Jaskinie i wyprawy (1605)
Jerzy Ganszer - grupa narciarska - doszedł do otworu w którym działała grupa piesza, która pod dowódctwem Kamila Polańskiego ze Speleoklubu Tatrzańskiego wykopywała "przebieralnie". Byli tam też Filip Pukmiel i Maciej Jeziorski.
Narty bardzo pomogły nam w poruszaniu się. Miałem problemy z asekuracją liną, bo poigne "się zalodziła" i nie działała.
Akcja bardzo górska i bardzo zimowa!
Tutaj zdjęcia - "kliknij"
W sumie 865 m podejścia.
Mirjam Widmer- AGS Regensdorf
Gregor Bättig - AGH
Jean Godat - AGH
Sandra Bernegger - AGS Regensdorf
Tinu Lüthi - Universität Zürich
Waldemar Makoś - AGS Regensdorf
Martyna Michalska - Speleoklub Bielsko-Biała, AGS Regensdorf
Wycieczka zorganizowana przez koleżankę z naszego szwajcarskiego klubu AGS, która robi naprawdę świetne zdjęcia!
W ramach jej pomysłu na sesję fotograficzną w Hölloch — jaskini krasowej, drugiej pod względem długości w Europie — zeszliśmy jedynie do jej imiennej części, Widmergang. Pomagaliśmy tam przy ustawianiu lamp błyskowych, aby mogła stworzyć swoją sztukę.
Zdjęcie powyżej to slynna "Elipsa" w Hölloch.
Jeśli ktoś jest zainteresowany jej twórczością, więcej prac można znaleźć na stronie:
https://www.mirjam-widmer.ch/
Podczas wycieczki udało nam się również zobaczyć przy pracy geologów, którzy badają poziom ścierania w jaskini. Hölloch jest bardzo dokładnie badana i obserwowana przez Szwajcarów, a jednocześnie cały czas prowadzone są tam prace eksploracyjne.
Bardzo ciekawa przygoda — choć muszę przyznać, że trzymanie lamp błyskowych w odpowiednich miejscach podczaas zdjęć nie należy do łatwych zadań i też trzeba wykazać się umiejętnościami wspinaczkowymi. :P
Jacek Kamiński
Tomasz Motoszko
Z samego rana (z lekkim opóźnieniem) wyruszyliśmy pod otwór jaskini Zimnej. Tego dnia warunki pogodowe bardzo nam sprzyjały. Ku naszemu zdziwieniu dojście do jaskini było dosyć łagodne i przyjemne. Początkowo trochę się czołgaliśmy i przeciskaliśmy. Docierając do Ponoru, wiedzieliśmy już, że nikt nie wyjdzie z jaskini suchy - zwłaszcza osoby, które nie miały kaloszy:) Z pierwszym poręczowaniem Maciek poradził sobie bez większych problemów. Oczywiście nie zabrakło przy tym polskiego bogactwa językowego. Przy kolejnym poręczowaniu Lana poradziła sobie równie dobrze. Grupa Murzyna zaporęczowała całe dojście do Komory pod Wielkim Kominem, kierując się przez Czarny Korytarz. W tym czasie grupa Wacka udała się do Syfonu Zwolińskich, a potem do Komory przez Biały Korytarz, który sami zaporęczowaliśmy. Na powrocie grupa Wacka deporęczowała Czarny Korytarz, a grupa Murzyna - Biały. Ostanie odcinki jaskini pokonaliśmy szybko i sprawnie. Na pewno godną zapamiętania będzie znana wszystkim BECZKA oraz wieczorne "dyskusje" i plany na przyszlość.
Filip Pukmiel
Łukasz Kosiński
Adam Jakubczyk
Arkadiusz Turek
MarWoj. Tyle wystarczyło, żeby Filip namówił nas na wyjazd.
