Piotr Gawlas
niedziela, 07 grudzień 2025 22:05

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

Małgorzata Błaszczyk
Sylwia Wójcik
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Kllubu
Piotr Gawlas

06.12.2015
W ramach odpoczynku i zwiedzania po akcji, dziś wybraliśmy się na koniec Europy. Trzeba było przekroczyć granicę do Królestwa Wielkiej Brytanii. Gibraltar przywitał nas świątecznym klimatem, spotkaliśmy słońce i ciepełko +20°C. Po wczorajszym wychłodzeniu mocno poprawiło nam to chumory. Dzień przewidziany na relaks, spacerem przeszliśmy przez miasto do Punktu Great Europa. Jest tutaj pomnik generała Sikorskiego, bateria artyleryjska z 38 tonowym działem kaliber 12,5 cala (317 mm) działem, latarnią morską. Cały dystans to 11 600 metrów marszu i 300 metrów przewyższenia. Wszyscy zadowoleni, zrelaksowani wróciliśmy na bazę.

Warto jest się z nami wybrać.
sobota, 06 grudzień 2025 23:05

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

Małgorzata Błaszczyk
Sylwia Wójcik
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Kllubu
Piotr Gawlas

Ponieważ
Nasz kolega klubowy, Łukasz, uczestnik wyprawy do jaskini Sima G.E.S.M. 02-08.12.2025 osiągnął pełnoletniość, może poczuć się oficjalnie pełnoprawnym uczestnikiem wyprawy.
A tak na poważnie...
Stoo lat
Stoo lat
Niech żyje, Żyje nam
:-)

sobota, 06 grudzień 2025 20:24

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

Małgorzata Błaszczyk
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Kllubu
Piotr Gawlas

Po czterech godzinach drzemki w wilgotnych śpiworach wstajemy i robimy kawę i śniadanie. Kawa parzona na wodzie jaskiniance w urokliwym otoczeniu skał smakuje niebiańsko. Biwak zasilany jest w wodę cienkim wężykiem z niewielkiej wykapki powyżej. Mała wydajność wykapki sprawia, że po napełnieniu trzech bukłaków pięciolitrowych, które zabraliśmy na biwak, woda przestaje płynąć. Cóż, musi nam to wystarczyć na cały pobyt.

Trzyosobowa grupa idąca w stronę powierzchni rusza zaraz po śniadaniu. Mają plan dotarcia do biwaku na -500, zrobienia przerwy na posiłek i drzemkę, dalej do biwaku na -300, odpoczynek i kolejny etap na powierzchnię. Czas samego wyjścia z biwaku na -700 na powierzchnię jest szacowany na około 7-8 godzin, jednak przerwy na regenerację, po 3-4 godziny każda, wydłużają ten czas do około 13-14 godzin. Sprawia to, że grupa wychodząca z dna spotyka się na tych biwakach dwukrotnie z pierwszą grupą. Bardzo pozytywne zjawisko, przynajmniej wiemy, że mimo zmęczenia, wszyscy mają się dobrze.

Tymczasem pięć osób po śniadaniu i kawie zmierza w stronę dna, Lago E.R.E. jeziorka a właściwie syfonu, który kończy suche partie jaskini. Szacowany czas akcji to godzina na dół i około dwóch godzin na powrót. I dokładnie w takim czasie się wyrabiamy. Droga do dna biegnie obszernym korytarzem, który przekształca się w studnię. Spąg jest jednym ogromnym naciekiem, w całości ponad 200 metrów długim. Polewą z misami martwicowymi a w pionowych partiach utworzyły się ogromne, nieraz kilkumetrowe stalaktyty i draperie. Jeziorko wita nas mętnawą wodą. W ostatnim czasie było trochę opadów deszczu i śniegu w Górach Nieves i w jaskini jest dużo wody. Pamiętam to jeziorko z zeszłorocznej wyprawy ze Speleoklubem Gawra z Gorzowa w której brałem udział. Woda była klarowna i było widać dno na 4-5 metrach. Wspaniałe uczucie wrócić tu po roku z ekipą z mojego klubu. Dla niektórych jest to pierwszy tysiąc w życiu i pierwsza tak poważna jaskinia po kursie, dla innych spełnienie wyprawowych marzeń sprzed 30 lat. Dla mnie druga wyprawa do jaskini, która daje porządny wycisk, ale oferuje urokliwe zakamarki i możliwość przespania się na podziemnym biwaku. Wszystko to, choć dla wielu nieludzkie, jest mocno uzależniające..

