Sprawozdania (4893)
Korzystając z pięknej pogody, kolejny raz spłynęliśmy Dunajcem. Spływ rozpoczęliśmy w Sromowcach Wyżnich przy parkingach pod zaporą a zakończyliśmy w Kątach na przystani flisackiej. Czas spływu całe 5 godzin z długą przerwą na posiłek regeneracyjny w słowackim Czerwonym Klasztorze. Spływ był dość żmudny za sprawą niskiego poziomu wody w Dunajcu. Co chwilę kajaki darły skegami o kamienie na dnie, zdarzało się również ugrzęźnięcie na mieliźnie. Ogólnie atmosfera świetna, humor dopisywał.
Udział wzięli:
Kudłaty (Piotr Gawlas) - jednoosobowa obsada dwumiejscowej jednostki pompowanej
Barszcz (kolega o.t.) - jednoosobowa obsada jednomiejscowej jednostki pompowanej
Udział wzięli:
Kudłaty (Piotr Gawlas) - jednoosobowa obsada dwumiejscowej jednostki pompowanej
Barszcz (kolega o.t.) - jednoosobowa obsada jednomiejscowej jednostki pompowanej
Dział:
Sport i turystyka
Jakub Binda
Udano się na dosyć długą, pieszą wycieczkę w obrębie Beskidu śląskiego. Trasa obejmowała wyjście na Skrzyczne z Lipowej i następnie zejście do Szczyrku szlakiem zielonym.
Z Szczyrku udano się na Klimczok a z niego przez Trzy Kopce, Stołów na Błatnią. Następnie powrót na Stołów a z niego szlakiem na przełęcz Karkoszczonka. Od niej udano się szlakiem czerwonym na Salmopol
a z Salmopolu przez Malinów na Malinowską skałę. Stąd zszedłem na Kościelec z którego wiedzie już prosta droga w dół do Lipowej.
Czas wędrówki: 10h 40min
Długość trasy: ok 45km (za stroną szlaki.pl)
Ciekawym pomysłem byłoby zejście z Błatniej do Brennej, skąd następnie można byłoby wyjść na Grabową, co ograniczyłoby mający mniejszy sens powrót na przełęcz Karkoszczonka. Innym razem ;)
Udano się na dosyć długą, pieszą wycieczkę w obrębie Beskidu śląskiego. Trasa obejmowała wyjście na Skrzyczne z Lipowej i następnie zejście do Szczyrku szlakiem zielonym.
Z Szczyrku udano się na Klimczok a z niego przez Trzy Kopce, Stołów na Błatnią. Następnie powrót na Stołów a z niego szlakiem na przełęcz Karkoszczonka. Od niej udano się szlakiem czerwonym na Salmopol
a z Salmopolu przez Malinów na Malinowską skałę. Stąd zszedłem na Kościelec z którego wiedzie już prosta droga w dół do Lipowej.
Czas wędrówki: 10h 40min
Długość trasy: ok 45km (za stroną szlaki.pl)
Ciekawym pomysłem byłoby zejście z Błatniej do Brennej, skąd następnie można byłoby wyjść na Grabową, co ograniczyłoby mający mniejszy sens powrót na przełęcz Karkoszczonka. Innym razem ;)
Dział:
Sport i turystyka
sobota, 19 wrzesień 2020 10:25
2020.09.19 Szkolenie kursantów na sali w Czechowicach-Dziedzicach
Napisał Jerzy Ganszer
Mamy ok. 8 kursantów /6 zostało zarejestrowanych przez J.G./ . Część osób zwiedzała "zęby smoka".
Jako, że młodzi mieli pierwszy wyjazd, to życzymy im powodzenia!
Tutaj zdjęcie zębów smoka - "kliknij"
Jako, że młodzi mieli pierwszy wyjazd, to życzymy im powodzenia!
Tutaj zdjęcie zębów smoka - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Agnieszka Gądek
Marcin "FrytkaPunk" Freindorf - KKTJ
To było moje trzecie wyjście do Nad Kotlin w tym roku (a dokładnie trzecie w ciągu miesiąca). Nie mogłam pozwolić temu trawersowi pozostać niepokonanym...
