Jaskinie i wyprawy (1555)
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Wacław „Przygoda" Michalski
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Po wylądowaniu w Bilbao, odebraniu z wypożyczalni aut, udajemy się na przejściowe miejsce biwakowania, wybrane spontanicznie na mapie. Jest to parking nad zatoką. Zakaz biwakowania, palenia ognisk, kamperów i wiele więcej. Na parkingu kilkanaście samochodów z zostającymi na nocleg serferami. Nocujemy. Noc lekko deszczowa, ciepła, nad oceanem, minęła spokojnie i szybko. Rano po kawie pada pomysł, że skoro wkoło są piękne, wapienne, skaliste góry z widocznymi z dołu dwoma wielkimi otworami, oknami skalnymi, pozostałościami jaskiń, to idziemy na wycieczkę zwiedzić Diabelskie Oczy i rozruszać się po dniu podróży. Wyspinaliśmy się krętą górską ścieżką kluczącą między kolczastymi krzewami i skałami na grzędę skalną okalającą zapadlisko krasowe, na wysokość około 400 metrów nad poziom morza. Tutaj po skałach dotarliśmy do okien. Po niebie ponad nami krąży kilkadziesiąt sępów. Czują trupa. Taki stereotyp. Turystów w rejonie było wielu. Docieramy do Oczu Diabła. Sesje fotograficzne, do pamiętników, na stronę klubową, na fejsbuka, dla znajomych i dalej, idziemy wkoło leja krasowego. Dowiadujemy się z opisów terenu, że funkcjonowała tu kopalnia rud żelaza. Szlak prowadzi częściowo po drodze do wyrobisk, gdzie murki z kamieni umacniają urwiska, żeby z drogi można było korzystać. Leżą tu porozrzucane kawałki rudy. Kolekcjonersko każdy schował do kieszeni po bryłce rudy. Szlak w koło leja oferuje przepiękne widoki na skaliste Góry Kantabryjskie, na bajkowe zatoczki w większej Zatoce Baskijskiej na Atlantyku, położone w dolinkach i na zboczach gór wioski i maisteczka. Upał trochę utrudniał wędrówkę, ale oprawa i wiejąca od morza delikatna bryza wynagradzała cierpienie. Dodatkową atrakcją jest kąpiel w zatoce w okropnie słonej oceanicznej wodzie, która spłukała z nas pot, zmęczenie i była... plażą nudystów. Nikt z nas się nie wyrozbierał ale nikt nas z plaży nie wywalił.
C.D.N.
Wacław „Przygoda" Michalski
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Po wylądowaniu w Bilbao, odebraniu z wypożyczalni aut, udajemy się na przejściowe miejsce biwakowania, wybrane spontanicznie na mapie. Jest to parking nad zatoką. Zakaz biwakowania, palenia ognisk, kamperów i wiele więcej. Na parkingu kilkanaście samochodów z zostającymi na nocleg serferami. Nocujemy. Noc lekko deszczowa, ciepła, nad oceanem, minęła spokojnie i szybko. Rano po kawie pada pomysł, że skoro wkoło są piękne, wapienne, skaliste góry z widocznymi z dołu dwoma wielkimi otworami, oknami skalnymi, pozostałościami jaskiń, to idziemy na wycieczkę zwiedzić Diabelskie Oczy i rozruszać się po dniu podróży. Wyspinaliśmy się krętą górską ścieżką kluczącą między kolczastymi krzewami i skałami na grzędę skalną okalającą zapadlisko krasowe, na wysokość około 400 metrów nad poziom morza. Tutaj po skałach dotarliśmy do okien. Po niebie ponad nami krąży kilkadziesiąt sępów. Czują trupa. Taki stereotyp. Turystów w rejonie było wielu. Docieramy do Oczu Diabła. Sesje fotograficzne, do pamiętników, na stronę klubową, na fejsbuka, dla znajomych i dalej, idziemy wkoło leja krasowego. Dowiadujemy się z opisów terenu, że funkcjonowała tu kopalnia rud żelaza. Szlak prowadzi częściowo po drodze do wyrobisk, gdzie murki z kamieni umacniają urwiska, żeby z drogi można było korzystać. Leżą tu porozrzucane kawałki rudy. Kolekcjonersko każdy schował do kieszeni po bryłce rudy. Szlak w koło leja oferuje przepiękne widoki na skaliste Góry Kantabryjskie, na bajkowe zatoczki w większej Zatoce Baskijskiej na Atlantyku, położone w dolinkach i na zboczach gór wioski i maisteczka. Upał trochę utrudniał wędrówkę, ale oprawa i wiejąca od morza delikatna bryza wynagradzała cierpienie. Dodatkową atrakcją jest kąpiel w zatoce w okropnie słonej oceanicznej wodzie, która spłukała z nas pot, zmęczenie i była... plażą nudystów. Nikt z nas się nie wyrozbierał ale nikt nas z plaży nie wywalił.
