Jaskinie i wyprawy (1536)
STJ KW Kraków:
Urszula Kotewa
Iwona Tucznio
Magdalena Ramatowska
Danuta Gromala
Ewa Woźniak
Beata Michalak
Paweł Ramatowski
Mariusz Mucha
Michał Kuryłowicz
Piotr Wójcik
Mateusz Czerwiak
Łukasz Wąchała
Bartosz Ziarkowski
Maciej Leszczyński
Bartłomiej Blicharz
Kamil Zawadzki
Piotr Broda
SBB:
Krzysztof Borgieł
Miałem wielką przyjemność uczestniczyć w XXV wyprawie Sekcji Taternictwa Jaskiniowego KW Kraków w słoweński masyw Kanin. Pomimo wielu perturbacji i kłód rzucanych wyprawie pod gumowce udało się mocno podziałać w Studni Pod Nową Bazą gdzie osiągnięto poziom -935m. Ja uczestniczyłem w dwóch akcjach transportowych podziemnych na -230m i -660m. Dodatkowo czynnie wspierałem bazę górną położoną na wysokości 2100m npm na tzw Jamarskim Biwaku poprzez czynne transporty zaopatrzeniowe.
Polecam przeczytać relację na stronie FB sekcji: LINK
Urszula Kotewa
Iwona Tucznio
Magdalena Ramatowska
Danuta Gromala
Ewa Woźniak
Beata Michalak
Paweł Ramatowski
Mariusz Mucha
Michał Kuryłowicz
Piotr Wójcik
Mateusz Czerwiak
Łukasz Wąchała
Bartosz Ziarkowski
Maciej Leszczyński
Bartłomiej Blicharz
Kamil Zawadzki
Piotr Broda
SBB:
Krzysztof Borgieł
Miałem wielką przyjemność uczestniczyć w XXV wyprawie Sekcji Taternictwa Jaskiniowego KW Kraków w słoweński masyw Kanin. Pomimo wielu perturbacji i kłód rzucanych wyprawie pod gumowce udało się mocno podziałać w Studni Pod Nową Bazą gdzie osiągnięto poziom -935m. Ja uczestniczyłem w dwóch akcjach transportowych podziemnych na -230m i -660m. Dodatkowo czynnie wspierałem bazę górną położoną na wysokości 2100m npm na tzw Jamarskim Biwaku poprzez czynne transporty zaopatrzeniowe.
Polecam przeczytać relację na stronie FB sekcji: LINK
Dział:
Jaskinie i wyprawy
środa, 16 sierpień 2023 20:40
2023.08.11 Tatry Słowackie.Szczyrbski Szczyt 2381m.
Napisał Gabrysia Gajny
Gabriela Gajny
Krzysztof Gajny
W piątek przy małej liczbie ludzi zdobyliśmy Szczyrbski Szczyt dalej trawersem na Hruby Vrch 2428m. Ze szczytu granią przez Bystrą Ławkę na Wielkie Solisko 2412m.
Wszystkie trzy szczyty mają ponad 100m wybitność tym samym należą do wielkiej korony Tatr.Potrzebna momentami asekuracja trudności nie większe niż III.Na zdjęciu
Wielkie Solisko.Przewyższenie łącznie 1690m.
Krzysztof Gajny
W piątek przy małej liczbie ludzi zdobyliśmy Szczyrbski Szczyt dalej trawersem na Hruby Vrch 2428m. Ze szczytu granią przez Bystrą Ławkę na Wielkie Solisko 2412m.
Wszystkie trzy szczyty mają ponad 100m wybitność tym samym należą do wielkiej korony Tatr.Potrzebna momentami asekuracja trudności nie większe niż III.Na zdjęciu
Wielkie Solisko.Przewyższenie łącznie 1690m.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
wtorek, 15 sierpień 2023 14:51
2023.07.30 - 08.19 Tennengebirge, Alpy Salzburskie, Austria
Napisał Piotr GawlasWojciech Jasiak
Bartosz Brzezinka
Kamil Polański
Piotr Gawlas
Czterech członków Speleoklubu Bielsko-Biała wraz z członkami Speleoclub Wrocław wzięlo udział w międzyklubowej wyprawie Speleoklubu Bobry Żagań w masyw Tennengebirge w Alpach Salzburskich.
Celem wyprawy była eksploracja powierzchniowa, weryfikacja i sprawdzenie znanych już obiektów jaskiniowych pod kątem wytopienia korków lodowych, oraz kontynuacja eksploracji Jaskini Środkowej ( Mittle Höhle ).
Efektem było zwiedzenie oraz splanowanie przez zespół żagańsko-wrocławski kilku nowych obiektów, partii Jaskini Środkowej położonych za tzw. Trawersem, ok. -220m, które oporęczowane i odkryte były przez zespół bielski już w zeszłym roku. Dokonano również odkrycia nowych partii położonych za Słoniem ok. -550m, które po przekroczeniu znanego wcześniej zespolowi Bobrów okna, doprowadziły ekstremalnie błotnistym korytarzykiem nazwanym Trąbą Słonia, do okazałej studni. Studnia kontynłuje się kilkadziesiąt metrów w dól. Calości Partii za Słoniem namierzono ponad 100m ale nie zwiedzono wszystkich możliwości, które zostają do eksploracji na następną wyprawę. Podobnie jest z partiami za Trawersem, gdzie odsłoniło się kolejne okno i zostanie sprawdzone przy najbliższej okazji.
