Jaskinie i wyprawy

Jaskinie i wyprawy (1536)

poniedziałek, 04 marzec 2024 15:33

2024.03.02 Wielka Śnieżna - komin Ekstazy

Napisał
Sylwia "Revelka" Dendys - Speleoklub Tatrzański
Andrzej Wyczółkowski - Sekcja Grotołazów Wrocław
Krzysztof "Chomik" Borgieł

Klasyczna jaskiniowa sobota z akcentem niedzielnym. 7 rano spotkanie z Andrzejem na Groniku i ruszamy. Na dole bardzo ciepło i pochmurno, śniegu brak. Normalniejsze ilości śniegu zaczynają się dopiero daleko i wysoko w lesie nieopodal Głazistego. W Świstówkach zmiana aury na wietrzno-opadową (cudowna ta zima). Po dotarciu pod otwór stwierdzamy, że śnieg mocno nam spełzł i iglo już jest mniej komfortowe. Zza pleców na szczęście wyskakuje główny konstruktor-budowniczy Kamillo de Motyllo i wspólnymi siłami stwarzamy warunki do godnego przebrania się.

10.30 ruszamy pod ziemię. Na płytowcach przelatuje obok na de Motyllo gardząc liną, pokonując ten odcinek długimi skokami między ścianami i po chwili znika - oficjalnie miał iść do Nad Kotlin. Nie wzruszeni jego brawurą idąc dobrym grupowym tempem i po kolei zaliczamy Suchy, II i Nowy Biwak daleko na zachodnich rubieżach Śnieżnej.

Cofnijmy się jednak w okolice Komina Krokodyla gdzie idąc w górę słyszymy głos strudzonego wędrowca. Barwa głosu sugeruje, że chyba zabłądził i ma z 60 lat. Oczywiście mnie nie przechytrzy nasz kolega akrobata. Próbował jeszcze wcisnąć nam kit, że był na Nowym Biwaku, ale nie z nami te numery. Podobno odwiedził Małe Błotko, ale niestety brak dokumentacji w postaci filmu z pokazaniem aktualnej gazety każe nam sądzić, że mógł kłamać :) Po wymianie uprzejmości z ww. osobnikiem ruszamy - on Nad Kotliny, a my ...

... wracamy na Nowy Biwak. Przepak, posiłek i dalej w górę linami w kierunku Komina Ekstazy. Po drodze wymiana starych i/lub brakujących karabinków, poprawa oporęczowania - czyli typowe zajęcia z technik jaskiniowych. Ostatecznie docieramy do szczytu Komina, zerkam w "wąską otchłań" partii z zaciskami i ruszamy w drogę powrotną. Na Nowym Biwaku i w Sali 52 przygotowujemy do transportu w sumie 5 worów, chociaż przydałoby się więcej - wtajemniczeni wiedzą o co chodzi, a niewtajemniczeni niech się zgłoszą to opowiem.

I tak po zakończonej pracy udaliśmy się znaną nam drogą w kierunku otworu, gdzie przywitała nam mgła, mżawka, wiatr i nowy dzień...

Kończąc to opowiadanie należy wspomnieć, że w jaskini jest powódź w głównym ciągu. Warunki jak na końcu kwietnia zazwyczaj. Czekamy na mrozy!

Suche fakty:
- podejście 2h
- w jaskini 15h
- zejście 2h 15min
- +/- 850m deniwelacji
- satysfakcja i upodlenie +1000
- nikt tam nie był dla przyjemności

Kamil Polański

Tym razem postanowiłem   samemu zawitać do Wielkiej Szanowanej jaskini. W tym samym czasie działał zespół (Krisowo-Sylwusiowo – Andrzejowy),który wędrował aż do Ekstazy.

