Piotr Gawlas
Piotr Gawlas
Paweł - SDG

Ogólnie była akcja zwijania obozowiska KTJ - PZA na Polanie Rogoźniczańskiej. Korzystając jednak z okazji, ze byli chętni po pracy na wyjścia w góry i do jaskiń, dołączylem się do ekipy z Dąbrowy Górniczej i wybraliśmy się na trawers Czarnej.

Pogoda była obrzydliwa, lepka, śliska, deszczowo-zlewowo-mglista. Pakujemy więc graty, nie przesadzając z ubraniami - i tak za moment wszystko jest mokre to po co to nosić. 7 rano jesteśmy w Dolinie Kościeliskiej i żwawo drepczemy w stronę Żlebu Pod Wysranki. Zaczynamy od strony tyłka, Otwór Północny, ten najbliżej.

W jaskini powódź. Jeszcze nie widziałem Czarnej płynącej taką ilościa wody. Lało się wszędzie, tam gdzie są standardowe cieki i tam, gdzie ich nie ma. Nieco przed trawersem Studni Imieninowej, na krótkim zjeździe, zaskoczyło mnie zjawisko bulgoczacej i szumiacej wody zza ściany, która kilka metrów niżej wybuchała efektownym wodotryskiem ze szczeliny w skale. Czarna, jak zwykle przepiękna, jeszcze taka świeżo umyta, jednak wyjątkowo urzekł mnie kominek do górnego otworu i sam otwór, wypadajacy dosyć obszerną rura w połowie pionowej ściany. Wyszliśmy Otworem Górnym. Jeszcze tam nie byłem. Po 30-to metrowym zjeździe ścianą, dostaliśmy się na ścieżkę wiodącą do jaskini.

Akcja w jaskini zajęła nam równo sześć godzin. Paweł wspinał wszystkie studnie. Mieliśmy też czas napić się po drodze ciepłej herbatki. Jak wyszliśmy z jaskini, już nie padało.




Wojciech Jasiak
Bartosz Brzezinka
Kamil Polański
Piotr Gawlas

Czterech członków Speleoklubu Bielsko-Biała wraz z członkami Speleoclub Wrocław wzięlo udział w międzyklubowej wyprawie Speleoklubu Bobry Żagań w masyw Tennengebirge w Alpach Salzburskich.

Celem wyprawy była eksploracja powierzchniowa, weryfikacja i sprawdzenie znanych już obiektów jaskiniowych pod kątem wytopienia korków lodowych, oraz kontynuacja eksploracji Jaskini Środkowej ( Mittle Höhle ).

Efektem było zwiedzenie oraz splanowanie przez zespół żagańsko-wrocławski kilku nowych obiektów, partii Jaskini Środkowej położonych za tzw. Trawersem, ok. -220m, które oporęczowane i odkryte były przez zespół bielski już w zeszłym roku. Dokonano również odkrycia nowych partii położonych za Słoniem ok. -550m, które po przekroczeniu znanego wcześniej zespolowi Bobrów okna, doprowadziły ekstremalnie błotnistym korytarzykiem nazwanym Trąbą Słonia, do okazałej studni. Studnia kontynłuje się kilkadziesiąt metrów w dól. Calości Partii za Słoniem namierzono ponad 100m ale nie zwiedzono wszystkich możliwości, które zostają do eksploracji na następną wyprawę. Podobnie jest z partiami za Trawersem, gdzie odsłoniło się kolejne okno i zostanie sprawdzone przy najbliższej okazji.

Powiększono równiez jaskinię P11, która ze schroniska podskalnego rozwinęła się w kilka kominków i okazałą salkę, oraz otworzył się nowy, wygodniejszy otwór.

Mimo kapryśnej pogody, jaka panowała w Alpach, czas wykorzystano bardzo skutecznie a w wolnych chwilach, kiedy deszcz i śnieg paraliżowaly akcje górskie, oddawano się rozwijaniu pasji kulinarnych członków wyprawy, oraz integracji międzyklubowej i ze schroniskowymi gospodarzami.

niedziela, 23 lipiec 2023 10:41

2023.07.22 Zadni Mnich

Piotr Gawlas
Marcin O.T.

Zachodni Filar III+
Droga Uznańskiego V

Wyjazd na Zadniego Mnicha to dosyć odległa wycieczka. Wcześnie rano wyjazd z Bielska, ok. 4:30 na Palenicy, przepak, ok. 8:30 kawa i śniadanko pod Zadnim. Powrót do Bielska dobrze po północy. W górach dużo ludzi, pogoda zmienna, pochmurno, wietrznie, przez silny opad deszczu ze śniegiem do upalnego słońca.

