Dział Beskidzki
Jaskinie i wyprawy (1611)
Tomasz Hansel - Rudzki Klub Grotołazów "Nocek"
Paweł Chrobak - Speleoklub Tatrzański
Majka W.
Kamil Polański
Krzysztof Borgieł
Od razu na początku wyjaśnijmy tytuł sprawozdania. Otóż zakończyła się pewna długofalowa akcja oczyszczania Nowego Biwaku. Właśnie w ostatnią sobotę reszta śmieciowego depozytu została wyniesiona z jaskini. Ale po kolei.
4.30 rano 5 osobowa grupa wyrusza z Bielska. Na Groniku spotkanie z Kamilem i montaż ekwipunku dodatkowego na saniach. Droga pod otwór zajmuje nieco ponad 2h. Próg wariantem na lewo od liny - raki i czekan wymagane. Śniegu sporo i niestety wierzchnia warstwa sypka. Po dotarciu do potencjalnej lokalizacji przygotowanego tydzień wcześniej iglo, stwierdzamy, że znacznik otworu jest kilka metrów bliżej śniegu co oznacza spory dosyp lub zsyp śniegu z wyższych części stoku. Normalnie można by się załamać, ale nie z nami takie numery. Przy użyciu sondy określamy położenie końca korytarza i skutecznie odkopujemy wejście do śnieżnej pieczary. Przy okazji wykorzystując dużą ilość osób i łopat tworzymy ogromną platformę z wiatrochronem przed wejściem.
Podczas przebierania dociera do nas spora ekipa z TKTJ, a wśród nich Michał, z którym mieliśmy okazję kiedyś wspólnie podziałać - pozdrawiamy!
Nadszedł czas wejścia pod ziemię. Główny ciąg idzie jak zawsze przy poręczowaniu - w sumie jest to już trochę nudne, ale trzyma zawsze ta myśl, że im niżej tym lepiej. Do I Płytowca czubek team trzyma się z tyłu. Następnie następuje zwolnienie blokady (pfuu to nie ten program) tzn zmiana prowadzenia i ruszamy przodem w swoją stronę. W swoją tzn inną niż pozostała czwórka. Plan bowiem zakłada szerszą działalność. 2 osoby idą starym ciągiem przez I Wodospad i powrót po depozyt na Suchy Biwak, a 4 osoby na II Biwak przez S.B. W starym ciągu zabieramy stare poszarpane liny oraz sporo różnych drutów i innych śmieci (nazbierał się cały wór). W okolicach Wanty następuję spotkanie ekip i każdy rusza w swoją stronę. Na II Biwak idzie mocny, liczny skład gdyż zadanie jest niebanalne. Kilkanaście kilogramów starego karbidu z Galerii Krokodyla (kto czytał ostatnie sprawozdanie ten wie). K&K natomiast idą zbadać wstępne fragmenty Partii Wrocławskich. Śledztwo zakończone sukcesem i planem na zaś. W drodze powrotnej zabieramy z Kamilem w sumie 2 pełniusienkie wory śmieci i zahaczając jeszcze o dno Partii Krakowskich ruszamy w górę do wyjścia. Wspomnieć należy, że przeżyliśmy ciekawe zjawisko na trawersach w Wodociągu. Wieloosobowa mijanka z TKTJ - normalnie jak na Marszałkowskiej :)
Po 7h pobytu pod ziemią wychodzimy na powierzchnię gdzie w oddali we mgle widzimy czołówki odchodzącej 3ciej ekipy zapisanej na ten dzień (pozdrowienia dla Kamili i Frytki). Po przebraniu, posileniu się i spakowaniu wykorzystaliśmy czas oczekiwania na resztę w sposób bardzo produktywny i rozgrzewający. Ni, nie mam na myśli popijania wódki. Łopata i piła poszła w ruch i udoskonalaliśmy iglo, a także przygotowaliśmy bloki do zatkania otworu. I tak po kilku godzinach kwartet SMPT pojawił się w otworze co dało znak Kamilowi czekającemu w boksie startowym, że może ruszać. Sprawnie (jak na transport śmieci) dotarliśmy na parking (oczywiście Kamil na dupolocie w slalomie między drzewami). Ekipa bielska zakończyła akcję standardowo na BP po czym udała się w kierunku domu.
