Dział Beskidzki
Jaskinie i wyprawy (1611)
Magdalena Dziurgot - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Kamil Polański
Krzysztof Borgieł
Sprawna i lekka akcja. Miała być pełna lampa, a jak się okazało podczas pobytu pod ziemią była godzinna zlewa, która zmoczyła nam dobytek zostawiony na górze. Przy otworze Śnieżnej spotkano Kaję i Frytkę (oboje KKTJ). Kamil miał zrobić NK-Dziadek-NK, ale uznał ze tak dawno nie działał z tak fajnym zespołem więc ostatecznie dołaczył do naszej trójki. Pod ziemią sporo lejącej się wody. W zasadzie co tu dużo opisywać. Nad Kotliny są nudne jak flaki z olejem. Lufa, lufa, lufa, Wodociąg, który osiągamy idąc spacerowo po 2h38min. Następnie głównym ciągiem deporęczując całość do otworu Śnieżnej. Wodociąg- otwór w czasie 2h24min.
Całość akcji to 5h02min (z przerwami). Podczas całej wycieczki poruszaliśmy wiele tematów geopolitycznych i analizowaliśmy wiele wariantów przyszłości. Do następnego!
P.s. tak na prawdę akcja była tylko po to aby zdjąć liny w Śnieżnej. Ale żeby nie chodzic tą samą drogą...
2023.07.19-20 TRAWERS JASKINII PIERRE SAINT MARTIN
Napisał Karol PastwaMałgorzata Toczyłowska
Karolina Barciszewska - Kozioł
Bartek Brzezinka
Karol Pastwa
Wojciech Zowada
Dawid Jędrysek
Łukasz Piechocki
Grzegorz Więcek
Tomek Motoszko
We wtorek (18.07) po długiej 27 godzinnej podróży, do wioski La Caserne w Pirenejach plan działania był krótki, ale ambitny.
Przede wszystkim potrzebowaliśmy odnaleźć klucz do dziury, następnie rekonesans w ogromnej sali La Verna oraz odnalezienie otworu SC3 i depozyt lin.
Już odszukanie klucza okazało się wyzwaniem, ponieważ jak to na francuskiej wsi, ktoś może mówić po angielsku?!? W końcu Bartkowi udało się zdobyć klucz, który był w barze naprzeciwko romańskiego kościółka idealnie wkomponowanego w krajobraz we wsi Sainte-Engrace.
Wejście do tunelu EDF o długości ok. 650 m. przywitało nas ogromnym ciągiem powietrza, który prawie uniemożliwiał zamknięcie drzwi. Tunel ten został wydrążony w 1956 r. Na końcu tunelu przywitała nas olbrzymia, wręcz monstrualna sala La Verna. W momencie wejścia przytłoczył nas jej ogrom, po prostu gigant!
Dzięki temu, że byliśmy w sali w czasie turystycznych wycieczek, była ona pięknie i dokładnie oświetlona. Potęgę sali dobitnie pokazały rozstawione w różnych miejscach manekiny naturalnej wielkości w pełnym szpeju jaskiniowym.
Sala jest tak ogromna, że w 2003 r. latano w niej balonem.
Po rozeznaniu gdzie znajduję się ciąg w którym chcieliśmy zakończyć trawers, opuściliśmy salę i pojechaliśmy do uroczo położonej miejscowości Pierre Saint Martin, gdzie domki stoją na przestronnych lapiazach, człowieka nie spotkasz, a krowy pasą się wszędzie, gdzie jest to możliwe (pod hotelem, na ulicach itp.)
Podczas dojścia do otworu towarzyszył okropny ponad 30 stopniowy upał, który pomimo pochmurnego nieba dał nam się bez znaki. Udało nam się zobaczyć parę hiszpańskich szczytów i gigantyczną masę wspomnianego lapiazu.
Pod otwór prowadzi szeroką nartostrada, dobrze utrzymana. Otwór znajduje się na wysokości 2040 m n.p.m. Ok. 20 metrów na prawo od drogi, przy największej sosence w okolicy. Dzięki wcześniej ściągniętym mapą Nowej Akwitanii na mapach.cz bez problemu udało nam się znaleźć otwór.