W jaskini tłoczno, wiele ekip zgłaszało wyjście. Postanowiliśmy wyruszyć nieco później bo "może się rozluźni"... Rozluźniała to się jedynie atmosfera czekając godzinę na zjazd do Błotnych Zamków :P
Na szczęście byliśmy jedyną ekipą idącą do MarWoja. A jeśli o nim mowa to przejście okazało się znacznie przyjemniejsze niż to ludzie opisywali. Strach oczywiście był, ale zawodowy nurek w zespole dodawał otuchy.
Stan wody wysoki, zanurzając jedno ucho dało się uniknąć zanurzania ust. Zielony But dało się przejść względnie sucho, niestety Jeziorko Szmaragdowe okazało się zaskakująco głębokie. Dużo głębsze niż zakładaliśmy, wody było prawie pod poręcz. Co prawda plany mieliśmy na znacznie więcej zwiedzania, ale stan wody zmotywował nas do wycofu.
Jeszcze wrócimy!
2026.01.10 Jaskinia zimna - za syfon Zwolińskich
Napisał Michał GanszerPaulina Kohut
Mateusz Kohut
Michał Ganszer
Dotarliśmy do syfonu Zwolińskich - czyli od strony Komory pod Wielki Kominem. W jaskini spotkaliśmy drugą ekipę oraz kurs z Zakopanego. Podczas wspinaczek testowaliśmy po raz pierwszy "kij do wpinek", który znacząco ułatwia pokonywanie trudności, a "jaskiniowy styl wspinaczkowy" zyskuje kolejne oblicze.
Anna Boczkowska
Dominika Kot
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Maciej Jeziorski
Mateusz Wielke
Adam Jakubczyk
Arkadiusz Turek
3 lawinowa w Tatrach a robić coś trzeba, tym razem padło na Zimną. I dobrze :P
Motywacją była bliskość i podejrzana aktywność grotołazów na zgłoszeniach, znaczy ponor do przejścia.
Dla części z nas było to pierwsze wyjście do Zimnej, stąd zaskoczeniem było to jak łatwe było podejście i jak wygodnie można się przebrać. Jeszcze większym zaskoczeniem było spotkanie cudownie ozdrowiałego Sławka Heteniaka :)
Sama jaskinia zrobiła na nas dobre wrażenie: ciekawe formacje lodowe na wejściu, ślizgawka w ponorze i dużo zabawy w dalszych partiach. W początkowych zresztą też: bez wywrotki w jeziorkach się nie obyło.
Początkowa wspinaczka dostarczyła emocji, szklany prożek śliski adekwatnie do nazwy :P Ostatecznie dotarliśmy do Sali Złomisk, dodatkowo w trakcie wspinania Czarnego Komina przez resztę składu Maciek i Adam zwiedzili Syfon Zwolińskich.
2026. 07. 23-27, Hiszpania, jaskinia Gandara
Napisał Wacław MichalskiBeata Michalska-Kasperkiewicz
Zbyszek Grzybek
Michał Merta
Łukasz Piechocki
Wacław Michalski
Kontynuując ponad 40 letnie klubowe powiązania z jaskiniami w Hiszpanii zrobiliśmy kolejny krok. Spędziliśmy cudowne kilka dni w północnej Kantabrii. 41 lat temu byliśmy tutaj obok, z Lubkiem Zawieruchą w jaskini Garma Ciega, 10 lat później powtórzyliśmy wyprawę. Rok temu Murzyn zmobilizował nas do wyprawy rocznicowej. Był plan aby urządzić tu klubowy obóz. Hiszpanie nie zaporęczowali jednak jeszcze jaskini, a my nie mogliśmy czekać do lipca. Padła propozycja, że w węższym składzie jedziemy jeszcze raz na rozpoznanie, Hiszpanie zaproponowali trawers jaskiń Caligrafos-Gandara. Fajnie, tylko gdy zaczęliśmy studiować projekt okazało się, że dziura ma ok 119 km, sam trawers ponad 11km, głębokość do zejścia to ok -650m, ale sumując wszystkie studnie, zejścia, prożki i podejścia, suma deniwelacji będzie jednak grubo ponad kilometr, sama odległość między otworami w linii prostej wynosi 7km a podawany czas przejść