Serdeczne podziękowania całej ekipie i wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do zrobienia czegoś dobrego dla Systemu Śnieżnej. Niebawem ruszamy z innymi tematami!
Film dokumentalny z dwóch akcji pod linkiem: https://rumble.com/v2c7bts-jaskinia-niena-sniezna-cave-zimowe-wejcie-wodospad-i.html
Bartosz Brzezinka
Gosia Bugalska-Ganszer
Paulina Kohut
Mateusz Kohut
Michał Ganszer
Podczas akcji, osiągnęliśmy syfon Marwoj, oraz syfon Pawiana. To miejsce, podobnie jak syfon Marwoj, zachwyciło uczestników swoją niepowtarzalną urodą i wyjątkowością. Woda w syfonie Pawiana była głębokiego koloru błękitnego, co dodatkowo podkreślało tajemniczy i magiczny charakter tego miejsca. Po krótkim odpoczynku i podziwianiu piękna syfonu, rozpoczęliśmy powrót
W trakcie akcji, grupa spotkała się z kursantami z Warszawy, którzy również eksplorowali jaskinię.
Ostatecznie, po 7 godzinach spędzonych w jaskini Miętusiej, ekipa zakończyła swoją przygodę i powróciła na powierzchnię, pełna wrażeń i nowych doświadczeń.
Film stworzył Bartosz
2023.02.25 Jaskinia Czarna - Techuby do Sali AKT
Napisał Jerzy GanszerJerzy Ganszer
Podejście na powierzchni śliskie, w jaskini spory ruch grotołazów. Na zdjęciu Speleoklub Częstochowa pod studnią wlotową.
2023.02.22 Masyw Pilska - akcja narciarsko - eksploracyjno - podziemna
Napisał Jerzy GanszerBłażej Nikiel
Jerzy Ganszer
Z Korbielowa-Kamiennej do Hali Górowej - potem pas skałek - potem szczyt Pilska. W sumie 969 m podejścia. W górach zima, na dole roztopy.
Katarzyna Lena Koprowska KA GB GOPR, były członek SBB
Ampy - Siriporn Bangngoen Tajlandia
Claire Falgayrac Francja
Jean Marie Briffon Francja
Paul Callister UK
Gery Berghmans Belgia
Wacław Michalski
Miałem przyjemność uczestniczyć w kolejnej już wyprawie do Tajlandii organizowanej przez Johna Gosset i klub z Brukseli. W tym roku John wybrał do przebadania północno-zachodnią część Tajlandii, niedaleko granicy z Birmą (Myanmar). Bazowaliśmy w miejscowości Sapong. Celem wyprawy była eksploracja wielkich zapadlisk "sinkhole" widocznych na zdjęciach satelitarnych, w górach na południe oraz przebadanie systemu jaskini Tam Pung Hung, podziemnego strumienia i połączenie z jaskinią Tam Huai Kun gdzie ta woda wypływa. Wyprawa w pełni się udała, zjechaliśmy do kilku ogromnych dziur, najgłębsza miała 92m głębokości wykluczając możliwość osiągnięcia kolektora wodnego. Dokonaliśmy też powiększenia systemu jaskini Tam Pung Hung, poprzez planowane połączenia obu wspomnianych dziur a na dokładkę przyłączyliśmy jeszcze do systemu nową jaskinię w Banana Valley. W sumie odkryliśmy dużo ponad 3km nowych korytarzy, w tym część dość trudnych, znacząco zalanych wodą. Mam nadzieję w bliskiej przyszłości pokazać zdjęcia i zrobić krótką prelekcję.