Po wieczornej odprawie, przygotowaniu sprzętu ustaliliśmy godzinę wyjścia na 6:30.
Na drugi dzień, pierwsza osoba weszła do jaskini o 9:00. W tym czasie nasi kierowcy odstawili busa pod tunel EDF.
O 10:00 weszła do jaskini ostatnia osoba. Poręczowanie pierwszych studni (pionowych ciągów) przebiegło sprawnie i zgodnie z planem. Już po 3 godzinach pierwsze osoby stanęły na głębokości -390. Kolejne partie, już poziome prowadzą przez niewielkie korytarze, ale jakże pięknie. Tu mieliśmy możliwość najbliżej przyjrzeć się pięknym formą krasowym jak: grzybki, makarony, mleko wapienne, draperie, aragonity itp.
Po kilku godzinach marszu zaczął nam towarzyszyć ciek wodny, który z małymi przerwami towarzyszył nam już do końca. Wody robiło się coraz więcej i tylko czekaliśmy na moment w którym zostaliśmy zmuszeni do przebrania się w pianki. Ten moment nastąpił w 1/3 Grand Canionu, gdy poziom wody zaczął sięgać powyżej pasa. Trzeba było przyznać że woda jak na nasze wyobrażenie Pirenejów była okropnie zimna. Kolejne etapy pokonywaliśmy z coraz większą ilością wody, w trudniejszych momentach korzystaliśmy z przygotowanych poręczówek. Miejsca które nie dało się pokonać ciągiem wodnym przechodziliśmy oznakowanymi obejściami, często przy użyciu przygotowanych liny.
W Sali Susse po raz drugi pod ziemią spotkaliśmy z tak wielka salą, w której mieściła się prawdziwa ostra grań. W tym miejscu należy uważać, trzeba się kierować się prawą stroną, gdyż na grani jest odejście w lewo do nowo eksplorowanych ciągów idący w zupełnie innym kierunku niż trawers.
Najbardziej nam w pamięci zostaną dwa odcinki wodne. Pierwszy to jeziorko przy którym nie sięgaliśmy nogami dna oraz przegapiliśmy moment niepozornego odbicia w prawo w górę w ścianie. Przez co pokonaliśmy dodatkowych 100 metrów w wodzie aż do syfonu i straciliśmy pół godziny.
Drugi to jeziorko, które było zaporęczowane i to zupełnie nie bez powodu, gdyż przez środek jeziorka płynął mocny poprzeczny prąd. W takich miejscach jak te, docenialiśmy fakt iż w naszych worach jaskiniowych znajdowały się wodoszczelne worki które działały jak bojki.
Po jakimś czasie dotarliśmy do Sali Lapineux, gdzie znajduje sie mauzoleum Loubensa, a przy nim znajdują się szczątki noszy i wyciągarki którymi próbowano ratować Marcela Loubensa w 1952 r. W Sali tej można też zobaczyć pozostałości obozu pierwszych odkrywców oraz znajdujące się pierwsze tabliczki z napisem La Verna. W dolnych partiach wisi fragment (trzy szczeble) drabinki linowej, która jest już w opisach z lat 50.
Od tego momentu do końca trawersu było już sucho. Mijaliśmy kolejno ogromne sale: Casteret-a, Loubensa, Queffeleca, Adali, Chevalieraa co zajeło nam kolejnych 6 godzin. Pokonywanie każdej z tych monumentalnych sal przebiegało według z góry określonego scenariusza: wejście do sali, odszukanie w mroku odblasku na szczycie piargowiska, wspinaczka w kierunku odblasku, odszukanie kolejnego odblasku znajdującego się w dolnych partiach sali a następnie wyjście i tak w kółko. Przez całość jaskini towarzyszyły nam odblaski, biało czerwone taśmy oraz kopczyki. Co ciekawe, niektóre z tych odblasków oraz kopczyków mogą być w jaskini od początku eksploracji z lat 50. W późniejszych salach zaczęliśmy zatracać orientacje, być może ze zmęczenia oraz już wczesnych porannych godzin.
O 5 rano naszym oczom ukazały znajome poręczówki, które widzieliśmy dnia poprzedniego, a za nimi piękna sala La Verna.
