Sprawozdania (4892)
2024.08.12-13 Kiczera 827 - Beskid Mały - Perseidy
Napisał Jerzy GanszerJerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
Oglądanie Perseidów ze szczytu. Sam Jerzy Pukowski naliczył 30 przelotów! Tam są ładne widoki, palenisko i wiata.
2024.08.10 Krywań zdobyty! Akcja turystyczna.
Napisał Jerzy GanszerJerzy Pukowski
Jakub Krajewski
Jerzy Ganszer
Krywań 2495 m - to taka narodowa góra Słowaków! Kto nie był niech się wybierze. Trzy osoby były tam pierwszy raz. Trzy osoby zdobyły szczyt. W sumie to wielka góra rumoszu skalnego. Na zdjęciu ekipa w zejściu. To była akcja jednodniowa. Suma podejść 1280 m.
Dawid Bierski - Siwy Dym i Wiatr
Wiktor Stekla - Siwy Dym i Wiatr
Tymoteusz Gabryś - Siwy Dym i Wiatr
Wojciech Omyła - Siwy Dym i Wiatr
Dominik Linert - Siwy Dym i Wiatr
Dawid Linert - Siwy Dym i Wiatr
Jerzy Ganszer
Dotarto do końcowej sali, czas akcji prawie 2 godziny. Wyniesiono trochę śmieci z jaskini. Zamazano jeden napis na ścianie w Sali Odkrywców. "Siwy Dym i Wiatr" to grupa młodych grotołazów z Pruchnej. Byli bardzo dzielni!
Jerzy Ganszer
To był wyjazd Sekcji Archeologicznej przy Speleoklubie Bielsko-Biała.
Poruszano się potokiem zaczynając od Lipnika. Nie zlokalizowano zębów smoka - zrobimy tam jeszcze akcję z odpowiednimi narzędziami do prac ziemnych. Zlokalizowano ciekawe wychodnie skalne z wkładkami wapiennymi, potem pokonaliśmy ze światłem długi most, a na koniec wykonaliśmy sporo zdjęć "mostu rzymskiego"
Wacław Michalski
W czasie mojej podróży na Słowenię odwiedziłem też znajomych z UK, którzy działali w okolicach Laze. Dalej czynny jest tam Speleo Camp, który w 2016 roku gościł sławną naszą i belgów wyprawę. Wspólnie z Paulem zjechaliśmy do Kaćnej Jamy, studnia zlotowa na której wiesza się 260m liny, nadal robi wrażenie. Doszliśmy do rzeki, gdzie o dziwo znacząco w tym roku wyższy niż pamiętam poziom wody. Może czas tam wrócić !!
Tomek 'Murzyn' Grzegrzułka
Wojtek Zowada
Karol Pastwa
W dniach 3 -11.08.2024 odbył się wyjazd do Parku Narodowego Vercors celem zdobycia suchego dna w Gouffre Berger. Wyjechaliśmy w sobotę wieczór, w niedzielę rano zameldowaliśmy się u bazowego w malowniczej Fracuskiej miejscowości Meundre. Na pytanie Remyiego "jaki mamy plany?", zwarcie odpowiedzieliśmy: "jutro idziemy na dno!" Remy szybko odpowiedział "ok, zatem idźcie odpoczywać!" Tak też uczyniliśmy.
PONIEDZIAŁEK rano szybka mobilizacja i ruszamy do dziury. Wpisujemy się do zeszytu i zjeżdżamy. Partie linowe mijają płynie, meander ekspresowo, po dwóch godzinach meldujemy się na biwaku. Tam wcinamy kanapki z kotletem, gorący barszczyk i ruszamy dalej. Szybkim krokiem mijamy piękną salę Trzynastu, zjeżdżamy balkon, dochodzimy do waginy i rozpoczyna się Cofinada, która w tym kierunku mija całkiem przyjemnie. Rozpoczynają się poszukiwania Huraganu. Mijamy pierwszy wodospad, wygląda szumnie, jednak później okazuje się, że to nie on. Mijamy Czechów, mówią że 20 min i będzie, mijamy Francuzów mówią ze godzina! Idziemy dalej. Mijamy "drugi" huragan. Karol bardzo się cieszy że to już na pewno on! Karola mówi, że już w nic nie wierzy. Zjeżdżamy w dół, Wojtek wita nas uśmiechem gratulując dna... Murzyn przejmuje ekipę i niknie w zaciskach. Dziura puszcza dalej, za chwile dochodzimy do... właściwego huraganu! (w sumie trzeciego!), a po dłuższej chwili faktycznie schodzimy na dno. Woda płynie dalej... Robimy kilka fot i powrót do góry. Dzielimy się na dwa zespoły, Wojtek i Karol idą szybkiej a Karola z Murzynem wolniejszym krokiem wracają do góry. Między czasie drugiej ekipie rozładował nam się telefon więc orientacji w czasie nie mamy żadnej. Ekipy spotykają się na biwaku. Wymieniamy się swoimi historiami i chłopaki ruszają dalej. Chwilę dychneliśmy i również rozpoczęliśmy atak powierzchniowy :) Na zewnątrz przywitał nas upał! Szok termiczny! Wieczorem wszyscy razem znów spotkaliśmy się na bazie.