C.D.N.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Wacław „Przygoda" Michalski
jako wodzowie
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Opłacało się pojechać. Wacek z Murzynem byli tutaj w 1995 roku a Wacek, jako młody jeszcze grotołaz w 1984. Wyprawa typu nostalgia. Ale przejdźmy do szczegułów.
Pomysł jak zwykle przy piwie. Murzyn gada, że niecałe 30 lat temu jechali do Hiszpanii. Cel - Garma Ciega. I zaczyna opowiadać. Wpierw Wacek, który w 84 roku na pace Stara śpiąc w hamaku, dociera z wyprawą Lubka Zawieruchy w Góry Kantabryjskie. Później wchodzą jego perypetie, kiedy Cinquecento jadą z Wackiem na wyprawę w 95 roku. Na koniec pada, że na trzydziestolecie trzeba tam pojechać. I zaczyna planować. Od kilku lat lokalna grupa speleologów ESOCAN udostępnia jaskinie dla większych grup. Poręczują ją na okres kilku tygodni. Załapaliśmy z nimi kontakt. Zaprosili nas, wydrukowali koszulki, zarezerwowali termin na akcje. Zebrała się ekipa. Łukasz kupuje bilety do Bilbao, Tomek ogarnia samochody i kwatery. Lecimy.
Wacław „Przygoda" Michalski
jako wodzowie
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Opłacało się pojechać. Wacek z Murzynem byli tutaj w 1995 roku a Wacek, jako młody jeszcze grotołaz w 1984. Wyprawa typu nostalgia. Ale przejdźmy do szczegułów.
Pomysł jak zwykle przy piwie. Murzyn gada, że niecałe 30 lat temu jechali do Hiszpanii. Cel - Garma Ciega. I zaczyna opowiadać. Wpierw Wacek, który w 84 roku na pace Stara śpiąc w hamaku, dociera z wyprawą Lubka Zawieruchy w Góry Kantabryjskie. Później wchodzą jego perypetie, kiedy Cinquecento jadą z Wackiem na wyprawę w 95 roku. Na koniec pada, że na trzydziestolecie trzeba tam pojechać. I zaczyna planować. Od kilku lat lokalna grupa speleologów ESOCAN udostępnia jaskinie dla większych grup. Poręczują ją na okres kilku tygodni. Załapaliśmy z nimi kontakt. Zaprosili nas, wydrukowali koszulki, zarezerwowali termin na akcje. Zebrała się ekipa. Łukasz kupuje bilety do Bilbao, Tomek ogarnia samochody i kwatery. Lecimy.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Anna Pawlik
Łukasz Owczarzak
Piotr Wójcik
Tomasz "Murzyn" Grzegrzułka
Kasia
W sobotę rano stawiamy się na parkingu w Podlesicach. Niestety z powodu braków kadrowych jesteśmy w okrojonym składzie. Choć było czuć lekkie napięcie, bo przewodzi nam Murzyn, to gotowi do działania ruszamy pod skałę. Słońce nie zdążyło nam jeszcze porządnie przygrzać, a my z pełnym zestawem kości, friendów, heksów i niekończącym się optymizmem zaczynamy działać. Naszą wspinaczkową przygodę zaczynamy od zakładania stanowisk, tu wyobraźnia zaczęła wszystkim pracować na wysokich obrotach, żeby tylko stworzyć coś godnego pochwały Murzyna. Z każdym metrem w górę szło nam coraz lepiej, a szukanie przelotów sprawiało ogromną frajdę i powstało z tego kilka ciekawych dróg tradowych, choć już przetartych, ale te były inne - takie nasze. Późnym popołudniem każdemu z naszej czwórki zechciało się ambitnie zrobić swoje "życiówki". Choć Murzyn w nas dziewczyny nie do końca wierzył, to udowodniliśmy, że jak się baba uprze to nie ma zmiłuj. I po pierwszej nieudanej próbie, choć miękkim lądowaniu, dałyśmy radę.
