Sprawozdania (4893)
Członkowie klubu byli zatrudnieni przy obsłudze i zabezpieczeniu tras podziemnych.
Zofia Gutek
Jakubowski Jarosław
Jerzy Koczur
Bartłomiej Golik
Wojciech Jasiak
Gabriel Franecki
Iwona Kuś - Osoba Towarzysząca
Joanna Micherdzińska
Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego - "chwilowo"
Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa - "chwilowo"
Jerzy Ganszer
Obsługiwano dwie trasy podziemne tak zwany "Przykop" i podziemia w pałacu "Lariszów"
Dodatkowe informacje
- Galeria Galeria
Odbył się ciekawy wykład pana Jarosława Ornicza - "Versus Solem Orientem - średniowieczna zasada orientacji kościołów na wybranych przykładach bielskich kościołów". W czasie wykładu omówione zostały związane z powyższą zasadą zagadnienia teoretyczne oraz ich zastosowanie w praktyce.
2018.05.19 Jaskinia Śnieżna - suche dno Polski - 579 m
Napisał Michał GanszerI grupa poręczująca:
Łukasz Piechocki
Marek Sobański
Dariusz Rozmus
Lena Koprowska
Jerzy Ganszer
II grupa reporęczująca
Wacław Michalski
Wojciech Jasiak
Bartłomiej Golik
Kamil Polański
Bartosz Baturo
Wszystkie osoby stanęły na dnie, czyli były przy Syfonie Dziadka. Czas I grupy 13 godzin. W jaskini spotkano trzech grotołazów z Akademickiego Klubu Grotołazów AGH Kraków. Akcja przebiegała sprawnie, było sporo wody. Cztery osoby stanęły pierwszy raz na dnie. Widoczny dalszy ubytek lodu w rejonie przy otworowym.
Jerzy Ganszer zorganizował nam klubową akcję na dno Polski od otworu jaskini Śnieżnej. Tłumnie zgłosiło się na nią w sumie 15 uczestników, jednak nagłe ataki przeziębienia oraz wypadki losowe zredukowały nas do 10 osób. Podzieliliśmy się na dwa zespoły: z Prymulą o 6:00 rano wychodzili: Lena, Marek, Łukasz i Darek, z Wackiem o 8:00 szli: Kamil, Bartek, Wojtek i Bartosz.
Pierwszej grupie na podejściu towarzyszyły nam nisko zawieszone chmury, które odebrały pogadankę o topografii. Na szczęście nic z nich nie padało, więc suchą stopą stanęliśmy pod dziurą. Szybkie przebieranie - jak to z Ganszerem - i już jedziemy po wielkim lodospadzie. W wielkiej studni zastaje nas deszcz jaskiniowy, ale większość z nas nic sobie z niego nie robi nie zakładając nawet kapturów na głowę. To błąd, bo woda powpadała nam za kołnierze i po tych 80m zjazdu właściwie wszyscy jesteśmy zupełnie mokrzy. Potem jest już tylko... Coraz gorzej! Na obu płytowcach WODA leje się regularnym strumieniem i podczas zjazdów właściwie nie sposób jej ominąć, więc kto nie wziął neopremowych skarpet miał czego żałować. Potem zaś WODOciąg, więc jak sama nazwa wskazuje towarzyszyła nam woda - prawie po kolana. Łaskawie nie wlewała nam się do kaloszy, ale to już nie grało wielkiej roli.
Suchy biwak Ganszer pokazał nam tylko palcem, no bo szkoda czasu ;) więc pomknęliśmy przez - o matko! - II i III WODOspad, w których woda napierd*** z dzikim hukiem, aż do drugiego biwaku. Tam nawet usiedliśmy na chwilę na karimatkach i zdążyliśmy się posilić. Potem jeszcze tylko pochylnia, trawers, błotne - nomen omen - łaźnie i już jesteśmy przy Syfonie Dziadka, obok którego towarzyszy nam huczący w niebogłosy WODOspad.
Wracamy.
