Dział Beskidzki
Sprawozdania (4904)
2024.03.01-03 Szkolenie Zimowe - wyjazd kursowy
Napisała Gosia BłaszczykKatarzyna Więckowska
Monika Wróbel
Olga Kraszewska
Filip Pukmiel
Łukasz Kosiński
Maciej Jeziorski
Mateusz Wielke
Wojciech Chroszcz
Tomasz Grzegrzułka
Sławek Heteniak - Speleoklub Tatrzański
Sylwia Wójcik
Wojciech Jasiak
Małgorzata Błaszczyk
W ubiegłym weekendzie mieliśmy przyjemność uczestniczyć w szkoleniu z zakresu bezpieczeństwa w górach, w warunkach zimowych, gdy pokrywa śniegu tworzy dodatkowe zagrożenia. Naszą przygoda rozpoczęła się od solidnej dawki teorii na temat lawin, obejmującej zarówno czynniki sprzyjające ich powstawaniu, jak i metody rozpoznawania miejsc zagrożonych. Omówiliśmy bezpieczne praktyki poruszania się w terenie narażonym na wystąpienie lawin oraz udzielania pomocy osobom poszkodowanym, co jest kluczowe dla bezpieczeństwa podczas górskich wypraw.
Kolejnym etapem naszego szkolenia były praktyczne ćwiczenia, które odbyły się na Hali Kondratowej. Tam zgłębiliśmy tajniki obsługi detektorów lawinowych oraz ich wykorzystania podczas poszukiwania zasypanych osób, korzystając z procedury ABC lawinowego. Nie zapomnieliśmy także o doskonaleniu umiejętności chodzenia w rakach i technik hamowania czekanem, co może być kluczowe w sytuacjach krytycznych.
Niedzielę poświęciliśmy na kontynuację nauki, skupiając się na asekuracji na linie lotnej, technikach wyhamowania lotu oraz ratowaniu osób z liny.
Pod okiem doświadczonych instruktorów zdobyliśmy nie tylko teoretyczną wiedzę, ale także praktyczne umiejętności niezbędne do bezpiecznego poruszania się w górach w warunkach zimowych.
Jerzy Ganszer
Dotarto do Źródełka Rudolfa Seligera burmistrza z Białej. Ponad amfiteatrem w Lipniku.
2024.02.29 Brestova 1902 m. i Salatyn 2048 m. - skiturowo
Napisał Piotr GawlasPiotr Gawlas
Andrzej - OT
Tomek - OT
Robert - OT
Nietypowa data, 29 lutego. Pogoda dziś była piękna, słowacka Horska Slużba obniżyła stopień zagrożenia lawinowego na 2, padło więc na Salatyn, którego w tym roku jeszcze nie odwiedzaliśmy.
Kolejką, bo za "szlapanie" po stoku i tak pobierają opłatę 5 ojro, kolejka kosztuje 8 a stok wcale fajny do podchodzenia nie jest. Więc wjechaliśmy. Od górnej stacji jest kilkaset metrów podejść w pionie na okoliczne szczyty. Snieg mocno odpuszczony, nawet w zacienionych żlebach - temu jeszcze wczoraj była lawinowa trójka.
Pierwsze podeszliśmy na Bresztową 1902 metry. Podchodziliśmy i zjeżdżali zboczami Skrajnego Salatyna. Zajęło nam około 1,5 godziny w górę i 20 minut zjazd. Po odpuszczonym śniegu narty nie chciały jechać. W dolince w słonku urządziliśmy niewielki popas, kanapki, jakiś napój. Pora była wczesna, więc ruszyliśmy jeszcze na Salatyn.
Salatyn 2046 i 2048 metrów. W zacienionym już żlebie śnieg po górze był przymrożony ale w masie miękki. Kijek po przebiciu skorupy, bez trudu wchodził po rączkę. Podchodziłem do Pośredniej Salatyńskiej przełęczy, tej między wierzchołkami, na nartach. Wyżej założyłem harszle. Było trudno. Zjazd prawą stroną żlebu, jeszcze nie przymrożoną. W miejscach, gdzie pojawił się cień, szybko tworzyła się skorupa i chwytało narty przy skręcie. Nieprzyjemne. Reszta ekipy poszła na Zadni Salatyn , zjechali do Zadniej Salatyńskiej Doliny, wrócili na grzbiet i czekali na mnie pod żlebem.
Zjazd do parkingu stokiem narciarskim był koszmarem. Jak po kartoflisku, muldy wysokie miejscami na metr. Uda wysiadły wszystkim. Już wiem, dlaczego karnety na kolejkę po godz. 14 są tu o połowę tańsze!
Hahaha Hahaaaa!
2024.02.25 Pilsko z nartami, czyli trochę niesiemy, a trochę jedziemy
Napisał Michał SaleckiWyjazd pieszo - narciarski. Trasa: Polana Strugi - Hala Szczawiny - Hala Miziowa - Pilsko. Narty trzeba wynieść nieco ponad Szczawiny z powodu braku jakiegokolwiek śniegu. Powyżej Hali Miziowej normalna zima. Po drodze widziałem jak ktoś się wspinał na skałce w Mutnem koło Jeleśni.
