Piotr Gawlas

Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Wacław „Przygoda" Michalski
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas



Jaskinia

Rano, niezbyt wcześnie, zbieramy się z kwatery do jaskini. Dzień wcześniej ogarnęliśmy u organizatora - ESOCAN (Escuela de Speleologia, www.espeleosocorro.es ) - nasze uczestnictwo w akcji do jaskini, odebraliśmy koszulki okolicznościowe, powymienialiśmy się klubowymi gadżetami, naklejkami, naszywkami, zebrali niezbędne informacje na temat jaskiń. Jaskiń, bo robimy trawers: Garma Ciega - Cellagua.
Samochodami wyjeżdżamy częściowo betonową a dalej szutrową drogą na wysokość prawie tysiąca nad poziom morza. Jest jakby parking, stoi tu kilka aut. Wokoło pastwiska. Konie i krowy. Pakujemy sprzęt do worów. Osobisty plus drobny biwakowy typu palnik, kubki, jedzonko. Jaskinie są zaporęczowane, więc odpada duży ciężar lin. Ścieżka do otworu jest poznaczona kawałkami taśmy biało-czerwonej na krzakach. Biegnie przez pastwisko, dalej przez zagajnik i teren skalisty. Jak to w rejonie wapiennym, jest cała masa zapadlisk, lejków krasowych, porozmywanych szczelin skalnych o ostrych krawędziach. Docieramy nad skraj największego takiego rozmycia. Wisi tu lina zrzucona do zapadliska. Ubieramy kombinezony i sprzęt. W międzyczasie jeszcze szybka kawa. Do jaskini wchodzimy ok. godziny 11:15.
Otwór Garma Ciega leży na wysokości 1090 metrów nad poziomem morza. Zaczyna się wielkimi szczelinami, które połączyły się w zapadlisko, zarośnięte częściowo krzakami i zielskiem. Zjeżdżamy po linach coraz niżej. Po około 50 metrach zjazdu jest trawers, za którym szczeliny zaczynają się łączyć, tworząc jedną studnię. Dopiero teraz zapalam czołówkę bo do tego miejsca sięgało światło dzienne. Zjazd kontynłujemy kaskadami, które co jakiś czas przekształcają się w stromy meander, by po kilkudziesięciu metrach znowu przekształcić się w studnię. Co do oporęczowania jaskini, Hiszpanów chyba trochę poniosła wyobraźnia, niby w trosce o liny - takie jest moje zdanie - żeby woda niosąca kamienie podczas przyboru ich nie niszczyła, ale... Były miejsca, gdzie można by zjechać na dno meandra, przejść 20-30 metrów nad następną kaskadę, żeby jechać dalej, ale tu jest trawers, taki ni z gruchy ni z pietruchy, bo może ktoś woli powalczyć i pobułować a w sumie to dopiero początek jaskini to ma jeszcze siły. Po drodze mijaliśmy kilka takich atrakcji, gdzie zamiast nam ułatwić przemieszczanie, liny irytowały nas i drenowały nasze siły. Ale... patrząc na walory estetyczne: pięknie myte korytarze, meandry, w których widać, że płynie woda, skała bogata w skamieliny, ze ścian wystają szczątki małż, ukwiałów, gąbek i innych nie znanych mi pradawnych morskich stworów, kolory skały od białej, jasnoszarej przez ciemniejsze do czarnej. Zjazdy Garma Ciegą kończą się w Sali Blanca i zajęły nam niecałe 3 godziny. Spotykamy tu 3 młodych grotołazów z hiszpańskiej ekipy, którzy również mieli dzisiaj zwiedzać jaskinię. Byli trochę pogubieni i mam wrażenie, że przerażeni. Dziewczyna i dwóch chłopaków. Zapraszaliśmy ich na kawę, ale odpuścili. Chcieli chyba już wyjść. Z Sali Blanca do Sali Tytanów jest 15 minut. Na biwaku popas. Jest kawa, herbatka, kanapki zabrane na akcję, słodycze i orzeszki. Po krótkim relaksie ruszamy dalej.
