niedziela, 10 sierpień 2025 19:30
2025.08.02-17 Tennengebirge, Alpy Saltzburskie - wyprawa
Uczestnicy:
Speleoklub Bobry Żagań
Speleoklub Bielsko-Biała
Speleoclub Wrocław
Łącznie 29 osób.
Alpy Saltzburskie, Tennengebirge, wyprawa Bobrów z Żagania, Speleoclubu Wrocław i Speleoklubu Bielsko-Biała. Na dwa tygodnie schronisko Laufen Hütte zamienia się w nasz dom, bazę, warsztat pracy, stołówkę, miejsce spotkań towarzyskich. Jest ciepłym i przytulnym kątem po powrocie z niejednokrotnie ciężkich akcji. Spotykamy się tutaj z przyjaciółmi w górskich klimatach, by dzielić i mnożyć nasze wspólne pasje - eksploracje jaskiń. W tym roku pogoda jak zwykle kapryśna. Pierwszego dnia podejście w ulewnym deszczu. Pierwsze akcje jaskiniowe przemoczone i przelane strumieniami wody. Później trochę się poprawia. Nowe ciągi i nowe jaskinie nie dawały łatwo dostępu do swoich nowych partii. Z eksploracji jest kontynuacja w Jaskini JackDaniels, nowe ciągi w Jaskini pod Modrzewiem, odkrycie i eksploracje nowych obiektów pod GriessKoglem, Jaskinia Środkowa.
C.D.N.
Speleoklub Bobry Żagań
Speleoklub Bielsko-Biała
Speleoclub Wrocław
Łącznie 29 osób.
Alpy Saltzburskie, Tennengebirge, wyprawa Bobrów z Żagania, Speleoclubu Wrocław i Speleoklubu Bielsko-Biała. Na dwa tygodnie schronisko Laufen Hütte zamienia się w nasz dom, bazę, warsztat pracy, stołówkę, miejsce spotkań towarzyskich. Jest ciepłym i przytulnym kątem po powrocie z niejednokrotnie ciężkich akcji. Spotykamy się tutaj z przyjaciółmi w górskich klimatach, by dzielić i mnożyć nasze wspólne pasje - eksploracje jaskiń. W tym roku pogoda jak zwykle kapryśna. Pierwszego dnia podejście w ulewnym deszczu. Pierwsze akcje jaskiniowe przemoczone i przelane strumieniami wody. Później trochę się poprawia. Nowe ciągi i nowe jaskinie nie dawały łatwo dostępu do swoich nowych partii. Z eksploracji jest kontynuacja w Jaskini JackDaniels, nowe ciągi w Jaskini pod Modrzewiem, odkrycie i eksploracje nowych obiektów pod GriessKoglem, Jaskinia Środkowa.
C.D.N.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
środa, 09 lipiec 2025 22:23
2025.07.07 Kantabria po - wyprawowo
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Wacław „Przygoda" Michalski
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Po wyjściu Callaguą wczesnym rankiem, prawie całą niedzielę przespaliśmy. Dopiero późnym popołudniem ruszyliśmy się z naszej przepięknej kwatery La Mies, we wsi Rasines do miasteczka na obiad. Właściwie głód nas zmusił, bo zapasy na 4 dni zniknęły zaraz po powrocie z akcji. Głodomory. Żarłoki. Jamochłony.
Laredo to piękne nadmorskie miasteczko. Wacuś opowiadał, jak dawno, dawno temu, na pace bagażówki przyjechali tutaj z wyprawą z Polski. Spali gdzieś na plaży. 1984 rok. Teraz miasteczko zarosło: hotelami, blokami, willami.
Zasiedliśmy w lokalnej burgerowni. Jedzenie podają od 20-tej a była 19:20. Napijemy się kawy, soku. Poczekamy. Chwilę po 20 przyszła pani zebrać zamówienia. Poszły kalmary, krokiety kantabryjskie, burgery - 100% hiszpańskiej wołowiny - trochę się tego pasie w górach. Uknuliśmy na jutro plan wypadu na Picos Europa. Po ciężkiej akcji jaskiniowej wycieczka ambitna. Poniedziałek rano przywitał nas zlewą tak okrutną i takimi prognozami, że musieliśmy zweryfikować plany. Nawet lepiej. Jedziemy na wodospady i do jaskini.