Z parkingu ruszyłam jak zwykle nieco wcześniej i byłam bardzo zadowolona, kiedy okazało się, że Frytka dogonił mnie dopiero na ostatnim odcinku - już nad żlebem. Na zewnątrz było zimno, więc szybko się przebraliśmy i ruszyliśmy na dół. Miałam chyba jakiś wyjątkowo dobry dzień, bo Frytka nie musiał czekać "godzinami" pod każdą ze studni, aż w końcu się poprzepinam i zjadę na dół. Mieliśmy ściśle określony czas zejścia w dół - po jego upływie mieliśmy rozpocząć odwrót. Studnia za studnią, mój "ulubiony" trawers, potem Wodociąg, Suchy Biwak w Śnieżnej, jeszcze trochę w dół... Frytka zarządził odwrót przed upływem wyznaczonego na zejście w dół czasu. Według analizy mojej i J. Ganszera osiągnęliśmy głębokość -575m. Szkoda było mi wracać, ale myślę, że kiedyś dno osiągnę. Ruszyliśmy w górę. Ja pierwsza, Frytka za mną. Nie miałam problemów z odnalezieniem właściwej drogi, słyszałam tylko za sobą: "Pamiętaj, że lina w Wodociągu nie jest na samym dole, tylko leży na wysokości wzroku, nie przegap jej!" Cisza, idziemy Wodociągiem, ja pewnym krokiem do przodu (suchą stopą!), aż w końcu słyszę za sobą śmiech... Tak, przegapiłam linę...
W Obejściu Gliwickim ustaliliśmy, że ja pójdę już sama do góry i poczekam na biwaku, a Frytka będzie deporęczował. Dotarłam do trawersu i ... przeszłam! Trawers w końcu pokonany! Frytki nie było słychać, więc całe szczęście, bo pewnie bym sobie tam powisiała i przy okazaji zamarzła... Szłam dalej, po każdej studni czekając chwilkę, aż dotarłam na biwak. Po godzinie złapałam okropny stres, bo Frytki nadal nie było słychać... Wiedziałam, że deporęczowanie trwa długo, ale nie do końca miałam orientację o ile później mogę się go spodziewać... Po 1h i 45 minutach (kiedy już chciałam schodzić spowrotem na dół) na szczęście dotarł na biwak...
Akcja myślę bardzo udana. Z satysfakcją pokonania trawersu i poczuciem, że jeśli (mam nadzieję, że to się nigdy nie stanie) coś się kiedyś stanie, to będę potrafiła sobie poradzić i wyjść sama na powierzchnię.
Marcin "FrytkaPunk" Freindorf - KKTJ
To było moje trzecie wyjście do Nad Kotlin w tym roku (a dokładnie trzecie w ciągu miesiąca). Nie mogłam pozwolić temu trawersowi pozostać niepokonanym...
Z parkingu ruszyłam jak zwykle nieco wcześniej i byłam bardzo zadowolona, kiedy okazało się, że Frytka dogonił mnie dopiero na ostatnim odcinku - już nad żlebem. Na zewnątrz było zimno, więc szybko się przebraliśmy i ruszyliśmy na dół. Miałam chyba jakiś wyjątkowo dobry dzień, bo Frytka nie musiał czekać "godzinami" pod każdą ze studni, aż w końcu się poprzepinam i zjadę na dół. Mieliśmy ściśle określony czas zejścia w dół - po jego upływie mieliśmy rozpocząć odwrót. Studnia za studnią, mój "ulubiony" trawers, potem Wodociąg, Suchy Biwak w Śnieżnej, jeszcze trochę w dół... Frytka zarządził odwrót przed upływem wyznaczonego na zejście w dół czasu. Według analizy mojej i J. Ganszera osiągnęliśmy głębokość -575m. Szkoda było mi wracać, ale myślę, że kiedyś dno osiągnę. Ruszyliśmy w górę. Ja pierwsza, Frytka za mną. Nie miałam problemów z odnalezieniem właściwej drogi, słyszałam tylko za sobą: "Pamiętaj, że lina w Wodociągu nie jest na samym dole, tylko leży na wysokości wzroku, nie przegap jej!" Cisza, idziemy Wodociągiem, ja pewnym krokiem do przodu (suchą stopą!), aż w końcu słyszę za sobą śmiech... Tak, przegapiłam linę...
W Obejściu Gliwickim ustaliliśmy, że ja pójdę już sama do góry i poczekam na biwaku, a Frytka będzie deporęczował. Dotarłam do trawersu i ... przeszłam! Trawers w końcu pokonany! Frytki nie było słychać, więc całe szczęście, bo pewnie bym sobie tam powisiała i przy okazaji zamarzła... Szłam dalej, po każdej studni czekając chwilkę, aż dotarłam na biwak. Po godzinie złapałam okropny stres, bo Frytki nadal nie było słychać... Wiedziałam, że deporęczowanie trwa długo, ale nie do końca miałam orientację o ile później mogę się go spodziewać... Po 1h i 45 minutach (kiedy już chciałam schodzić spowrotem na dół) na szczęście dotarł na biwak...