A żeby nie zapominać o chłopakach, oni też nauczyli się, że linę przed zrzutem trzeba dobrze sobie ułożyć :)
Później, jak tylko zwolniło się miejsce to przeszliśmy pod Sowę. Można chyba stwierdzić, że sportowe wspinanie się nie daje już takiej frajdy, bo wszystko mamy gotowe.
Choć dzień był długi, bo działaliśmy do późnego popołudnia, to był wyjątkowo spokojny i cichy, jeśli chodzi o wybaczalność naszych błędów. Myślę, że każdy z nas się w tym dniu wiele nauczył na własnych błędach (ja na pewno). Ten dzień zakończył się bardzo dobrze, choć wyjątkowo jak na nas szybko. Być może byliśmy już tak wymęczeni, albo mam drugą teorię, brakowało nam reszty grupy i Wacka z jego sezonowymi "syropami"
Niedziela rano, pobudka, szybkie śniadanie, ubranie się w uprząż i trzydzieści metrów dalej już działamy, bo tym razem czeka na nas Czaszka na Łutowcu .Myślą przewodnią tego dnia są słowa "kości zostały rzucone" :) a więc działamy. Ta skała ma chyba najpiękniejsze naturalne stanowiska, więc zakładanie przelotów sprawiało dużą frajdę. Choć byliśmy już trochę zmęczeni poprzednim dniem, to udało się trochę podziałać.
Podsumowanie. Pomimo wielu siniaków na nogach, jednym obitym nosie wszyscy jesteśmy cali. Bogatsi o nowe doświadczenia i pełni chęci na więcej, bo tylko ćwicząc nabędziemy wprawy.
Łukasz Owczarzak
Piotr Wójcik
Tomasz "Murzyn" Grzegrzułka
Kasia
W sobotę rano stawiamy się na parkingu w Podlesicach. Niestety z powodu braków kadrowych jesteśmy w okrojonym składzie. Choć było czuć lekkie napięcie, bo przewodzi nam Murzyn, to gotowi do działania ruszamy pod skałę. Słońce nie zdążyło nam jeszcze porządnie przygrzać, a my z pełnym zestawem kości, friendów, heksów i niekończącym się optymizmem zaczynamy działać. Naszą wspinaczkową przygodę zaczynamy od zakładania stanowisk, tu wyobraźnia zaczęła wszystkim pracować na wysokich obrotach, żeby tylko stworzyć coś godnego pochwały Murzyna. Z każdym metrem w górę szło nam coraz lepiej, a szukanie przelotów sprawiało ogromną frajdę i powstało z tego kilka ciekawych dróg tradowych, choć już przetartych, ale te były inne - takie nasze. Późnym popołudniem każdemu z naszej czwórki zechciało się ambitnie zrobić swoje "życiówki". Choć Murzyn w nas dziewczyny nie do końca wierzył, to udowodniliśmy, że jak się baba uprze to nie ma zmiłuj. I po pierwszej nieudanej próbie, choć miękkim lądowaniu, dałyśmy radę.
A żeby nie zapominać o chłopakach, oni też nauczyli się, że linę przed zrzutem trzeba dobrze sobie ułożyć :)
Później, jak tylko zwolniło się miejsce to przeszliśmy pod Sowę. Można chyba stwierdzić, że sportowe wspinanie się nie daje już takiej frajdy, bo wszystko mamy gotowe.