Za górami jest taka grota z kaplicą Cueva de San Bernabe i system jaskiń Rio Guareña w obszarze turystycznym Monumento Natural de Ojo Guareña. Przewodnik oprowadza nas po San Bernabe, której komory zaadoptowano na kaplicę, ściany i sufit pokrywały freski, w jaskini była wodna wykapka ze stalaktyta, którą zbierano w misach kamiennych uważając za uzdrawiającą cudowną wodę. Gliniasty spąg jaskini podziurawiony był komorami, które wykonywano jako zasobniki do przechowywania żywności. W ubogim przewodniku anglojęzycznym napisane było, że znaleziono tu szczątki ludzkie, wydatowane na 13,5 tysiąca lat. Opuszczamy turystyczną część i idziemy pociorać się w reszcie dostępnych nor. Zwiedzamy ciasną norę, obszerną komnatę, norę z dwoma otworami, czyli na upartego jest trawers, jeszcze jedną nyżę przy szlaku, kawałek dalej. Idziemy do wioski z nadzieją na kawę, ale skończyło się na pięknym spacerze i obrzarstwie czereśniami z drzewa obok kościoła.
Wracamy do aut i przemieszczamy nad rzekę Ebro. W miasteczku Orbenaja del Castillo są kaskady i jaskinia, Cueva del Agua. Woda wypływa z niej obfitym wywierzyskiem, tworząc rwący strumień w górnej części wykorzystywany do napędzania kół wodnych. Dalej spływa pięknymi kaskadami i wpada do rzeki Ebro. Kaskady tworzą martwice, misy napełnione krystalicznie czystą wodą o kolorze szmaragdu, wapień osiadając na trawach, mchu, gałęziach tworzy trawertynowe formy, obok których nie dawało się przejść obojętnie. Nad największym jeziorkiem jest most łukowy z którego można podziwiać misy. Rzeka Ebro przepływa przez masyw tworząc wąwóz, który w tym miejscu łamie się o 180°. Ściany wapienne lśnią bielą i brązem. Po środku zakola, nad wąwozem wyrasta wysoki na kilkadziesiąt metrów, długi na kilometr skalny grzebień ze skalnym mostem. Do miasteczka wzdłóż kaskad prowadzą wąskie schodki, na których jest kilka sklepików i kafejek. Idziemy na kawę i kanapki, spożywane na schodkach z widokiem na kaskady i wąwóz smakują wyjątkowo.
Zbliża się wieczór. Czekają nas jeszcze zakupy i kolacja, dziś padło na ryby. Smażymy makrele, dorade i lubinię. Po wyśmienitej i sytej kolacji... niespodzianka. Kilometr od kwatery jest jaskinia, Cueva del Valle, lub lokalnie La Viejarrona (Stara Panna). W jaskini, jak doczytałem, wyeksplorowano 60 km korytarzy. To jakby nam było mało, idziemy jeszcze ją zwiedzić. Z jaskini wypływa Rzeczka Rio Silencio. Kolejne wywierzysko. W parku nad rzeczką stoi mamut, którego szczątki znaleziono w jakini. Obok ogromny otwór porastają zarośla, pnącza i paprocie. Zapadł wieczór. W światłach czołówek sceneria jest tutaj jak z jakiegoś filmu. Robimy zdjęcia: mamutowi, jaskini, otworowi, otoczeniu. Wewnątrz dużej sali jest jezioro. Dziś już nie pływamy, wracamy na kwaterę.
8 jaskiń i sztolnia obok ostatniej, na jeden dzień, to chyba jest dość. I zdecydowanie, nie były to obiekty, które można zaklasyfikować jako jaskinia, bo jak się wejdzie, to nie wystają buty. Tą Cueva del Valle warto by jeszcz zwiedzić.
Wacław „Przygoda" Michalski
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Po wyjściu Callaguą wczesnym rankiem, prawie całą niedzielę przespaliśmy. Dopiero późnym popołudniem ruszyliśmy się z naszej przepięknej kwatery La Mies, we wsi Rasines do miasteczka na obiad. Właściwie głód nas zmusił, bo zapasy na 4 dni zniknęły zaraz po powrocie z akcji. Głodomory. Żarłoki. Jamochłony.
Laredo to piękne nadmorskie miasteczko. Wacuś opowiadał, jak dawno, dawno temu, na pace bagażówki przyjechali tutaj z wyprawą z Polski. Spali gdzieś na plaży. 1984 rok. Teraz miasteczko zarosło: hotelami, blokami, willami.
Zasiedliśmy w lokalnej burgerowni. Jedzenie podają od 20-tej a była 19:20. Napijemy się kawy, soku. Poczekamy. Chwilę po 20 przyszła pani zebrać zamówienia. Poszły kalmary, krokiety kantabryjskie, burgery - 100% hiszpańskiej wołowiny - trochę się tego pasie w górach. Uknuliśmy na jutro plan wypadu na Picos Europa. Po ciężkiej akcji jaskiniowej wycieczka ambitna. Poniedziałek rano przywitał nas zlewą tak okrutną i takimi prognozami, że musieliśmy zweryfikować plany. Nawet lepiej. Jedziemy na wodospady i do jaskini.