Wyjazd kondycyjny.



.
sobota, 29 kwiecień 2023 17:38

2023.04.27-29 Sabalan 4811 mnpm. Od północy.

Piotr Gawlas
Saeed Dastkhosh O.T.
Merdad, turysta, kolega Saeeda O.T.

Szczyt nie osiągnięty. Zostało około 130 m. w pionie i około 350 do przejścia, przynajmniej tak pokazała mapa. Było -15°C, wiało, było późno, słońce zaczynało zbliżać się do zachodu. Śnieg kończył się na 4700, na przełęczy pomiędzy grzędą, którą podchodziliśmy a kopułą szczytową. Dalej ostre kamienie i skały. Przecież to wyjazd skiturowy, po co się tam pchać? A więc co się tlumaczyć.

Jak zwykle bywa, nie po planie. Mial być Damavand, najwyższy szczyt Iranu i z niego zjazd, ale zadzwonił Merdad, kumpel Saeeda i powiedział, że jedzie na Sabalan. Tam też jeszcze nas nie było. Demavand poczeka.

Wyjechaliśmy późno. Z Teheranu do Zanjan, miasa w którym mieszka Merdad jest 380km. Przesiadka do hiluksa Merdada, krórki city tour i jedziemy dalej, kolejne 300 km do Ardebil i do wioski Lahrud a z niej kolejne 15 km do stacji Shabil. Jest tu nawet basen termalny, ale było już późno i był zamknięty. Śpimy w obskórnym hostelu za 6€ za pokój. Była jeszcze opcja 10€ za bardziej obskórny barak.

8 rano po kawie i śniadaniu ruszamy do schroniska pod Sabalan, 3700mnpm. W zimie jest nieczynne, ale dostęne są pomieszczenia. Dochodzi południe jak do niego docieramy. Był tu przed nami jeden turysta, ale zszedł spowrotem do wioski. Pijemy kawę, jemy jakieś drobiazgi. Szybka decyzja, ponieważ ja mam jeszcze dwie doby do wylotu, nie mogę sobie pozwolić na nocleg i pójście rano. Przepak i z Saeedem idziemy na lekko. Kierunek szczyt. Do przejścia tysiak w pionie, ale gdzie zajdziemy, to bedzie dobrze. Warunki śniegowe fatalne, krucha powłoka zapadała się pod nartami. Po przejściu kilkuset metrów już nawet myślałem, żeby się wycofać, bo nie zjedziemy, ale przed oczami miałem obraz szerokiego żlebu, który opadał z przełęczy, widzieliśmy go jak podchodziliśmy. Już wtedy mówilem, że nim zjedziemy. Tak bylo. Saeed poszedł swoimi ścieżkami. Czekał na mnie 200m poniżej przełęczy. Jak stwierdziłem na przełęczy, że dalej nie idę, szybka przepinka do zjazdu, ale i tak przymroziło mi paluchy. Jeszcze włączę zapis trasy w nawigacji i kamerkę i zjeżdżam. Po drodze trafiłem na Saeeda, który przycupnięty czekał na mnie.

W żlebie okropna stromizna, ale śnieg luźny, daje się kręcić. Dojeżdżamy do przełamania żlebu, tu jeszcze stromiej a na śniegu pojawiaja się polacie firnu, nie wylodzone, szorstkie, ale zapadające się pod nartami. Trzeba uważać. Mimo trudności Saeed pognał jak wariat, nie mogę za nim nadążyć. Po drodze mijamy dwa lawiniska. Niżej śnieg się utwardza, przestaje zapadać, normalnie daje się jechać. Kończymy zjazd prawie po ciemku, ze sto metrów w pionie poniżej schroniska. Stąd w linii prostej jest jakieś 400 m podejścia.

Merdad czekał, natopił wody, zrobił nam herbatkę z "ziół górskich". Wyśmienita. Jemy chińczyka, jakieś konserwy. Merdad idzie spać, bo rano wybiera się w góry. Krótka pogaducha, my też idziemy spać. Rano trzeba wracać.