Sala Tytanów jest pokaźnych rozmiarów pustką niekoniecznie krasową. Jest ciut większa jak Sala pod Płytowcem w Wielkiej Litworowej. W sali są rozciągnięte 2 namioty, w nich karimaty. Przyzwoity biwak. Za Salą Tytanów jaskinia kontynłuje się dwoma równoległymi korytarzami. Ich rozmiar przytłacza. Do stropu miejscami jest 20 metrów, szerokość 40. Na spągu leżą głazy, 30 metrów długie, 15 szerokie i wysokie na 10, które łatwiej jest przeskoczyć niż obejść. Skała tutaj bardziej podobna jest do kopalnianego węgla, niż jakiegokolwiek wapienia. Występują w niej cienkie żyłki białej substancji podobnej do gipsu. Nacisk powoduje, że wypływają na wierzch jak lodowe błyszczące igły. Miejscami skręcają się w bajeczne kształty. Jest ich ogrom. Korytarze mają niewielki upad. Ich strop jest płaski. Miejscami zdobią go nacieki w formie makaronów, często powyginanych jakby wiatr je formował. Niektóre nitki mają po kilka metrów. Są też grzybki, polewy i grubsze stalaktyty. Miejscami w spągu pojawia się rzeka. Korytarze ciągną się tak kilkaset metrów docierając do pierwszego syfonu. Syfon obchodzimy górnym piętrem. Za nim jest kolejna galeria, już nieco mniejsza. Jest regularnym korytem rzeki. Teraz poziom wody jest niski, ale widać, że czasem woda wypełnia korytarz w całości.
Nie docieramy jednak do drugiego syfonu. Gdzieś nam się musiały korytarze pomylić. Docieramy do miejsca, gdzie rzeka zanika pod skałami. Korytarz się kończy. Altimetry w 3 zegarkach zgodnie pokazują osiągniętą głębokość -825 metrów. Przejście od biwaku zajmuje nam tu około 5 godzin. Zawracamy.
Droga powrotna przebiega trochę sprawniej. Żeby nam się nie nudziło, przyroda pomogła nam wybrać na powrót prawy korytarz. W dół szliśmy lewym. Inna droga na początku trochę nas zaniepokoiła, ale na planie oba korytarze łączą się pod Salą Tytanów. Docieramy w końcu do biwaku. Jest picie, jedzenie, bo wszyscy zaczęli głodować. Pojawiło się zmęczenie, jest w końcu godzina 23.
Po godzinie żegnamy biwak. Wracamy do Sali Blanca. Tu jest rozejście na Garmę i Cellaguę. Dalsza droga biegnie korytem rzeki. Właściwie meandrem, który rzeka wymyła. Do stropu jest tutaj ze 40 metrów, spąg pokryty kamieniami, niczym tłuczniem, jakby woda zmyła komuś drogę. Są zakola rzeczne i sadzawki, niektóre głębokie na 2 metry. Wody płynie niewiele, ale tu również widać, że przybory zalewają korytarz na kilka metrów. Mamy tak iść, aż do sali, gdzie do jednej z sadzawek opadała będzie lina. To będzie Sellagua. Mija kolejnych kilka godzin marszu. Po drodze mijamy dopływ innego podziemnego potoku. Robimy krótki postój na herbatę. Po kolejnej godzinie docieramy do liny. Korytarz się tu rozszerza a strop niknie w mroku. Uszliśmu do tego miejsca jakieś 2 kilosy. Wychodzimy. Cellagua jest zdecydowanie bardziej urokliwa od Garmy. Ogromna, czyściutka, myta studnia właściwie od rzeki aż do powierzchni, jedynie w kilku miejscach załamuje się pułeczkami i marmitami. W sadzawkach żyją ... traszki. Wcześniej w rzece zauważyłem też żaby. Cellagua jest dużo lepiej zaporęczowana. Przepinki nie robią problemów. Odcinki linowe są fajnie porobione, po 30-40 metrów. Niecałe 250 metrów wyjścia mija błyskawicznie. Na powierzchnię trzeba się jeszcze trochę poprzeciskać. Ot, taki mały zacisk na koniec i wypadasz na pastwisko. Wyszedłem o 5:10. Widać gwiazdy. Jestem rozczarowany, bo liczyłem na słońce. Po ciemku idę łąką do samochodów. Obok mnie pasą się konie i krowy. Reszta ekipy wychodzi po ok. godzinie. Oni już mają jasno. W bagażniku jest zimne, upragnione piwo. Wypijamy też kawę i herbatę. Stukamy się kubkami. Znowu się udało.