Za górami jest taka grota z kaplicą Cueva de San Bernabe i system jaskiń Rio Guareña w obszarze turystycznym Monumento Natural de Ojo Guareña. Przewodnik oprowadza nas po San Bernabe, której komory zaadoptowano na kaplicę, ściany i sufit pokrywały freski, w jaskini była wodna wykapka ze stalaktyta, którą zbierano w misach kamiennych uważając za uzdrawiającą cudowną wodę. Gliniasty spąg jaskini podziurawiony był komorami, które wykonywano jako zasobniki do przechowywania żywności. W ubogim przewodniku anglojęzycznym napisane było, że znaleziono tu szczątki ludzkie, wydatowane na 13,5 tysiąca lat. Opuszczamy turystyczną część i idziemy pociorać się w reszcie dostępnych nor. Zwiedzamy ciasną norę, obszerną komnatę, norę z dwoma otworami, czyli na upartego jest trawers, jeszcze jedną nyżę przy szlaku, kawałek dalej. Idziemy do wioski z nadzieją na kawę, ale skończyło się na pięknym spacerze i obrzarstwie czereśniami z drzewa obok kościoła.
Wracamy do aut i przemieszczamy nad rzekę Ebro. W miasteczku Orbenaja del Castillo są kaskady i jaskinia, Cueva del Agua. Woda wypływa z niej obfitym wywierzyskiem, tworząc rwący strumień w górnej części wykorzystywany do napędzania kół wodnych. Dalej spływa pięknymi kaskadami i wpada do rzeki Ebro. Kaskady tworzą martwice, misy napełnione krystalicznie czystą wodą o kolorze szmaragdu, wapień osiadając na trawach, mchu, gałęziach tworzy trawertynowe formy, obok których nie dawało się przejść obojętnie. Nad największym jeziorkiem jest most łukowy z którego można podziwiać misy. Rzeka Ebro przepływa przez masyw tworząc wąwóz, który w tym miejscu łamie się o 180°. Ściany wapienne lśnią bielą i brązem. Po środku zakola, nad wąwozem wyrasta wysoki na kilkadziesiąt metrów, długi na kilometr skalny grzebień ze skalnym mostem. Do miasteczka wzdłóż kaskad prowadzą wąskie schodki, na których jest kilka sklepików i kafejek. Idziemy na kawę i kanapki, spożywane na schodkach z widokiem na kaskady i wąwóz smakują wyjątkowo.
Zbliża się wieczór. Czekają nas jeszcze zakupy i kolacja, dziś padło na ryby. Smażymy makrele, dorade i lubinię. Po wyśmienitej i sytej kolacji... niespodzianka. Kilometr od kwatery jest jaskinia, Cueva del Valle, lub lokalnie La Viejarrona (Stara Panna). W jaskini, jak doczytałem, wyeksplorowano 60 km korytarzy. To jakby nam było mało, idziemy jeszcze ją zwiedzić. Z jaskini wypływa Rzeczka Rio Silencio. Kolejne wywierzysko. W parku nad rzeczką stoi mamut, którego szczątki znaleziono w jakini. Obok ogromny otwór porastają zarośla, pnącza i paprocie. Zapadł wieczór. W światłach czołówek sceneria jest tutaj jak z jakiegoś filmu. Robimy zdjęcia: mamutowi, jaskini, otworowi, otoczeniu. Wewnątrz dużej sali jest jezioro. Dziś już nie pływamy, wracamy na kwaterę.
8 jaskiń i sztolnia obok ostatniej, na jeden dzień, to chyba jest dość. I zdecydowanie, nie były to obiekty, które można zaklasyfikować jako jaskinia, bo jak się wejdzie, to nie wystają buty. Tą Cueva del Valle warto by jeszcz zwiedzić.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
środa, 09 lipiec 2025 00:16
2025.07.05-06 trawers Garma Ciega - Cellagua
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Wacław „Przygoda" Michalski
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Jaskinia
Rano, niezbyt wcześnie, zbieramy się z kwatery do jaskini. Dzień wcześniej ogarnęliśmy u organizatora - ESOCAN (Escuela de Speleologia, www.espeleosocorro.es ) - nasze uczestnictwo w akcji do jaskini, odebraliśmy koszulki okolicznościowe, powymienialiśmy się klubowymi gadżetami, naklejkami, naszywkami, zebrali niezbędne informacje na temat jaskiń. Jaskiń, bo robimy trawers: Garma Ciega - Cellagua.
Samochodami wyjeżdżamy częściowo betonową a dalej szutrową drogą na wysokość prawie tysiąca nad poziom morza. Jest jakby parking, stoi tu kilka aut. Wokoło pastwiska. Konie i krowy. Pakujemy sprzęt do worów. Osobisty plus drobny biwakowy typu palnik, kubki, jedzonko. Jaskinie są zaporęczowane, więc odpada duży ciężar lin. Ścieżka do otworu jest poznaczona kawałkami taśmy biało-czerwonej na krzakach. Biegnie przez pastwisko, dalej przez zagajnik i teren skalisty. Jak to w rejonie wapiennym, jest cała masa zapadlisk, lejków krasowych, porozmywanych szczelin skalnych o ostrych krawędziach. Docieramy nad skraj największego takiego rozmycia. Wisi tu lina zrzucona do zapadliska. Ubieramy kombinezony i sprzęt. W międzyczasie jeszcze szybka kawa. Do jaskini wchodzimy ok. godziny 11:15.