Choć dzień był długi, bo działaliśmy do późnego popołudnia, to był wyjątkowo spokojny i cichy, jeśli chodzi o wybaczalność naszych błędów. Myślę, że każdy z nas się w tym dniu wiele nauczył na własnych błędach (ja na pewno). Ten dzień zakończył się bardzo dobrze, choć wyjątkowo jak na nas szybko. Być może byliśmy już tak wymęczeni, albo mam drugą teorię, brakowało nam reszty grupy i Wacka z jego sezonowymi "syropami"
Niedziela rano, pobudka, szybkie śniadanie, ubranie się w uprząż i trzydzieści metrów dalej już działamy, bo tym razem czeka na nas Czaszka na Łutowcu .Myślą przewodnią tego dnia są słowa "kości zostały rzucone" :) a więc działamy. Ta skała ma chyba najpiękniejsze naturalne stanowiska, więc zakładanie przelotów sprawiało dużą frajdę. Choć byliśmy już trochę zmęczeni poprzednim dniem, to udało się trochę podziałać.
Podsumowanie. Pomimo wielu siniaków na nogach, jednym obitym nosie wszyscy jesteśmy cali. Bogatsi o nowe doświadczenia i pełni chęci na więcej, bo tylko ćwicząc nabędziemy wprawy.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Małgorzata Bugalska - Ganszer
Paulina Kohut
Mateusz Kohut
Michał Ganszer
Planowaliśmy zjechać Czarną Basztą - do starego dna, jednak powstrzymała nas wspinaczka prożku w Sali Deszczu. Podobno robi się ją z "palcem w nosie". Jeżeli tam wrócimy to z jakimś patentem na wpięcie liny do dosyć wysoko osadzonego pierwszego przelotu. Pogoda idealna, dojście piękne.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
piątek, 27 czerwiec 2025 18:00
2025.06.27 Beskid Śląski - eksploracja-inwentaryzacja
Napisał Jerzy Ganszer
Jerzy Ganszer
Akcja rowerowa solo.
Dotarto do Jaskini Złotych Pasów K.Bs-03.195
Jaskini Pukowskiego w Kościelcu K.Bs-03.170
Schroniska w Kościelcu V K.Bs-03.28- na zdjęciu.
Splanowano Dwuosobowy Schron na Kościelcu - dł. ok. 2,5 m
zakwalifikowano do planowania Jednoosobowy Schron na Kościelcu
Z rejonu zniesiono cały plecak śmieci. Jak będą chętni to akcja zostanie powtórzona.
Akcja rowerowa solo.
Dotarto do Jaskini Złotych Pasów K.Bs-03.195
Jaskini Pukowskiego w Kościelcu K.Bs-03.170
Schroniska w Kościelcu V K.Bs-03.28- na zdjęciu.
Splanowano Dwuosobowy Schron na Kościelcu - dł. ok. 2,5 m
zakwalifikowano do planowania Jednoosobowy Schron na Kościelcu
Z rejonu zniesiono cały plecak śmieci. Jak będą chętni to akcja zostanie powtórzona.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
sobota, 14 czerwiec 2025 22:00
2025.06.14 70-Lecie Speleoklubu Wrocław - Jaskinia Niedźwiedzia
Napisał Jerzy Ganszer
Jerzy Urbański - Weteran - ośrodek macierzysty Wrocław
Zofia Gutek
Podczas uroczystości udało się nam wejść do Sali Mastodonta. To historycznie było drugie wejście członka SBB do tej sali.
Zofia Gutek
Podczas uroczystości udało się nam wejść do Sali Mastodonta. To historycznie było drugie wejście członka SBB do tej sali.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
poniedziałek, 23 czerwiec 2025 21:58
2025.06.13-15 Warsztaty Poręczowania Eksploracyjnego
Napisał Tymoteusz Siedloczek
Filip Pukmiel
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Maciej Jeziorski
Tymoteusz Siedloczek
W dniach 13-15.06 wzięliśmy udział w warsztatach poręczowania eksploracyjnego, organizowanych przez KTJ PZA. W ramach zajęć zapoznaliśmy się z różnymi rodzajami punktów wykorzystywanych podczas eksploracji, zasadami doboru miejsca i sposobu ich osadzania w skale, a także przetestowaliśmy osadzone przez nas punkty na wyrywanie. Potem przyszła pora na praktykę - osadzanie punktów w ścianach, podczas zjazdów. Przećwiczone zostały także podstawy wspinaczki hakowej. Dodatkowo, udało się zwiedzić Jaskinię Wierzchowską i zintegrować się międzyklubowo podczas ogniska.