Błotne łaźnie były naszym przyjacielem tylko dotąd, dokąd można było zjeżdżać na nich na czterech literach. Na podejściu dostarczyły nam wiele emocji i pozwoliły zrobić powtórkę z łaciny kuchennej. Lejąca się nam dalej na głowy woda przestała już robić jakiekolwiek wrażenie i wkurzała tylko o tyle, że nie można było się sprawnie komunikować mimo wydawania komend wrzaskiem na całe gardło. Biwaczek dzięki uprzejmości drugiej ekipy w pełni zaopatrzony w wodę, kawę, herbatę, zupy, słodycze etc, a dzięki stylowi a’la Ganszer trwał w sumie tyle, ile dochodził wrzątek. Resztę spotkanej wody na podejściach już dość mocno zignorowaliśmy, by na koniec wyrównał bilans i do szewskiej pasji doprowadził nas lodowiec. Taktyki jego wychodzenia były różne, żadna nie działała, objawiała się jękami, szlochami, wyciem, bluzgami, sapaniem, chrząkaniem, pomrukami, szeptami czułych słówek i innymi temu podobnymi :)
Na zejściu spotkała nas jeszcze jedna przygoda: na płacie śniegu Darek zaliczył niekontrolowany zjazd jakieś 50 m w dół. Nic się nie stało, ale wyglądało groźnie jak każdy niekontrolowany górski incydent. Ganszer obiecał wykład z „hamowania bez raków i czekana”. Nadmiar wrażeń zrekompensowaliśmy sobie hot dogami na stacji benzynowej w środku nocy.
Ku przestrodze publikuję niniejsze sprawozdanie, morał z niego bowiem PŁYNIE taki:
jak następnym razem Prymula będzie zapraszał, Drodzy klubowicze, na akcję i zapyta Was tak jak mnie przed Śnieżną:
-Lena, czy nie przeszkadza Ci szum WODY w jaskini?
radzę to dobrze przemyśleć :)
Zdjęcie Marek Sobański
2018.05.18 Zamek w Bielsku - początek wystawy "Niepodległa"
Napisał Michał GanszerJerzy Pukowski
Jakub Krajewski
Jerzy Ganszer
Rozwinięcie tematu kiedyś ukaże się w "sprawozdaniach wewnętrznych". Polecamy wszystkim zobaczenie tej wystawy!
Wacław Michalski
Gabriela Michalska
Zofia Skrudlik
Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Ludmiła Witańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Zdzisław Grebl
Lena Koprowska
Jerzy Ganszer
Jerzy Pukowski
Jerzy Koczur
Uczestniczyliśmy w wernisażu prac Elli Zołotorenko w Klubie Nauczyciela na ul. Wzgórze 11 w Bielsku-Białej. Na wstępie należy wielokrotnie podkreślić, że ukraińskie wino i poczęstunek nie stanowiły największego waloru tego spotkania. Panowała wspaniała, niemalże rodzinna atmosfera. Liczba gości przekroczyła liczbę zaplanowanych miejsc siedzących, co jednoznacznie stanowi o sukcesie tego skromnego wydarzenia. Przemowom i podziękowaniom mogło nie być końca, ostatecznie jednak sama autorka przerwała liczne wyrazy wdzięczności i zaprosiła do oglądania swoich prac.
Na kunsztowną sztukę Pani Elli patrzy się z zupełnie innej perspektywy wiedząc, iż powstaje przy pomocy nie pędzli, ale opuszków palców. Taka jest tradycja i tak bezpośrednio autorka ją kontynuuje. W pracach spotkać można głównie rdzenne ukraińskie motywy kwiatowe w żywych, radosnych kolorach. Pani Ella dodaje od siebie motywy związane z ptakami jako swój indywidualny wkład do kultury. Widać gołym okiem ile serca i wrażliwości wkłada malarka w swoje prace, w których nawet kolor passe-partout jest nieprzypadkowy.
Folk jest w modzie, cepelia się świetnie sprzedaje, ceramika z Bolesławca to wciąż znak luksusu. Zatem pocztówkom, kalendarzom, torbom, szkatułkom i ubraniom zdobionym ręką Pani Elli wróżymy rozwojową przyszłość. Gratulujemy i życzymy powodzenia.
Sprawozdanie z tego okresu jest już w sprawozdaniach wewnętrznych - zostało tam umieszczone ze względu na słabą jakość literacką!
Cudownego, słonecznego dnia Pańskiego 13.05.2018 r. spotkała się zacna grupa kursantów pod Górą Birów w liczbie 4 sztuk + miłościwie im panujący instruktor w osobie Tomasza Grzegrzułki.
Zajęcia z podstaw wspinaczki skałkowej rozpoczęły się planowo o godzinie 9.30 i trwały do późnych godzin popołudniowych. Chętni mieli niespotykaną możliwość odwiedzin Pustyni Błędowskiej.