Otwór Garma Ciega leży na wysokości 1090 metrów nad poziomem morza. Zaczyna się wielkimi szczelinami, które połączyły się w zapadlisko, zarośnięte częściowo krzakami i zielskiem. Zjeżdżamy po linach coraz niżej. Po około 50 metrach zjazdu jest trawers, za którym szczeliny zaczynają się łączyć, tworząc jedną studnię. Dopiero teraz zapalam czołówkę bo do tego miejsca sięgało światło dzienne. Zjazd kontynłujemy kaskadami, które co jakiś czas przekształcają się w stromy meander, by po kilkudziesięciu metrach znowu przekształcić się w studnię. Co do oporęczowania jaskini, Hiszpanów chyba trochę poniosła wyobraźnia, niby w trosce o liny - takie jest moje zdanie - żeby woda niosąca kamienie podczas przyboru ich nie niszczyła, ale... Były miejsca, gdzie można by zjechać na dno meandra, przejść 20-30 metrów nad następną kaskadę, żeby jechać dalej, ale tu jest trawers, taki ni z gruchy ni z pietruchy, bo może ktoś woli powalczyć i pobułować a w sumie to dopiero początek jaskini to ma jeszcze siły. Po drodze mijaliśmy kilka takich atrakcji, gdzie zamiast nam ułatwić przemieszczanie, liny irytowały nas i drenowały nasze siły. Ale... patrząc na walory estetyczne: pięknie myte korytarze, meandry, w których widać, że płynie woda, skała bogata w skamieliny, ze ścian wystają szczątki małż, ukwiałów, gąbek i innych nie znanych mi pradawnych morskich stworów, kolory skały od białej, jasnoszarej przez ciemniejsze do czarnej. Zjazdy Garma Ciegą kończą się w Sali Blanca i zajęły nam niecałe 3 godziny. Spotykamy tu 3 młodych grotołazów z hiszpańskiej ekipy, którzy również mieli dzisiaj zwiedzać jaskinię. Byli trochę pogubieni i mam wrażenie, że przerażeni. Dziewczyna i dwóch chłopaków. Zapraszaliśmy ich na kawę, ale odpuścili. Chcieli chyba już wyjść. Z Sali Blanca do Sali Tytanów jest 15 minut. Na biwaku popas. Jest kawa, herbatka, kanapki zabrane na akcję, słodycze i orzeszki. Po krótkim relaksie ruszamy dalej.
Sala Tytanów jest pokaźnych rozmiarów pustką niekoniecznie krasową. Jest ciut większa jak Sala pod Płytowcem w Wielkiej Litworowej. W sali są rozciągnięte 2 namioty, w nich karimaty. Przyzwoity biwak. Za Salą Tytanów jaskinia kontynłuje się dwoma równoległymi korytarzami. Ich rozmiar przytłacza. Do stropu miejscami jest 20 metrów, szerokość 40. Na spągu leżą głazy, 30 metrów długie, 15 szerokie i wysokie na 10, które łatwiej jest przeskoczyć niż obejść. Skała tutaj bardziej podobna jest do kopalnianego węgla, niż jakiegokolwiek wapienia. Występują w niej cienkie żyłki białej substancji podobnej do gipsu. Nacisk powoduje, że wypływają na wierzch jak lodowe błyszczące igły. Miejscami skręcają się w bajeczne kształty. Jest ich ogrom. Korytarze mają niewielki upad. Ich strop jest płaski. Miejscami zdobią go nacieki w formie makaronów, często powyginanych jakby wiatr je formował. Niektóre nitki mają po kilka metrów. Są też grzybki, polewy i grubsze stalaktyty. Miejscami w spągu pojawia się rzeka. Korytarze ciągną się tak kilkaset metrów docierając do pierwszego syfonu. Syfon obchodzimy górnym piętrem. Za nim jest kolejna galeria, już nieco mniejsza. Jest regularnym korytem rzeki. Teraz poziom wody jest niski, ale widać, że czasem woda wypełnia korytarz w całości.
Nie docieramy jednak do drugiego syfonu. Gdzieś nam się musiały korytarze pomylić. Docieramy do miejsca, gdzie rzeka zanika pod skałami. Korytarz się kończy. Altimetry w 3 zegarkach zgodnie pokazują osiągniętą głębokość -825 metrów. Przejście od biwaku zajmuje nam tu około 5 godzin. Zawracamy.