Akcja myślę bardzo udana. Z satysfakcją pokonania trawersu i poczuciem, że jeśli (mam nadzieję, że to się nigdy nie stanie) coś się kiedyś stanie, to będę potrafiła sobie poradzić i wyjść sama na powierzchnię.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Kaniony w Caninie i okolicy
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Paweł Kasperkiewicz
Kuba Krajewski
Błażej Nikiel
Bartosz Baturo
Wacław Michalski
Dzięki inicjatywie Beaty i Pawła pojechaliśmy na nieco dłuższy weekend do północnych Włoszech do tzw. krainy Friuli, na pogranicze ze Słowenią i Austrią. Celem były kaniony. Zrobiliśmy rekreacyjny Ronc, bardzo długi i wymagający Rio Nero - Cerny Potok oraz uroczy, słoneczny i tęczowy Alba. Nie obyło się bez ciekawostek, zwiedzaliśmy fort z I wojny i Tarvisio, Błażej jeździł też na rowerze przez tunele i doliny, przygotowaną ścieżką rowerową po starym torowisku. Po prostu świetnie, gorąco polecamy ! Opisy kanionów są opublikowane w internecie, zatem wszystko dla ludzi.
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Paweł Kasperkiewicz
Kuba Krajewski
Błażej Nikiel
Bartosz Baturo
Wacław Michalski
Dzięki inicjatywie Beaty i Pawła pojechaliśmy na nieco dłuższy weekend do północnych Włoszech do tzw. krainy Friuli, na pogranicze ze Słowenią i Austrią. Celem były kaniony. Zrobiliśmy rekreacyjny Ronc, bardzo długi i wymagający Rio Nero - Cerny Potok oraz uroczy, słoneczny i tęczowy Alba. Nie obyło się bez ciekawostek, zwiedzaliśmy fort z I wojny i Tarvisio, Błażej jeździł też na rowerze przez tunele i doliny, przygotowaną ścieżką rowerową po starym torowisku. Po prostu świetnie, gorąco polecamy ! Opisy kanionów są opublikowane w internecie, zatem wszystko dla ludzi.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Dział:
Sport i turystyka
Dział:
Sport i turystyka
Beata Burdynowska - Weteran
Jerzy Ganszer
Płynęliśmy w dwóch oddzielnych kajakach "jedynkach". Zabawa godna! - wszystkim polecamy. Kilka lat temu członkowie SBB uczestniczyli w takiej akcji. Byliśmy mokrzy, tylko dlatego, że staraliśmy się wpływać w największe fale. Czas przejazdu 2 godziny. W internecie można znaleźć firmy, które to organizują. Cena 70 zł.
Pokonaliśmy trasę, którą płyną tratwy flisaków.
Jerzy Ganszer
Płynęliśmy w dwóch oddzielnych kajakach "jedynkach". Zabawa godna! - wszystkim polecamy. Kilka lat temu członkowie SBB uczestniczyli w takiej akcji. Byliśmy mokrzy, tylko dlatego, że staraliśmy się wpływać w największe fale. Czas przejazdu 2 godziny. W internecie można znaleźć firmy, które to organizują. Cena 70 zł.
Pokonaliśmy trasę, którą płyną tratwy flisaków.
Dział:
Sport i turystyka
Jerzy Ganszer
Pokonano trasę z Brzezin Doliną Suchej Wody do Murowańca i z powrotem.
W górę - 1godz i 30 minut 470 m przewyższenia, 5,5 kilometrów
W górę 25 % przejazd na rowerze, w dół 95 % przejazd na rowerze.
Główna trudność akcji to "kocie łby".
Wybierając się na wspinaczkę w rejon Doliny Gąsienicowej pomysł dotarcia na rowerze wydaje się "trochę" zasadny pod warunkiem, że posiada się względnie dobry rower górski i posiada się podstawowe umiejętności do poruszania się na nim. Wydaje się, że "zysk" to 0,5 godziny w stosunku do poruszania się drogą przez Boczań do Kuźnic.
Na zdjęciu mój rower przed Murowańcem.
Pokonano trasę z Brzezin Doliną Suchej Wody do Murowańca i z powrotem.
W górę - 1godz i 30 minut 470 m przewyższenia, 5,5 kilometrów
W górę 25 % przejazd na rowerze, w dół 95 % przejazd na rowerze.
Główna trudność akcji to "kocie łby".
Wybierając się na wspinaczkę w rejon Doliny Gąsienicowej pomysł dotarcia na rowerze wydaje się "trochę" zasadny pod warunkiem, że posiada się względnie dobry rower górski i posiada się podstawowe umiejętności do poruszania się na nim. Wydaje się, że "zysk" to 0,5 godziny w stosunku do poruszania się drogą przez Boczań do Kuźnic.