Podczas zajęć poznaliśmy podstawowy sprzęt wspinaczkowy i jego obsługę (uprzęże, karabinki, liny, ekspresy, taśmy, przyrządy asekuracyjne). Mieliśmy również niebywałą okazję poćwiczyć węzły takie jak: ósemka, kluczka, wyblinka, półwyblinka, flagowy oraz węzły zaciskowe: bloker, prusik oraz stoper taśmowy, które z całą pewnością będą nam towarzyszyły podczas naszej jaskiniowo-wspinaczkowej przygody.
Oczywiście kursanci przebierali nogami na samą myśl o samodzielnych zjazdach więc po omówieniu części teoretycznej udaliśmy się nieco wyżej aby przenieść teorię na praktykę. Nikt nie miał wątpliwości, że tak zgrana grupa poradzi sobie z zadaniem bez większych problemów. Ćwiczyliśmy zjazdy z własną asekuracją oraz przepinanie się na stanowiskach pośrednich.
Poziom trudności piął się w górę więc przenieśliśmy się na szczyt góry aby zapoznać się ze sprzętem umożliwiającym zakładanie własnej asekuracji: kostki, tricamy oraz nauczyć się jak wykorzystywać formy skalne przy zakładaniu asekuracji. Dalszy etap szkolenia obejmował budowanie punktów wielokierunkowych, asekurację górną przy użyciu półwyblinki i przyrządu typu reverso. Naszym głównym zadaniem było nie dać spaść instruktorowi w przepaść :
D ahh ta wiara w umiejętności kursantów
Wszyscy szczęśliwi, uśmiechnięci a przede wszystkim cali zakończyli szkolenie i rozjechali się do domów
Uczestnicy:
Izabela Rosner - Manda
Tomasz Manda
Natalia Gąsior
Bartosz Baturo
Na zakończenie szkolenia 3-osobowy zespół poprowadził pierwszą swoją wspinaczkę z dolną asekuracją
Maja Jędrzejewska
Adam Marcinków
Marcin Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Kolejna akcja w Litworce. Całkiem sprawna. Dwóch członków wyprawy osiągnęło dno magla.
2018.05.11-13 Wyjazd dla Weteranów nr 29 - Muránska Planina /po raz drugi/
Napisał Michał Ganszer- Jan Dunat - Weteran
- Jerzy Ganszer
- Zofia Gutek
- Beata Michalska-Kasperkiewicz
- Stefan Mizera - Weteran
- Jerzy Niepsuj - Weteran
- Jerzy Pukowski
- Jerzy Urbański - Weteran
- Zdzisława Grebl
- Paweł Kasperkiewicz
- Ewa Libera - Speleoklub Dąbrowa Górnicza
- Jadwiga Micherdzińska
- Kazimierz Ślęk
- Karolina Luksa - Fanklub Kyby
- Anna Sobańska - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
- Jakub Krajewski
- Renata Pest - Speleoklub Brzeszcze - na wyjeździe dopisana do Weteranów
- Robert Pest - Speleoklub Brzeszcze - na wyjeździe dopisany do Weteranów
- Nina Pest - Speleoklub Brzeszcze
- Bartłomiej Pest - Speleoklub Brzeszcze
- Marcin Dunat - podczas wyjazdu dopisany do Koneserów
- Michał Dunat - podczas wyjazdu dopisany do Koneserów
- Izabela Luty - Speleoklub Warszawski
- Anna Różańska - Speleoklub Warszawski
- Hubert Kolasiński - Speleoklub Warszawski
- Martin Poprocký - Speleoklub Muránska Planina
- Lukáš Vlček - Slovak Exploring Team, Speleoklub Muránska Planina, Speleoklub Tisovec
- Roman Czarnecki - Były Członek Klubu
- Hutka Dušan - Speleoklub Tisovec
- Milan Poprocký - Speleoklub Muránska Planina
Działaliśmy na obszarze Speleoklubów "Murańska Planina" i "TISOVEC"
Zwiedzano jaskinię Homole ponad 1000 m dł. z ładną szata naciekową i elementami pionowymi. W drugim dniu Jaskinia Čertowa i kanion turystyczny. Dziękujemy Speleoklubowi Brzeszcze za zorganizowanie spotkania, podziękowania również dla Słowaków za oprowadzenie po jaskiniach.
Było miło i wesoło. Za rok będzie "30" spotkanie - będzie "pełna gala".