Droga powrotna przebiega trochę sprawniej. Żeby nam się nie nudziło, przyroda pomogła nam wybrać na powrót prawy korytarz. W dół szliśmy lewym. Inna droga na początku trochę nas zaniepokoiła, ale na planie oba korytarze łączą się pod Salą Tytanów. Docieramy w końcu do biwaku. Jest picie, jedzenie, bo wszyscy zaczęli głodować. Pojawiło się zmęczenie, jest w końcu godzina 23.
Po godzinie żegnamy biwak. Wracamy do Sali Blanca. Tu jest rozejście na Garmę i Cellaguę. Dalsza droga biegnie korytem rzeki. Właściwie meandrem, który rzeka wymyła. Do stropu jest tutaj ze 40 metrów, spąg pokryty kamieniami, niczym tłuczniem, jakby woda zmyła komuś drogę. Są zakola rzeczne i sadzawki, niektóre głębokie na 2 metry. Wody płynie niewiele, ale tu również widać, że przybory zalewają korytarz na kilka metrów. Mamy tak iść, aż do sali, gdzie do jednej z sadzawek opadała będzie lina. To będzie Sellagua. Mija kolejnych kilka godzin marszu. Po drodze mijamy dopływ innego podziemnego potoku. Robimy krótki postój na herbatę. Po kolejnej godzinie docieramy do liny. Korytarz się tu rozszerza a strop niknie w mroku. Uszliśmu do tego miejsca jakieś 2 kilosy. Wychodzimy. Cellagua jest zdecydowanie bardziej urokliwa od Garmy. Ogromna, czyściutka, myta studnia właściwie od rzeki aż do powierzchni, jedynie w kilku miejscach załamuje się pułeczkami i marmitami. W sadzawkach żyją ... traszki. Wcześniej w rzece zauważyłem też żaby. Cellagua jest dużo lepiej zaporęczowana. Przepinki nie robią problemów. Odcinki linowe są fajnie porobione, po 30-40 metrów. Niecałe 250 metrów wyjścia mija błyskawicznie. Na powierzchnię trzeba się jeszcze trochę poprzeciskać. Ot, taki mały zacisk na koniec i wypadasz na pastwisko. Wyszedłem o 5:10. Widać gwiazdy. Jestem rozczarowany, bo liczyłem na słońce. Po ciemku idę łąką do samochodów. Obok mnie pasą się konie i krowy. Reszta ekipy wychodzi po ok. godzinie. Oni już mają jasno. W bagażniku jest zimne, upragnione piwo. Wypijamy też kawę i herbatę. Stukamy się kubkami. Znowu się udało.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
piątek, 04 lipiec 2025 20:20
2025.07.04 Oczy Diabła
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Wacław „Przygoda" Michalski
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Po wylądowaniu w Bilbao, odebraniu z wypożyczalni aut, udajemy się na przejściowe miejsce biwakowania, wybrane spontanicznie na mapie. Jest to parking nad zatoką. Zakaz biwakowania, palenia ognisk, kamperów i wiele więcej. Na parkingu kilkanaście samochodów z zostającymi na nocleg serferami. Nocujemy. Noc lekko deszczowa, ciepła, nad oceanem, minęła spokojnie i szybko. Rano po kawie pada pomysł, że skoro wkoło są piękne, wapienne, skaliste góry z widocznymi z dołu dwoma wielkimi otworami, oknami skalnymi, pozostałościami jaskiń, to idziemy na wycieczkę zwiedzić Diabelskie Oczy i rozruszać się po dniu podróży. Wyspinaliśmy się krętą górską ścieżką kluczącą między kolczastymi krzewami i skałami na grzędę skalną okalającą zapadlisko krasowe, na wysokość około 400 metrów nad poziom morza. Tutaj po skałach dotarliśmy do okien. Po niebie ponad nami krąży kilkadziesiąt sępów. Czują trupa. Taki stereotyp. Turystów w rejonie było wielu. Docieramy do Oczu Diabła. Sesje fotograficzne, do pamiętników, na stronę klubową, na fejsbuka, dla znajomych i dalej, idziemy wkoło leja krasowego. Dowiadujemy się z opisów terenu, że funkcjonowała tu kopalnia rud żelaza. Szlak prowadzi częściowo po drodze do wyrobisk, gdzie murki z kamieni umacniają urwiska, żeby z drogi można było korzystać. Leżą tu porozrzucane kawałki rudy. Kolekcjonersko każdy schował do kieszeni po bryłce rudy. Szlak w koło leja oferuje przepiękne widoki na skaliste Góry Kantabryjskie, na bajkowe zatoczki w większej Zatoce Baskijskiej na Atlantyku, położone w dolinkach i na zboczach gór wioski i maisteczka. Upał trochę utrudniał wędrówkę, ale oprawa i wiejąca od morza delikatna bryza wynagradzała cierpienie. Dodatkową atrakcją jest kąpiel w zatoce w okropnie słonej oceanicznej wodzie, która spłukała z nas pot, zmęczenie i była... plażą nudystów. Nikt z nas się nie wyrozbierał ale nikt nas z plaży nie wywalił.
