niedziela, 17 czerwiec 2018 18:25

2018.06.16 Akcja rowerowa w Dolinie Chochołowskiej

Napisał

Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer

Od naszej bazy do schroniska w dolinie jest dokładnie 10 kilometrów. Za wejście z rowerem należy dopłacić 5 zł.

piątek, 15 czerwiec 2018 00:02

2018.06.14 Jaskinia w Trzech Kopcach

Napisał

Ella Zołotarenko - Osoba Towarzysząca
Jakub Binda
Paweł Gądek
Jerzy Ganszer

Wysprzątano jaskinię jak i rejon przyotworowy. ktoś w jaskini zostawił wiele strzałek na ścianach, które przez wiele lat będą szpeciły ta ładną jaskinię. Z pod otworu wyniesiono pięć salamander, które same by nie przeżyły.  

Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

Joanna Micherdzińska
Rafał
Patrycja Kopytko
Dominik Sarnowski 
Jarek Jakubowski
Natalia Cholera Gąsior
Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Marek Sobański
Tomek Stryku Stryczek z żoną
Wacław Michalski
Tomasz Murzyn Grzegrzułka
Antoni Grzegrzułka - Osoba Towarzysząca
Katarzyna Lena Koprowska
Ewa Chylaszek - Były Czlonek Klubu
Jerzy Ganszer
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko Biała
Wojciech Prezes Jasiak
Bartek Golik Czysty Żywioł
Kuba Krajewski
Karolina - Osoba towarzysząca
4 os towarzyszące
 
Teatr Śląski w Katowicach zdecydował się opowiedzieć o środowisku himalaistów i historii Kukuczki w taki sposób, w jaki zwykle się o tym nie mówi. Bez pompatyczności, bez budowania pomników, bez gratulacyjnych uścisków dłoni. Za to z sięganiem własnych granic, chorobą wysokościową i pomieszaniem zmysłów. 
 
Scena oddziałuje na widza ogromną ilością bodźców. Pierwszą osobą, która się ukazuje jest Miuosh. Będąc wkomponowanym w scenografię tworzy na żywo ambientowe tło muzyczne. Koncertowi towarzyszą również wizualizacje. Pojawiają się aktorzy w strojach wieczorowych w specyficznym, bardzo dynamicznym, ciągłym ruchu scenicznym. Kwestiom wypowiadanym przez aktorów również nie ma końca - cały czas ktoś coś mówi, ktoś z kimś rozmawia. Czuć napięcie, jest hałas który przechodzi w bełkot. Co mniej wytrwałych może zmęczyć i zniechęcić, bardziej wprawionego widza - wciągnąć i zaintrygować. Jedno jest pewne - tak skonstruowany mikroświat może się podobać lub nie, ale nikogo nie pozostawi obojętnym. Wywoła skrajne emocje, ale nie pozwoli się nudzić.
 
To wszystko sprawia wrażenie, jakby reżyser chciał nam zafundować chorobę wysokościową bez wychodzenia w góry. Nie wszystko, co się dzieje da się racjonalnie wytłumaczyć, a sami aktorzy gadają z butem, turlają się w śpiworze, czy biegają z głową owiniętą folią nrc, zdradzając zachowania bliskie wariactwa. Dowiadujemy się od nich, że góry są uzależniające jak narkotyk, że wbrew ogólnej opinii o ich pięknie i wzniosłej idei zdobywania ich himalaizm wiąże się z wielkim trudem, cierpieniem, wyrzeczeniami, oraz rywalizacją. Ma znaczenie kto był pierwszy, a światło dziennikarskich fleszy, choć wzbudza sporo kontrowersji, zarówno wśród uczestników wypraw, jak i na nizinach wśród szerokiej publiczności kibicującej ich poczynaniom, zajmuje stałe i nieodzowne miejsce w tym wyścigu. Swoją drogą postać dziennikarki nie bez powodu była chyba jedną z najbardziej charyzmatycznych i jednocześnie najbardziej upiornych. 
 
