niedziela, 21 sierpień 2022 21:49

2022.08.14-18 Belgia - nurkowanie

Napisał
Monika Okoń
Wiesław Zahor
Radosław Bizoń

Akcja we współpracy z Belgijskim klubem speleo TRT, którego też zostaliśmy członkami.
 
Odbyły się nurkowania w trzech kopalniach i dwóch kamieniołomach
Jerzy Ganszer

+ znajomi

Brak nietoperzy. Ekipa ponadto zdobyła szczyt Pilska.
piątek, 12 sierpień 2022 23:08

2022.08.12 Perseidy

Napisał
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer

Obserwacje przeprowadzono na Lipniku Kopcu. Nie uzyskano sukcesu, za to zaobserwowaliśmy UFO, które latało "dość intensywnie". Obserwacja odbyła się w rejonie umocnień Niemieckich z okresu II wojny światowej.  A w ogóle to ruch na niebie jest bardzo intensywny!
piątek, 12 sierpień 2022 22:58

2022.08.12 Kozy, kamieniołom, ognisko

Napisał
Zdzisław Grebl
Jerzy Pukowski
Beata Burdynowska - Weteran
Mirosława Sablik - Były Członek Klubu
Jadwiga Micherdzińska
Mirosław Micherdziński - Speleoklub Gruzja
Barbara  - Osoba Towarzysząca
Jerzy Ganszer

Kto tam nie był - niech pojedzie! Było miło - może uda się nam w przyszłości spotkać!
wtorek, 16 sierpień 2022 14:48

2022.08.11-15 Tatry

Napisał

Maja Jędrzejewska

Tomasz – Osoba Towarzysząca

 

Po kilku dniach w Podlesicach jedziemy na Szałasiska w Dolinie Rybiego Potoku (gorąco polecam to miejsce!). Pierwszego dnia Mnich droga Orłowskiego (wariant Skierskiego) po drugim wyciągu przerwany przez pogodę, przemoczeni zjeżdżamy do podstawy drogi. Miałam wątpliwą przyjemność spędzić ulewę z gradem w kominie na drugim wyciągu). Dzień drugi Grań Mięguszy od przełęczy pod Chłopkiem do przełęczy Hińczowej, zejście z MSW dość zawiłe, warto coś poczytać wcześniej. Trzeci dzień to przymusowy deszczowy rest. Następnego dnia wracam z Kasią i Wojtkiem już spacerkiem przez Kasprowy do Zakopanego.

Sonia Bała – Klub Wysokogórski Sakwa

Bartosz Brzezinka

Kolejny przedłużony weekend i kolejny plan wyjazdowy. Tym razem pada na wejście na Grossglockner`a czyli najwyższy szczyt Austrii.
Startujemy w czwartek i planujemy tego dnia dojechać na pole namiotowe w miejscowości Kals am Grossglockner, przespać noc i rano następnego dnia ruszać w góry. Po drodze bez przekonania dzwonimy do schroniska Erzherzog Johann Hütte (3454 m) z pytaniem o nocleg, okazuje się że po krótkich negocjacjach jest dla nas miejsce- wstępny plan ulega zmianie.
Szybki przepak i w piątek rano (12.08) ruszamy na lekko do schroniska na nocleg. Podejście zaczyna się spacerem zieloną doliną, stopniowo krajobraz zmienia się z łąk w piargi, aż do wejścia na lodowiec. Przed wejściem wiążemy się liną i bez większych problemów przechodzimy przez lodowiec do startu łatwej ferraty która prowadzi nas bezpośrednio do schroniska. Gdy już odpoczywamy pod dachem po południu/wieczorem spada 7cm śniegu, ale prognozy na dzień ataku szczytowego mamy dobre (bez opadu i słonecznie) więc wykorzystujemy wieczór na regenerację i następnego dnia rano wychodzimy w stronę szczytu.
Od rana pogoda piękna, więc zgodnie z planem śniadanie i atak szczytowy.
Podejście zaczyna się od przejścia polem śnieżnym aż pod skały gdzie startuje początek drogi.
Ubezpieczenia w postaci rozwieszonych poręczówek, czasami metalowe klamry i stopnie ułatwiają stromy początek. Dalej grań pokonujemy na lotnej asekurując się z metalowych tyczek i od czasu do czasu ringów. Na szczycie nie wiele osób, kilka grup z przewodnikami ale tłoku nie ma (jeszcze) widząc że zbliża się spora liczba grup z przewodnikami odpoczywamy chwilę i zaczynamy schodzić drogą podejścia, bez większych problemów na koniec wykonujemy kilka zjazdów żeby minąć grupy schodzące dość wolno. Chwilę później lądujemy w schronisku, tam chwila przerwy i ruszamy w kierunku auta.
Zostały jeszcze 2 dni weekendu więc wracając zatrzymujemy się po drodze na wspinanie:
-pierwszego dnia w miejscowości Purgg gdzie przechodzimy drogę Null komma Josef VI+ 220m (8 wyciągów z psychicznie wykańczającą asekuracją )
-drugi dzień to już spokojne wspinanie w Hollentalu drogą Woachtalkante V 120m (5 wyciągów)
gdzie spotykamy ekipę ferratową z naszego Klubu.