Podsumowując: kawał dziury! :)
Ps. Sprawozdanie powstawało przed otworem dziury podczas gdy druga ekipa deporęczowała jaskinie :)
Jerzy Ganszer
Po drodze dotarliśmy do rytu naskalnego "Jacek", potem do kamienia z krzyżem /reszta zarośnięta/, potem w rejon kurhanów. Po jaskini byliśmy przy Jaskini w Stołowie i tam nad wejściem ryt naskalny - odkryła to Agnieszka Gądek. A na koniec zupa na Przełęczy Karkoszczonka. Jeszcze byliśmy przy zabytkowym cisu. W Jaskini jeden nietoperz w locie. Na powierzchni upał!
Zaproszenie na akcję było na stronie - P.
2023.07.16 Płyta Lerskiego do Zadniego Kościelca
Napisał Jerzy GanszerJerzy Ganszer
W sumie 1326 m podejścia. U góry nie było upału. Ładne widoki. Na trasie nowe punkty asekuracyjne.
Zapraszam na podobne akcje!
Dotarł do starego dna - Sala pod Płytowcem. Czas 2,5 godzin po linach. W najniższym miejscu była awaria oświetlenia. Po drodze w górę nad Kobylarzem spotkał Krzysztofa /Borgieła/ Borgła z żoną. Na powierzchni ciepło. Z jaskini wyniesiono trochę starych lin.
Formalnie to była kontrola zaśmiecenia jaskini w ramach Biura do Spraw Odśmiecania Wielkiej Litworowej - jest dobrze! - dalej przed biwakiem leży sedes do wyniesienia, w rejonie studni wlotowej rękawiczki do zabrania i powyżej folia ze sznurkiem /kiedyś to służyło do monitorowania przelotu nietoperzy/ - może ktoś to usunie. Z tych badań wyszło, że więcej nietoperzy wlatuje do jaskini niż wylatuje!
Uwaga - w porównaniu ze Śnieżną w Litworowej jest "super czysto!"
O Biurze można sobie poczytać na stronie Ganszera - "kliknij"
O akcji wszyscy zainteresowani dowiedzieli się ze strony Ganszera i ze strony - P.
Zważywszy, że autor sprawozdania jest osobą trochę historyczną - to przy okazji przypomina swoją pierwszą wycieczkę do tej jaskini:
1981.04.07 Litworowa do Starego Dna. 9 godzin w jaskini. Pod Pierwszą Pięćdziesiątką był lód!
Lubomir Zawierucha - kierownik akcji
Marek Walusiak /nie żyje/
Mirosław Micherdziński
Jerzy Pukowski
Andrzej Luber
Zdzisław Grebl
Jerzy Ganszer
Po przeczytaniu powyższego sprawozdania Mirosław Micherdziński wspomniał, że wtedy działaliśmy na podwójnej linie "dynamicznej", z drugiej liny była autoasekuracja z gibbsa, i wtedy wychodziliśmy przy pomocy trzech gibbsów. Czas akcji 8,5 godzin w jaskini.
Jerzy Pukowski - grupa zabezpieczająca
Jerzy Ganszer
Czas akcji 1 godzina 17 minut. W jaskini brak nietoperzy, nie zauważono studniczków. Tak zwane "wielkie koło" tylko dla koneserów!
Paweł Gądek
Eksplorowaliśmy otwór w nowym rejonie. Zapowiadało się beznadziejnie jednak po 2 metrach odsłoniliśmy głęboką szczelinę. Przewiew ekstremalnie silny, kamienie wpadają do jakiejś przestrzeni niosąc wyraźne echo i zapowiada się ciekawie. Jednak nie udało się jeszcze dostać do środka. Eksploracja będzie kontynuowana.
Tomasz Kochel
Kopalnia ma około 110 metrów i znajduje się na górze Jarmuta, koło Szczawnicy. Próbowano wydobywać tam m.in. srebro.
Do pokonania jest trawers nad pochylnią jak i sama pochylnia. Należy posiadać linę. Pochylnię idzie pokonać z gorści.
W okolicy znajduję też Wodna Bania, ale tej nie udało się znaleźć.