Wydźwięk spektaklu jest tyle prawdziwy co werystyczny: najwyższe góry świata, kiedy patrzy się na nie z dołu są spełnieniem marzeń. Gdy się na nich jest są walką o życie, wielkim śmietniskiem i cmentarzyskiem przyjaciół. Rozliczają z wyznawanych przez nas wartości - do tego nawiązywały sceny przypominający sąd ostateczny nad Kukuczką oraz sentencje wypowiadane przez aktorkę odgrywającą metaforę góry. Swoją drogą te filozoficzne prawdy w świecie chaosu i abstrakcji, zamiast wzbudzać autorytet trącały banałem. Ciężko pojąć skąd w sztuce wzięła się taka postać, nie wzniosła bowiem nic, co by ten mikroświat stał się jakkolwiek bardziej uporządkowany czy ukorzeniony w jakiś prawidłach.
 
Są na ten temat głosy dużo bardziej surowe. Zapraszam do zapoznania się z recenzją Sławomira Szczureka z Nowej Siły Krytycznej.

"Gdy ktoś obiecuje ci wyprawę w Himalaje a zabiera cię ledwo na osiedlową górkę i zamiast szusować, pozjeżdżasz sobie na dziecięcym "dupolocie", masz prawo poczuć się oszukanym i zawiedzionym. Jeśli nie tak niedawno, pięćdziesiąt kilometrów od Katowic (fakt, bliżej gór niż hałd), Anita Jancia-Prokopowicz w sześćdziesięciominutowym monodramie ("Wanda" w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej) robi zdecydowanie więcej niż zespół Śląskiego, to znak, że na "Himalajach" straciłeś dziewięćdziesiąt minut swojego życia. 

To miał być bal, na który zaprosili nas ci, którzy mieli ewidentną ochotę w swoim życiu na to, by je stracić. To mógł być piękny bal. Początek zapowiadał, że może nawet takim się okazać. Wchodzi maestro - Mioush - który odpowiadał za muzykę w przedstawieniu, pojawiają się fantastyczne wizualizacje, gra świateł, niejako z zaświatów wyłaniają się po kolei bohaterowie. A świat gór jest mroczny, oddalony, niedościgniony i wciągający. Słychać jedynie urywane oddechy, tak charakterystyczne przy doznawaniu rzeczy pięknych, ważnych, trudnych i ostatecznych. Górski pejzaż zastyga na słowa głównego bohatera - Jerzego Kukuczki: "pękła lina". To zdanie, w brutalny sposób oznajmiające "przypadkowość" i "chwilowość" wpisaną w górski krajobraz, jest pierwszym i zarazem ostatnim godnym uwagi. Po nim nic już nie jest tak piękne. Wyczekujesz, widzu, aż Kukuczka i jego towarzysze wreszcie zakończą ten lot. 

Tekst Dariusza Kortko, Artura Pałygi, Marcina Pietraszewskiego nieustannie grzęźniecie na mieliznach. Totalną katorgą jest wysłuchiwanie kwestii Lhotse (Grażyna Bułka), wpadających w tanie, moralizatorskie tony, truizmów pełne. Każde zdanie, rozpoczynające się od "posłuchaj Człowieku" przyprawia o odruch wymiotny, nie mówiąc o ich dalszym ciągu: "zawsze jest jakaś lina i zawsze pęka", "albo spadasz, albo lecisz w górę, zależy, z której strony spojrzeć", "gdy coś zyskujesz, musisz też stracić", "gdy dostrzegasz światło, musi nastać też ciemność". Upatrywałem światła i nadziei w przerwie stylizowanej choćby na dotarcie do pierwszego obozu, ale nie. Spektakl trwa nieprzerwanie wśród wrzasków upiornych ludzi, monotonnej gry świateł, koszmarnej scenografii i kostiumów, nadmiernego, bezcelowego ruchu. Pędzimy ślepo wraz z tym światem, by zaliczyć spektakularny upadek. 

Wątki rodzinne bohaterów górskich wypraw zawsze budziły zainteresowanie. Znamy zarówno żale żon, dzieci, rodziców dotyczące ich nieobecności w domu, jak i punkt widzenia himalaistów - poczucie niezrozumienie dla ich pasji. Oddanie głosu bliskim odarłoby te historie z heroizmu i ukazało, że być może byli to wielcy sportowcy, ale partnerzy, ojcowie, synowie - żadni. Problem w tym, że nie tylko tekst słaby, ale i aktorstwo. 