C.D.N.
Wacław „Przygoda" Michalski
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Po wylądowaniu w Bilbao, odebraniu z wypożyczalni aut, udajemy się na przejściowe miejsce biwakowania, wybrane spontanicznie na mapie. Jest to parking nad zatoką. Zakaz biwakowania, palenia ognisk, kamperów i wiele więcej. Na parkingu kilkanaście samochodów z zostającymi na nocleg serferami. Nocujemy. Noc lekko deszczowa, ciepła, nad oceanem, minęła spokojnie i szybko. Rano po kawie pada pomysł, że skoro wkoło są piękne, wapienne, skaliste góry z widocznymi z dołu dwoma wielkimi otworami, oknami skalnymi, pozostałościami jaskiń, to idziemy na wycieczkę zwiedzić Diabelskie Oczy i rozruszać się po dniu podróży. Wyspinaliśmy się krętą górską ścieżką kluczącą między kolczastymi krzewami i skałami na grzędę skalną okalającą zapadlisko krasowe, na wysokość około 400 metrów nad poziom morza. Tutaj po skałach dotarliśmy do okien. Po niebie ponad nami krąży kilkadziesiąt sępów. Czują trupa. Taki stereotyp. Turystów w rejonie było wielu. Docieramy do Oczu Diabła. Sesje fotograficzne, do pamiętników, na stronę klubową, na fejsbuka, dla znajomych i dalej, idziemy wkoło leja krasowego. Dowiadujemy się z opisów terenu, że funkcjonowała tu kopalnia rud żelaza. Szlak prowadzi częściowo po drodze do wyrobisk, gdzie murki z kamieni umacniają urwiska, żeby z drogi można było korzystać. Leżą tu porozrzucane kawałki rudy. Kolekcjonersko każdy schował do kieszeni po bryłce rudy. Szlak w koło leja oferuje przepiękne widoki na skaliste Góry Kantabryjskie, na bajkowe zatoczki w większej Zatoce Baskijskiej na Atlantyku, położone w dolinkach i na zboczach gór wioski i maisteczka. Upał trochę utrudniał wędrówkę, ale oprawa i wiejąca od morza delikatna bryza wynagradzała cierpienie. Dodatkową atrakcją jest kąpiel w zatoce w okropnie słonej oceanicznej wodzie, która spłukała z nas pot, zmęczenie i była... plażą nudystów. Nikt z nas się nie wyrozbierał ale nikt nas z plaży nie wywalił.
C.D.N.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
piątek, 04 lipiec 2025 20:08
2025.07.03-08 Wyprawa Sima Garma Ciega
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Wacław „Przygoda" Michalski
jako wodzowie
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Opłacało się pojechać. Wacek z Murzynem byli tutaj w 1995 roku a Wacek, jako młody jeszcze grotołaz w 1984. Wyprawa typu nostalgia. Ale przejdźmy do szczegułów.
Pomysł jak zwykle przy piwie. Murzyn gada, że niecałe 30 lat temu jechali do Hiszpanii. Cel - Garma Ciega. I zaczyna opowiadać. Wpierw Wacek, który w 84 roku na pace Stara śpiąc w hamaku, dociera z wyprawą Lubka Zawieruchy w Góry Kantabryjskie. Później wchodzą jego perypetie, kiedy Cinquecento jadą z Wackiem na wyprawę w 95 roku. Na koniec pada, że na trzydziestolecie trzeba tam pojechać. I zaczyna planować. Od kilku lat lokalna grupa speleologów ESOCAN udostępnia jaskinie dla większych grup. Poręczują ją na okres kilku tygodni. Załapaliśmy z nimi kontakt. Zaprosili nas, wydrukowali koszulki, zarezerwowali termin na akcje. Zebrała się ekipa. Łukasz kupuje bilety do Bilbao, Tomek ogarnia samochody i kwatery. Lecimy.
Wacław „Przygoda" Michalski
jako wodzowie
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Opłacało się pojechać. Wacek z Murzynem byli tutaj w 1995 roku a Wacek, jako młody jeszcze grotołaz w 1984. Wyprawa typu nostalgia. Ale przejdźmy do szczegułów.