2023.07.08 Wielka Śnieżna i niepełne zbliżenie z Litworką
Napisał Kamil PolańskiAkcja miała na celu dojście do Ekstazy i tak się stało! Jeszcze przed tym, nastąpiło ostre wytapianie resztek zapasu tłuszczu zmagazynowanego na takie sytuacje, a było to przeniesienie kilku lin od Nowego Biwaku do dna Ekstazy, a także małe pieszczoty w Mokrym Kominie, podczas których z jednej stały się dwie. Odbyło się to oczywiście jeszcze przed spotkaniem ekipy trawersującej z Litworki. Takowe spotkanie nastąpiło podczas trzeciego razu pokonywania tego samego odcinka drogi i miało to miejsce ok. 16:06. Następnie wspólnie udaliśmy się do Nowego Biwaku gdzie wszyscy grzali się, a raczej próbowali oraz posiłkowali się. Po kilku chwilach opuściłem towarzyszy i ruszyłem do otworu Śnieżnej (do Litworki innym razem). Po drodze, przy II biwaku spotkałem grupę grotołazów z Olkusza i Łodzi - którzy podróżowali do dna (syfon Dziadka). Ich czyny, w postaci zwiększenia bezpieczeństwa w poruszaniu się po linach, przysłużą się mocno innym grotołazom w przyszłości, za co dziękuję w imieniu innych (prośba o kontakt Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.).
Statystyki:
- czas dojścia do Nowego Biwaku - szybki ;).
- czas wyjścia w górę od Nowego Biwaku - nieco wolniej od szybkiego.
- nie ujęto czasu pomiędzy pieszczeniem się między Nowym Biwakiem a Ekstazą (niezależne ode mnie).
2023.07.08 Trawers Wlk. Litworowa - Śnieżna
Napisał Krzysztof BorgiełMagdalena Dziurgot - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Sylwia Gołosz - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Kinga Woźniak - Sądecki Klub Taternictwa Jaskiniowego
Anna Atraszkiewicz - Katowicki Klub Speleologiczny
Dariusz Mazur - Katowicki Klub Speleologiczny
Krzysztof Borgieł
Totalna akcja międzyklubowa (4 kluby z południa). Planowana od dawien dawna. Wycelowana w idealną wręcz pogodę. Ale od początku.
Akcję zainicjowała Sylwia S. w celu zaznajomienia kilku osób z kwintesencją "systemu". Zapytała czy nie poszedłbym jako drugi "przewodnik", a że chyba wstrzeliła się, że byłem po imprezie (albo w trakcie) no to się zgodziłem :)
Zacznijmy od tego, że w piątek dzień przed akcją rozkraczyło mi się auto. Szczęśliwy, że nie będę musiał taplać się w Lagunie, usiadłem na kanapie i napisałem do Syvilli Solaris, że "hjuston mamy problem". W odpowiedzi, dostałem info, że mam dzwonić do Darka bo jeszcze jest w trasie. Nie zdążyłem nawet numeru wybrać, a już dzwoni Anna, że są na Balicach i robią nawrót na zachód na Wadowice (potrzeba ekipy spędzenia ze mną soboty zniszczyła mi wieczór na kanapie). A teraz całkiem na poważnie. Wzruszyłem się, widząc ich poświęcenie. I tak po kilku godzinach meldujemy się na zarezerwowanym przez Madzię miejscu noclegowym.