Powiększono równiez jaskinię P11, która ze schroniska podskalnego rozwinęła się w kilka kominków i okazałą salkę, oraz otworzył się nowy, wygodniejszy otwór.
Mimo kapryśnej pogody, jaka panowała w Alpach, czas wykorzystano bardzo skutecznie a w wolnych chwilach, kiedy deszcz i śnieg paraliżowaly akcje górskie, oddawano się rozwijaniu pasji kulinarnych członków wyprawy, oraz integracji międzyklubowej i ze schroniskowymi gospodarzami.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
poniedziałek, 31 lipiec 2023 10:13
2023.07.29-30 Jaskinia Nad Kotliny-Syfon Dominiki
Napisała Maria Węgrzynkiewicz
Sylwia Dendys-ST
Paweł Chrobak-ST
Majka W.
Akcja z otworu Nad Kotlin do Syfonu Dominiki i z powrotem. Pogoda dopisała mimo słabych prognoz. Było trochę zabawy z linami. Zjazd Setką robi wrażenie. Syfon Dominiki wart zobaczenia. 17,5h pod ziemią. Wszystkim się podobało, ale nie idźcie tam, bo nie warto ;)
Paweł Chrobak-ST
Majka W.
Akcja z otworu Nad Kotlin do Syfonu Dominiki i z powrotem. Pogoda dopisała mimo słabych prognoz. Było trochę zabawy z linami. Zjazd Setką robi wrażenie. Syfon Dominiki wart zobaczenia. 17,5h pod ziemią. Wszystkim się podobało, ale nie idźcie tam, bo nie warto ;)
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Inicjator: Radek Bizoń
Bartek Brzezinka
Tomek Grzegrzułka
Akcja z powodu złych prognoz do Tunelu Małołąckiego
Akcja z powodu złych prognoz do Tunelu Małołąckiego
Szybko, sprawnie i wesoło w miłym towarzystwie.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Marlena Magiera
- znalazłam grupę grotołazów w internecie, napisałam maila, zaprosili mnie na spotkanie na zoomie, a następnie na weekend speleo w stanie Nowy York
I tak się zaczęło. Udało mi się opuścić mój camp, na którym pracuje przez wakacje w USA (Connecticut) i udałam się w podróż z nieznajomymi przez Massachusetts, aż dotarliśmy do stanu Nowy York w okolice Schoharie gdzie rozłożyliśmy nasze namioty.
Jaskinie były trzy. Małe. Poziome. Dużo frajdy.
- Veenfliet’s Cave — super błotnista. Jaskinia na prywatnej posesji, na którą udało się dostać pozwolenie po 10 latach. Czołganie się poprzez korytarze “pudding passages”, które można śmiało tak nazywać. Nigdy nie miałam na sobie tyle błota co po tej jaskini. Weszło nas 10, a 5 po drodze zrezygnowało przez zimno, mokro i błoto. Mnie udało się dojść do końca
- Schoharie Cave -- wieczorem spacer po pas w lodowatej wodzie. Jaskinia to korytarz rzeczny i znajduje się ona 10 metrów od miejsca gdzie biwakowaliśmy. Czas to 40 min w dwie strony, ale jedna z najciekawszych jakie widziałam.
- Turbine cave — na zakończenie mała, ciepła jaskinia. W wodzie można było leżeć i było mega przyjemnie. Tutaj przed wejściem posprzątaliśmy trochę teren wokoło, gdyż poprzedni właściciele zrobili niezłe wysypisko śmieci. Więc dzisiaj mała podróz w amerykańskim czasie gdzie można było znaleźć puszki/butelki z lat 60/70.
Jaskinie typowe pod zabawe w czołganie się i sprawdzenie jak długo możesz zostać w wodzie - ale miałam dużo frajdy!
Sama możliwość zobaczenia trochę podziemnego świata w USA jest super!
Jak do tego dodać to, że podróżowałam sama, z nieznajomymi, do kompletnie innego stanu w obcym kraju - to robi się lekko ekstremalna wycieczka na weekend
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Zofia Gutek
Sylwia Wójcik
Paweł Olszewski
Jerzy Ganszer
Sprawozdanie skrócone:
Dwóch facetów zeszło na suche dno w Gouffre Berger - 1100 m, Sylwia na - 500m
Pokonano kanion Ecuces
W Grocie de Gournier dotarto do + 123 m
Odbył się atak na szczyt Barre des Ecrins 4101 - dotarto jedynie do 3800 m /dziewczyny/
Dodatkowe uwagi do skróconego sprawozdania:
To było siódme zejście poniżej tysiąca metrów J.G. i piąte zdobyte suche dno w G. Berger. Działaliśmy w oparciu o biwak w Sali Trzynastu.
Spotkaliśmy grupę I - dziękujemy na wino!
Na obozie burza - zdewastowane dwa namioty! Zwiedzaliśmy tunel. Kanion - wszystkim się podobał, w sumie mały, przebiegał przez jaskinię.
W Grotte de Gournier z powodu "chłodu" faceci wycofali się z +123m. Niewiasty zwiedzały sale z naciekami. Wszystkim podobała się przeprawa na pontonie.