ŚRODA okazała się 'polską środą we Francji'.
Wojtka urodziny, złoty i brązowy medal na Olimpiadzie w wspinaczce a siatkarze weszli do finału. Cała nasz camping wiedział, że Polacy są obecni ;)
Wieczorem odwiedziliśmy Tunel du Mortier.
CZWARTEK szybkie pakowanie bazy, wizyta w Grotte de Choranche oraz Gournier oraz przy malowniczym wodospadzie tuż obok. Ruszamy dalej, objeżdżamy masyw Vercors i jedziemy w kierunku Megeve. Dojeżdżamy do miejscowości Flumet, a na zachód słońca wyjeżdżamy na punkt widokowy Lachat by ostatnich promieniach słońca oglądać masyw Mont Blanca i okolicy. Na koniec dnia zwiedzamy jeszcze wysoko położoną (ponad 1600 m) miejscowość Les Saisies.
PIĄTEK: górski dzień - atakujemy Mont Charvin 2409 m n.p.m. Zabraliśmy sprzęt feratowy i udaliśmy się na tamtejszą feratkę. Wyjechaliśmy znów wysoko, na 1700 m n.p.m. zostawiliśmy busa (śpimy na 900 m n.p.m.). Feratka okazała się przyjemna póki była przy ścianie, na graniówce ekspozycja okazała się okazała :D Pogoda igła! - wręcz żar z nieba, ale śniący bielą masyw Mont Blanca towarzyszył nam przez cały dzień. Szczyt okazał się podobny do Krywania. Krzyż na górze. Schodząc zajrzeliśmy do Jaskini o tej samej nazwie co szczyt i powoli traciliśmy wysokość mijając świstaki, kozy i typowo alpejskie pejzaże. Syty dzień!
SOBOTA: Dzień Ratownika i Przewodnika Górskiego! Po śniadaniu jedziemy do Chamonix, wyjeżdżamy kolejką na Le Brévent 2525 m n.p.m. Podziwiamy kapitalną panoramę na Mount Blanc, Aiguille du Midi, Dôme du Goûter i Mer de Glace. Świętujemy zacnie, robimy foty. Akurat rozpoczął się finał w siatkówkę. Rozbijamy obóz na alpejskiej grani, Mazurek Dąbrowskiego słychać po okolicznych szczytach - kibicujemy pierwszego seta, a następnie zjeżdżamy na dół, na przesiadce Polacy przegrywają drugie seta - jest nerwowo. Wyjeżdżamy z Chamonix i dojeżdżając do granicy z Szwajcarią okazuje się, że również przegrywamy trzeciego seta, ale mamy srebrny medal. Szwajcaria mija nam szybko - piszemy sprawozdanie, czytamy książkę "Czeluść". Potem Niemcy i Czechy. Rano wjeżdżamy do Polski mając ustalone plany na kolejny przyszłoroczny wyjazd do Francji.
2024.08.03 Jaskinia w Sopotni Wielkiej K.Bż-02.05
Napisał Jerzy GanszerJerzy Ganszer
W myśl zasady - jak jest brzydko, to idziemy do jaskini w Beskidach - pojechaliśmy do Sopotni Wielkiej. Akcja pod ziemia pomad 1 godzina, wynieśliśmy trochę śmieci. Plan i opis wykonał już w 1973 Jerzy Mikuszewski ze Speleoklubu Warszawskiego, my tam doplanowaliśmy w późniejszym okresie nowe metry. Suma podejść tylko 150 m.
Zdjęcia będą na facebooku w SBB-plotkach i na facebooku Jerzego Ganszera.
Jak zwykle zapraszamy wszystkich - wystarczy śledzić stronę - P, lub nawet zapisać się do "Wiadomości dodatkowych" /tutaj nie trzeba należeć do SBB/.
Znalazłem "nowe" skałki nie widoczne od wody w Jeziorze Żywieckim. Jadąc od Porąbki mijamy most nad Wilczym Jarem i zaraz jest parking po prawej stronie. Schodzimy tam i wyłania się nam rozbudowana wychodnia skalna o wysokości minimum 10 m. Jest tam sporo śmieci, skałka nie była wspinana w sensie literackim. Kiedyś zrobimy tam wyjazd, posprzątamy teren, powspinamy się i wykąpiemy się w Jeziorze. Na zdjęciu część skałki ta w głębi jest wyższa.