Kamil Polański
Po sobotniej akcji postanowiłem obadać wejście do jaskini Śnieżnej. Wyszedłem przed 8-mą. Od parkingu do miejsca dojścia nie było ani jednego człowieka na szlaku prócz jednego biegacza który robił pętlę przez Przysłop Miętusi zbiegając na Gronik. Na szlaku kilka- kilkanaście centymetrów świeżego śniegu, ścieżka wąska. Zbaczając ze szlaku, który zimą prowadzi żlebem w stronę Kondrackiej Przełęczy, wchodzi się w sporej miąższości śnieg (nawet po pachy), ale na szczęście trwa to tylko kilkanaście metrów. Potem dupolotem zjechałem w stronę skałki przy szlaku letnim, a stamtąd już na stojąco (Czasem na czworaka), ciągnąć za sobą dobytek na dupolocie. Tyle dobrze mieć taki plastik ze sobą, że zmniejsza się ciężar przypadający na nogi, a tym samym nacisk na pokrywę śnieżną, przez co można było fragmentami nie zapadać się po pas. Ścieżka pod Przechód, jak już wspomniałem, problematyczna, miejscami można się zapaść po pachwiny, miejscami po kolana, a czasem pokrywa utrzymywała na powierzchni. Dotarcie pod Przechód zajęło mniej czasu niż zazwyczaj trwa torowanie. Po dojściu i nałożeniu na siebie wielu warstw (lepiej ubrać się cieplej bo w lawinisku podobno wyziębia :D), próbowałem wyjść nad próg. Niestety ale brakło kilku metrów aby sięgnąć skałki ze stanowiskiem. Postanowiłem odwrót ze względu na niebezpieczne (wg mnie) warunki w górnej części Przechodu: pod warstwą ok. 10cm stwardniałego śniegu znajdowało się spoooro luźnego śniegu, na tyle luźnego że gdyby góra ruszyła to możliwe że część niższa również mogłaby ruszyć. Próbowałem zejść w prawą stronę popod linę, aby dostać się na "trawy", ale tam również sporo depozytu sypkiego śniegu a pod nim fragmentu pionowych zalodzonych skałek. Jeżeli tu było aż tak źle, to wyżej (pomiędzy skałą ze stanowiskiem a górą progu) możliwe, że było dużo nawianego śniegu, a stamtąd gdyby spaść z tym depozytem to na dole mógłbym jedynie wiosną po roztopach kwiatki wąchać.
Zuzanna Honisz
Mateusz Kohut
Bartosz Brzezinka
Józef Bulowski - Były Członek Klubu
Paweł Olszewski
Krzysztof Fraś
Dawid Jędrysek
Mirosław Grupka - Były Członek Klubu
Beata Burdynowska - Weteran - grupa wsparcia, ona też zrobiła zdjęcie grupowe /samotnie przeszła przez Przełęcz Iwaniacką!/
Jerzy Ganszer
Śniegu bardzo dużo. Czas akcji pod ziemią 6 godzin. Wszyscy "prawie" zadowoleni. Jedna osoba wymiotowała, jedna wisiała do góry nogami, jeden "zaciął" się na węźle, jedno uszkodzone kolano, a po za tym wszystko dobrze. W jaskini spotkaliśmy dwie grupy grotołazów z Polski.
Zdjęcie zrobiliśmy przed Harnasiem, tam też kiedyś często urzędowali grotołazi. Teraz czasy są inne i często omijamy ten "przybytek".
Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Błażej Nikiel
Jerzy Ganszer
Dotarto do Schroniska pod Głazem K.Bm-02.13. Zbadano okoliczne skałki - dzięki mapom internetowym zlokalizowaliśmy nieznane wychodnie. To była akcja narciarska. Działano w oparciu o ośrodek narciarski Czarny Groń.
Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Sylwia Wójcik
Jeremi Wójcik - Osoba Towarzysząca
Ewa Rutkowska
Radek Bizon
Wojtek Jasiak
Murzyn
Dawid Jędrysek
W bazie zebraliśmy się już w piątek 27.01 w celu ogólnego wypoczynku przed akcją :)
W sobotę z samego rana zebraliśmy się do wyjścia na akcję i szybko dotarliśmy na parking skąd wyruszyliśmy pod otwór. Pomimo lekkiego zmęczenia dniem poprzednim przemieszczaliśmy się szybo i sprawnie. Ze względu na podejrzenie zalania dalszych partii jaskini plan od początku był rekreacyjny i zakładał "dojście do pierwszej wody" i wycof z tego miejsca. Wszystko szło pięknie aż do momentu gdy Murzyn mniej więcej w 3/4 drogi do otworu zadał kluczowe pytanie "Kto zabrał liny?", a wszyscy z konsternacją rozejrzeli się po sobie nawzajem... Natychmiast okazało się że wór z linami został w bazie :P Następnie rozpoczęła się dyskusja czy opłaca się wracać po liny. Ewa nawet zgłosiła się że sama, bez plecaka szybko zejdzie na dół i zajedzie po te liny za co jej bardzo dziękujemy. Uznaliśmy jednak że trwałoby to mimo wszystko za długo i zmieniliśmy plan przejścia na obejście przez partie gąbczaste. Oczywiście przy założeniu że nie będą zalane bo nikt nie miał ochoty się moczyć (przypominam, że akcja miała być rekreacyjna). Zgodnie z nowym planem weszliśmy do jaskini i skierowaliśmy do "gąbek". Na pierwszym prożku (lina 12m) niezastąpiony okazał się sprzęt osobisty, który pozwolił na sprawne zejście w dół i co ważniejsze zagwarantował łatwy powrót. W "gąbkach" spędziliśmy ponad godzinę na lewarowaniu dwóch jeziorek które stały nam na drodze. Po zakończeniu tej operacji w dalszą drogę udali się Ewa, Sylwia i Dawid lecz nie udało nam się przejść tych partii suchą nogą ;P Dotarliśmy do Długiego Korytarza, który zgodnie z przewidywaniami był zalany do głębokości około 1,5m. Trzymając się założeń akcji po dotarciu do pierwszej wody wycofaliśmy się tą samą drogą. Lekko zaskoczyła nas jeszcze zlewarowana wcześniej woda, ale nie stanowiło to już większego problemu.
Akcję wspólnie uznaliśmy za podwójny sukces ponieważ po pierwsze wykonaliśmy plan pomimo braku lin, a po drugie udowodniliśmy że można iść do Kasprowej Niżnej bez lin :)
W niedzielę zaliczyliśmy jeszcze relaks w Ciepłych źródłach w Oravicy i weekend zakończyliśmy zrelaksowani i w pozytywnych nastrojach.
Jerzy Nico
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
Pokonano trasę: Koninki - Czoło Turbaza - Turbacz - schronisko - Jaworzyna Kamieniecka - Jaskinia w Jaworzynie w Gorcach K.G-01.03 - Obidowiec - zjazd na parking. W sumie 984 m przewyższenia. Na dole chmury, u góry wspaniała pogoda. Śniegu sporo. Pod koniec akcji jechaliśmy z czołówkami. Widzieliśmy całe Tatry! Pokonano 21,200 kilometrów.
Więcej...
Maciej "Fryta" Frydrychowicz- KKS
Paweł Olszewski
Z pewnych źródeł dowiedzieliśmy się, że Gniazdo Złotej Kaczki puszcza dalej, więc wykorzystaliśmy te info aby ponowić atak na Kasprową Niżnią. Rzeczywiście, "Kaczkę" przeszliśmy na sucho, ale zastaliśmy zalany korytarz przed Salą Rycerską. Woda sięgała do klatki piersiowej. Tym razem nie było mowy o wycofie. Doszliśmy do Syfonu Danka i do Sali Gwiaździstej. Udana 7-godzinna akcja.
Kilka zdjęć
Marta Dudek
Filip Perek
Kamil Przemyk
Tymoteusz Siedloczek
Przemek Pyrek
Bartosz Brzezinka
Dawid Jędrysek
Tomek Motoszko
Ela Pikania
Sławek Heteniak ST
Wacław Michalski
Kolejny wyjazd kursowy, dołączyli i wsparli nas starsi stażem koledzy a na bazie Ela z synem i znajomą. Cennego instruktarzu udzielał kursantom Sławek. W górach od niedawna piękna zima i bardzo dużo śniegu. Do samego piątku nie było wiadomo jednak czy syfony i jeziora dalej zalewają nam tatrzańskie klasyki. Jednak późno w piątek jest informacja - Miętusia "otwarta". Stawiamy nowy cel, idziemy do Wantuli, dzielimy się na grupy i zdobywamy Wielkie Kominy, Marwoja, robimy też pętlę: klasycznie przez Kaskady i górnym korytarzem Trzech Króli, wymieniając zespoły poręczujący i deporęczujący. W niedzielę dokładamy sobie wisienkę i morsujemy w Wodnej pod Pisaną. Przy okazji pobytu kursanci cierpliwie wysłuchali też kilku wykłądów i pogadanek. Było fajnie.