Odbył się atak na czterotysięcznik z powodu słabej aklimatyzacji i opadu śniegu nie zdobyliśmy szczytu. Paweł zaliczył szczelinę lodową! Spaliśmy w schronisku Glacier Blanc na 2200 m.
Dwie osoby zdobyły swój rekord wysokości, dwie osoby były pierwszy raz na lodowcu, jedna osoba zdobyła rekord głębokości.
Byliśmy jeszcze w turystycznej jaskini Grotte de Choranche, gdzie przydały się nasze legitymacje klubowe i mieliśmy symboliczną zniżkę.
Zdjęcie wykonała Zosia ekipie po wyjściu z Gauffre Berger.
Sylwia Wójcik
Paweł Olszewski
Jerzy Ganszer
Sprawozdanie skrócone:
Dwóch facetów zeszło na suche dno w Gouffre Berger - 1100 m, Sylwia na - 500m
Pokonano kanion Ecuces
W Grocie de Gournier dotarto do + 123 m
Odbył się atak na szczyt Barre des Ecrins 4101 - dotarto jedynie do 3800 m /dziewczyny/
Dodatkowe uwagi do skróconego sprawozdania:
To było siódme zejście poniżej tysiąca metrów J.G. i piąte zdobyte suche dno w G. Berger. Działaliśmy w oparciu o biwak w Sali Trzynastu.
Spotkaliśmy grupę I - dziękujemy na wino!
Na obozie burza - zdewastowane dwa namioty! Zwiedzaliśmy tunel. Kanion - wszystkim się podobał, w sumie mały, przebiegał przez jaskinię.
W Grotte de Gournier z powodu "chłodu" faceci wycofali się z +123m. Niewiasty zwiedzały sale z naciekami. Wszystkim podobała się przeprawa na pontonie.
Odbył się atak na czterotysięcznik z powodu słabej aklimatyzacji i opadu śniegu nie zdobyliśmy szczytu. Paweł zaliczył szczelinę lodową! Spaliśmy w schronisku Glacier Blanc na 2200 m.
Dwie osoby zdobyły swój rekord wysokości, dwie osoby były pierwszy raz na lodowcu, jedna osoba zdobyła rekord głębokości.
Byliśmy jeszcze w turystycznej jaskini Grotte de Choranche, gdzie przydały się nasze legitymacje klubowe i mieliśmy symboliczną zniżkę.
Zdjęcie wykonała Zosia ekipie po wyjściu z Gauffre Berger.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Paweł Chrobak-ST
Majka W.
Akcja jaskiniowa z otworu Wielkiej Litworowej do Syfonu Dziadka i z powrotem. Czas pod ziemią to prawie 23h. Od otworu do Syfonu poszło sprawnie 5,5h. Potem mocno zwolniliśmy. 1,5h restu na nowym biwaku, szukanie obejścia jednego z zacisków (nie znaleziono-chyba nie istnieje), 2h kręcenia się w partiach zakopiańskich i rekordowo długi deporęcz lin. Po akcji transport lin pod inny otwór w totalnej "dupówie". Akcja należy do trudnych.
Ciasno, ciemno, zimno i mokro, więc nie idźcie tam, bo nie warto ;)
Majka W.
Akcja jaskiniowa z otworu Wielkiej Litworowej do Syfonu Dziadka i z powrotem. Czas pod ziemią to prawie 23h. Od otworu do Syfonu poszło sprawnie 5,5h. Potem mocno zwolniliśmy. 1,5h restu na nowym biwaku, szukanie obejścia jednego z zacisków (nie znaleziono-chyba nie istnieje), 2h kręcenia się w partiach zakopiańskich i rekordowo długi deporęcz lin. Po akcji transport lin pod inny otwór w totalnej "dupówie". Akcja należy do trudnych.
Ciasno, ciemno, zimno i mokro, więc nie idźcie tam, bo nie warto ;)
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Małgorzata Toczyłowska
Karolina Barciszewska - Kozioł
Karol Pastwa
Wojciech Zowada
Łukasz Piechocki
Grzegorz Więcek
Magda Zarzycka
Maciej Boszczyk
Po przyjeździe do Berger po wycieńczajacym tygodniu w PSM liczyliśmy na odpoczynek i spokojną noc. Niestety zostaliśmy przywitani nawałnicą, która próbowała zerwać nasze namioty. Kolejnego dnia dojechal trzon zespołu szturmowego (Magda i Maciek), jak później zostali nazwani. W pierwszych dwóch dniach nie było zgody na wejście do jaskini. Było to spowodowane niesprzyjającymi prognozami i możliwością zalania jaskini. 26.07 pojawila sie możliwość zejścia do jaskini z czego skorzystaliśmy. Podzieliliśmy się na dwa zespoły: szybką trójkę, której celem było osiągnięcie dna i drugi zespół, który nie planował zmoknąć w niższych partiach jaskini i skupił się na podziwianiu piękna i szukania dobrych kadrów. Po zjechaniu początkowych studni i przejściu meandrów zespol szturmowy pomniejszył się - ja zrezygnowałem z planów zdobycia dna jaskini i dołączyłem do drugiego zespołu. Oba zespoły spotkały się powtórnie na biwaku, gdzie zostawiliśmy depozyt i ruszyliśmy w stronę dna. Jednakże zespół "zdjęciowy" tuż za biwakiem zatrzymał się na dłuższą chwilę by podziwiać salę trzynastu. Obecne tam kaskady, jeziorka i naciekowe formy dostarczyły nam sporo wrażeń wizualnych, które staraliśmy się ująć na fotografiach. W jaskini przy ograniczonym świetle nie jest to wcale proste zadanie. Ostatecznie doszliśmy do charakterystycznego punkt w jaskini "la vire du Vagin" (-582) i rozpoczęliśmy odwrót. W drodze powrotnej zebraliśmy kilkanaście kg śmieci, które zostały po jej eksploratorach i były schowane w różnych zakamarkach jaskini. Czuliśmy się trochę jak poszukiwacze skarbów. Warto tutaj zaznaczyć, że głównym celem schodzenia do Gouffre Berger jest właśnie czyszczenie jej ze śmieci. Wyjście z dodatkowym balastem i mając w nogach i głowie ubiegłotygodniowy trawers PSM nie było łatwe. Na powierzchni byliśmy około północy zagotowalismy wodę, zrobiliśmy barszczyk i zmieniliśmy kombinezony na suche ubrania trekingowe. Do samochodu mieliśmy godzinę drogi i to pod górę, było to zgoła odmienne doświadczenie w porównaniu do naszych tatrzańskich jaskiń. Rano czekaliśmy na wyjście drugiego zespołu, który około 13 poinformował, że jest na powierzchni.