Pomysł jak zwykle przy piwie. Murzyn gada, że niecałe 30 lat temu jechali do Hiszpanii. Cel - Garma Ciega. I zaczyna opowiadać. Wpierw Wacek, który w 84 roku na pace Stara śpiąc w hamaku, dociera z wyprawą Lubka Zawieruchy w Góry Kantabryjskie. Później wchodzą jego perypetie, kiedy Cinquecento jadą z Wackiem na wyprawę w 95 roku. Na koniec pada, że na trzydziestolecie trzeba tam pojechać. I zaczyna planować. Od kilku lat lokalna grupa speleologów ESOCAN udostępnia jaskinie dla większych grup. Poręczują ją na okres kilku tygodni. Załapaliśmy z nimi kontakt. Zaprosili nas, wydrukowali koszulki, zarezerwowali termin na akcje. Zebrała się ekipa. Łukasz kupuje bilety do Bilbao, Tomek ogarnia samochody i kwatery. Lecimy.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
sobota, 21 czerwiec 2025 21:15
2025.06.18-21 P.N. Wysokie Taury, Grossglockner
Piotr Gawlas
Hieronim Gawlas - O.T.
Pomysły przychodzą z gier. W minecrafcie budowałem lodowiec, to trzeba by taki na żywo zobaczyć, dotknąć. Jeszcze tym razem był trochę za daleko, ale pokazał nam jęzor. Dotarliśmy do schroniska Stüdlhütte na wysokości 2802 m.n.p.m. Kilka zdjęć, przegryźliśmy kanapki. Pogoda była piękna, nawet świstaki machały ogonkami. W drodze powrotnej odwiedziliśmy Abtenau i parking, skąd wyruszają nasze wyprawy w Tennengebirge. Zwiedziliśmy również Wiedeń.
Hieronim Gawlas - O.T.
Pomysły przychodzą z gier. W minecrafcie budowałem lodowiec, to trzeba by taki na żywo zobaczyć, dotknąć. Jeszcze tym razem był trochę za daleko, ale pokazał nam jęzor. Dotarliśmy do schroniska Stüdlhütte na wysokości 2802 m.n.p.m. Kilka zdjęć, przegryźliśmy kanapki. Pogoda była piękna, nawet świstaki machały ogonkami. W drodze powrotnej odwiedziliśmy Abtenau i parking, skąd wyruszają nasze wyprawy w Tennengebirge. Zwiedziliśmy również Wiedeń.
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
poniedziałek, 19 maj 2025 20:50
2025.05.17-18 Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń
Maciej Jeziorski
Piotr Gawlas
Wypełniając wolny wekend, wybraliśmy się na szkolenie kartowania jaskiń. Wiedza stosunkowo łatwa, choć nie intuicyjna a w życiu jaskiniowca przydatna. Poznaliśmy obsługę i zasady działania przyrządów pomiarowych od tych starych z nitką i klinometrem po nowoczesne elektroniczne. Było mierzenie w terenie, rysowanie, opisywanie, zasady używania tego sprzętu, zasady rysowania, symbolikę. Ogólnie intensywny, ale wartościowo spędzony czas.
Piotr Gawlas
Wypełniając wolny wekend, wybraliśmy się na szkolenie kartowania jaskiń. Wiedza stosunkowo łatwa, choć nie intuicyjna a w życiu jaskiniowca przydatna. Poznaliśmy obsługę i zasady działania przyrządów pomiarowych od tych starych z nitką i klinometrem po nowoczesne elektroniczne. Było mierzenie w terenie, rysowanie, opisywanie, zasady używania tego sprzętu, zasady rysowania, symbolikę. Ogólnie intensywny, ale wartościowo spędzony czas.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
wtorek, 22 kwiecień 2025 21:06
2025.04.12 Prace eksploracyjne w nowo otwartej jaskini pod korzeniem w okolicach Jaskini Łabajowej
Lubomir Zawierucha
Tomasz Urbański „Pająk"
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Andrzej Górny
Zwierzak
Ekipa Eksploracyjna z Jaskini Nietoperzowej
Jaskinia nie otrzymała jeszcze oficjalnej nazwy. Prace eksploracyjne prowadzone są na dnie studzienek na głębokości około 25-30 metrów i polegają głównie na wybieraniu namuliska z rozwijającej się pionowo przestrzeni. W najbliższym czasie planowany jest powrót do kopania w jaskini. Na zdjęciu przodek w Jaskini Nietoperzowej.