Sobota 5.45 pierwsze krzątania po pokoju. Śniadanie, kawa, herbata, jedynka, dwójka, trójka, a nie wróć... O 7.00 wpada Syvilla swoim transporterem opancerzonym i Kinga nieco mniejszym rumakiem. Ruszamy do wylotu Doliny Małej Łąki, gdzie zaczyna się nasza przygoda. Tempo żwawe ale konwersacyjne. Za polaną utrzymując swoją ulubioną kadencję oddalam się od grupy i po 1h 38 minutach melduje się pod otworem. Po drodze prawie potrąca mnie biegnący do swej nory świstak - mocno spasiony! Po pewnym czasie dochodzi do mnie reszta ekipy, a po jeszcze dłuższej chwili zbłądzony jaskiniowiec w postaci Kamila, który pójdzie nam w jaskini na przeciw. Po nawodnieniu oraz uzupełnieniu kalorii szpeimy się tzw. zestaw szybkiego przejścia międzyotworowego i ruszamy w kierunku Wielkiej Litworowej, zahaczając oczywiście o nad Kotliny. Zajmuje nam to około 45 minut. Po wskoczeniu w kombinezony z dziury nagle wyłania się Paweł ze Speleoklubu Tatrzańskiego, który akurat miał wolne moce przerobowe i usłał nam linami drogę na biwak w Sali pod Płytowcem - chwała Ci brachu! I tak cała 7mka po niecałych 50 minutach jest już gotowa do wejścia w Partie Zakopiańskie - pierwszą atrakcję dnia. Wody bardzo mało i szło bardzo sprawnie - nie błądziliśmy w tym wspaniałym labiryncie. Na IV Płytowcu wody nieco więcej i już pierwsze myśli co się dzieje w Lagunie. Po "Maglowaniu" i "Elektromaglowaniu" stajemy na dnie Szczeliny Agonii, dopinamy ostatnie rzepy i gęsiego w odstępach pokonujemy "najprzyjemniejszy" odcinek tej części systemu. Błękitna Laguna tego dnia była średnio łaskawa - żeglowna choć do wytrzymania, ale nabrać wody w ciuchy pozwoliła - dziękujemy, schłodzenie podczas aktywności sportowej jest istotne. Gdy już wszyscy doświadczyli płukania, kolejnym etapem oczywiście jest wyciskanie wody z ubrań. Możliwe jest to za sprawą Partii z 4 Zaciskami. Na prawdę upierdliwe miejsce, dzięki któremu zyskuje się kolejny poziom uszlachetnienia, a przecież o to nam chodzi. Co niektórzy podczas pokonywania wyładowywali swoje emocje poprzez wypowiadanie sekwencji słów popularnie nazywanych wulgaryzmami. Były załamania, utknięcia gumowców, blokowania się w dziwnych miejscach. Wszystko to przeżywszy stanęliśmy w końcu nad Kominem Ekstazy. To na prawdę świetne miejsce - polecamy każdemu. Ciąg lin w dół doprowadził nas do czołowego zderzenia z Kamilem, który na moją prośbę zrobił dwa kursy z Nowego Biwaku przenosząc część lin pod wymianę wyżej - dzięki i chwała Ci również mój jaskiniowy bracie z tego samego rocznika! Teraz już w ósemkę ciśniemy na Nowy Biwak na herbatę i chwilę wytchnienia. Można również wspomnieć, że wspólnymi siłami przenieśliśmy od otworu Litworki do Mokrego Komina linę na wymianę - teraz już nie ma węzła 2m nad ziemią.
Na biwaku faktycznie siedzimy dłuższą chwilę. Emocje musiały opaść, a siły wrócić bo czekały nas Ciągi Przykrości. Było mi bardzo przykro, że muszę tak wesołą gromadkę jeszcze raz upodlić, ale co zrobić. Nikt tam nie poszedł dla przyjemności. I tak Kamil ruszył solo do otworu tempem geparda, a my chwilę po nim tempem normalnym. Przykrość minęła dość szybko. Następnie Małe Błotko, trochę lin, trawersów, stopni i jest! Mamy to! Ciąg główny śnieżnej. Szybkie przeszpejenie do wychodzenia i sru na II Biwak. Kolejny popas i zbieranie sił. Przed nami 500m w górę. Woda mocno napiera z góry, ale to nas nie zniechęciło. Każdy czuł już Lodospad nosem. Sprawnie docieramy na Suchy Biwak, gdzie odnajdujemy mały, świeży depozyt - nie jesteśmy sami w jaskini... Następnie trawersy, trawersy i Wodociąg. Ciut już zmęczeni ale zasilani myślą o bliskości otworu uwalniamy potężne zasoby energii i wychodzimy na powierzchnię. Środek nocy. Gwiazdy, księżyc i czołówki łowców wschodów słońca w oddali. Przebieranie, posiłek + deser w postaci melona, który zostawił nam Kamil - no złote dziecko - dzięki, wszedł jak złoto! Schodząc w ciemnościach w dół już snujemy plany na kolejne akcje jednocześnie analizując ileż to siniaków mamy.
Dziękuję ekipie i gratuluje uzyskania tytułu "Trawersowicz Systemu - Poziom 1"
Więcej...