Maciej Boszczyk
Po przyjeździe do Berger po wycieńczajacym tygodniu w PSM liczyliśmy na odpoczynek i spokojną noc. Niestety zostaliśmy przywitani nawałnicą, która próbowała zerwać nasze namioty. Kolejnego dnia dojechal trzon zespołu szturmowego (Magda i Maciek), jak później zostali nazwani. W pierwszych dwóch dniach nie było zgody na wejście do jaskini. Było to spowodowane niesprzyjającymi prognozami i możliwością zalania jaskini. 26.07 pojawila sie możliwość zejścia do jaskini z czego skorzystaliśmy. Podzieliliśmy się na dwa zespoły: szybką trójkę, której celem było osiągnięcie dna i drugi zespół, który nie planował zmoknąć w niższych partiach jaskini i skupił się na podziwianiu piękna i szukania dobrych kadrów. Po zjechaniu początkowych studni i przejściu meandrów zespol szturmowy pomniejszył się - ja zrezygnowałem z planów zdobycia dna jaskini i dołączyłem do drugiego zespołu. Oba zespoły spotkały się powtórnie na biwaku, gdzie zostawiliśmy depozyt i ruszyliśmy w stronę dna. Jednakże zespół "zdjęciowy" tuż za biwakiem zatrzymał się na dłuższą chwilę by podziwiać salę trzynastu. Obecne tam kaskady, jeziorka i naciekowe formy dostarczyły nam sporo wrażeń wizualnych, które staraliśmy się ująć na fotografiach. W jaskini przy ograniczonym świetle nie jest to wcale proste zadanie. Ostatecznie doszliśmy do charakterystycznego punkt w jaskini "la vire du Vagin" (-582) i rozpoczęliśmy odwrót. W drodze powrotnej zebraliśmy kilkanaście kg śmieci, które zostały po jej eksploratorach i były schowane w różnych zakamarkach jaskini. Czuliśmy się trochę jak poszukiwacze skarbów. Warto tutaj zaznaczyć, że głównym celem schodzenia do Gouffre Berger jest właśnie czyszczenie jej ze śmieci. Wyjście z dodatkowym balastem i mając w nogach i głowie ubiegłotygodniowy trawers PSM nie było łatwe. Na powierzchni byliśmy około północy zagotowalismy wodę, zrobiliśmy barszczyk i zmieniliśmy kombinezony na suche ubrania trekingowe. Do samochodu mieliśmy godzinę drogi i to pod górę, było to zgoła odmienne doświadczenie w porównaniu do naszych tatrzańskich jaskiń. Rano czekaliśmy na wyjście drugiego zespołu, który około 13 poinformował, że jest na powierzchni.
Z relacji drugiego zespołu...
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Sylwia Solarczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Magdalena Dziurgot - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Kamil Polański
Krzysztof Borgieł
Sprawna i lekka akcja. Miała być pełna lampa, a jak się okazało podczas pobytu pod ziemią była godzinna zlewa, która zmoczyła nam dobytek zostawiony na górze. Przy otworze Śnieżnej spotkano Kaję i Frytkę (oboje KKTJ). Kamil miał zrobić NK-Dziadek-NK, ale uznał ze tak dawno nie działał z tak fajnym zespołem więc ostatecznie dołaczył do naszej trójki. Pod ziemią sporo lejącej się wody. W zasadzie co tu dużo opisywać. Nad Kotliny są nudne jak flaki z olejem. Lufa, lufa, lufa, Wodociąg, który osiągamy idąc spacerowo po 2h38min. Następnie głównym ciągiem deporęczując całość do otworu Śnieżnej. Wodociąg- otwór w czasie 2h24min.
Całość akcji to 5h02min (z przerwami). Podczas całej wycieczki poruszaliśmy wiele tematów geopolitycznych i analizowaliśmy wiele wariantów przyszłości. Do następnego!
P.s. tak na prawdę akcja była tylko po to aby zdjąć liny w Śnieżnej. Ale żeby nie chodzic tą samą drogą...