PS: Podobno nasz kurs wykorzystał rekordową ilość spitów (w porównaniu z poprzednimi edycjami) :)
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Maciej Jeziorski
Tymoteusz Siedloczek
W dniach 13-15.06 wzięliśmy udział w warsztatach poręczowania eksploracyjnego, organizowanych przez KTJ PZA. W ramach zajęć zapoznaliśmy się z różnymi rodzajami punktów wykorzystywanych podczas eksploracji, zasadami doboru miejsca i sposobu ich osadzania w skale, a także przetestowaliśmy osadzone przez nas punkty na wyrywanie. Potem przyszła pora na praktykę - osadzanie punktów w ścianach, podczas zjazdów. Przećwiczone zostały także podstawy wspinaczki hakowej. Dodatkowo, udało się zwiedzić Jaskinię Wierzchowską i zintegrować się międzyklubowo podczas ogniska.
PS: Podobno nasz kurs wykorzystał rekordową ilość spitów (w porównaniu z poprzednimi edycjami) :)
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Paweł Kasperkiewicz - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jaskinia turystyczna. Wiadomość przysłał Paweł. Sprawozdanie zastępcze - napisał J.G.
Paweł Kasperkiewicz - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jaskinia turystyczna. Wiadomość przysłał Paweł. Sprawozdanie zastępcze - napisał J.G.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Filip Pukmiel
Tymoteusz Siedloczek
Wojciech Chroszcz
Maciej Jeziorski
Od otworu Śnieżnej zjechaliśmy na Suchy Biwak, skąd ruszyliśmy w kierunku dna jaskini. Ze względu na późną porę ustaliliśmy nieprzekraczalną godzinę, po której mieliśmy rozpocząć odwrót. Do tego czasu dotarliśmy do Studni Wiatrów, po czym rozpoczęliśmy wychodzenie na powierzchnię. Filip znacznie lepiej niż reszta zespołu poznał górne partie Białej Wody — od rozejścia między III Wodospadem a II Biwakiem.
Tymoteusz Siedloczek
Wojciech Chroszcz
Maciej Jeziorski
Od otworu Śnieżnej zjechaliśmy na Suchy Biwak, skąd ruszyliśmy w kierunku dna jaskini. Ze względu na późną porę ustaliliśmy nieprzekraczalną godzinę, po której mieliśmy rozpocząć odwrót. Do tego czasu dotarliśmy do Studni Wiatrów, po czym rozpoczęliśmy wychodzenie na powierzchnię. Filip znacznie lepiej niż reszta zespołu poznał górne partie Białej Wody — od rozejścia między III Wodospadem a II Biwakiem.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
poniedziałek, 02 czerwiec 2025 00:27
2025.05.31 Wielka Litworowa - wielkie sprzątanie
Napisał Jerzy Ganszer
Damian Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów "Nocek"
Michał Przybycień - Rudzki Klub Grotołazów "Nocek"
Karol Pastuszka - Rudzki Klub Grotołazów "Nocek"
Krzysztof Fraś
Jerzy Ganszer
Na podejściu spotkaliśmy grupę kursantów z SBB, w jaskini Warszawiaków.
Wysprzątano cały odcinek od Magla do Sali pod Płytowcem. Grupa z Rudy wyniosła trochę śmieci na powierzchnię - chwała Im! W rejonie Sali pod Płytowcem znaleziono stare śmieci i jedną linę fi 12 mm!
Grupa bielska wyszła w następnym dniu.
Akcja była pod patronatem Biura do Spraw Oczyszczania Wielkiej Litworowej, która już działa od kilkunastu lat. - "kliknij"
To była 693 akcja J.G. do jaskiń "znaczących"
Jak zwykle zapraszamy wszystkich na tego typu akcje.
Tutaj sprawozdanie Rudy Śląskiej - "kliknij"
Michał Przybycień - Rudzki Klub Grotołazów "Nocek"
Karol Pastuszka - Rudzki Klub Grotołazów "Nocek"
Krzysztof Fraś
Jerzy Ganszer
Na podejściu spotkaliśmy grupę kursantów z SBB, w jaskini Warszawiaków.