Jakieś 70% podejścia do schroniska było skiturowo. Teraz zjazd. Twardy, zmrożony śnieg jest swietny, nie jest stromo ale trzeba uważać na wyboje. Zjeżdżamy prawie na sam dół bo znalazłem dolinkę, która prawie cała byla zasypana. Przebieramy buty i schodzimy do hostelu.

To była ostatnia akcja tego wyjazdu. Jestem bardzo zadowolony, że udało się zrobic aż 4 wypady w teren. Miejsca w większości nam nieznane, w pewnym sęsie dziewicze dla nas, położone w róznych górach, na różnych wysokościach, napotykaliśmy na różne warunki terenowe, śniegowe, pogodowe. Możliwe, że w niektórych miejscach byliśmy pierwszymi narciarzami skiturowymi. Narobiliśmy ogrom zdjęć i nakręcili kilka godzin filmików ( kto to będzie oglądał? ). Bardzo dziękuję Saeedowi i jego rodzicom za gościnę i bardzo ciepłe przyjęcie a jego kumplom wyprawowym za wsparcie. Bez nich by się to nie udało.

Skiturowy Iran,
kwiecień 2023




środa, 26 kwiecień 2023 16:21

2023.04.23-25 Ghash Mastan (4450 mnpm)


Piotr Gawlas
Saeed Dastkhosh O.T.


2023.04.23-25 Ghash Mastan 4450mnpm. pasmo Dena, góry Zagros, Iran


Nadplanowo.
Decyzja była szybka.
Saeed pyta:
- Byłeś kiedyś w górach Zagros?
- Nie - odpowiadam.
- Ja też nie.
Już siedzimy w nocnym autobusie, który wiezie nas z Teheranu do Isfahan (Esfahan).


Dalej jedziemy taksówką, prawie 300 km przez Semiron, najwyżej w Iranie polożone miasto, 2500 mnpm., tyle co nasze Rysy, do wioski Khafr, położonej u podnóża pasma Dena. Krajobraz zupełnie inny niż w górach Alborz, taki Jurajski, wapienny. Rozległe doliny zazielenione polami uprawnymi, ciągnace się kilometrami mury skalne i sady.

Krętą droga dojeżdżamy do Khafr. Lokalna knajpka, na śniadanie omlet na pomidorach - fantastyczny, pełen smaku i aromatu tych owoców, czuć w nim słońce. Pikap podwozi nas do doliny, najdalej jak może dojechać górska szutrówka, biegnacą nad urwiskami. Zabieramy graty. Jeszcze dopchamy się melonem siedząc chwilę w cieniu w dopiero co rozkwitniętym sadzie jabłoni. I w drogę, jakiś kilometr doliną i zaczyna się śnieg - forma lodowca, potężne lawinisko. Przebieramy buty, zapinamy narty i w górę. Śnieg fajny, odpuszczony, łatwy w obsłudze. Trochę ponad godzinę zajmuje nam dojście do schronu, pomarańczowej szopy przybetonowanej na grzędzie, na skrzyżowaniu "szlaków". Mamy 3 tysiąca. Spędzamy tu noc. Trochę wietrzną.

Rano, nie za wcześnie, 7:30 śniadanie. Napełniamy na drogę termos, wrzątkiem, cukrem i zastygłą w placki pastą owocową - taki lokalny wyrób. Po drodze będzie jak znalazł, garść śniegu w zęby roztopiona gorąca esencja o niepowtażalnym smaku lekko słonej konfitury owocowej. To te placki owocowe mają taki smak.

Zapinamy narty i ruszamy. Mapa pokazuje 4,5 km i 1470 m w pionie. Drobne błędy pomiarowe jak wszędzie, ale to się wytnie. W otoczeniu pięknych gór dochodzimy ośnieżoną grzęda do skalnego muru. Miało być bezpieczniej a tu niespodzianka. Żeby nie iść stromym żlebem wybraliśmy tą grzędę, ale teraz trzeba spory kawałek zejść tymi skałkami do depresji i dojśc do tego żlebu, wyżej już mniej stromego i dużo szerszego. Nie wiem co bylo lepsze.

