Sprawozdania (4893)
2018.07.27 - Austria, Wysokie Taury, Grossglockner
Napisał Piotr GawlasOd piątku, 27 lipca 2018 do niedzieli 29 lipca 2018 odbył się wyjazd kondycyjny w Taury Wysokie i wejście na Grossglocknera. W wyjeździe brało udział osiem osob z czego sześć weszło na szczyt granią Stüdlgrat od Stüdlhütte i dalej schodząc ze szczytu odwiedziły Erzherzog Johann Hütte, gdzie po uraczeniu się piwem i krótkim odpoczynku powróciły na parking a dwie doszły do dolnego schroniska Lucknerhütte i spędzały dzień w dolinie na podglądaniu świstaków, obserwacji przyrody i różnych atrakcjach. Wyjazd był krótki, ale intensywny. Z parkingu wyruszyliśmy o 7:15, około 14:15 dotarliśmy na wierzchołek, spowrotem na parking wróciliśmy około 19.00 więc całość przejścia nie przekroczyła 12 godzin.
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
W oddali burza, piękny zachód Słońca, schronisko jeszcze czynne, sporo rowerzystów.
Zdzisław Grebl
Paweł Gądek
Paweł Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer
Bejke - pies-suka - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Główny cel to wspinaczka na Wielbłąda. Wyszły trzy osoby. Byliśmy jeszcze w "Ogródku", Wielkim Kanionie, Schroniskiem pod Hokejką. pod Wielorybem, pod Ryglem, w Jaskini Kalesonowej, i w Wilczym Avenie. Kąpalismy się w jeziorze na południe od Rzędkowic. Zdobyliśmy jeszcze "Babę"
Było wiele wspomnień. Na zdjęciu dwóch Weteranów wdrapuje się na Wielbłąda. Zdjęcie wykonał Paweł Gądek, który też zdobył szczyt.
Kilka zdjęć z akcji - "kliknij"
Tomasz Grzegrzułka pokazał stare zdjęcia z przed 20 lat z wyprawy do Gouffre Bergere.
Na zdjęciu jedno z nich. Z wyjątkiem jednej osoby wszyscy dalej działają w naszym klubie.
Ewa Chylaszek-Brylska - Były Członek Klubu
Jerzy Ganszer
Zwiedzaliśmy jaskinię. Dotarliśmy do księgi wpisów. Niesamowite wrażenie robi zalew, który jest poniżej jaskini i jak ktoś ma dużą determinację to można się wykąpać. Woda była ciepła! Ładne widoki. Jaskinia dość zaśmiecona i można tam zrobić akcję oczyszczającą. W przyszłości można wyciąć trochę krzaków, aby dojście do wody było bardziej przystępne.
Na zdjęciu J.G. dokonuje wpisów do księgi. Zauważono tam ostatni nasz wpis z 2015 r
Tutaj kilka innych zdjęć "kliknij"
Katarzyna Lena Koprowska
Mariusz Obora Harmasz - Osoba Towarzysząca
Jerzy Ganszer
Z ulicy Krakowskiej przebiłem się przez ogródki działkowe do toru kolejowego w Dolinie Krzywej i potem wzdłuż potoku do miasta. Wpadłem kilka razy do wody, widziałem śmietnik "od tyły" - dość dobrze "zrekultywowany". W sumie 11,6 kilometrów. Teren zupełnie zapomniany przez spacerowiczów. Było jeszcze - rozwalone auto, Barszcz Sosnkowskiego "piękny", stary walący się dom, teren jest wykorzystywany przez auta terenowe.
Tutaj kilka zdjęć "kliknij"
Paweł Kasperkiewicz - grupa wsparcia
Jerzy Pukowski - grupa transportowa
Paweł Gadek
Jakub Krajewski
Jerzy Ganszer
Wdrapano się do Sali Chińskiej. Z jaskini wyniesiono trochę śmieci. Było dość sporo wody. Nastrój wesoły!
Zdjęcie po wyjściu zrobił Jerzy Pukowski
Więcej...
Magdalena Rozmus - Osoba Towarzysząca
Sergiusz Waluda - Osoba Towarzysząca
Marcin Parys
Dariusz Rozmus
Zwiedziliśmy jaskinie - Wielkanocną i Dupicką Pochylnię to był debiut jaskiniowy dla Magdy. Później wspinaliśmy się na Sowich Skałach
Dodatkowe informacje
- Galeria Galeria
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Aby wejść do jaskini należy zakupić bilet, oprowadza przewodnik.
To była jaskinia, którą pokonywano przez kilkadziesiąt Maratonów Jaskiniowych. Od kilku lat Maraton omija tą jaskinię /bo nie da się wejść/. Ogólnie warto tam wejść, podobno dla grotołazów są tam zniżki.