Wysprzątano cały odcinek od Magla do Sali pod Płytowcem. Grupa z Rudy wyniosła trochę śmieci na powierzchnię - chwała Im! W rejonie Sali pod Płytowcem znaleziono stare śmieci i jedną linę fi 12 mm!
Grupa bielska wyszła w następnym dniu.
Akcja była pod patronatem Biura do Spraw Oczyszczania Wielkiej Litworowej, która już działa od kilkunastu lat. - "kliknij"
To była 693 akcja J.G. do jaskiń "znaczących"
Jak zwykle zapraszamy wszystkich na tego typu akcje.
Tutaj sprawozdanie Rudy Śląskiej - "kliknij"
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Więcej...
niedziela, 01 czerwiec 2025 11:48
2025.05.30-31 Szkolenie TPN. Jaskinia Wielka Litworowa wyjazd kursowy
Napisał Arkadiusz Turek
Tomasz "Murzyn” Grzegrzułka
Wacław "Przygoda" Michalski
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Dominika Kot
Anna Boczkowska
Alicja Kapustka
Katarzyna Domaniecka
Michał Merta
Arkadiusz Turek
Anna Pawlik
„Wczesnym” rankiem dnia 30.05.2025 stawiliśmy się u wylotu Doliny Kościeliskiej celem udziału w szkoleniu TPN prowadzonym przez P.Zająca. Po przyswojeniu garści cennych informacji dotyczących funkcjonowania Parku Narodowego, oraz ochrony przyrody na jego terenie udaliśmy się na szybki obiad w okolicy. Po obiedzie, i przepakowaniu obraliśmy kierunek na Przysłop Miętusi. Kobylarz standardowo pozwolił się nam rozgrzać przed właściwą „akcją”. Pod otwór dotarliśmy w godzinach popołudniowych, cudna pogoda na podejściu pod otworem zmieniła się w lekki deszczyk. Szybkie przebranie i w dół. Akcja choć sprawna, przeciągnęła się do godzin porannych. Cel magiel został osiągnięty! Dodatkowo na powierzchnie zostały zabrane śmieci. W drodze powrotnej mieliśmy dwa miłe spotkania. Zaraz przy otworze minęliśmy się z ekipą z Warszawy, u źródełka w trakcie zejścia na Przysłop Miętusi z naszymi klubowymi Kolegami z SBB. Pogoda na zejściu rozpieściła zziębniętych Grotołazów.
Wacław "Przygoda" Michalski
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Dominika Kot
Anna Boczkowska
Alicja Kapustka
Katarzyna Domaniecka
Michał Merta
Arkadiusz Turek
Anna Pawlik
„Wczesnym” rankiem dnia 30.05.2025 stawiliśmy się u wylotu Doliny Kościeliskiej celem udziału w szkoleniu TPN prowadzonym przez P.Zająca. Po przyswojeniu garści cennych informacji dotyczących funkcjonowania Parku Narodowego, oraz ochrony przyrody na jego terenie udaliśmy się na szybki obiad w okolicy. Po obiedzie, i przepakowaniu obraliśmy kierunek na Przysłop Miętusi. Kobylarz standardowo pozwolił się nam rozgrzać przed właściwą „akcją”. Pod otwór dotarliśmy w godzinach popołudniowych, cudna pogoda na podejściu pod otworem zmieniła się w lekki deszczyk. Szybkie przebranie i w dół. Akcja choć sprawna, przeciągnęła się do godzin porannych. Cel magiel został osiągnięty! Dodatkowo na powierzchnie zostały zabrane śmieci. W drodze powrotnej mieliśmy dwa miłe spotkania. Zaraz przy otworze minęliśmy się z ekipą z Warszawy, u źródełka w trakcie zejścia na Przysłop Miętusi z naszymi klubowymi Kolegami z SBB. Pogoda na zejściu rozpieściła zziębniętych Grotołazów.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
wtorek, 27 maj 2025 22:20
2025.05.27 Jaskinia Lotnych Piasków K.Bs-04.185 - "szukanie trupa"
Napisał Jerzy Ganszer
Anna Stolarczyk - historyk Bystrej - pomysłodawczyni akcji
Rafał Konior- Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Już przy otworze było trochę czuć "trupa". Po przejściu kilku przewężeń dotarliśmy do rozkładających się zwłok, zapakowaliśmy je do worka i wynieśliśmy. Zwłoki przypominały kształtem szczura - będą badane przez dawnego członka Sekcji Archeologicznej Bartosza Czadera z Jaworza. Można wspomnieć, że jaskinia w tej chwili ma 730 m dł. i dalej jest eksplorowana przez członków naszego klubu pod przewodnictwem Pawła Gądka.