Galeria zdjęć

środa, 10 sierpień 2022 19:24

2022.08.10 Akcja rowerowa w rejonie Tyńca

Napisał
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer

Zwiedzano Spyrlaczową Jamę /na zdjęciu/ i Kawernę w Piekarach. 

Akcja typowo rekreacyjna, płynęliśmy dwoma promami, była kąpiel w Wiśle!

Jarosław Gutek - KAGB GOPR
Grzegorz Michałek - KAGB GOPR
Robert Bereta 
Kinga Bereta

Wejście naszej grupy zaplanowane jest na poniedziałek, wyjazd ok. 07:00 i wejście ok. 08:00 (przy okazji dowiadujemy się, że jesteśmy jedynymi którzy wybierają tak wczesne godziny :P).  Wcześniej po uzgodnieniu kolejności z innymi ekipami ustaliliśmy, że wchodzimy otworem Gouffre de la Tête Sauvage
Na samym wstępie zaczynają nas dręczyć (chyba kultowe już) drabinki. Docierając do podstawy studni w tej części nie mamy wyjścia jak tylko przebierać się w neopren. Zejście na -360m zajęło nam nieco ponad 1,5 godziny.
Passage du Soupirail wita nas lodowatą wodą i ciasnotą. To pierwsze będzie towarzyszyć nam przez następne parę godzin w trakcie maszerszu przez Le Grand Canyon. Następna na liście jest Galerie des Marmites. Po tym znaczniki i kopczyki są dla nas łaskawe, ale gdzieś w okolicy Grande Corniche zataczamy pętle marnując kolejną godzinę na poszukiwanie przejścia. Wreszcie po przewspinaniu  sali wzdłuż i wszeż okazuje się, że niepozorny i słabo oznaczony zacisk wiedzie do ostatniej części partii wodnych czyli tunnel du vent. 50 metrów jeziora przepływamy na pontonach.
Równo 17:00 zatrzyumujemy się na biwaku w salle Navarre tuż za wodnymi partiami. Ściągamy neopreny,  jemy i po chwili odpoczynku już nastawieni na spokojny tryb trekkingowy nawigujemy dalej w poszukiwaniu sali Lepinoux. Kolejne sale i przejścia przytłaczają swoim ogromem. Czołówki przestają łapać sufity ano przeciwległe ściany a my po raz kolejny zastanwiamy się czy obraliśmy prawidłową trasę. Godziny marszu dłużą się, cały czas trawersujemy kolejne (albo te same?) sale góra-dół po galeriach i ledwie widocznych ścieżkach, szukanie traserów staje się koszmarem. W końcu docieramy do słynnej sali gdzie wciąż znajdują sie nosze Marcela Loubensa, mimo że od wypadku minęło 70 lat. Przed nami kolejne kilometry olbrzymich hal a zmęczenie daje się we znaki.