Magdalena Dziurgot - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Kamil Polański
Krzysztof Borgieł
Sprawna i lekka akcja. Miała być pełna lampa, a jak się okazało podczas pobytu pod ziemią była godzinna zlewa, która zmoczyła nam dobytek zostawiony na górze. Przy otworze Śnieżnej spotkano Kaję i Frytkę (oboje KKTJ). Kamil miał zrobić NK-Dziadek-NK, ale uznał ze tak dawno nie działał z tak fajnym zespołem więc ostatecznie dołaczył do naszej trójki. Pod ziemią sporo lejącej się wody. W zasadzie co tu dużo opisywać. Nad Kotliny są nudne jak flaki z olejem. Lufa, lufa, lufa, Wodociąg, który osiągamy idąc spacerowo po 2h38min. Następnie głównym ciągiem deporęczując całość do otworu Śnieżnej. Wodociąg- otwór w czasie 2h24min.
Całość akcji to 5h02min (z przerwami). Podczas całej wycieczki poruszaliśmy wiele tematów geopolitycznych i analizowaliśmy wiele wariantów przyszłości. Do następnego!
P.s. tak na prawdę akcja była tylko po to aby zdjąć liny w Śnieżnej. Ale żeby nie chodzic tą samą drogą...
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Więcej...
wtorek, 01 sierpień 2023 11:51
2023.07.19-20 TRAWERS JASKINII PIERRE SAINT MARTIN
Napisał Karol Pastwa
Ewa Rutkowska
Małgorzata Toczyłowska
Karolina Barciszewska - Kozioł
Bartek Brzezinka
Karol Pastwa
Wojciech Zowada
Dawid Jędrysek
Łukasz Piechocki
Grzegorz Więcek
Tomek Motoszko
We wtorek (18.07) po długiej 27 godzinnej podróży, do wioski La Caserne w Pirenejach plan działania był krótki, ale ambitny.
Przede wszystkim potrzebowaliśmy odnaleźć klucz do dziury, następnie rekonesans w ogromnej sali La Verna oraz odnalezienie otworu SC3 i depozyt lin.
Już odszukanie klucza okazało się wyzwaniem, ponieważ jak to na francuskiej wsi, ktoś może mówić po angielsku?!? W końcu Bartkowi udało się zdobyć klucz, który był w barze naprzeciwko romańskiego kościółka idealnie wkomponowanego w krajobraz we wsi Sainte-Engrace.
Wejście do tunelu EDF o długości ok. 650 m. przywitało nas ogromnym ciągiem powietrza, który prawie uniemożliwiał zamknięcie drzwi. Tunel ten został wydrążony w 1956 r. Na końcu tunelu przywitała nas olbrzymia, wręcz monstrualna sala La Verna. W momencie wejścia przytłoczył nas jej ogrom, po prostu gigant!
Dzięki temu, że byliśmy w sali w czasie turystycznych wycieczek, była ona pięknie i dokładnie oświetlona. Potęgę sali dobitnie pokazały rozstawione w różnych miejscach manekiny naturalnej wielkości w pełnym szpeju jaskiniowym.
Sala jest tak ogromna, że w 2003 r. latano w niej balonem.
Po rozeznaniu gdzie znajduję się ciąg w którym chcieliśmy zakończyć trawers, opuściliśmy salę i pojechaliśmy do uroczo położonej miejscowości Pierre Saint Martin, gdzie domki stoją na przestronnych lapiazach, człowieka nie spotkasz, a krowy pasą się wszędzie, gdzie jest to możliwe (pod hotelem, na ulicach itp.)
Podczas dojścia do otworu towarzyszył okropny ponad 30 stopniowy upał, który pomimo pochmurnego nieba dał nam się bez znaki. Udało nam się zobaczyć parę hiszpańskich szczytów i gigantyczną masę wspomnianego lapiazu.
Pod otwór prowadzi szeroką nartostrada, dobrze utrzymana. Otwór znajduje się na wysokości 2040 m n.p.m. Ok. 20 metrów na prawo od drogi, przy największej sosence w okolicy. Dzięki wcześniej ściągniętym mapą Nowej Akwitanii na mapach.cz bez problemu udało nam się znaleźć otwór.
Po wieczornej odprawie, przygotowaniu sprzętu ustaliliśmy godzinę wyjścia na 6:30.
Na drugi dzień, pierwsza osoba weszła do jaskini o 9:00. W tym czasie nasi kierowcy odstawili busa pod tunel EDF.
O 10:00 weszła do jaskini ostatnia osoba. Poręczowanie pierwszych studni (pionowych ciągów) przebiegło sprawnie i zgodnie z planem. Już po 3 godzinach pierwsze osoby stanęły na głębokości -390. Kolejne partie, już poziome prowadzą przez niewielkie korytarze, ale jakże pięknie. Tu mieliśmy możliwość najbliżej przyjrzeć się pięknym formą krasowym jak: grzybki, makarony, mleko wapienne, draperie, aragonity itp.