trawersu wynosił od 18 godzin do 3 dni. Na dodatek google tłumaczenia opisów trasy co chwila podawały odcinki typu: walcowania, laminator, ścisk. Objawił się nam poważny system !!. Zespół trwał jednak w zamiarze i postanowiliśmy dokonać przejścia, padło... "vamos equipa" idziemy. O wrażeniach, szczegółach i historii przejścia poopowiadamy przy zdjęciach w klubie. Krótko sumując: 22 godziny non stop w dziurze, było wszystko od przewężeń i cioranek, poprzez studnie, piękne sale, długie galerie, nacieki, rzeki, wodospad aż po piaszczysty suchy korytarz nazwany "diuny" - wydmy. Wyszliśmy zmęczeni, ale co wspólnie potwierdzamy bardzo zadowoleni. Starczyło jeszcze czasu na wizytę w tutejszym klubie, tradycyjne degustacje, plażę i kąpiel w morzu, rozeznanie otworu kolejnej jaskini do zrobienia i badanie zalet kampingu dla potrzeb dużej, klubowej, kolejnej wyprawy, z którą mamy nadzieję uda się tutaj przyjechać..... a jest po co.
2026-07-04/05 wyjazd kursowy wspinaczka na Wielbłąda
Napisała Pośpiech IwonaTomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Lana Svietlicić
Radosław Jędrzejko
Maciej Filipecki
Iwona Pośpiech
Wyjazd kursowy na Jurę Krakowsko-Częstochowską, środkowa część rezerwatu przyrody Góra Zborów niedaleko Podlesic. Postanowiliśmy powspinać się na Wielbłądzie i Minogach. Fajna około 25 metrowa skała. Pogoda, gdyby nie chłodny wiatr, byłaby idealna. Na początku Murzyn zapoznał nas z teorią wykorzystując nowy przewodnik. Obserwowaliśmy poprowadzone w nim drogi wspinaczkowe. Dobraliśmy się w zespoły i szkolili umiejętności budowania stanowisk, bezpiecznej asekuracji, używania przyrządów, przeloty, stanowiska w skale, zmianę prowadzącego, rzucanie liny do zjazdu itd. Po wyczerpującym i aktywnym dniu przeparkowaliśmy auta w pobliże Łutowca, rozbiliśmy namioty i rozpalili ognisko. Kolejnego dnia zmieniła się niestety pogoda i deszcz od 6 rano pokrzyżował nam plany wspinaczkowe. Padł mit chrapiącego instruktora. Wszyscy bezpieczni i zdrowi wróciliśmy do domów.
Elżbieta Imielska
Na majówkę wybraliśmy się na Korfu i ku naszemu zdziwieniu okazało się, że jest tam wiele pięknych jaskiń do którym można dostac się od strony morza. Do kilku udało się nam wpłynąć. Bardzo polecamy każdemu kto znajdzie się na tej pięknej wyspie aby popłynął w rejs i kilka z nich zobaczył :)
Michał Różański - Speleoklub Tatrzański
Maria W.
Tomasz Kochel
Antoni Krajewski - Speleoklub Tatrzański
Paweł Chrobak - Speleoklub Tatrzański
Jerzy Ganszer
Dotarto do zalanego syfonu przed Partiami Sylwestrowymi. Gniazdo Złotej Kaczki suche, nasza "mała" kaczka pływa w jaskini. Czas akcji w jaskini - 4 godziny. Trochę zmokliśmy i zabrudziliśmy się. Wszyscy zadowoleni! Akcja odbyła się na zaproszenie Speleoklubu Tatrzańskiego. A potem było moczenie się w Orawicy. Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Więcej...
2025.12.27-28 Jaskinia Czarna - Wyjazd Kursowy
Napisał Radosław JędrzejczykWacław „Przygoda" Michalski
Daria Kusztelak
Lana "Wycior" Svetličić
Iwona "Ciotka" Pośpiech
Jowita Kubica
Jacek Kamiński
Maciek Filipski
Radosław "Wycior" Jędrzejczyk
W ramach dzisiejszego wyjazdu kursowego wyruszyliśmy na kolejną akcję w Tatry, tym razem do naszej pierwszej faktycznie dużej jaskini. Wybór padł na Jaskinię Czarną (T.E-09.12).