Na zdjęciu mój rower przed Murowańcem.
Dział:
Sport i turystyka
Dział:
Sport i turystyka
Więcej...
Paweł Honkisz - Osoba Towarzysząca
Aleksandra Borgieł - Osoba Towarzysząca
Krzysztof Borgieł
Nocne podejście na Bystrą z Doliny Raczkowej (SK). Nocleg pod gwiazdami. W nocy rykowisko jeleni. Rano piękny wschód słońca i gra światła i chmur. Widmo brockenu zaliczone.
Po śniadaniu i kawie przejście szlakiem granicznym na Wołowiec a dalej przez Jamnickie Stawy zejście do samochodu.
Aleksandra Borgieł - Osoba Towarzysząca
Krzysztof Borgieł
Nocne podejście na Bystrą z Doliny Raczkowej (SK). Nocleg pod gwiazdami. W nocy rykowisko jeleni. Rano piękny wschód słońca i gra światła i chmur. Widmo brockenu zaliczone.
Po śniadaniu i kawie przejście szlakiem granicznym na Wołowiec a dalej przez Jamnickie Stawy zejście do samochodu.
Dział:
Sport i turystyka
Zbigniew Grzybek
W sobotę byłem na Salatynie , Brestowej i Przedni Salatynie
W sobotę byłem na Salatynie , Brestowej i Przedni Salatynie
W niedzielę dolina Kwiecista rozdzielająca Tatry i Góry Hoczanskie
Dział:
Sport i turystyka
poniedziałek, 19 październik 2020 21:31
2020.09.12-13 Studnia Szpatowców i Jaskinia Wielkanocna
Napisała Agnieszka Gądek
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Paweł Kasperkiewicz
Zdzisław Grebl
Agnieszka Gądek
Zapowiadał się wyjątkowo ładny weekend, więc należało go wykorzystać. Zależało mi, żeby nieco poćwiczyć chodzenie po linie, więc pomyślałam o Jurze i zdobyciu (za dnia, bo ma piękny otwór) Studni Szpatowców. Dawno nie poręczowałam, więc na pochylnię posłałam Zdzisława, który następnie nadzorował z półki moje dalsze poręczowanie. Pierwsze zjechałam studnią z przepinankami, ale że lina była nieco krótka, a pionu było brak, to już przy drugim zjeździe przeporęczowałam na studnię bez kontaktu ze ścianą. Zdzisław poszedł na spacer, a ja realizowałam swój treningowy plan - dno Studni Szpatowców zdobyłam 13 razy osiągając tym samym głębkość ponad 400m.
Wieczorem dołączyła do nas Beata z Pawłem oraz Bejke, a także 2 innych członków naszego klubu ze swoim czworonogiem. W niedzielę zwiedziliśmy Okiennik, a następnie przedzierając się "skrótem" dotarliśmy do pobliskiej Jaskini Wielkanocnej. Do jaskini weszłam ja i Beata - myślę, że jaskinia jest warta odwiedzenia.
Paweł Kasperkiewicz
Zdzisław Grebl
Agnieszka Gądek
Zapowiadał się wyjątkowo ładny weekend, więc należało go wykorzystać. Zależało mi, żeby nieco poćwiczyć chodzenie po linie, więc pomyślałam o Jurze i zdobyciu (za dnia, bo ma piękny otwór) Studni Szpatowców. Dawno nie poręczowałam, więc na pochylnię posłałam Zdzisława, który następnie nadzorował z półki moje dalsze poręczowanie. Pierwsze zjechałam studnią z przepinankami, ale że lina była nieco krótka, a pionu było brak, to już przy drugim zjeździe przeporęczowałam na studnię bez kontaktu ze ścianą. Zdzisław poszedł na spacer, a ja realizowałam swój treningowy plan - dno Studni Szpatowców zdobyłam 13 razy osiągając tym samym głębkość ponad 400m.
Wieczorem dołączyła do nas Beata z Pawłem oraz Bejke, a także 2 innych członków naszego klubu ze swoim czworonogiem. W niedzielę zwiedziliśmy Okiennik, a następnie przedzierając się "skrótem" dotarliśmy do pobliskiej Jaskini Wielkanocnej. Do jaskini weszłam ja i Beata - myślę, że jaskinia jest warta odwiedzenia.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
niedziela, 13 wrzesień 2020 21:00
2020.09.12-13 Biwak w szopie na Mędralowej w Beskidzie Żywieckim
Napisał Jerzy Ganszer
Dział:
Sport i turystyka
