zaparkowana ponad krawędzią wylotu wentylacji - tutaj szczęście, że dało się tam dojechać. Jej przedni zderzak z koluchami do wyciągania posłużył jako punkty zaczepowe stanowiska. Od niego opuściliśmy liny i już na nich zbudowaliśmy właściwe stanowisko do zjazdu, wciągania i asekuracji. Akcja zrobiła się teraz dużo prostsza i przyjemniejsza a mnogość obserwatorów z różnych środowisk eksploracyjnych i historycznych doskonale nadał się jako siła napędowa do wyciągnięcia płetwonurka i sprzętu, gdyż opuszczanie dokonane zostało z przyżądów asekuracyjno-zjazdowych. Tutaj doskonale sprawdził się rig i bloczki rescue.
Odwiedziliśmy jeszcze trzecią studnię, znajdującą się poza głównym terenem twierdzy. Oceniliśmy jej stan i dostępność, wstępnie pomierzyli głębokość aby można było przygotować się do jej zwiedzenia.
Nawiązana dzięki Ewie znajomość doskonale rokuje na dalszą współpracę, ponieważ jak nurkowie tak i my jesteśmy zainteresowani wspólnym prowadzeniem dalszych eksploracji w twierdzy.