Sale są więcej niż okazałe, ale chyba już nikt z nas nie ma ochoty ich podziwiać, trzeba iść do przodu, wspiąć się na skały, przejść galerią, zejść, a na potem wrócić znowu na zbocze i znaleźć przejście, które pozwoli dotrzeć do kolejnej części. Znowu mamy problemy z nawigacją. Znaczniki albo są nieregularne albo ich nie ma, staramy się opierać na kopczykach ale te wydają się być stawiane bez ładu i składu w każdym kierunku. Zaczynamy się zastanawiać, czy naprawdę tak wygląda 800 metrów różnicy wysokości między Gouffre de la Tête Sauvage a Salle de la Verna. Wcześniej sądziliśmy że trekkingu wymagają raptem 4 kilometry a cała akcja pod ziemią zamknie się między 12 a 14 godzin. Zastanawiamy się jakie przewyższenie pokonaliśmy wędrując godzinami góra-dół… Oszołomieni strukturą Metra spędzamy tą część na poszukiwaniu przejścia nim przychodzi nam wspinać się do salle Queffélec, gdzie znowu walczymy z ilością wyblakłych taśm, fluorescencyjnych traserów i nadmiarem kopczyków. Gdy wreszcie odnajdujemy zejście do kolejnego monstrum, tym razem salle Chevalier, gubimy się po raz ostatni, kręcac się w kółko za oznaczeniami i linami (sic!). Wreszcie po kolejnym haśle "już tu byliśmy" decydujemy się na przymusowy odpoczynek. Połowa gotuj herbatę, połowa dalej szuka przejścia. Rozpoczęła się już 18 godzina pod ziemią.
Wreszcie udaje się zlokalizować przejście: trawers ktory wiódł do góry po ładnej, białej linie miał swoją poziomą kontynuację parę metrów i tym razem w poziomie. Skończyła się poręczówka i ukazały nam się metalowe mostki częśći turystycznej. Udało się, dotarliśmy do salle de la Verna o godzinie 3 w nocy. O tej porze już nie była oświetlona, widzieliśmy tyle na ile pozwalały nam czołóki i słyszeliśmy tylko szum wodospadu. Docieramy do tunelu EDF w ten sposób zaliczając ostatni podziemny odcinek. Na powierzchni zostaje jeszcze tylko jakiś kilometr do samochodu 

Podsumowując, pod ziemią spędziliśmy jakieś 18 godzin, szacujemy że wraz z przewyższeniami pieszo pokonaliśmy ponad 15 kilometrów i (kierując się hiszpańską mapą) dotarliśmy na -876 m 

poniedziałek, 08 sierpień 2022 23:10

2022.08.08 Wielki zjazd kierunkowy w Porąbce

Napisał
Małgorzata Bugalska /na zdjęciu/ 
Michał Ganszer
Jerzy Pukowski
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała - grupa wsparcia
Anna Olszewska - Osoba Towarzysząca - grupa wsparcia
Jerzy Ganszer

Lina została zainstalowana między drzewami. Mieszkańcy okolicznych domów mieli małą sensację! W sumie wysokość była dość spora. W przyszłości zostanie zrobiona podobna akcja gdzieś w górach - tym razem będzie to "klasyczna" tyrolka.
poniedziałek, 08 sierpień 2022 00:08

2022.08.07 Łupkowy Korytarz K.Bs-04.26S

Napisał
Jerzy Ganszer

Na ul. Partyzantów w skarpie, między stacją benzynową BP i zakładem "oponiarskim" jest wejście do obiektu. Teren bardzo zarośnięty. W tym rejonie było dowództwo wermachtu obrony miasta w zimie 1944/45, należy sądzić, że było to wejście do chodnika ewakuacyjnego. 
Obiekt został eksplorowany i zplanowany 19 listopada 1988 r przez członków SBB - Romana Czarneckiego, Jerzego Pawełka "Kopernika", Jerzego Pukowskiego i Jerzego Ganszera. Wtedy obiekt liczył 11 m, były tam nawet 2 nietoperze. Obecnie zostało tylko wejście. 
To była akcja rowerowa.