Przoduje Agnieszka Radzikowska w roli żony Kukuczki. Dawno nie widziałem tak spłaszczonej postaci, zamiast dramatu jedynie krzyki, iście kobiece uśmieszki i bezsensowna bieganina. Bohaterka patrzy na ścianę, od której oderwała się miłość jej życia i czuje ukojenie - ja nie. Rozmowa Jurka (Dariusz Chojnacki) z Matką (Katarzyna Brzoska) o pryncypiach nie wnosi nic nowego. Każde z nich mówi o czym innym, żadne nie ma pojęcia o świecie drugiej osoby. Matka zadaje pytanie: "a z czego te góry są tam zrobione w środku?". Dla niej najważniejsi są ludzie, którzy zdolni są do okazywania uczuć, na przykład potrafią za kimś tęsknić. Jerzy odkąd zobaczył na zdjęciu górską ścianę, tęsknił tylko za nią. Pulsowała mu w głowie, nie dało się powstrzymać tego uczucia. Wszystko przestało się liczyć. To rodzaj choroby. Ci, którzy się wspinają, nie różnią się od ćpunów. Podnieca ich to, że jest niebezpiecznie, że są pierwsi, że wpinają się o innej porze roku niż poprzednicy. "Nic tak nie napędza jak wkurw" - mówi największy rywal Kukuczki, Reinhold Messner - który jako pierwszy zdobył Koronę Himalajów. Mało tego, powtarza za Horacym, ironizując, że siła bez rozumu upada pod własnym ciężarem. 

Ostatnia premiera Teatru Śląskiego w reżyserii Roberta Talarczyka także upada - pod ciężarem chęci bycia wielkim, ładnym i klimatycznym spektaklem. Nic jednak z tego. Kamienie wiszące ponad sceną winny się rozsypać i wnieść trochę życia w pasjonujący a dla większości śmiertelników niedostępny świat Himalajów. Ci, którzy tam byli jednym głosem wspominają, że na górze jest taka cisza, jakiej nie można doświadczyć nigdzie indziej. A wysokość nie pozwala czasem na odróżnienie realnego od nierealnego. Miliony lat, które nie mają nic do powiedzenia i zdobywcy, nie mogący im nic dać. Góry przyciągają niczym syreni śpiew, to rodzaj emocji, których nie da się zrozumieć. Wspinaczom towarzyszą ci, którzy nigdy nie zeszli z gór, pozostali tam na zawsze. Niektórzy, niczym Wanda Rutkiewicz, po latach decydują się wrócić po nich, z egoistycznych pobudek, by martwe ciała nie przysłoniły gór. To historie, które napisało życie. 

Temat, z którego można zrobić piękny wierzchołek lodowej góry, w Katowicach zrównano do pastwisk wypełnionych marazmem, nudą, brakiem pasji. Zdecydowanie lepiej od takiej wizji wypraw wysokogórskich jawi się ziemia z perspektywy krowiego gówna, o której wspomniano w "Himalajach". 

Anita Jancia-Prokopowicz wcielająca się w rolę Wandy Rutkiewicz, sam jedna na Małej Scenie, w asyście trzech białych ścian, przeprowadziła widzów przez całe życie bohaterki i wyprowadziła na szczyt Kanczendzongi, z którego ona nigdy nie powróciła, a my zostaliśmy tam wraz z nią. Teraz możemy wspominać."

 
Himalaje jednak wychodzą przez teatr instalacją z lin, plecaka i butów na fasadzie naklejkami z nazwami ośmiotysięczników na placu przed budynkiem oraz zdjęciami z przedstawienia. Zapraszają przechodnia do dyskusji. My daliśmy się zaprosić. Dsykutujmy. W końcu tak czy inaczej miło było uczestniczyć w jednej z najliczniejszych akcji klubowych!
niedziela, 10 czerwiec 2018 23:49

2018.06.10 Jaskinia pod Wantą - Tatry

Napisał

Jerzy Pukowski - zabezpieczenie
Bartosz Baturo
Błażej Gawlik
Jerzy Ganszer

Ekipa w wyśmienitym stylu dotarła do dna jaskini na gł. ponad 150 m. Czas akcji w jaskini 2,5 godziny. Wszyscy zadowoleni. A potem był grad burza i wielkie opady deszczu. 

W tym czasie działała druga grupa z naszego klubu pod dowództwem Wacława Michalskiego - zdobyli oni Jaskinię Pod Dachem dochodząc do górnego otworu.