W żlebie a właściwie już dolinie śnieg dalej świetny, góra odpuszczony. Podchodzenie idzie łatwo, szybko dochodzimy do rozległego plato na jakichś 4 tysiacach. Pogoda zaczęła się trochę chrzanić. Saeed stwierdza, że dalej nie idzie i mam iść sam. Narobić dużo ładnych zdjęć a on na mnie tutaj poczeka. Uwił sobie gniazdko między głazami wystającymi ze śniegu i czekał. Ja poszedłem dalej. Było to trochę ponad połowę drogi od schronu. Dojście na szczyt zajmuje kolejna godzinę, jakieś 2 km i 500 metrów w pionie. Idzie się łatwo, choć śnieg jest tu zmrożony. Przed szczytem spodziewałem się skałek, tymczasem do samej góry, do tabliczki z oznaczeniem "szczyt" doszedłem po śniegu. Przez chwilę miałem widok na druga stronę grzbietu, na ogromną dolinę z rzeka i wioskami.

Pogoda poważnie się popsuła, zaczęła padać krupa śniegowa i mgła ogarnęła wszystko. W wielkim pośpiechu odklejam foki, przepinam narty do zjazdu i trochę po omacku zjeżdżam w kierunku skałek i Saeeda. Trochę niżej mgła się rozeszła ale zaczęło grzmieć, całe szczęście, że po drugiej stronie łańcucha górskiego. Dojeżdżam do Saeeda, przepinamy go i dalej w dół. Jazda nie za szybka. Śnieg rozmiękł, taka wiosenna breja się zrobiła. Ale całkiem sprawnie udaje nam się zjechać do zwężenia żlebu, które w drodze w górę ominęliśmy. Tutaj ten rozmiękły śnieg ułatwia nam trawersowanie. Ostatnie kilkaset metrów zjeżdżamy do schronu w ulewnym deszczu.

 Udało się. Przemoknięci ale dumni z siebie przebieramy się, szykujemy kolację i do spania.

Rano pogoda się poprawiła, choć nadal wialo. Po śniadaniu pakujemy sprzęt i lawiniskiem zjeżdżamy do doliny. Dobrze, że nie było zamarznięte i dało się normalnie zjeżdżać. W dolinie czeka już kierowca z pikapem i zabiera nas do wioski.



Wycieczka najlepsza ze wszystkich. Czysta przygoda, "pure adventure" jak powiedział Saeed. Było przewspaniale przyrodniczo i klimatycznie górsko. Nikt się tego nie spodziewał.



Piotr Gawlas
Saeed Dastkhosh O.T.

Kolajną częscia wyjazdu był skituring w rejonie masywu Alamkooh, położonego w górach Alborz w północnym Iranie. Warunki wiosenne, w górach śnieg wyśmienity, im bliżej dolin coraz bardziej roztopiony aż do brei w której zapadaliśmy się po kolana nawet na nartach.

Obóz założyliśmy na wysokości 3980 m.n.p.m. pod przełęczą Chaloon. Zbudowaliśmy śnieżne igloo w którym zamieszkaliśmy na dwie noce. Dla Saeeda było to nowe doświadczenie i jedno z jego marzeń, żeby spędzić noc w igloo.

20 kwietnia celem była przełęcz Chaloon 4420 m.n.p.m. według mapy ( według wskazań gps 4469 m.n.p.m. ) Warunki śniegowe i pogodowe wyśmienite. Słonko, lekki wiaterek, górna warstwa śniegu odpuszczona. Podejście od obozu ok. 500 m przewyższenia zajęło ok. 2 godzin. Saeed został niżej, złapał go skurcz. Zjazd należał do jednego z najleprzych w tym sezonie a trudności można by porównać z górną częścią zjazdu z przełęczy Szpiglasowej w stronę MOka.

21 kwietnia Saeed zostaje w obozie. Ja po skąpym śniadaniu wybrałem się w prawą część zboczy opadających z grzbietu od przełęczy Chaloon w stronę szczytu Chaloon 4511 m.n.p.m. Podejscie tym razem dużo szybsze, ok. 1,5 godz. choc osiągnięta wysokośc była o kilka metrów większa. Śnieg był zmrożony, co ułatwiało podejście. Raki na butach.
Z grzbietu rozciąga się widok na południową dolinę Khoramdasht, którą podchodziliśmy, oraz od północnej strony na lodowiec Alamchal i wysoką na około 700 metrów północną ścianę Alamkooh.
Zjazd bardziej wymagający niż dzień wcześniej ze względu na zmrożony śnieg, ale zbocza "amfiteatru" schodzacego do doliny były nieco mniej strome, coś jak zjazd z przełęczy pod Kopa Kondracką w stronę doliny Kondratowej i rozległe, co dawało komfort w trudniejszych warunkach. Mimo trudności zjazd był wyśmienity.