Poranne podejście, dzięki wspaniałym warunkom pogodowym okazało się bezproblemowe, choć pewnie mało kto z nas powiedziałby to o tym zboczu gdy w nocy schodził powoli po oblodzonych odcinkach.
W jaskini działaliśmy w dwóch zespołach - jedna grupa ruszyła do Partii Tehuby dotrzeć nad biwak (i zabłądzić pod drodze). Zaskoczyła nas tutaj całkiem bogata szata naciekowa. W tym samym czasie druga ekipa poręczowała Trawers Herkulesa oraz Komin Węgierski, docierając finalnie nad Studnię Smoluchowskiego. Następnie zespoły wymieniły się deporęczując wszystko w drodze powrotnej.
Zakończyliśmy wychodząc wspólnie przez Partie Trzeciego Komina.
W jaskini spędziliśmy około 11 godzin. Poręczowanie, deporęczowanie, trawersowanie i inne techniki idą nam coraz sprawniej, a niektórzy odkrywają w sobie serce wspinacza. Z niecierpliwością wyczekujemy kolejnego wyjazdu i wiedzy (a także miejmy nadzieję pięknych widoków), które z sobą przyniesie.
Filip Pukmiel
Maciej Jeziorski
Ewa Rutkowska
Michał Merta
Arkadiusz Turek
Dominika Kot
Katarzyna Domaniecka
Anna Boczkowska
Planów i pomysłów na ten weekend było wiele. Zebrała się spora grupa chętnych, a dla części zespołu były to pierwsze samodzielne podrygi po kursie. Ostatecznie zapadła decyzja, by w sobotę rozruszać kości w Jaskini Nad Dachem.
Pogoda sprzyjająca: raczkująca zima w Tatrach, bez opadu, trochę śniegu – idealnie na podejście pod Wielką Świstówkę. Do otworu jaskini dostaliśmy się klasycznie, po linach, wariantem od dołu.
Sama jaskinia to już niezła przygoda, ukazująca różnicę między kursowymi wyjściami a akcjami samodzielnymi. Piękne meandry, zmyślne przepinki, sporo zacisków – jaskinia wymagająca wicia się jak piskorz oraz gratka dla fanów zapieraczki (zapychaczki).
Droga do Studni Taty jest dosyć imponująca. Z tego miejsca dotarliśmy również do Starego Dna, a także Piaszczystego Syfonu i Prostego Meandra. Mieliśmy też ambicje na przejście przez Ciąg Rzetelnej Informacji, by dostać się do Szczeliny Strzygi. I szło nam naprawdę sprawnie, do samego końca. Przy ostatnim zacisku było jasne, dlaczego to Ciąg Rzetelnej Informacji. Nie każdy z nas przejdzie – zacisk bowiem bardzo rzetelnie weryfikuje budowę ciała każdego grotołaza.
Po decyzji o odwrocie wracaliśmy tą samą drogą. Część zespołu zdecydowała się na przejście Górką Rozrządową. Ominiemy liny, będzie fajnie, będzie szybciej. Jakimś cudem, choć byłam już dosyć mocno zmęczona i momentami śmiałam wątpić w tę drogę i decyzję, dotarliśmy do reszty idealnie na czas.
Podczas samej akcji znajdowaliśmy czas na przystanki regeneracyjne – kawa i ciepła herbata zawsze podnoszą na duchu. Dominika robi coraz lepsze zdjęcia, co cieszy, bo o dobre zdjęcie z dziury trzeba się postarać.
Sama akcja przebiegła dosyć sprawnie i zakończyła się w nocnych godzinach. Było nas sporo i cieszyliśmy się z tego wspólnego, aktywnie spędzonego czasu. No i kolejne osoby po kursie zasilają klubowe akcje.