Rafał Konior- Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Już przy otworze było trochę czuć "trupa". Po przejściu kilku przewężeń dotarliśmy do rozkładających się zwłok, zapakowaliśmy je do worka i wynieśliśmy. Zwłoki przypominały kształtem szczura - będą badane przez dawnego członka Sekcji Archeologicznej Bartosza Czadera z Jaworza. Można wspomnieć, że jaskinia w tej chwili ma 730 m dł. i dalej jest eksplorowana przez członków naszego klubu pod przewodnictwem Pawła Gądka.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Zofia Gutek
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
To było przygotowanie dla wyjazdu Weteranów w 2026 r.
W sumie dość intensywna wycieczka.
Działaliśmy w wielu rejonach skałkowych. Na Ruskiej Górze zlokalizowaliśmy sporo okopów. Udało się na zdobyć Strażnicę - było tak kiedyś miejsce umocnione murami.
Przeszliśmy przez Niski Tunel i Jaskinię w Straszykowej Górze /na zdjęciu/.
W Ryczowie zbiorowa mogiła ofiar wojny.
8 kilometrów, 230 m przewyższenia.
Jak zwykle zapraszamy wszystkich. Wiadomość była w internecie.
Tutaj można poczytać o Strażnicy "kliknij". Za rok dojście oporeczujemy, tak aby Weterani mogli się tam wspiąć.
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
To było przygotowanie dla wyjazdu Weteranów w 2026 r.
W sumie dość intensywna wycieczka.
Działaliśmy w wielu rejonach skałkowych. Na Ruskiej Górze zlokalizowaliśmy sporo okopów. Udało się na zdobyć Strażnicę - było tak kiedyś miejsce umocnione murami.
Przeszliśmy przez Niski Tunel i Jaskinię w Straszykowej Górze /na zdjęciu/.
W Ryczowie zbiorowa mogiła ofiar wojny.
8 kilometrów, 230 m przewyższenia.
Jak zwykle zapraszamy wszystkich. Wiadomość była w internecie.
Tutaj można poczytać o Strażnicy "kliknij". Za rok dojście oporeczujemy, tak aby Weterani mogli się tam wspiąć.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Ryszard Krawiec
Jadąc na Tajwan nie spodziewałem się, że uda mi się wejść do jakiejkolwiek jaskini. A natrafiłem na jedną zupełnym przypadkiem. Wędrując po szlaku wiodącym mnie na górę o nazwie Dujuanling (2113 m.n.p.m.) natrafiłem najpierw na niewielką sztolnię. Na szczęście miałem przy sobie czołówkę więc mogłem ją swobodnie zwiedzić. Bez kłopotu zwiedziłem prosty i wygodny korytarz o długości około 20 metrów. Następnie wyruszyłem na szczyt. Postanowiłem zejść z niego innym szlakiem wiodącym na górę Jialishan (2220 m.n.p.m.). Po wejściu na przełęcz pomiędzy tymi górami postanowiłem zejść na prawo ze szlaku w celu przyjrzenia się skałom które tam znalazłem. Teren w jakim się znalazłem to było niewielkie zbocze pokryte ogromnymi głazami. Jeden z nich od razu przyciągnął moją uwagę gdyż leżał ukośnie na mniejszym głazie tworząc wnękę. Po wejściu do niej odkryłem, że znajduje się tam otwór którym mógłbym, dostać się do dość przestronnej komory o wysokości 8-10 metrów znajdującej się pode mną. Przejście przez ten byłoby możliwe, gdybym dysponował jakimkolwiek sprzętem linowym, niestety miałem tylko latarkę. Postanowiłem zejść więc po zboczu, żeby poszukać wejścia z innej strony. Samo dostanie się niżej było dość trudne. Kilkumetrowej średnicy omszałe głazy nie dawały mi dobrych punktów podporu. W końcu udało mi się znaleźć drogę. Moje kalkulacje okazały się słuszne, niżej na zboczu znalazłem przestronne wejście do komory, którą zobaczyłem tam z góry. Sama jaskinia nie była nazbyt rozległa. Kilkanaście metrów długości, 3-4 metry szerokości, ale dość wysoka, a co najważniejsze nie oznaczona żadną tabliczką ani symbolem na mapach. Nie sądzę, że byłem pierwszą osobą, która do niej trafiła, ale na pewno jest to miejsce uczęszczane bardzo rzadko. Nieco poniżej jaskini znalazłem kolejny ciekawy obiekt, mianowicie bardzo duży nawis skalny o który oparło się kilka głazów tworząc ścianę kolejnej jaskini. Niestety zabrakło mi czasu i sprzętu na dokładne przebadanie okolicy bo pewnie znalazłbym jeszcze coś ciekawego. Kłopotem był również brak towarzystwa, który w razie wypadku mógłby się okazać katastrofalny w skutkach. Być może uda mi się wrócić w tamte okolice i nieco dokładniej przeczesać teren.