Dno osiągnięte, zrobionych kilka zdjęć, klasycznie wypita kawa i wracamy. W międzyczasie mam awarię sprzętu do wychodzenia. Przyrząd piersiowy odmawia posłuszeństwa i nie łapie na twardych zabłoconych linach. Przez całą drogę powrotną na powierzchnię mam z nim szarpankę. Z powrotem na biwaku jesteśmy po dwóch godzinach. Szykujemy obiad, bo to właściwa pora. Po obiadku krótki relaks, przepak i ruszamy w górę. Droga powrotna trochę się nam ciągnie. Mimo to doganiamy na biwaku na -500 naszą ekipę, która tu odpoczywała i właśnie zebrali się do wyjścia. My też postanawiamy odpocząć. Musimy uzupełnić płyny, zjeść coś pożywnego, nie zaszkodzi krótka drzemka. Meander pomiędzy 160 metrową studnią Paco de la Torre a biwakiem na -500 lepiej idzie się w górę niż w dół. Wór się mniej klinuje, kolana mniej cierpią. Herbatki, kawki, liofile. Zjadamy pijemy i idziemy na krótką dżemkę. Plan mamy, żeby wyjść w dzień i żeby grupa pierwsza zdążyła wyjść wyżej.
Dalej scenariusz się powtarza. Po kilku godzinach drzemki pobudka, kawka, herbatka, śniadanko i zbieramy się dalej. Doganiamy na biwaku -300 pierwszą ekipę. Oni jeszcze śpią. Po drodze mijaliśmy kilka miejsc, gdzie wyjątkowo lała się woda. Przemoczyło nas do majtek. Byliśmy zmarznięci, zmęczeni, wygłodzeni ale był pomyś, żeby iść dalej, żeby się nie wychłodzić. Jednak zostało, że odpoczywamy a czołówka budzi się, ogarnia i mknie do wyjścia. Daliśmy im dwie godziny, po czym my ruszamy.
Jak już pisałem wcześniej w jaskini było wyjątkowo dużo wody. Snuliśmy domysły, czy to topi się śnieg, który zalegał w górach, czy są to prognozowane ulewy. Wprawdzie jaskinia jest wyjątkowo ciepła w porównaniu do jaskiń polskich, gdzie Jura to średnio 7 stopni a Tatry to 2-3. Tutaj termometr w smartwatchu Tomka pokazywał +16°C. Jednak przebywanie dłuższy czas w przemokniętej odzieży w temperatuże +16° też wychładza. Dotrzymaliśmy słowa i dwie godziny później ruszyliśmy ku wyjściu.

Widok pod studnią zlotową nas zaskoczył. Planowaliśmy wyjść w dzień i tak było. Wyszliśmy około godziny 11. Na zewnątrz +6°. Niebo było szare, wiał silny wiatr a z nieba spadały kurtyny deszczu. Oto słoneczna Hiszpania. Teraz jasne, skąd tyle wody w jaskini. Około godziny zajęło nam dojście do samochodów zaparkowanych na przełęczy. W porywistym wietrze i strugach deszczu doszliśmy do nich kompletnie wyprani z jaskiniowego błota, ale przemoczeni do suchej nitki i przemarznięci na kość. Pomoc Raoula, naszego hiszpańskiego kolegi, jest nieoceniona, pozwolenia na wjazd do parku i klucze do szlabanu dla dwóch samochodów mocno podniosło morale w zespole. W autach czekały kanapki przygotowane na powrót. Ogromnie mnie cieszy, że każdy swoją zjadł. Pakujemy się i jedziemy na bazę, gdzie czeka na nas gorący prysznic, kolacja, kawa.