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
+ 1 osoba towarzysząca
Zwiedzano wiele ciekawostek przyrodniczych i między innymi "schron bojowy ziemny" - widoczny na zdjęciu. Tam są ciekawe trasy rowerowe!
Fabian Weber
Wacław Michalski
W czasie krótkich, wspólnych wakacji wyszliśmy na najwyższy szczyt w Słoweni, Triglaw. Zrobiliśmy pętlę: od zachodu z przełęczy Luknja a zeszliśmy do doliny Vrata klasycznym szlakiem Tominśkova Pot, spaliśmy w schronisku pod szczytem. Góra piękna i godna wspinaczki. Niezbędne wyposażenie na feraty. Gdyby się ktoś wybierał to mamy najnowsze dane
Więcej...
Sylwia Wójcik
Wojciech Jasiak
Speleo-Wczasy na jaskiniach się nie kończą. Po tygodniowym jaskiniowym pobycie we Francji przenosimy się do Włoch, aby aktywnie odpocząć w inny sposób. Naszym celem jest odpoczynek nad morzem a także via ferraty nad Gardą i w Arco - słynnej miejscowości wspinaczkowej. 29 lipca docieramy nad Morze Liguryjskie w okolicach Genui, gdzie zwiedzamy ten turystyczny rejon wzdłuż wybrzeża. Kąpiel w morzu to ułaskawienie na te upały, natomiast nocleg na polu namiotowym wśród wielkiego hałasu cykad, to dziwne doświadczenie. Kolejnego dnia zwiedzamy nadmorską miejscowość Portofino i przejeżdżamy nad Gardę. 31 lipca wybieramy się na niezbyt trudne, ale za to przepięknie przeprowadzone grzbietem gór Capi - Via Ferraty Fausto Susatti i Mario Foletti. Są to jedne z najbardziej widokowych ferrat w rejonie jeziora Garda, a do ciekawostek które są ich atutem to fakt, że szlak na górę Cima Capi to część linii obronnej z czasów I wojny światowej. Następny dzień spędzamy nad jeziorem rozkoszując się pływaniem na Packraftcie. 2 sierpnia przenosimy się do miejscowości Arco, gdzie zwiedzamy to piękne miasteczko i pokonujemy via ferratę na Monte Colordi, która wznosi się ponad 400 m n.p.m i z której przepięknie widać dolinę Sarche, taflę jeziora Garda, a także same miasteczko Arco. Ostatnim punktem naszej wycieczki przed powrotem do Polski jest via ferrata Signora delle Acque o trudności C/D. Ferrata jest efektownie przeprowadzona wzdłuż wodospadu Sajant, którego bryza jest zbawieniem na panujące akurat upały. Po tak intensywnym odpoczynku we Włoszech pozostał nam już tylko mozolny i długi powrót samochodem do Polski.
Wojciech Kuczok "Literat" - Osoba Towarzysząca
Paweł Gądek
Wszyscy zdobyliśmy Czarny Szczyt (2429 m). Następnie w planie mieliśmy zrobić grań na Baranie Rogi. Jednak ostatecznie zrezygnowaliśmy i poszliśmy najprostszym obejściem na szczyt czyli zeszliśmy na dół i spowrotem do góry. Na Baranie Rogi (2526 m) wyszedł Tomasz i Paweł.
Zofia Gutek
Dawid Jędrysek
Tomasz Motoszko
Do Gouffre Berger wyruszyliśmy juz w piątek 19 lipca, dzięki temu po przebyciu do Meaudre we Francji na Ferme des Près Lauzés w sobotę, mieliśmy dużo czasu na odpoczynek po 17-sto godzinnej podróży.
W niedzielę zaczeli przyjeżdżać kolejne osoby z naszego klubu, Prezes, Sylwia, Maja, Jerzy, Michał, Małgorzata, Łukasz, Grzegorz i Małgorzata.
Nasza trójka miała wejście do Gouffre 22 lipca w okolicach godziny 9, weszliśmy z godnie z planem, czyli o 8.30.
Po pokonaniu kilku studni i długich meandrów, w tym jeden nad wodą, który łatwiej byłoby pokonać płynąc, niż się męczyć na trawersie.
Po 3h dotarliśmy do pierwszego biwaku na głębokości -494m, tam pozostwiliśmy część zaopatrzenia, czyt. jedzonko i picie, i udaliśmy się dalej w stronę suchego dna.
Po kolejnych 3h byliśmy na miejscu, suche dno -1075m, spotkaliśmy tam grupę Włochów, która już wracała oraz Niemców. Po zrobieniu kilku pamiątkowych fotek ruszyliśmy w drogę powrotną.
W miarę szybko dotarliśmy do biwaku, gdzie uzupełniliśmy zapasy węglowodanów i płynów, i ruszyiśmy w stronę wyjścia.
O godzinie 23.30 byliśmy już na powierzchni.
Łąznie w jakskini spędziliśmy 17h.