piątek, 04 lipiec 2025 20:20

2025.07.04 Oczy Diabła

Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Wacław „Przygoda" Michalski
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas

Po wylądowaniu w Bilbao, odebraniu z wypożyczalni aut, udajemy się na przejściowe miejsce biwakowania, wybrane spontanicznie na mapie. Jest to parking nad zatoką. Zakaz biwakowania, palenia ognisk, kamperów i wiele więcej. Na parkingu kilkanaście samochodów z zostającymi na nocleg serferami. Nocujemy. Noc lekko deszczowa, ciepła, nad oceanem, minęła spokojnie i szybko. Rano po kawie pada pomysł, że skoro wkoło są piękne, wapienne, skaliste góry z widocznymi z dołu dwoma wielkimi otworami, oknami skalnymi, pozostałościami jaskiń, to idziemy na wycieczkę zwiedzić Diabelskie Oczy i rozruszać się po dniu podróży. Wyspinaliśmy się krętą górską ścieżką kluczącą między kolczastymi krzewami i skałami na grzędę skalną okalającą zapadlisko krasowe, na wysokość około 400 metrów nad poziom morza. Tutaj po skałach dotarliśmy do okien. Po niebie ponad nami krąży kilkadziesiąt sępów. Czują trupa. Taki stereotyp. Turystów w rejonie było wielu. Docieramy do Oczu Diabła. Sesje fotograficzne, do pamiętników, na stronę klubową, na fejsbuka, dla znajomych i dalej, idziemy wkoło leja krasowego. Dowiadujemy się z opisów terenu, że funkcjonowała tu kopalnia rud żelaza. Szlak prowadzi częściowo po drodze do wyrobisk, gdzie murki z kamieni umacniają urwiska, żeby z drogi można było korzystać. Leżą tu porozrzucane kawałki rudy. Kolekcjonersko każdy schował do kieszeni po bryłce rudy. Szlak w koło leja oferuje przepiękne widoki na skaliste Góry Kantabryjskie, na bajkowe zatoczki w większej Zatoce Baskijskiej na Atlantyku, położone w dolinkach i na zboczach gór wioski i maisteczka. Upał trochę utrudniał wędrówkę, ale oprawa i wiejąca od morza delikatna bryza wynagradzała cierpienie. Dodatkową atrakcją jest kąpiel w zatoce w okropnie słonej oceanicznej wodzie, która spłukała z nas pot, zmęczenie i była... plażą nudystów. Nikt z nas się nie wyrozbierał ale nikt nas z plaży nie wywalił.

C.D.N.
piątek, 04 lipiec 2025 20:08

2025.07.03-08 Wyprawa Sima Garma Ciega

Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Wacław „Przygoda" Michalski
jako wodzowie

Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas

Opłacało się pojechać. Wacek z Murzynem byli tutaj w 1995 roku a Wacek, jako młody jeszcze grotołaz w 1984. Wyprawa typu nostalgia. Ale przejdźmy do szczegułów.

Pomysł jak zwykle przy piwie. Murzyn gada, że niecałe 30 lat temu jechali do Hiszpanii. Cel - Garma Ciega. I zaczyna opowiadać. Wpierw Wacek, który w 84 roku na pace Stara śpiąc w hamaku, dociera z wyprawą Lubka Zawieruchy w Góry Kantabryjskie. Później wchodzą jego perypetie, kiedy Cinquecento jadą z Wackiem na wyprawę w 95 roku. Na koniec pada, że na trzydziestolecie trzeba tam pojechać. I zaczyna planować. Od kilku lat lokalna grupa speleologów ESOCAN udostępnia jaskinie dla większych grup. Poręczują ją na okres kilku tygodni. Załapaliśmy z nimi kontakt. Zaprosili nas, wydrukowali koszulki, zarezerwowali termin na akcje. Zebrała się ekipa. Łukasz kupuje bilety do Bilbao, Tomek ogarnia samochody i kwatery. Lecimy.
Piotr Gawlas
Hieronim Gawlas - O.T.
Pomysły przychodzą z gier. W minecrafcie budowałem lodowiec, to trzeba by taki na żywo zobaczyć, dotknąć. Jeszcze tym razem był trochę za daleko, ale pokazał nam jęzor. Dotarliśmy do schroniska Stüdlhütte na wysokości 2802 m.n.p.m. Kilka zdjęć, przegryźliśmy kanapki. Pogoda była piękna, nawet świstaki machały ogonkami. W drodze powrotnej odwiedziliśmy Abtenau i parking, skąd wyruszają nasze wyprawy w Tennengebirge. Zwiedziliśmy również Wiedeń.
Maciej Jeziorski
Piotr Gawlas

Wypełniając wolny wekend, wybraliśmy się na szkolenie kartowania jaskiń. Wiedza stosunkowo łatwa, choć nie intuicyjna a w życiu jaskiniowca przydatna. Poznaliśmy obsługę i zasady działania przyrządów pomiarowych od tych starych z nitką i klinometrem po nowoczesne elektroniczne. Było mierzenie w terenie, rysowanie, opisywanie, zasady używania tego sprzętu, zasady rysowania, symbolikę. Ogólnie intensywny, ale wartościowo spędzony czas.
Lubomir Zawierucha
Tomasz Urbański „Pająk"
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Andrzej Górny
Zwierzak
Ekipa Eksploracyjna z Jaskini Nietoperzowej