Sima G.E.S.M. 2025
Wyprawa Speleoklubu Bielsko-Biała

Napisał Piotr Gawlas



piątek, 05 grudzień 2025 20:14

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

Małgorzata Błaszczyk
Sylwia Wójcik
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Klubu
Piotr Gawlas

Akcja jaskiniowa rozpoczęła się wcześniej niż planowano. Chcąc zaoszczędzić dzień, żeby mieć więcej czasu na powyprawową wycieczkę na najwyższy szczyt Hiszpanii, Mulhacén (3478,6 m n.p.m.) Łukasz zaplanował to sobie jako kolejny szczyt w Koronie Gór Europy a reszta ekipy postanowiła dotrzymać towarzystwa.
Do jaskini wchodzimy w środe o godzinie 15:30. Zespół podzielony został umownie na trzy grupy:
Grupa pierwsza, 4 osoby, która zabierała ze sobą linę i miała zająć się poprawą poręczowania i wymianą starych, zużytych odcinków lin na nową linę, dalej dojść do Biwaku na -700 gdzie mieliśmy odpocząć, przed dalszą akcją w stronę dna, którym jest Lago E.R.E położonego na -1000 metrów.
Grupa druga, 4 osoby, kilka godzin później miała wejść do jaskini i zmierzać w stronę biwaku na -700
I grupa trzecia, dwie osoby, która razem z grupą drugą, miała dotrzeć do biwaku na -300 i wyjść. Tego typu podział usprawnia organizację wypraw, odciąża komunikację w wąskich meandrach, usprawnia poruszanie się po linach na długich odcinkach.
Plan ogólnie przebiegał dobrze z jedynym odstępstwem, jakim było przeciągnięcie się czasu. Wymiana lin i poprawa poręczowania przebiegały wolniej, dlatego grupy pierwsza i druga dotarły do Biwaku na -700 znacznie później, niż przewiduje to „przewodnikowy"czas pokonywania tego odcinka.

Sima G.E.S.M. to jaskinia z trzema ogromnymi studniami, z których największa ma ponad 160 metrów głębokości, kolejna ponad 120 a najmniejsza około 80. Tak naprawdę nie wiadomo kiedy jest początek pomiaru, bo wszystkim wydają się być głębsze. Pomiędzy studniami biegną korytarze wymyte przez podziemny potok. Meandrują, zmieniając co chwila kierunek, zacieśniają się, to tworzą rozległe studzienki z obfitymi w tym roku opadami podziemnego deszczu i szumiącymi kaskadami.
Ekipa, która się połączyła w trakcie akcji, dociera na biwak na -700 około godziny 2:30 w czwartek. Wygłodzeni, spragnieni gotujemy herbatę, kawę, szykujemy dania z turystycznych liofili i racji wojskowych, w które organizatorzy zaopatrzyli wyjazd. W komfortowych jak na takie miejsce warunkach, ok. godziny 4 kładziemy się spać. Tutaj i tak trwa wieczna noc. Pobudka ok. 8:30. Po kolacjo-śniadaniu przed snem następuje roszada w składach, trzy osoby postanowiły wychodzić na powierzchnię. Pozostała piątka zmierza w kierunku dna.
piątek, 05 grudzień 2025 18:28

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa

2 grudnia 2025. Rozpoczęła się klubowa wyprawa do Jaskini Sima G.E.S.M. W wyprawie udział bierze 10 osób:

Kierownik - Piotr Gawlas

Organizatorzy:
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Małgorzata Błaszczyk
Wojciech Jasiak

Uczestnicy:
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Sylwia Wójcik
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Klubu

Jest 2 grudnia, wcześnie rano. Samolot przynosi nas na południe Hiszpanii do Malagi. Na lotnisku odbieramy wypożyczone samochody i jedziemy do Rondy, malowniczego miasteczka zbudowanego na skałach z przecinającym go wąwozem i ogromnym mostem nad nim. Po zwiedzaniu idziemy na spotkanie z Raoulem, naszym znajomym Hiszpanem, który opiekuje się Jaskinią. Raoul daje nam zezwolenia i klucze do bramy Parku Narodowego Sierra de las Nieves, udziela kilku informacji o aktualnym stanie zaporęczowania, korektach lin. Wpisowe na akcję wynosi 35 euro w ekwiwalencie sprzętowym, najmilej widziane są liny, te najbardziej się tutaj zużywają. Komfort daje podjazd górską drogą pod szczyt, skąd dzieli nas mała godzinka, żeby osiągnąć jaskinię. Jutro do niej pójdziemy. Jeszcze tylko zrobimy zakupy.

c.d.n.
czwartek, 27 listopad 2025 08:41

2025.11.26 Beskid Żywiecki, Żabnica, skitury

Piotr Gawlas
Rano, kiedy pędzisz z nadzieją, że jeszcze uda ci się śmignąć po puchu nim opadnie i się nie zawiodłeś.
Żabnica, Beskid Żywiecki, skiturowo
czwartek, 27 listopad 2025 00:06

2025.11.27 Beskid Żywiecki, Żabnica

Piotr Gawlas

Kiedy spadł świeży puch, twoi kumple deptają go już od dwóch godzin, tobie przeciągło się w pracy a wiesz, że jutro może być już czerstwy. Szkoda czasu, żeby nie iść.
Żabnica, Beskid Żywiecki, skiturowo.