Na wyjeździe był pies - suka - Bejke - Członek Fanklubu Speleolubu Bielsko-Biała
Spotkania są otwarte i mile są widziane nowe osoby. Rozszerzenie tematu jest na specjalnej stronie Weteranów - http://www.jaskinie.bialy-orzel.com.pl/weterani.htm
2018.05.11-13 Centralne Warsztaty KTJ z Poręczowania
Napisał Michał GanszerJoanna Micherdzińska
Bartłomiej Golik
Dariusz Rozmus
Wojciech Jasiak
W ten słoneczny i podobno upalny weekend odbyły się Centralne Warsztaty z Poręczowania organizowane przez KTJ PZA. Wszyscy uczestnicy po wcześniejszym sprawdzeniu i omówieniu plusów i minusów swojego sprzętu, oraz podzieleniu się na grupy odbyli zajęcia teoretyczne i praktyczne w kilku blokach tematycznych - poręczowanie pionowe oraz poręczowanie poziome w różnych konfiguracjach, metody technik wycofu, budowy stanowisk, tyrolki, ekploracja z omówieniem osadzania kotw, spitów, plakietek, techniki asekuracji podczas poręczowania pionowego i poziomego, oraz poprawne techniki wiązania węzłów. Mimo iż każdy uczestnik tą wiedzę posiadał - to tego typu warsztaty są bardzo przydatne w ramach przypomnienia, przećwiczenia a także zweryfikowania swojej wiedzy pod kątem aktualnych bezpiecznych technik w taternictwie jaskiniowym.
Więcej...
2018.05.10 Akcja rowerowa w rejonie Jeziora Łąka /rejon Pszczyny/
Napisał Michał GanszerWanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
26 kilometrów. Zapora na jeziorze godna zobaczenia. Kiedyś zrobimy tam ponowną "błotną" akcję.
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
Zwiedzano strych kościoła, w którym przebywało ok. 50 Podkowców Małych. Była burza.
Niełatwa to sztuka zobaczyć tę sztukę. Na bilety polowaliśmy blisko 3 miesiące. W końcu się udało. Poszliśmy do Teatru Polskiego na "Wandę" - Rutkiewicz.
Sylwetka ogólnie znana, więc trudne realizatorzy postawili przed sobą zadanie, aby widza nie tylko nie zanudzić, ale jeszcze zainteresować, wciągnąć i zachwycić.
Scena cała biała, prosta, wręcz uboga. Daleka od wywoływania szczytowych emocji. A jednak zagrała wszystko. Aktorka jedna przez całe przedstawienie. A zagrała wiele ról (zagrała również nagością). Sporadyczne rekwizyty ale swym kolorem i formą jakże wymowne! Tak więc przy minimum środków wyrazu scenicznego udało się osiągnąć maksimum treści. Historia opowiedziana mozaikowo, bez zachowania chronologii, dzięki czemu miała swoją dynamikę i utrzymywała widza w napięciu. Opowiedziana też tak, że wywoływała wiele emocji: od wielkiej radości i adrenaliny towarzyszącej zdobywaniu himalajskich szczytów, przez gorycz zakrapianą wątkami humorystycznymi z współzawodnictwa i środowiskowych plotek:
"-...Ona podobno nie lubi seksu.
- Nie lubię... Powyżej 7000 m.n.p.m. Uciążliwe jest to wszystko z tymi kombinezonami.. No i w takim zimnie ciężko o erekcję.."
aż po nostalgię z tytułu śmierci rodziny i przyjaciół zaginionych w górach. Przepływaliśmy przez te emocje razem z tytułową Wandą i to największe zwycięstwo tej sztuki. Gratulacje.
Nam - speleologom - najwięcej wrażeń dostarczyły: niezabezpieczenie skrajnego tatrzańskiego, w pięknym stylu wspinaczka popełniona przez aktorkę nad głowami widzów i trawers wzdłuż rampy nad sceną, szczegóły techniczne używanej przez nią czołówki oraz metaforyczny base camp przypominający minionka. Było pysznie. Wrócimy.
Na zdjęciu (od lewej):
Jarek Jakubowski
Dominik Sarnowski
Katarzyna Lena Koprowska
Błażej Gawlik
Joanna Micherdzińska
Rafał
Patrycja Kopytko (Princessa)
Teresa Zwierzchowska
Wacek Michalski z żoną Gabrysią.
2018.05.06 Sprawozdanie zastępcze. Niżnie Tatry
Napisał Michał GanszerZofia Gutek
Staniszowska Jaskinia - Dumbier 2046m npm - Demianowska Przeł.- Tanecznica - Przeł.Javorie i powrót do auta. 30 km i 1431 m do góry