Tutaj kilka zdjęć z akcji "kliknij"
Paweł Gądek
Bronisław Gądek - Osoba Towarzysząca
Po kilkugodzinnym marszu dotarliśmy w teren z licznymi rowami. Znaleźliśmy jeden naturalny otwór. Początkowo jaskinia miała dwa metry, ale po chwilowym odgruzowywaniu przedłużyliśmy ją do około pięciu. Jednak teren nie był tak interesujący jak się wydawał wcześniej. Teren jest daleko od szlaków, w pobliżu nie ma nawet dróg leśnych. Dotarcie tam bez GPS byłoby bardzo trudne.
2018.07.15 Wyjście kursowe do Jaskini Litworowej.
Napisał Katarzyna Lena KoprowskaWyjście kursowe do Jaskini Litworowej.
Bartosz Baturo
Radek Bizoń
Tomasz “Murzyn” Grzegrzułka
Katarzyna Lena Koprowska
Paulina Kulpa (KKTJ)
Rafał Wojtkielewicz (KKTJ)
Zgłoszenia na akcję ruszyły jak tylko Murzyn ogłosił swoją dyspozycyjność w trzecią niedzielę miesiąca i właściwie tegoż samego dnia limity zostały wyczerpane. Ostatecznie nie wszyscy zdeklarowani wzięli udział w akcji, nad czym bardzo ubolewamy, bo atmosfera była rewelacyjna!
Prognoza pogody - o zgrozo - pochmurno, deszczowo i burzowo. Już na samą myśl o podejściu przez Kobylarz w deszczu nasze nastroje mocno podupadły. Ale na szczęście niezłomny Murzyn podbudowywał nas przez telefon: ‘Będzie jak będzie”. Taka filozofia zen. No to jedziemy.
Zajechaliśmy do Pani Krysi na bazę, gdzie spotkaliśmy kilku dawnych członków Speleoklubu Warszawskiego (tu prywata odautorska: pozdrawiam, Maćku!). Zostaliśmy zaproszeni na pogawędkę do kuchni na górę, z którego to zaproszenia rzecz jasna chętnie skorzystaliśmy. Pani Krysia rozdmuchuje kłębiące się na niebie chmury - stwierdza, że w tatarach pada nocami, a za dnia pogoda się trzyma. Mamy nadzieję, że prognozy się nie sprawdzą i że Pani Krysia, jak to stara góralka, ma rację. Poznaliśmy również wspaniałą historię Pani Krysi - panny na wydaniu. Było bardzo miło: pigwowo i mirabelkowo ;)
Nazajutrz skoro świt pobudka, pożywne śniadanie, jajecznica od Radka i wyjście z bazy o morderczej 6:00 rano. Na szczęście Pani Krysia miała rację - na podejściu kamienie mokre i błotniście, ale z nieba nic nie kapie. Nadmiar wyprodukowanych endorfin procentuje głupimi, sytuacyjnymi dowcipami z brodą, których nie sposób tu powtórzyć. Ale były śpiwory, pedały, drążki i inne już same z siebie wesołe rzeczowniki :D Oraz łacina kuchenna pt: "Kulpa mać" ;) W wyższych partiach mgły, chmury nisko i wietrznie, więc odpuszczamy powtórkę z topografii. Pod samym otworem nawet ciut marzniemy, więc Radek szybko poręczuje zlotówkę, wszystkie krótkie odcinki i I Pięćdziesiątkę. Idzie bardzo sprawnie. Potem Lena poręczuje trawers, II Pięćdziesiątkę i Płytowiec. W tak zwanym międzyczasie Bartosz żeby nie marznąć poręczuje sobie Studnię Flacha, sam sobie do niej zjeżdża i potem szybciutko deporęczuje. Pod Płytowcem chwilka przystanku, baton, kanapka i wciskamy się w labirynt ciasnych korytarzy. Boksera wszyscy pokonują dzielnie i bez większych problemów. Spuszczamy nóżki do Magla i roztaczamy odważne wizje trawersu całego systemu we wszystkie możliwe strony.
Powrót pod płytowiec solidnie nas rozgrzewa, więc ponownie pozwalamy sobie na przerwę kulinarną. Reporęcz przypada poręczującym, więc przodem uciekają Bartosz, Paula i Rafał, a liny zabierają Lena z Radkiem. Wszystkim towarzyszą wyśmienite humory i wspaniała atmosfera tym bardziej, kiedy wychodzimy z jaskini o 17:00 i okazuje się, że jest ciepło, sucho, wieje lekki wiaterek, a po widnokrąg roztaczają się piękne widoki. To zachęca Bartosza na topograficzny spacer po czerwonych wierchach. Reszta swoim tempem schodzi przez Kobylarz z nagrodą w postaci malowniczego, różnobarwnego zachodu słońca oraz radosną myślą o ciepłym obiedzie w czynnej natenczas jeszcze restauracji u Śliwy. Taki scenariusz może nam się przytrafiać częściej i bynajmniej nie szybko nam się znudzi! Autor scenariusza - Murzyn. Dziękujemy.
Dodatkowe informacje
- Galeria Galeria