Po kilku godzinach marszu zaczął nam towarzyszyć ciek wodny, który z małymi przerwami towarzyszył nam już do końca. Wody robiło się coraz więcej i tylko czekaliśmy na moment w którym zostaliśmy zmuszeni do przebrania się w pianki. Ten moment nastąpił w 1/3 Grand Canionu, gdy poziom wody zaczął sięgać powyżej pasa. Trzeba było przyznać że woda jak na nasze wyobrażenie Pirenejów była okropnie zimna. Kolejne etapy pokonywaliśmy z coraz większą ilością wody, w trudniejszych momentach korzystaliśmy z przygotowanych poręczówek. Miejsca które nie dało się pokonać ciągiem wodnym przechodziliśmy oznakowanymi obejściami, często przy użyciu przygotowanych liny.
W Sali Susse po raz drugi pod ziemią spotkaliśmy z tak wielka salą, w której mieściła się prawdziwa ostra grań. W tym miejscu należy uważać, trzeba się kierować się prawą stroną, gdyż na grani jest odejście w lewo do nowo eksplorowanych ciągów idący w zupełnie innym kierunku niż trawers.
Najbardziej nam w pamięci zostaną dwa odcinki wodne. Pierwszy to jeziorko przy którym nie sięgaliśmy nogami dna oraz przegapiliśmy moment niepozornego odbicia w prawo w górę w ścianie. Przez co pokonaliśmy dodatkowych 100 metrów w wodzie aż do syfonu i straciliśmy pół godziny.
Drugi to jeziorko, które było zaporęczowane i to zupełnie nie bez powodu, gdyż przez środek jeziorka płynął mocny poprzeczny prąd. W takich miejscach jak te, docenialiśmy fakt iż w naszych worach jaskiniowych znajdowały się wodoszczelne worki które działały jak bojki.
Po jakimś czasie dotarliśmy do Sali Lapineux, gdzie znajduje sie mauzoleum Loubensa, a przy nim znajdują się szczątki noszy i wyciągarki którymi próbowano ratować Marcela Loubensa w 1952 r. W Sali tej można też zobaczyć pozostałości obozu pierwszych odkrywców oraz znajdujące się pierwsze tabliczki z napisem La Verna. W dolnych partiach wisi fragment (trzy szczeble) drabinki linowej, która jest już w opisach z lat 50.
Od tego momentu do końca trawersu było już sucho. Mijaliśmy kolejno ogromne sale: Casteret-a, Loubensa, Queffeleca, Adali, Chevalieraa co zajeło nam kolejnych 6 godzin. Pokonywanie każdej z tych monumentalnych sal przebiegało według z góry określonego scenariusza: wejście do sali, odszukanie w mroku odblasku na szczycie piargowiska, wspinaczka w kierunku odblasku, odszukanie kolejnego odblasku znajdującego się w dolnych partiach sali a następnie wyjście i tak w kółko. Przez całość jaskini towarzyszyły nam odblaski, biało czerwone taśmy oraz kopczyki. Co ciekawe, niektóre z tych odblasków oraz kopczyków mogą być w jaskini od początku eksploracji z lat 50. W późniejszych salach zaczęliśmy zatracać orientacje, być może ze zmęczenia oraz już wczesnych porannych godzin.
O 5 rano naszym oczom ukazały znajome poręczówki, które widzieliśmy dnia poprzedniego, a za nimi piękna sala La Verna.
Podsumowując: kawał dziury! :)
Ps. Sprawozdanie powstawało przed otworem dziury podczas gdy druga ekipa deporęczowała jaskinie :)
Małgorzata Toczyłowska
Karolina Barciszewska - Kozioł
Bartek Brzezinka
Karol Pastwa
Wojciech Zowada
Dawid Jędrysek
Łukasz Piechocki
Grzegorz Więcek
Tomek Motoszko
We wtorek (18.07) po długiej 27 godzinnej podróży, do wioski La Caserne w Pirenejach plan działania był krótki, ale ambitny.
Przede wszystkim potrzebowaliśmy odnaleźć klucz do dziury, następnie rekonesans w ogromnej sali La Verna oraz odnalezienie otworu SC3 i depozyt lin.
Już odszukanie klucza okazało się wyzwaniem, ponieważ jak to na francuskiej wsi, ktoś może mówić po angielsku?!? W końcu Bartkowi udało się zdobyć klucz, który był w barze naprzeciwko romańskiego kościółka idealnie wkomponowanego w krajobraz we wsi Sainte-Engrace.
Wejście do tunelu EDF o długości ok. 650 m. przywitało nas ogromnym ciągiem powietrza, który prawie uniemożliwiał zamknięcie drzwi. Tunel ten został wydrążony w 1956 r. Na końcu tunelu przywitała nas olbrzymia, wręcz monstrualna sala La Verna. W momencie wejścia przytłoczył nas jej ogrom, po prostu gigant!
Dzięki temu, że byliśmy w sali w czasie turystycznych wycieczek, była ona pięknie i dokładnie oświetlona. Potęgę sali dobitnie pokazały rozstawione w różnych miejscach manekiny naturalnej wielkości w pełnym szpeju jaskiniowym.
Sala jest tak ogromna, że w 2003 r. latano w niej balonem.
Po rozeznaniu gdzie znajduję się ciąg w którym chcieliśmy zakończyć trawers, opuściliśmy salę i pojechaliśmy do uroczo położonej miejscowości Pierre Saint Martin, gdzie domki stoją na przestronnych lapiazach, człowieka nie spotkasz, a krowy pasą się wszędzie, gdzie jest to możliwe (pod hotelem, na ulicach itp.)