Jaskinia nie otrzymała jeszcze oficjalnej nazwy. Prace eksploracyjne prowadzone są na dnie studzienek na głębokości około 25-30 metrów i polegają głównie na wybieraniu namuliska z rozwijającej się pionowo przestrzeni. W najbliższym czasie planowany jest powrót do kopania w jaskini. Na zdjęciu przodek w Jaskini Nietoperzowej.
poniedziałek, 21 kwiecień 2025 22:28

2025.04.21 Spływ Sołą

Piotr „Kudłaty" Gawlas

Spływ Sołą

Kiedyś był to „Spływ na bele czym", ale ostatnimi czasy to kajaki i deski dmuchane, tzw. SUP-y, ze względu na swoją wygodę zdominowały imprezę. Tradycyjnie od wielu lat w Śmigus Dyngus, spotyka się grupa zapaleńców, którzy często bez względu na pogodę i warunki, spływają Sołą od mostu w Bielanach do mostu w Zasolu dystans około 5,5 km. Dziś kajaków było kole 15. Ze względu na panującą od jakiegoś czasu aurę, mało deszczu, słoneczną pogodę i temperatury jak latem, stan wody był niski i letnio-ciepły, więc oblewania wodą często z kąpielami należały do raczej przyjemnych. Było też dużo przeniosek i brodzenia w wodzie, kiedy rzeka rozlewała główny nurt na mniejsze i jej poziom opadał tak nisko, że kajaki darły dnem po kamieniach i zatrzymywały się na mieliznach. Po spływie było tradycyjne ognisko i kiełbaski.


wtorek, 18 marzec 2025 22:12

2025.03.16 Żywieckie "Przedwiośnie"

Piotr "Kudłaty" Gawlas
10 O.T.
po drodze spotkaliśmy Kasię z Wojtkiem

Przedwiośnie. Niby jeszcze zima a już ciepło. Łaskawa aura w tym ociepleniu, przed nadejściem wiosny właściwej, obdarowała nas niewielką porcją białego proszku, który, kiedy jest świeży, chłoniemy wszyscy bez opamiętania w każdych ilościach. Wygląda to, jak byśmy byli od niego uzależnieni.

 Żywieckie. Padło na Pilsko. Wycieczka zacna, choć w białej kresce były przerwy, nawet długie. Wyszliśmy na nartach na Kopę, ja nadrobiłem poprzedni dzień, który z powodów wyższych, nie udał mi się skiturowo. Zjechałem do schroniska na Miziowej i ponownie poszedłem w stronę szczytu Pilska, gdzie podążyła reszta ekipy.  Wycieczkę zakończyliśmy na Górze Pięciu Kopców, choć część poszła na szczyt Pilska. Zjazd był dosyć trudny, przewiany śnieg, cienka jego warstwa na borówkach i wystające miejscami kamienie. Długo trzeba było narty nieść, żeby założyć je znowu dopiero na Buczynce i trasami narciarskimi, choć już nieczynnymi, zjechać do parkingu. Pogoda dopisała i widoki nadpłaciły nam niedogodności.
czwartek, 06 marzec 2025 18:02

2025.03.01 Kasprowy skiturowo

Piotr Gawlas

Z Kuźnic zielonym szlakiem na Kasprowy Wierch, zjazd trasą do Kotła Gąsienicowego, powrót na Kasprowy i zjazd do Kuźnic Nartostradą Goryczkową. Warunki trudne, mało śniegu.
niedziela, 09 luty 2025 17:36

2025.02.09 Zielony Wierch Rohacki 2020 m

2025.02.09 Zielony Wierch Rohacki
2020 m

Piotr „ Kudłaty" Gawlas
Tomek, Andrzej, Witek, Robert - O.T.

Śniegu w Tatrach niewiele. Warunki trudne. Pogodę zapowiadali dobrą więc pomysł - Spalona Dolina. Na podejściu lodowisko, później na szlaku twardy śnieg. Na szczycie słonko i kawa. Na zjeździe śnieg trochę odpuszczony. Narty w sumie nieśliśmy tylko od parkingu ośrodka narciarskiego Salatyn do drogi i może 200 metrów po drodze. Podejścia ok. 1050 metrów, tyle samo zjazdu.