Po przepakowaniu rzeczy kończymy wyjście. Opuszczamy przytulne igloo i zjeżdżamy do doliny Khoramdasht. Końcówka zjazdu była tragiczna. Śnieg całkiem odpuszczony i rozmokły. Dalej do wioski Vandarbon, około 7 km schodzimy z nartami przypiętymi do plecaków.

Rejon południowych zboczy masywu Alamkooh uważam za jeden z najlepszych rejonów skiturowych po jakich chodziłem. Bezpieczniejsze pod względem lawin, rozległe południowe zbocza, długie podejścia i zjazdy w zimie mogą być rajem do skituringu. Urody dodaje znikoma ilość turystów, którzy odwiedzaja te tereny w zimie.
Piotr Gawlas
Saeed Dastkhosh O.T.

Ośrodek narciarski a zarazem szczyt Tochal
( wymawiają tośal )
Najwyżej w Iranie i jeden z najwyżej położonych ośrodków na świecie. Wagonikami wyjeżdżamy bezpośrednio z Teheranu z poziomu 1900 m.n.p.m. na wysokość 3750 m.n.p.m. Kolejka ma trzy odcinki, ale jednym wagonikiem jedziemy bez przesiadek. Nieżadko dobre warunki narciarskie panuja tutaj do końca sierpnia. Od kolejki do szczytu Tochal jest około 1 km w linii prostej i trochę ponad 200 metrów w górę. Na szczycie stoją dwa schrony, stary murowany i nowszy blaszana kopuła. W użyciu jest tylko nowszy. Ze szczytu rozciąga się widok na Teheran i przepiękne góry Alborz z dominującym szczytem wygasłego wulkanu Demawend. Na szczycie w schronie spędziliśmy noc, następnego dnia po śniadaniu i kawie w pięknym słońcu Saeed budował śnieżna jamę a ja zjeżdżałem do przełęczy Tochal Slur i podchodziłem do schronu. Wyjście (wyjazd ) zaliczone do aklimatyzacyjnego.
niedziela, 19 marzec 2023 20:24

2023.03.19 Dolina Żarska, wyjazd skiturowy

Piotr Gawlas
w sumie 5 osób
Wyjazd turystyczny, skiturowy. Celem była Przełęcz Żarska, gdzie wszyscy dotarli.
Mnie oczywiście pomyliły się przełęcze, wdrapałem się na Przełęcz Smutną. Chciałem do reszty dołączyć więc najleprzym rozwiązaniem okazał się trawers ze Smutnej na Płaczliwego i zjazd na Żarską. Pogoda piękna, u góry wciąż dużo śniegu, choć na dole szybko go wytapia i warunki zjazdowe się kończą.

czwartek, 16 marzec 2023 20:39

2023.03.16 Kopa Kondracka

Piotr Gawlas
w sumie siedem osób
Z ronda w Kuźnicach przez dolinę Kondratową i przełęcz pod Kopą Kondracką na Kopę Kondracką.
Skitury, warunki trudne, ale zjazd fajny, pogoda fajna, ludzi mało. Po drodze oczywiście nie mogło obyć się bez kawy.
Piotr Gawlas

W wekend 17-18 września 2022 roku, przeprowadzone zostały kolejne Mini Manewry Stowarzyszenia Grupa Ratownictwa Jaskiniowego, w skrócie SGRJ. Miejscem manewrów były dwie jaskinie jurajskie: Piętrowa Szczelina i Koralowa.
Ponieważ treningów nigdy za wiele, w pierwszy dzien, w sobotę, ćwiczyliśmy wydobywanie poszkodowanego w noszach z ciasnot Piętrowej Szczeliny. Akcja ogólnie trudna ze względu na konieczność wykonywania dosyć skomplikowanych technik linowych w ciasnotach tej jaskini.
Niedziela była znacznie przyjemniejsza. Czysta techniczna praca ratowników SGRJ z tyrolkami i balansami w Jaskini Koralowej przebiegła sprawnie i ciekawie. Podczas wyciągania noszy już z otworu jaskini, zastosowana została tyrolka z podczepionym do niej tensometrem, który na bieżąco monitorował siły panujące na linie tyrolki. Na tyrolce zamontowane było ruchome stanowisko z balansem, obsługiwanym przez dwóch ratowników oraz wyciągane nosze z poszkodowanym. Mimo dużego obciążenia, czujnik nie wykazywał żadnych niepokojących zjawisk.

Link do skróconej relacji:

Relacja GRJ - Facebook