Zdjęcie wykonano na bazie u Pani Krystyny Glisty - widoczni są przedstawiciele dwóch grup.

 

Autor niniejszego sprawozdania uaktualnił opis techniczny tej jaskini - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/wanta.htm  

niedziela, 10 czerwiec 2018 23:49

2018.06.10 Jaskinia pod Wantą - Tatry

Napisał

Jerzy Pukowski - zabezpieczenie
Bartosz Baturo
Błażej Gawlik
Jerzy Ganszer

Ekipa w wyśmienitym stylu dotarła do dna jaskini na gł. ponad 150 m. Czas akcji w jaskini 2,5 godziny. Wszyscy zadowoleni. A potem był grad burza i wielkie opady deszczu. 

W tym czasie działała druga grupa z naszego klubu pod dowództwem Wacława Michalskiego - zdobyli oni Jaskinię Pod Dachem dochodząc do górnego otworu.

Zdjęcie wykonano na bazie u Pani Krystyny Glisty - widoczni są przedstawiciele dwóch grup.

 

Autor niniejszego sprawozdania uaktualnił opis techniczny tej jaskini - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/wanta.htm  

Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"

Dodatkowe informacje

poniedziałek, 11 czerwiec 2018 20:29

2018.06.10 Eksploracja beskidzka

Napisał

Paweł Gądek

Bronisław Gądek - Osoba Towarzysząca

Podczas eksploracji powierzchniowej natrafiliśmy na otwór, który wyglądał na niedawno zapadnięty. Ze środka 5 metrowej studni był nieprawdopodobnie silny wywiew. Wiatr było czuć nawet 2 metry od otworu. Na dole jest krótki korytarz. Dalej widać salkę do odkopania.

wtorek, 12 czerwiec 2018 01:30

2018.06.10 Akcja kursowa do jaskini Pod Dachem.

Napisane przez
Bartek Golik
Wojciech Jasiak
Katarzyna Lena Koprowska
Wacław Michalski
Kamil Polański
Paulina Kulpa (KKTJ)
Rafał Wojtkiewicz - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego (KKTJ)
 
Niedzielny poranek w Dolinie Kościeliskiej wita nas pogodą iście letnią: słonecznie, upalnie, duszno. To gwarancja sprawdzenia się burzowej prognozy na popołudnie. Nic sobie jednak z tego nie robimy. Idziemy przez Wantule napotykając po drodze na błocie świeże ślady niedźwiedzia oraz urządzając naszą ulubioną pogawędkę topograficzną. Konieczną jak się okazuje, bo nadal pewne nazwy i fakty są przez kursantów niedoszlifowane. Mając w zespole koleżankę i kolegę z Krakowa konsultujemy techniczne aspekty grotołażenia oraz różnice w atmosferze panującej w klubach. Wnioski: wygląda na to, że być może jest to pierwszy, ale nie ostatni wspólny wypad w tatry.
 
Pod ścianą chwila pokrzepienia, mały piknik. Otwieramy obszerną dyskusję na temat wiszącej tam liny i możliwości skorzystania z niej na podejściu. Zdania są podzielone, więc tym żywsza rozmowa na ten temat. Nie tracąc jednak czasu Kamil wstawia się w mokrą skałę i pokonuje 60 m w pionie do otworu. Z zastanej poręczówki nikt nie korzysta. Lena wspina „na drugiego”, resztka korzysta z klubowego statyka zaporęczowanego przez Kamila. Na wielkiej półce przy wejściu do otworu spotykamy się znów w komplecie. Wyglądamy na drugi zespół, który wybrał się do Jaskini pod Wantą i deklarował dołączenie do naszej akcji. Nie widząc ich na horyzoncie ani nie słysząc każdy wykonuje szybki zjazd w śnieg zalegający w najniższym miejscu jaskini. Obgadujemy kolejny prożek ociekający wodą i porośnięty mchem, który znów przypada w udziale Kamilowi. Bardzo nam imponuje jego zręczność i ambicja w pokonaniu tych odcinków w czysto sportowy sposób, jakkolwiek skromność nie pozwala mu przyznać nam racji. 
 