Jerzy Ganszer
Filip Pukmiel
Marek Sobański
Maciej Jeziorski
W sobotę bezchmurna i stosunkowo ciepła – jak na tę porę roku – pogoda wyjątkowo sprzyjała wszelkim akcjom w Tatrach. Na szlaku było sucho i w większości bez śniegu; ten pojawił się jedynie w rejonie Wielkiej Świstówki, bezpośrednio pod ścianą, w postaci cienkiej, lecz mocno zmrożonej warstwy. Konieczne było użycie raków i czekanów.
Podejście pod otwór przebiegło sprawnie, a w trakcie spotkaliśmy zespół z KKS, który podchodził pod otwór jaskini Nad Dachem. Udało nam się osiągnąć dno Szczeliny Strzygi (Nowe Dno) w bardzo szybkim tempie. Czas akcji pod ziemią wyniósł nieco ponad 4 godziny. Po powrocie zdążyliśmy jeszcze załapać się na żurek „u Zięby”.
Sylwia Wójcik
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Klubu
Piotr Gawlas
Akcja jaskiniowa rozpoczęła się wcześniej niż planowano. Chcąc zaoszczędzić dzień, żeby mieć więcej czasu na powyprawową wycieczkę na najwyższy szczyt Hiszpanii, Mulhacén (3478,6 m n.p.m.) Łukasz zaplanował to sobie jako kolejny szczyt w Koronie Gór Europy a reszta ekipy postanowiła dotrzymać towarzystwa.
Do jaskini wchodzimy w środe o godzinie 15:30. Zespół podzielony został umownie na trzy grupy:
Grupa pierwsza, 4 osoby, która zabierała ze sobą linę i miała zająć się poprawą poręczowania i wymianą starych, zużytych odcinków lin na nową linę, dalej dojść do Biwaku na -700 gdzie mieliśmy odpocząć, przed dalszą akcją w stronę dna, którym jest Lago E.R.E położonego na -1000 metrów.
Grupa druga, 4 osoby, kilka godzin później miała wejść do jaskini i zmierzać w stronę biwaku na -700
I grupa trzecia, dwie osoby, która razem z grupą drugą, miała dotrzeć do biwaku na -300 i wyjść. Tego typu podział usprawnia organizację wypraw, odciąża komunikację w wąskich meandrach, usprawnia poruszanie się po linach na długich odcinkach.
Plan ogólnie przebiegał dobrze z jedynym odstępstwem, jakim było przeciągnięcie się czasu. Wymiana lin i poprawa poręczowania przebiegały wolniej, dlatego grupy pierwsza i druga dotarły do Biwaku na -700 znacznie później, niż przewiduje to „przewodnikowy"czas pokonywania tego odcinka.
Sima G.E.S.M. to jaskinia z trzema ogromnymi studniami, z których największa ma ponad 160 metrów głębokości, kolejna ponad 120 a najmniejsza około 80. Tak naprawdę nie wiadomo kiedy jest początek pomiaru, bo wszystkim wydają się być głębsze. Pomiędzy studniami biegną korytarze wymyte przez podziemny potok. Meandrują, zmieniając co chwila kierunek, zacieśniają się, to tworzą rozległe studzienki z obfitymi w tym roku opadami podziemnego deszczu i szumiącymi kaskadami.
Ekipa, która się połączyła w trakcie akcji, dociera na biwak na -700 około godziny 2:30 w czwartek. Wygłodzeni, spragnieni gotujemy herbatę, kawę, szykujemy dania z turystycznych liofili i racji wojskowych, w które organizatorzy zaopatrzyli wyjazd. W komfortowych jak na takie miejsce warunkach, ok. godziny 4 kładziemy się spać. Tutaj i tak trwa wieczna noc. Pobudka ok. 8:30. Po kolacjo-śniadaniu przed snem następuje roszada w składach, trzy osoby postanowiły wychodzić na powierzchnię. Pozostała piątka zmierza w kierunku dna.