Grzegorz Guziak - Speleoklub Tatrzański
Paweł Chrobak - Speleoklub Tatrzański
Majka W.
Kamil Polański
Krzysztof Borgieł
Ogromna (6 osób!) oraz międzyklubowa akcja na Nowy Biwak po resztę śmieci z minionej ery.
A zaczęło się od tego, że wcale mi sie nie chciało jechać. Wykorzystując szantaż emocjonalny zostałem w akcję wciągnięty, a ja sprytną manipulacją wciągnąłem Kamila. Tym sposobem dozbroiliśmy skład. Nie no żart. Każdy pragnął w tym uczestniczyć tylko jak dobrze wiadomo z poprzednich akcji w tamtej rejon - nikt tam nie idzie dla przyjemności...
A zatem ruszyliśmy po 6 rano w drobnej mżawce. Potem mżawka się zwiększyła. Ostatecznie przerodziła się w dość gęsty opad śniegu, aby na końcu zniknąć i umożliwić nam podziwianie Giewontu od wiadomo której strony.
Do wnętrza masywu wyruszyliśmy w 2 ekipach. Na czub dwa czubki (bo jednemu zimno, to trzeba zasuwać). Tak chodzi o "słynny" duet KPKB. No i tak szarpnęliśmy z Kamilem (niosąc jeszcze 2 liny na Nowy Biwak), że dotarliśmy tam po 4h 25min (w tym 20min przerw). Tam zajęliśmy się przyrządzaniem i spożywaniem ciepłych napojów. Po peeeeeewnym czasie przybyła Majka. Również ona skonsumowała napój po czym zabraliśmy się za pakowanie worów. Śmieci było sporo, na szczęście większość z nich dała się skompresować. Po koleeeeejnym czasie przybyła reszta. Szli wolniej specjalnie, żebyśmy im zagotowali wodę... Ale zaraz zaraz brak Grześka. Niestety Małe Błotko zweryfikowało jego zbyt częste wizyty na siłowni. Okazuje się, że w zamian zadeklarował się wykonać zadanie specjalnie - przeniesienie ok 20kg karbidu do głównego ciągu.
Wracając do nas. Po upchaniu artefaktów do worów czubek team znów ruszył przodem a reszta tyłem. W dół szło sprawniej choć kilkukilogramowy wypchany wór dawał w kość. Na II Biwaku spotykamy Grześka odpoczywającego po batalii z karbidem - wygrał - wór teraz czeka tam na śmiałków...
Po chwili odpoczynku ruszamy dalej w górę. Powrót mozolny ale jednostajny. Po wyjściu na powierzchnię księżyc w pełnym blasku i bezwietrznie. Rura już mocno zapchana śniegiem. Okazało się również, że jakaś mini lawinka spowiła nasze plecaki i skutecznie wchłonęła moje raki - trudno - się odkopie... kiedyś :)
Łącznie z Kamilem wynieśliśmy z jaskini (i znieśli do samochodu) prawie 10kg "pamiątek speleo". Spora ilość do wyniesienia czeka w glównym ciągu. Jak ktoś ma ochotę pomóc to niech się zgłosi do Majki lub Pawła pełniących funcję ROWŚ (Regionalny Oranizator Wynosu Śmieci). Czas akcji pod ziemią (dla różnych osób) od 12h40min do nieco ponad 15h. Deniwelacja +/-700m.
Dziękuję całej ekipie za wspólnie spędzony czas i kawał bardzo dobrej roboty - oczywiście nie dla przyjemności :)
Film Kamila:
https://rumble.com/v2b8kvs-jaskinia-niena-sniezna-cave-eksploracyjne-pozostaoci.html
Podsumowanie Pawła:
https://tatry365.pl/nowy-biwak-smieci-same-nie-wyszly/
Roman Czarnecki - Weteran
Łukasz Piechocki
Jerzy Ganszer
Czas akcji w jaskini 2 godziny i 15 minut. Było 21 nietoperzy. Uwaga - oglądaliśmy Studniczki!