Trawers kończymy przy najwyższym otworze i w tym momencie na zewnątrz szaleje niesamowita zlewa i burza z piorunami. Dla nas to przeżycie bardzo ekscytujące. Ale trzeba jednocześnie przyznać, że takie okoliczności przyrody pokrzyżowały nam plany zjazdu na powierzchni. Zatem na okoliczność lejącej się zewsząd wody pokornie schodzimy tą samą drogą, którą przyszliśmy. Na półce skalnej umawiamy się na szybki wycof, Lena z Wackiem deproęczują. Ale na nic to, po kwadransie wszyscy są przemoczeni do ostatniej suchej nitki (no, u niektórych uchował się lewy but :P). I tak jak rano przejmowała nas rosa w wysokiej trawie na łące, tak teraz nie przejmowało nas nawet błoto po kolana, ani fakt, że zgubiliśmy ścieżkę, nadrobiliśmy trasy i zwiedziliśmy prawie całe Wantule cudem nie spotkawszy tam misia. W żaden sposób nie psuje to naszych wybornych humorów. Doszedłszy do wejścia do Doliny Kościeliskiej popełniamy małe piwko, a po ubraniu suchych ciuchów na bazie  - żurek u Zięby. Uspokajamy troskliwą Panią Krysię, która podczas burzy z niepokojem patrzyła w stronę Czerwonych Wierchów. Doskonałe zwieńczenie weekendu. Do Bielska wracamy w towarzystwie Zosi Gutek. 
z pozdrowieniami.
niedziela, 10 czerwiec 2018 20:21

2018.06.09-10 Kurs autoratownictwa PZA

Napisał

Tomasz Stryczek

Ewa Stryczek - Osoba Towarzysząca

Jakub Pysz - KAGB GOPR

Udział w centralnym szkoleniu KTJ z autoratownictwa na Górze Birów.

Na manewrach byli przedstawiciele kilkunastu klubów z Polski.

Wieczorem spotkano Natalie Gąsior.

Jadwiga Micherdzińska  – kierownik wyprawy ( Speleoklub Bielsko-Biała)

Franciszek Kramek – z-ca kierownika ds. sportowych (Speleoklub „Bobry”Żagań)

Adam Balak   – Speleoklub” Bobry” Żagań

Marian Bochynek  – Speleoklub „Bobry” Żagań

Wit Dokupil  – Speleoklub „ Bobry” Żagań

Mirosław Micherdziński ( Micher) –  Speleoklub of Georgia Tbilisi

Jacek Szynalski  – Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy

 

Na zaproszenie Speleo Club of Georgia i Instytutu Geografii im. Vakhushti Bagrationi z Tbilisi postanowiliśmy zorganizować wyprawę do jaskiń Gruzji.

Gruzińscy speleolodzy zwrócili się do nas z prośbą o pomoc w kartowaniu jaskiń , ich   dalszą eksplorację oraz czynny udział w szkoleniu młodych gruzińskich grotołazów.

Nasz Przyjaciel Iura Davlianidze wraz z prof. Geografii Zaza Lezhava   zaproponowali nam zwiedzenie i rozpoznanie trzech rejonów krasowych Gruzji: Racha (m. Tkibuli), Imeretia (m. Tchiatura ) oraz Samegrelo ( m. Chkhorotsqu ).

W skrócie przedstawię naszą działalność jaskiniową:

Racha:

  • Jaskinia Rachaeksploracja i pomiar końcowej studni(ok.25m) oraz eksploracja kanionu w jaskini.
  • Jaskinia Murada- zwiedzanie ( niespotykana szata naciekowa)
  • Eksploracja powierzchniowa – wiele lejów krasowych i otworów nieznanych jaskiń

 Imeretia ( Mandaeti, Sveri) ):

  • Jaskinia Datas Cza (studnia Dawida) jaskinia zaczynająca się studnią ok 40 m a następnie prawie w całości głównego meandra (ok. 3000 m) z podziemną rzeką (gł. wody 50-140 cm) - eksploracja, kartowanie,
  • Pod jaskinią   wywiad z Telewizją Rustavi-2
  • Jaskinia Zakarias KLDE - zwiedzanie i eksploracja
  • Eksploracja powierzchniowa – leje krasowe 

Samegrelo:

  • Jaskinia Shurubumu
  • Zwiedzanie okolicznych wielu jaskiń
  • Jaskinia Wekueti ( skała osadowa-konglomerat)- eksploracja i pomiar jaskini 

Poza działalnością sportową, zwiedzanie zabytków Gruzji: klasztory , twierdze, monastyry, miasto skalne Vardzia, Achalcyche, Tbilisi. Poznawanie gruzińskiej historii, legend i zwyczajów: Supra , Toast i Gaumardżos !!   to słowa które warto znać będąc w Gruzji.