Podczas dojścia do otworu towarzyszył okropny ponad 30 stopniowy upał, który pomimo pochmurnego nieba dał nam się bez znaki. Udało nam się zobaczyć parę hiszpańskich szczytów i gigantyczną masę wspomnianego lapiazu.
Pod otwór prowadzi szeroką nartostrada, dobrze utrzymana. Otwór znajduje się na wysokości 2040 m n.p.m. Ok. 20 metrów na prawo od drogi, przy największej sosence w okolicy. Dzięki wcześniej ściągniętym mapą Nowej Akwitanii na mapach.cz bez problemu udało nam się znaleźć otwór.
Po wieczornej odprawie, przygotowaniu sprzętu ustaliliśmy godzinę wyjścia na 6:30.
Na drugi dzień, pierwsza osoba weszła do jaskini o 9:00. W tym czasie nasi kierowcy odstawili busa pod tunel EDF.
O 10:00 weszła do jaskini ostatnia osoba. Poręczowanie pierwszych studni (pionowych ciągów) przebiegło sprawnie i zgodnie z planem. Już po 3 godzinach pierwsze osoby stanęły na głębokości -390. Kolejne partie, już poziome prowadzą przez niewielkie korytarze, ale jakże pięknie. Tu mieliśmy możliwość najbliżej przyjrzeć się pięknym formą krasowym jak: grzybki, makarony, mleko wapienne, draperie, aragonity itp.
Po kilku godzinach marszu zaczął nam towarzyszyć ciek wodny, który z małymi przerwami towarzyszył nam już do końca. Wody robiło się coraz więcej i tylko czekaliśmy na moment w którym zostaliśmy zmuszeni do przebrania się w pianki. Ten moment nastąpił w 1/3 Grand Canionu, gdy poziom wody zaczął sięgać powyżej pasa. Trzeba było przyznać że woda jak na nasze wyobrażenie Pirenejów była okropnie zimna. Kolejne etapy pokonywaliśmy z coraz większą ilością wody, w trudniejszych momentach korzystaliśmy z przygotowanych poręczówek. Miejsca które nie dało się pokonać ciągiem wodnym przechodziliśmy oznakowanymi obejściami, często przy użyciu przygotowanych liny.
W Sali Susse po raz drugi pod ziemią spotkaliśmy z tak wielka salą, w której mieściła się prawdziwa ostra grań. W tym miejscu należy uważać, trzeba się kierować się prawą stroną, gdyż na grani jest odejście w lewo do nowo eksplorowanych ciągów idący w zupełnie innym kierunku niż trawers.
Najbardziej nam w pamięci zostaną dwa odcinki wodne. Pierwszy to jeziorko przy którym nie sięgaliśmy nogami dna oraz przegapiliśmy moment niepozornego odbicia w prawo w górę w ścianie. Przez co pokonaliśmy dodatkowych 100 metrów w wodzie aż do syfonu i straciliśmy pół godziny.
Drugi to jeziorko, które było zaporęczowane i to zupełnie nie bez powodu, gdyż przez środek jeziorka płynął mocny poprzeczny prąd. W takich miejscach jak te, docenialiśmy fakt iż w naszych worach jaskiniowych znajdowały się wodoszczelne worki które działały jak bojki.
Po jakimś czasie dotarliśmy do Sali Lapineux, gdzie znajduje sie mauzoleum Loubensa, a przy nim znajdują się szczątki noszy i wyciągarki którymi próbowano ratować Marcela Loubensa w 1952 r. W Sali tej można też zobaczyć pozostałości obozu pierwszych odkrywców oraz znajdujące się pierwsze tabliczki z napisem La Verna. W dolnych partiach wisi fragment (trzy szczeble) drabinki linowej, która jest już w opisach z lat 50.
Od tego momentu do końca trawersu było już sucho. Mijaliśmy kolejno ogromne sale: Casteret-a, Loubensa, Queffeleca, Adali, Chevalieraa co zajeło nam kolejnych 6 godzin. Pokonywanie każdej z tych monumentalnych sal przebiegało według z góry określonego scenariusza: wejście do sali, odszukanie w mroku odblasku na szczycie piargowiska, wspinaczka w kierunku odblasku, odszukanie kolejnego odblasku znajdującego się w dolnych partiach sali a następnie wyjście i tak w kółko. Przez całość jaskini towarzyszyły nam odblaski, biało czerwone taśmy oraz kopczyki. Co ciekawe, niektóre z tych odblasków oraz kopczyków mogą być w jaskini od początku eksploracji z lat 50. W późniejszych salach zaczęliśmy zatracać orientacje, być może ze zmęczenia oraz już wczesnych porannych godzin.
O 5 rano naszym oczom ukazały znajome poręczówki, które widzieliśmy dnia poprzedniego, a za nimi piękna sala La Verna.
Podsumowując: kawał dziury! :)
Ps. Sprawozdanie powstawało przed otworem dziury podczas gdy druga ekipa deporęczowała jaskinie :)
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Maja Jędrzejewska
Jerzy Ganszer
Po drodze dotarliśmy do rytu naskalnego "Jacek", potem do kamienia z krzyżem /reszta zarośnięta/, potem w rejon kurhanów. Po jaskini byliśmy przy Jaskini w Stołowie i tam nad wejściem ryt naskalny - odkryła to Agnieszka Gądek. A na koniec zupa na Przełęczy Karkoszczonka. Jeszcze byliśmy przy zabytkowym cisu. W Jaskini jeden nietoperz w locie. Na powierzchni upał!