Jerzy Ganszer
Dotarliśmy do bardzo schowanej mogiły partyzanckiej /byłem tutaj pierwszy raz/. Dowiedziałem się, że pewne prace nad tą mogiłą miał ojciec Jerzego Pukowskiego, który był więźniem Niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady.
Ampy - Tajlandia
Claire - Francja
John - boss, Belgia
Gery - Belgia
Jean Marie - Francja
Paul Cal - Wielka Brytania
Yohan - Belgia
Miałem przyjemność uczestniczyć w kolejnej wyprawie do Tajlandii. To belgijski projekt Johna z międzynarodową obsadą. Plan był prosty, północno-zachodnią część kraju zajmują wapienne wzniesienia i góry. W zeszłym roku, uczestnikiem była wówczas też Lena Koprowska, rozeznaliśmy i połączyliśmy w jedno.. system trzech jaskiń nazwany jako Long Snake Cave. Łączna długość ponad 7 kilometrów, ale większość niemal w jednym ciągu, co pozwala na około 4 -5 kilometrowe spacery. W tym roku mieliśmy przyłączyć dalsze dziury z okolicy. Pomimo naszych starań, kilometrów wędrówek w terenie, sprawdzaniu każdego leja i zbadaniu 14 jaskiń w tym w większości nowych, nie udało nam się przebić do naszego systemu. Niemniej można powiedzieć, że mamy też sukcesy: jaskinię Tam Pha Puek wydłużyliśmy dwukrotnie, jej głębokość to teraz 246m, ale w tajskich warunkach, stała się czwartą co do głębokości dziurą w tym kraju, łączna długość pomierzonych, nowych korytarzy w odkrytych jaskiniach to ponad 4,2 km, no i w ostatnim dniu ..."wisienka na torcie". Wchodzimy do zawaliska w otworze, który znalazła Claire, przejście między wantami przypomina Beskidy, po kilkunastu metrach ciorania staję nad studzienką, 8m zjazdu, słyszę wodę, jeszcze trochę przeciskania i jestem w kolektorze wodnym, korytarze coraz szersze, myte, dnem płynie strumień, po ok 150-200m wchodzimy do gigantycznej sali zamkniętej progiem. Brak lin, czasu, widać olbrzymi korytarz ciągnący się w kierunku Snake Cave...wracamy. W tym roku już tego nie zbadamy, ale jest gdzie wracać, to na pewno ten sam ciek, który wypływa w Snake Cave w jej dolnej części. Gdyby to połączyć, będzie dziura w pierwszej trójce w Tajlandii.
Śnieżna zasypana, Przy przechodzie też
Wiatr 100km/h
Efekt : Śpiących Rycerzy i Wyżnia Śpiących Rycerzy
Zofia Gutek - P12W gondola - Skrzyczne
Jerzy Pukowski - P12W gondola - Małe Skrzyczne
Jerzy Ganszer - skałki, Małe Skrzyczne
Część z naszej ekipy na nartach i trochę na piechotę dotarła do skałek na wschód od Bieńkuli /zdjęcie/. Są tam wychodnie skalne godne zobaczenia. Kiedyś zauważono tam ślady lawiny! W górach w dolnej części - kryzys ze śniegiem, natomiast u góry trochę dosypuje i jest lepiej.
Byliśmy większą ekipą, lecz imion Towarzyszy nie pomnę.
Pogoda piękna nam nastała w niedzielę. Krokiem żwawym z nartami przy plecakach, doszliśmy do Żarskiej Chaty. Tu śniegu moc już była, więc nart ubraliśmy i ruszyli dalej, ku górskim szczytom, ku szczytom Smereka a na powrocie na Płaczliwym skończywszy, zacnym zjazdem po nietkniętym nartami śniegu na zboczach zachodnich z Płaczliewgo.
Przez 7 godzin, 21 kilometrów wędrójąc uszliśmy.
Wyjazd turystyczno-krajoznawczy
Więcej...
2024.02.18 Małe Skrzyczne P12W - trasa 11 na nartach
Napisał Michał SaleckiNa Solisku byłem po 14-tej. Parkingi pustawe. Warunki narciarskie powyżej Hali Skrzyczeńskiej nawet dobre, ale im niżej tym gorzej. Od Polany Suche śnieg brązowy od błota i kamienie. Przed samym końcem trasy do Soliska znosiłem narty.