Uczestnicy:
Speleoklub Bobry Żagań
Speleoklub Bielsko-Biała
Speleoclub Wrocławski

Wit, Franek, Aga i Ewa prowadzili eksplorację powierzchniową.
Krzysztof, Bartek, Arek, Mateusz eksplorowali tereny wzdłóż Langwand i masywu Bleikogel.
Bartek z Pawłem, Kubą, Kasią i Gosią eksplorowali Jaskinie Jacka Danielsa i Środkową.
Paweł z Kubą odkryli i wyeksplorowali ponad 150m w dół Jaskinię Sowiarnia.
Mundek, Gosia, Piotr, Tymek i Filip ciągnęli eksplorację w Jaskini Czerwonego Pająka.
Bartek, Piotr, Ewa, Tomek, Tymek, Daniel i Marcin działali w Jaskini pod Modrzewiem.
Piotr, Tymek, Gosia i Filip wyeksplorowali Jaskine Chłodziarka i Zacisk Wowo.

Dorobkiem wyprawy jest odkrycie ponad 1300 metrów nowych partii w jaskiniach od dawna eksplorowanych, znanych i tych całkiem nowych. Dużym osiągnięciem jest odkrycie drugiego otworu w Czerwonym Pająku, co skraca dojście do przodków o jakieś 2 godziny.
Niestety, nie udało się zjechać do Partii Bielskich w Jaskini Środkowej. Brakło na to czasu. Nie udało się również odnaleźć połączenia Czerwonego Pająka z Jaskinią pod Modrzewiem, co było jednym z założeń tegorocznej wyprawy. Choć dzieli te jaskinie kilka metrów a połączenie dało by piękny i pokaźnych rozmiarów system. Są więc plany na działalność na kolejne lata wypraw.

Piotr „Kudłaty" Gawlas
Uczestnicy:
Speleoklub Bobry Żagań
Speleoklub Bielsko-Biała
Speleoclub Wrocław
Łącznie 29 osób.

Alpy Saltzburskie, Tennengebirge, wyprawa Bobrów z Żagania, Speleoclubu Wrocław i Speleoklubu Bielsko-Biała. Na dwa tygodnie schronisko Laufen Hütte zamienia się w nasz dom, bazę, warsztat pracy, stołówkę, miejsce spotkań towarzyskich. Jest ciepłym i przytulnym kątem po powrocie z niejednokrotnie ciężkich akcji. Spotykamy się tutaj z przyjaciółmi w górskich klimatach, by dzielić i mnożyć nasze wspólne pasje - eksploracje jaskiń. W tym roku pogoda jak zwykle kapryśna. Pierwszego dnia podejście w ulewnym deszczu. Pierwsze akcje jaskiniowe przemoczone i przelane strumieniami wody. Później trochę się poprawia. Nowe ciągi i nowe jaskinie nie dawały łatwo dostępu do swoich nowych partii. Z eksploracji jest kontynuacja w Jaskini JackDaniels, nowe ciągi w Jaskini pod Modrzewiem, odkrycie i eksploracje nowych obiektów pod GriessKoglem, Jaskinia Środkowa.

C.D.N.
środa, 09 lipiec 2025 22:23

2025.07.07 Kantabria po - wyprawowo

Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Wacław „Przygoda" Michalski
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Piotr „Kudłaty" Gawlas