2023.07.08 Trawers Ptasia Studnia – Jaskinia Lodowa Litworowa
Napisała MMDMarta Dudek - kierownik/kursant
Przemek Perek- kursant
Dawid Jędrysek- taternik jaskiniowy
Wacław Przygoda Michalski- instruktor
Z parkingu w Kirach start po 7:00 wyruszamy po kolejną przygodę. Podzieleni jesteśmy na dwa zespoły – jeden dedykowany na Ptasią Studnię drugi na Jaskinię Lodową Litworową. My będąc w mniejszym składzie podążamy Szlakiem czerwonym prowadzącym na Ciemniak przez Piec (1472 m n.pm). Po niespełna 4 godzinach docieramy do Ptasiej Studni. Słońce mocno przygrzewa. Można pooglądać piękne widoki. W dali Pilsko i Babia. Pod nami Dolina Mułowa, dzika i niedostępna. Nad nami góruje Krzesanica (2122 m n p m). Podekscytowani udajemy się na swój pierwszy kursowy trawers jaskiniowy. Instruktorzy nie ukrywali, że nie będzie lekko.
Na linach zjeżdżamy do otworu jaskini. Jest lato. Wejście do studni to rarytas klimatyczny. Dwie duże studnie. Strużki wody czasem wpadają za kołnierz. W Mostku Piratów odnajdujemy szkielet jakichś zwierząt, dobrze zachowany. Poznajemy urokliwe meandry, w których musimy ściągnąć uprząż, bo jest ciasno. Zacisk wymaga gibkości. Dość sprawnie pokonujemy tę trasę. Czujemy presję czasu, bo o 16:00 powinniśmy być w Kaskadach, gdzie umówieni byliśmy z drugim zespołem, tym z którym pożegnaliśmy się na rozstaju szlaków czerwony – czarny. Sprawnie dotarliśmy do celu. Szybko wymieniliśmy doświadczenia i czas na wyjście, ku otworowi Litworowej Lodowej. 3 studnie, zaciski wymagające, ok 50 m meandrów, i coraz bliżej wyjścia.
Jest światło dzienne. Godzina 20:30 wyszliśmy na zewnątrz. Piękny zachód słońca. Znowu widzę Babią (moją ulubioną). Naprzeciw nam wyszły Kozice…Szybka narada, czy wspinamy się na Kobylarzową Turnię czy zjeżdżamy tajemniczą drogą do podnóża góry. Wprost do Doliny Miętusiej, Wielką Świstówką przez
Wantule. Wybieramy Przygodę. Pod dowództwem Wacława Przygody. I przeżywamy kolejne 5 godzin niesamowitych wrażeń. Zmęczeni, poobijani, ale spełnieni wracamy do bazy. Wyprawa na zawsze pozostanie w naszych pamięciach. Na pewno była wisienką na torcie.
Małgorzata Toczyłowska
Sylwia Wójcik
Bartłomiej Golik
Łukasz Piechocki
Wojciech Jasiak
Korzystając z okazji trwającego Letniego Obozu Szkoleniowego, postanowiliśmy odwiedzić naszych dzielnych kursantów i w piątkowy wieczór zawitaliśmy na naszej bazie, gdzie wieczorową porą kursanci przed kolejną akcją zorganizowali sobie w ramach odpoczynku ognisko.
Miło nam było, przy ogniskowej atmosferze podczas pieczenia kiełbasek posłuchać kursowych przeżyć, oraz powspominać i podzielić się swoimi przeżyciami z naszych kursowych wojaży.
Jako że każdy z nas ma jakieś wakacyjne plany wyjazdowe związane z działalnością jaskiniową, wyjazd ten był dla nas nie jako sprawdzianem, w jakiej formie jeszcze jesteśmy. Aby nasze ciała nie doznały zbytniego szoku za nasz cel wybraliśmy jaskinie Marmurową.