Zaproszenie na akcję było na stronie - P.
Jerzy Ganszer
Po drodze dotarliśmy do rytu naskalnego "Jacek", potem do kamienia z krzyżem /reszta zarośnięta/, potem w rejon kurhanów. Po jaskini byliśmy przy Jaskini w Stołowie i tam nad wejściem ryt naskalny - odkryła to Agnieszka Gądek. A na koniec zupa na Przełęczy Karkoszczonka. Jeszcze byliśmy przy zabytkowym cisu. W Jaskini jeden nietoperz w locie. Na powierzchni upał!
Zaproszenie na akcję było na stronie - P.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
poniedziałek, 17 lipiec 2023 10:02
2023.07.16 Płyta Lerskiego do Zadniego Kościelca
Napisał Jerzy Ganszer
Agnieszka Krawczyk - Były Członek Klubu
Jerzy Ganszer
W sumie 1326 m podejścia. U góry nie było upału. Ładne widoki. Na trasie nowe punkty asekuracyjne.
Zapraszam na podobne akcje!
Jerzy Ganszer
W sumie 1326 m podejścia. U góry nie było upału. Ładne widoki. Na trasie nowe punkty asekuracyjne.
Zapraszam na podobne akcje!
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Jerzy Ganszer
Dotarł do starego dna - Sala pod Płytowcem. Czas 2,5 godzin po linach. W najniższym miejscu była awaria oświetlenia. Po drodze w górę nad Kobylarzem spotkał Krzysztofa /Borgieła/ Borgła z żoną. Na powierzchni ciepło. Z jaskini wyniesiono trochę starych lin.
Formalnie to była kontrola zaśmiecenia jaskini w ramach Biura do Spraw Odśmiecania Wielkiej Litworowej - jest dobrze! - dalej przed biwakiem leży sedes do wyniesienia, w rejonie studni wlotowej rękawiczki do zabrania i powyżej folia ze sznurkiem /kiedyś to służyło do monitorowania przelotu nietoperzy/ - może ktoś to usunie. Z tych badań wyszło, że więcej nietoperzy wlatuje do jaskini niż wylatuje!
Uwaga - w porównaniu ze Śnieżną w Litworowej jest "super czysto!"
O Biurze można sobie poczytać na stronie Ganszera - "kliknij"
O akcji wszyscy zainteresowani dowiedzieli się ze strony Ganszera i ze strony - P.
Zważywszy, że autor sprawozdania jest osobą trochę historyczną - to przy okazji przypomina swoją pierwszą wycieczkę do tej jaskini:
1981.04.07 Litworowa do Starego Dna. 9 godzin w jaskini. Pod Pierwszą Pięćdziesiątką był lód!
Lubomir Zawierucha - kierownik akcji
Marek Walusiak /nie żyje/
Mirosław Micherdziński
Jerzy Pukowski
Andrzej Luber
Zdzisław Grebl
Jerzy Ganszer
Po przeczytaniu powyższego sprawozdania Mirosław Micherdziński wspomniał, że wtedy działaliśmy na podwójnej linie "dynamicznej", z drugiej liny była autoasekuracja z gibbsa, i wtedy wychodziliśmy przy pomocy trzech gibbsów. Czas akcji 8,5 godzin w jaskini.
Dotarł do starego dna - Sala pod Płytowcem. Czas 2,5 godzin po linach. W najniższym miejscu była awaria oświetlenia. Po drodze w górę nad Kobylarzem spotkał Krzysztofa /Borgieła/ Borgła z żoną. Na powierzchni ciepło. Z jaskini wyniesiono trochę starych lin.
Formalnie to była kontrola zaśmiecenia jaskini w ramach Biura do Spraw Odśmiecania Wielkiej Litworowej - jest dobrze! - dalej przed biwakiem leży sedes do wyniesienia, w rejonie studni wlotowej rękawiczki do zabrania i powyżej folia ze sznurkiem /kiedyś to służyło do monitorowania przelotu nietoperzy/ - może ktoś to usunie. Z tych badań wyszło, że więcej nietoperzy wlatuje do jaskini niż wylatuje!
Uwaga - w porównaniu ze Śnieżną w Litworowej jest "super czysto!"
O Biurze można sobie poczytać na stronie Ganszera - "kliknij"
O akcji wszyscy zainteresowani dowiedzieli się ze strony Ganszera i ze strony - P.
Zważywszy, że autor sprawozdania jest osobą trochę historyczną - to przy okazji przypomina swoją pierwszą wycieczkę do tej jaskini:
1981.04.07 Litworowa do Starego Dna. 9 godzin w jaskini. Pod Pierwszą Pięćdziesiątką był lód!
Lubomir Zawierucha - kierownik akcji
Marek Walusiak /nie żyje/
Mirosław Micherdziński
Jerzy Pukowski
Andrzej Luber
Zdzisław Grebl
Jerzy Ganszer
Po przeczytaniu powyższego sprawozdania Mirosław Micherdziński wspomniał, że wtedy działaliśmy na podwójnej linie "dynamicznej", z drugiej liny była autoasekuracja z gibbsa, i wtedy wychodziliśmy przy pomocy trzech gibbsów. Czas akcji 8,5 godzin w jaskini.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