 Po wyjściu Callaguą wczesnym rankiem, prawie całą niedzielę przespaliśmy. Dopiero późnym popołudniem ruszyliśmy się z naszej przepięknej kwatery La Mies, we wsi Rasines do miasteczka na obiad. Właściwie głód nas zmusił, bo zapasy na 4 dni zniknęły zaraz po powrocie z akcji. Głodomory. Żarłoki. Jamochłony.
 Laredo to piękne nadmorskie miasteczko. Wacuś opowiadał, jak dawno, dawno temu, na pace bagażówki przyjechali tutaj z wyprawą z Polski. Spali gdzieś na plaży. 1984 rok. Teraz miasteczko zarosło: hotelami, blokami, willami.
Zasiedliśmy w lokalnej burgerowni. Jedzenie podają od 20-tej a była 19:20. Napijemy się kawy, soku. Poczekamy. Chwilę po 20 przyszła pani zebrać zamówienia. Poszły kalmary, krokiety kantabryjskie, burgery - 100% hiszpańskiej wołowiny - trochę się tego pasie w górach. Uknuliśmy na jutro plan wypadu na Picos Europa. Po ciężkiej akcji jaskiniowej wycieczka ambitna. Poniedziałek rano przywitał nas zlewą tak okrutną i takimi prognozami, że musieliśmy zweryfikować plany. Nawet lepiej. Jedziemy na wodospady i do jaskini.
Za górami jest taka grota z kaplicą Cueva de San Bernabe i system jaskiń Rio Guareña w obszarze turystycznym Monumento Natural de Ojo Guareña. Przewodnik oprowadza nas po San Bernabe, której komory zaadoptowano na kaplicę, ściany i sufit pokrywały freski, w jaskini była wodna wykapka ze stalaktyta, którą zbierano w misach kamiennych uważając za uzdrawiającą cudowną wodę. Gliniasty spąg jaskini podziurawiony był komorami, które wykonywano jako zasobniki do przechowywania żywności. W ubogim przewodniku anglojęzycznym napisane było, że znaleziono tu szczątki ludzkie, wydatowane na 13,5 tysiąca lat. Opuszczamy turystyczną część i idziemy pociorać się w reszcie dostępnych nor. Zwiedzamy ciasną norę, obszerną komnatę, norę z dwoma otworami, czyli na upartego jest trawers, jeszcze jedną nyżę przy szlaku, kawałek dalej. Idziemy do wioski z nadzieją na kawę, ale skończyło się na pięknym spacerze i obrzarstwie czereśniami z drzewa obok kościoła.
Wracamy do aut i przemieszczamy nad rzekę Ebro. W miasteczku Orbenaja del Castillo są kaskady i jaskinia, Cueva del Agua. Woda wypływa z niej obfitym wywierzyskiem, tworząc rwący strumień w górnej części wykorzystywany do napędzania kół wodnych. Dalej spływa pięknymi kaskadami i wpada do rzeki Ebro. Kaskady tworzą martwice, misy napełnione krystalicznie czystą wodą o kolorze szmaragdu, wapień osiadając na trawach, mchu, gałęziach tworzy trawertynowe formy, obok których nie dawało się przejść obojętnie. Nad największym jeziorkiem jest most łukowy z którego można podziwiać misy. Rzeka Ebro przepływa przez masyw tworząc wąwóz, który w tym miejscu łamie się o 180°. Ściany wapienne lśnią bielą i brązem. Po środku zakola, nad wąwozem wyrasta wysoki na kilkadziesiąt metrów, długi na kilometr skalny grzebień ze skalnym mostem. Do miasteczka wzdłóż kaskad prowadzą wąskie schodki, na których jest kilka sklepików i kafejek. Idziemy na kawę i kanapki, spożywane na schodkach z widokiem na kaskady i wąwóz smakują wyjątkowo.
Zbliża się wieczór. Czekają nas jeszcze zakupy i kolacja, dziś padło na ryby. Smażymy makrele, dorade i lubinię. Po wyśmienitej i sytej kolacji... niespodzianka. Kilometr od kwatery jest jaskinia, Cueva del Valle, lub lokalnie La Viejarrona (Stara Panna). W jaskini, jak doczytałem, wyeksplorowano 60 km korytarzy. To jakby nam było mało, idziemy jeszcze ją zwiedzić. Z jaskini wypływa Rzeczka Rio Silencio. Kolejne wywierzysko. W parku nad rzeczką stoi mamut, którego szczątki znaleziono w jakini. Obok ogromny otwór porastają zarośla, pnącza i paprocie. Zapadł wieczór. W światłach czołówek sceneria jest tutaj jak z jakiegoś filmu. Robimy zdjęcia: mamutowi, jaskini, otworowi, otoczeniu. Wewnątrz dużej sali jest jezioro. Dziś już nie pływamy, wracamy na kwaterę.
8 jaskiń i sztolnia obok ostatniej, na jeden dzień, to chyba jest dość. I zdecydowanie, nie były to obiekty, które można zaklasyfikować jako jaskinia, bo jak się wejdzie, to nie wystają buty. Tą Cueva del Valle warto by jeszcz zwiedzić.