Tomasz Urbański „Pająk"
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Andrzej Górny
Zwierzak
Ekipa Eksploracyjna z Jaskini Nietoperzowej
Jaskinia nie otrzymała jeszcze oficjalnej nazwy. Prace eksploracyjne prowadzone są na dnie studzienek na głębokości około 25-30 metrów i polegają głównie na wybieraniu namuliska z rozwijającej się pionowo przestrzeni. W najbliższym czasie planowany jest powrót do kopania w jaskini. Na zdjęciu przodek w Jaskini Nietoperzowej.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Etykiety
poniedziałek, 21 kwiecień 2025 22:28
2025.04.21 Spływ Sołą
Piotr „Kudłaty" Gawlas
Spływ Sołą
Kiedyś był to „Spływ na bele czym", ale ostatnimi czasy to kajaki i deski dmuchane, tzw. SUP-y, ze względu na swoją wygodę zdominowały imprezę. Tradycyjnie od wielu lat w Śmigus Dyngus, spotyka się grupa zapaleńców, którzy często bez względu na pogodę i warunki, spływają Sołą od mostu w Bielanach do mostu w Zasolu dystans około 5,5 km. Dziś kajaków było kole 15. Ze względu na panującą od jakiegoś czasu aurę, mało deszczu, słoneczną pogodę i temperatury jak latem, stan wody był niski i letnio-ciepły, więc oblewania wodą często z kąpielami należały do raczej przyjemnych. Było też dużo przeniosek i brodzenia w wodzie, kiedy rzeka rozlewała główny nurt na mniejsze i jej poziom opadał tak nisko, że kajaki darły dnem po kamieniach i zatrzymywały się na mieliznach. Po spływie było tradycyjne ognisko i kiełbaski.
Spływ Sołą
Kiedyś był to „Spływ na bele czym", ale ostatnimi czasy to kajaki i deski dmuchane, tzw. SUP-y, ze względu na swoją wygodę zdominowały imprezę. Tradycyjnie od wielu lat w Śmigus Dyngus, spotyka się grupa zapaleńców, którzy często bez względu na pogodę i warunki, spływają Sołą od mostu w Bielanach do mostu w Zasolu dystans około 5,5 km. Dziś kajaków było kole 15. Ze względu na panującą od jakiegoś czasu aurę, mało deszczu, słoneczną pogodę i temperatury jak latem, stan wody był niski i letnio-ciepły, więc oblewania wodą często z kąpielami należały do raczej przyjemnych. Było też dużo przeniosek i brodzenia w wodzie, kiedy rzeka rozlewała główny nurt na mniejsze i jej poziom opadał tak nisko, że kajaki darły dnem po kamieniach i zatrzymywały się na mieliznach. Po spływie było tradycyjne ognisko i kiełbaski.
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
wtorek, 18 marzec 2025 22:12
2025.03.16 Żywieckie "Przedwiośnie"
Piotr "Kudłaty" Gawlas
10 O.T.
po drodze spotkaliśmy Kasię z Wojtkiem
Przedwiośnie. Niby jeszcze zima a już ciepło. Łaskawa aura w tym ociepleniu, przed nadejściem wiosny właściwej, obdarowała nas niewielką porcją białego proszku, który, kiedy jest świeży, chłoniemy wszyscy bez opamiętania w każdych ilościach. Wygląda to, jak byśmy byli od niego uzależnieni.
Żywieckie. Padło na Pilsko. Wycieczka zacna, choć w białej kresce były przerwy, nawet długie. Wyszliśmy na nartach na Kopę, ja nadrobiłem poprzedni dzień, który z powodów wyższych, nie udał mi się skiturowo. Zjechałem do schroniska na Miziowej i ponownie poszedłem w stronę szczytu Pilska, gdzie podążyła reszta ekipy. Wycieczkę zakończyliśmy na Górze Pięciu Kopców, choć część poszła na szczyt Pilska. Zjazd był dosyć trudny, przewiany śnieg, cienka jego warstwa na borówkach i wystające miejscami kamienie. Długo trzeba było narty nieść, żeby założyć je znowu dopiero na Buczynce i trasami narciarskimi, choć już nieczynnymi, zjechać do parkingu. Pogoda dopisała i widoki nadpłaciły nam niedogodności.
10 O.T.
po drodze spotkaliśmy Kasię z Wojtkiem
Przedwiośnie. Niby jeszcze zima a już ciepło. Łaskawa aura w tym ociepleniu, przed nadejściem wiosny właściwej, obdarowała nas niewielką porcją białego proszku, który, kiedy jest świeży, chłoniemy wszyscy bez opamiętania w każdych ilościach. Wygląda to, jak byśmy byli od niego uzależnieni.
Żywieckie. Padło na Pilsko. Wycieczka zacna, choć w białej kresce były przerwy, nawet długie. Wyszliśmy na nartach na Kopę, ja nadrobiłem poprzedni dzień, który z powodów wyższych, nie udał mi się skiturowo. Zjechałem do schroniska na Miziowej i ponownie poszedłem w stronę szczytu Pilska, gdzie podążyła reszta ekipy. Wycieczkę zakończyliśmy na Górze Pięciu Kopców, choć część poszła na szczyt Pilska. Zjazd był dosyć trudny, przewiany śnieg, cienka jego warstwa na borówkach i wystające miejscami kamienie. Długo trzeba było narty nieść, żeby założyć je znowu dopiero na Buczynce i trasami narciarskimi, choć już nieczynnymi, zjechać do parkingu. Pogoda dopisała i widoki nadpłaciły nam niedogodności.
Dział:
Sport i turystyka
Etykiety