Uwaga - data sprawozdania to dzień "napisania". Zdjęcie to "sztolnia"
Jadąc na Tajwan nie spodziewałem się, że uda mi się wejść do jakiejkolwiek jaskini. A natrafiłem na jedną zupełnym przypadkiem. Wędrując po szlaku wiodącym mnie na górę o nazwie Dujuanling (2113 m.n.p.m.) natrafiłem najpierw na niewielką sztolnię. Na szczęście miałem przy sobie czołówkę więc mogłem ją swobodnie zwiedzić. Bez kłopotu zwiedziłem prosty i wygodny korytarz o długości około 20 metrów. Następnie wyruszyłem na szczyt. Postanowiłem zejść z niego innym szlakiem wiodącym na górę Jialishan (2220 m.n.p.m.). Po wejściu na przełęcz pomiędzy tymi górami postanowiłem zejść na prawo ze szlaku w celu przyjrzenia się skałom które tam znalazłem. Teren w jakim się znalazłem to było niewielkie zbocze pokryte ogromnymi głazami. Jeden z nich od razu przyciągnął moją uwagę gdyż leżał ukośnie na mniejszym głazie tworząc wnękę. Po wejściu do niej odkryłem, że znajduje się tam otwór którym mógłbym, dostać się do dość przestronnej komory o wysokości 8-10 metrów znajdującej się pode mną. Przejście przez ten byłoby możliwe, gdybym dysponował jakimkolwiek sprzętem linowym, niestety miałem tylko latarkę. Postanowiłem zejść więc po zboczu, żeby poszukać wejścia z innej strony. Samo dostanie się niżej było dość trudne. Kilkumetrowej średnicy omszałe głazy nie dawały mi dobrych punktów podporu. W końcu udało mi się znaleźć drogę. Moje kalkulacje okazały się słuszne, niżej na zboczu znalazłem przestronne wejście do komory, którą zobaczyłem tam z góry. Sama jaskinia nie była nazbyt rozległa. Kilkanaście metrów długości, 3-4 metry szerokości, ale dość wysoka, a co najważniejsze nie oznaczona żadną tabliczką ani symbolem na mapach. Nie sądzę, że byłem pierwszą osobą, która do niej trafiła, ale na pewno jest to miejsce uczęszczane bardzo rzadko. Nieco poniżej jaskini znalazłem kolejny ciekawy obiekt, mianowicie bardzo duży nawis skalny o który oparło się kilka głazów tworząc ścianę kolejnej jaskini. Niestety zabrakło mi czasu i sprzętu na dokładne przebadanie okolicy bo pewnie znalazłbym jeszcze coś ciekawego. Kłopotem był również brak towarzystwa, który w razie wypadku mógłby się okazać katastrofalny w skutkach. Być może uda mi się wrócić w tamte okolice i nieco dokładniej przeczesać teren.
Uwaga - data sprawozdania to dzień "napisania". Zdjęcie to "sztolnia"
Dział:
Jaskinie i wyprawy