Maciej "Geolog" Pawełczyk- KKS
Maciej "Fryta" Frydrychowicz- KKS
Michał Bieroński- KKS
Paweł Olszewski
W sobotę popełniliśmy wyjście do Jaskini Czarnej w Partie Królewskie. Pogoda na podejściu iście wiosenna. Zero śniegu. Agnieszka z powodu awarii palca nie wchodziła do jaskini- działała na powierzchni, podeszła na Ciemniak ale z powodu deszczu i mgły zrobiła wycof. Agnieszka była też naszą osobą zabezpieczającą, dzielnie czekającą na nasze wyjście z nory. Natomiast my sprawnie działaliśmy w jaskini. Pierwszy raz "szliśmy" obejściem Komina Węgierskiego. Mi przypadł zaszczyt wyspinania go. Ciekawe doświadczenie. Poszło w miarę gładko. Po dojściu do stanowiska przed trawersem nad KW spotkałem dwóch kolegów z naszego klubu, którzy tego dnia mieli "dziewiczą", samodzielną akcję- robili trawers Czarnej. W tym miejscu nastąpił dialog (pozdrawiam). Partie Królewskie bardzo spodobały się moim towarzyszom- byli tam pierwszy raz. Po wyjściu z jaskini zastał nas deszcz. Musiało długo padać, bo zejście z góry to była ślizgawka po błocie.
Zdjęcia
Damian Bronowski - znajomy
Tomasz Kochel
Dumnie reprezentowaliśmy nasz klub w pływaniu w sztolni w Tarnowskich Górach. Nie mieliśmy żadnych rywali z innych klubów spelo, bo ich nie było. Temperatura wody 8 stopni.
Kamilek Polański
Paweł Chrobak - ST
Sylwia Dendys - ST
W dniu 17.02 odbyło się kolejne wyjście do Wielkiej Śnieżnej. Wyjście miało zachęcić i zgromadzić również innych członków klubu ale niestety tym razem się nie udało.
Cel -> Dziadek.
Kamil i Paweł byli tam wielokrotnie, ja pierwszy raz powitałam dziadka. Byłam ukontentowana :).
Pogoda na podejściu bardzo zacna...szok i niedowierzanie.
Akcja rozpoczęła się bardzo sprawnie, w całości trwała 5.5 godziny.
Po drodze odwiedziliśmy syfon Marzeń (z faktów historycznych nurkowanie i przepłynięcie syfonu odbyło się w marcu 1994 r. dokonane przez Szymczak i T. Witkowski (Speleoklub Warszawski).
Było sprawnie, miło i przyjemnie. Wyszliśmy z dziury jeszcze w ciągu dnia, niestety pogoda już nie była tak zachęcająca. Padał deszcz który dodał nam motywacji aby szybko znaleźć się na dole.
Można by dużo rozprawiać na temat samego wyjścia, ilości wody w wodociągu, bardzo komfortowej rury itp. To, na co należy zwrócić uwagę, a co na pochwałę nie zasługuje, to pozostawione pełne restopy (jeden wrzucony do starego "kibelka" przy Suchym Biwaku, a drugi pozostawiony na widoku przy II Biwaku). Jak wielkim trzeba być .... aby zostawić swoje fekalia w worku? Mamy pełno śmieci i buractwa na powierzchni, gdziekolwiek się nie spojrzy są papierzaki, podpaski, butelki, puszki itp okazuje się że gdzieś w naszym kręgu zaczynają się pojawiać ludzie, którzy podobną kulturę przenoszą pod ziemię. Myślę, że każdy powinien uderzyć się w pierś i swoimi kanałami informacyjnymi wspomnieć o zaistniałej sytuacji. Przydałoby się nauczyć takich ludzi rozumu siłą pięści. Swego czasu, kiedyś tam... jeżeli kot załatwił dwójkę poza kuweta aby go oduczyć takiego zachowania brało się go za futro i głowę wycierało w jego własne odchody. Na biednego zwierzaka na pewno nie była to dobra metoda wychowawcza ale myślę, że na osoby, które pozostawiają " takie cuda " pod ziemią, może okazać się skuteczna i słuszna. A może warto pobrać próbki DNA, wysłać do bazy danych i znaleźć delikwentów (delikwenta?).
Czyste restopy miały zostać zdeponowane na suchym biwaku, ale patrząc na to co się od...(wala) raczej tam nie dotrą. Może się okazać, że poza śmieciami eksploracyjnymi za niedługo trzeba będzie wynosić ludzkie odchody z jaskini. A może właśnie ci co to pozostawiają swoje "zawiniątka", wiedzą że znajdą się jacyś gównozbieracze i wyniosą to dziadostwo ze sobą? Już dość śmieci z Wielkiej Śnieżnej żeśmy wynieśli i nie były to żadne fekalia, które na pewno nie zamierzamy wynosić. Pamiętajcie, karma wraca z przynajmniej zdwojoną siłą. Nie czyń innemu co tobie nie miłe, choć w tym przypadku aż się prosi złożeczyć komuś ....
Na koniec. Jak już zwieracze Ci puszczają, to zrób dołek w jakimś piasku, mule i tam narób i zakryj, a kolejnym razem weź zrób kulkę bokashi i umieść ją w tym samym dołku, niech mikroorganizmy swoje zrobią. Choć patrząc jaką paszą ludzie się żywią, to śmiem stwierdzić, że to musiałyby być dwie kule bokashi.