W sobotę po porządnym wyspaniu się i obfitym śniadaniu, ruszyliśmy dzielnie na spotkanie z jaskinią, podejście w ten upalny i słoneczny dzień okazało się nie lada wyzwaniem. Może i samo podejście zabrało nam więcej czasu niż zwykle, ale nie czas był na tym wyjściu istotny, a przypomnienie mięśniom i stawom do czego mają nam posłużyć. Pod jaskinią zgodnie z wcześniejszym zezwoleniem działał już kurs KKTJ, więc pozostało nam szybkie przebieranie się, klarowanie sprzętu i można było zacząć poręczować jaskinie, obok powieszonych już sznurków Krakowskiego Klubu. Naszym jaskiniowym celem na tym wyjściu było zdobycie starego dna. Akcja poręczowania oraz zjazdów już w milszych dla nas warunkach temperaturowych odbywała się dość sprawnie i mieliśmy ambicje na uzyskanie całkiem dobrego wyniku czasowego, gdybyśmy nie utknęli nad Czarną Basztą gdzie spotkaliśmy kurs KKTJ, czas tej mijanki jaskiniowej zniweczył nasz plan na szybką akcję. Pozostała część akcji przebiegła już w miarę sprawnie, nikt się nie obijał, każdy coś robił w ramach dobrego zespołu jaskiniowego. Na powierzchni wszyscy zameldowaliśmy się uśmiechnięci i zadowoleni, gdzie po przebraniu się pozostał nam już tylko żmudny spacerek powrotny.
Paweł Kanik
Kamil Przemyk
Przemek Pyrek
Tymoteusz Siedloczek
Bartosz Brzezinka
Dawid Jędrysek
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
na sobotę dojechali też jako osobna grupa
Sylwia Wójcik
Gosia Toczyłowska
Wojtek Jasiak
Bartek Golik
Łukasz Piechocki
Kamil Polański, z planem akcji do Śnieżnej
na ognisku gościnnie kilku jeszcze dodatkowych znajomych
Bardzo udany obóz, dobra pogoda, piękne lato, niebanalne dziury, udane ognisko, długie rozmowy, intensywnych kilka dni chodzenia po jaskiniach. Długo by pisać.... obiecali wrażenia przedstawić kursanci. Dla porządku sprawozdawczego zamieszczamy gołe informacje. Czwartek zrobiliśmy oba dna w jaskini Marmurowej, piątek trochę luźniej Małołącki Tunel, sobota akcja najtrudniejsza i godne wyzwanie. Murzyn idzie z grupą do Ptasiej, Bartosz i ja z drugą grupą do Lodowej Litworowej. Kursanci, Dawid i Bartosz robią mijankę, wchodzą jedną jaskinią a wychodzą drugą. Tomek i ja zabezpieczamy powroty w tej samej jaskini. Akcja jaskiniowa dopracowana perfekcyjnie, spotkanie w połączeniu prawie na minuty, szybka zmiana i wychodzimy. Trawers tej klasy na kursie, to naprawdę dobry wyczyn. Naszym kursantom gratulujemy. Ja oficjalnie przepraszam natomiast zainteresowanych, mój pomysł na powrót na bazę trochę się wydłużył...sorki. I tak jednak w niedzielę zdążyliśmy jeszcze zrobić wycieczkę do Kościeliskiej i szkolenie TPN z Jankiem Krzeptowskim. Starsi stażem koledzy w sobotę zdobyli Marmurową, sprawozdanie już jest na stronie.
2023.07.06 Schronisko w Węgierskiej Górce K.Bs-02.59
Napisał Jerzy GanszerJerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
To była akcja wieczorna, ogłoszona na Stronie - P /Ganszera/. Głównym jej celem było sprawdzenie, czy wyżej wspomniane schronisko nie zostało zniszczone podczas budowy obwodnicy Węgierskiej Górki. Obiekt stoi! Nad tym schronem jest grań skalna i w górnej części jest schronisko splanowane przez Byłego Członka Klubu Michała Rachwańca /zapomniałem nazwy/ i ono może stać nad tunelem! -- to taka ciekawostka intelektualna. Gdyby się potwierdziło, to byłby to pierwszy obiekt jaskiniowy usytuowany nad tunelem w Polsce!
A po za tym odwiedziliśmy "jeden wielki bunkier chyba Waligórę" i zrobiliśmy kilka zdjęć wjazdom do tuneli na wysokości centrum Węgierskiej Górki. To był wyjazd eksploracyjny! Wspomniane schronisko było inwentaryzowane przez nasz Klub 30 lat temu!