Poznaliśmy wielu wspaniałych i życzliwych nam ludzi, którzy zorganizowali nasz transport ( również w górach), przygotowywali i dostarczali nam nieustannie pyszne specjały kuchni gruzińskiej ,wino i czaczę ( w nieokreślonych bliżej acz dużych ilościach). Znane u nas powiedzenie: „ Gość w dom, Bóg w dom ”, nabrało Tu nowego, prawdziwego znaczenia.

Naszymi przewodnikami i organizatorami ze strony gruzińskiej byli: IURI DAVLIANIDZE, jego żona Tamara i córka Xatia, prof. Zaza Lezhava, prof. Giorgi Dkaliszvili ( prezes klubu ), Pan Igor Pichkhaia ( Dyr.Muzeum), Gia Tsitsvidze, Beso , Giorgi, Temur, Dżano, Levan , Dyrektor szkoły w Mandaeti, komendant Policji   m.Chkhorotsqu i wielu, wielu   innych.

DZALIAN DIDI MADLOBA.

Na koniec chcę podziękować naszej zgranej ekipie 50+. Było SUPER !   

Szczegółowy artykuł i opis wyjazdu w najbliższym „Zacisku”.                                                                    

poniedziałek, 11 czerwiec 2018 20:53

2018.06.08 [08.06.2018] Jaskinia Studnia z Czaszkami

Napisał

[Wszystko się wyjaśniło....]

Dostalismy rzetelne informacje od Pawła Zamorskiego ze speleoklubu Częstochowskiego, który nadzoruje eksplorację w tej właśnie jaskini. Poniżej wklejka z maila Pawła wyjaśniająca wszelkie wątpliwości i domysły:

"Studnia z Czaszkami i tak została ujęta w Katastrze Jaskiń Skał Kroczyckich Krzysztofa Mazika pod numerem J.V.4.10 jako obiekt wcześniej niepublikowany. Jaskinię tą p. Krzysztof Mazik odkrył w latach 80-tych i wtedy wstępnie skatalogował (patrz tekst Jaskinie nr 3(72) • lipiec – wrzesień 2013). Jaskinia ta została również skartowana przez Jerzego Zygmunta i będzie się znajdować w kolejnym tomie Jaskiń Jury Krakowsko- Częstochowskiej. Obecne prace eksploracyjne po konsultacjach z odkrywcą prowadzimy tam z przerwami od 2011 roku."

Dziękujemy za nawiązanie kontaktu!

[Wszystko się wyjaśniło....]

Po raz drugi podeszliśmy do tematu zaproponowanego nam przez Adama Kuźniaka z Katowic.

Pojechaliśmy na Jurę późnym popołudniem, by zejść do otworu, który ewidentnie jest już eksplorowany, celem ustalenia kto tam kopie. Niestety po przeszukaniu zakamarków jaskini nie znaleźliśmy żadnych namiarów na ekipę wydobywającą wiadrami piach z dna. Po szybkim wykonaniu kilku fotografii zostawiliśmy własne kartki z prośba o kontakt, osoby które tam działają lub też przypadkowo znajdą się w jaskini, by móc wspólnymi siłami odkrywać nową jurajską otchłań.

W jaskini znaleźliśmy sporą ilość szczątek zwierzęcych, ślimaków oraz różnego rodzaju żuków.

Otwór jaskini stosunkowo ciasny. Zjazd około 8-metrową studnią do dość obszernej sali. Z niej w kierunku północnym niskim przełazem przedostaliśmy się do małej salki, która coraz bardziej zwężającym się korytarzem schodzi do dna ziemi.

W głównej sali niewymagający wspin do kominka, gdzie znajdują się delikatne i drobne formy naciekowe.

Otwór ponad 9 lat temu odnaleźli Adam Kuźniak oraz Adam Kubiak vel Kubek (były członek klubu). Od Adam dostaliśmy namiar na otwór.

 

Uczestnicy eksploracji:

1. Katarzyna Lena Koprowska

2. Patrycja Kopytko

3. Dominik Sarnowski