Podejście lajtowe, nieco śliskie w lasku,  przez świstówki  w miarę  bez  brodzenia w zaczynającym rozmakać śniegu, przechód bez raków i czekana choć zalecam chociaż czekan.
Do przebieralni nie było problemu się dostać, ja przyszedłem na gotowe, choć przed wejściem jeszcze pomogłem  nieco przegłębić  tunel wejściowy, bo jak to tak się schylać już na wejściu, nie będąc przebranym.  W przebieralni sufit spełza i dla średniego wzrostu ludzi (172cm ?) już jest miejscami za mało, dlatego trzeba było to znowu pogłębić/ ściąć.Szybkie przebieranie, pierwsza porcja zestawu obiadowego wchłonięta i ok. 10:40 jestem w dziurze i  podążam w kierunku pierwszej ekipy. Mijam się z nimi na I Płytowcu, nawet zapominając że tam jest lina, a potem już cały czas z górki bez przestojów. Celem był deporęcz Obejścia Gliwickiego, ale że miałem całkiem dobry czas i szkoda ta wychodzić o … 13tej godzinie z dziury, to postanowiłem  zrobić niespodziankę  ekipie 1 i  zanim oni mnie doszli w wodociągu pobiegłem  do partii Krokodyla. W 22 min. pokonałem odcinek Suchy Biwak – Rozejście do partii Krokodyla – czas bardzo szybki, ale myślę że spokojnie można urwać z niego 5min. Po 1 godz. 50min. (od otworu) jestem w Małym Błotku, zacisk pokonany za drugim razem (głową nie poszło), za MB musiałem zostawić swój ślad w postaci  zmętnienia wody, aby  Ci za mną wiedzieli że nie kłamałem i zacząłem wracać do planu  czyli do Nadkotlin. Z ekipą minąłem się  w początkowych partiach  Krokodyla, siłowali się z czasem. W te pędy pobiegłem  do Nadkotlin, mocząc  się  drugi raz w partiach poniżej Suchego Biwaku (dużo wody, bo to niestety roztopy nastały). Deporęcz Obejścia Gliwickiego zajął mi aż 1,5 godziny, bo nie obeszło się bez przygód. Chyba pierwszy raz od niepamiętnych czasów (staż co prawda niewielki) zadrżała mi noga stojąc na półce nad dnem Setki i manewrując  linami przygotowywanymi do  „złodzieja”, bo jakoś tak nie zdecydowałem się wpinać lonża (bo po co, pierdoło - samokrytyka). Gdy już wpakowałem 179m liny w wór, doszedłem do wniosku że ni chu chu ale  na zachód słońca to ja nie zajdę. No i tak ok. 18:30 pojawiłem się na zewnątrz, gdzie  nieco prószyło i wiało (żadna nowość).

Z ważnych informacji przekazuję, że na Przechodzi, w jego górnej partii, widoczna jest  spora szczelina i trza uważać aby tam nie spaść (1m lotu jak nic), za to od tej szczeliny polecam zjazd na dupie, przodem, z rozpostartymi nogami jak do  porodu. Frajda dla jakiej mógłbym to robić bezustannie.

 

poniedziałek, 04 marzec 2024 21:08

2024.03.01-03 Szkolenie Zimowe - wyjazd kursowy

Napisała

Katarzyna Więckowska
Monika Wróbel
Olga Kraszewska
Filip Pukmiel
Łukasz Kosiński
Maciej Jeziorski
Mateusz Wielke
Wojciech Chroszcz
Tomasz Grzegrzułka
Sławek Heteniak - Speleoklub Tatrzański
Sylwia Wójcik
Wojciech Jasiak
Małgorzata Błaszczyk

W ubiegłym weekendzie mieliśmy przyjemność uczestniczyć w szkoleniu z zakresu bezpieczeństwa w górach, w warunkach zimowych, gdy pokrywa śniegu tworzy dodatkowe zagrożenia. Naszą przygoda rozpoczęła się od solidnej dawki teorii na temat lawin, obejmującej zarówno czynniki sprzyjające ich powstawaniu, jak i metody rozpoznawania miejsc zagrożonych. Omówiliśmy bezpieczne praktyki poruszania się w terenie narażonym na wystąpienie lawin oraz udzielania pomocy osobom poszkodowanym, co jest kluczowe dla bezpieczeństwa podczas górskich wypraw.
Kolejnym etapem naszego szkolenia były praktyczne ćwiczenia, które odbyły się na Hali Kondratowej. Tam zgłębiliśmy tajniki obsługi detektorów lawinowych oraz ich wykorzystania podczas poszukiwania zasypanych osób, korzystając z procedury ABC lawinowego. Nie zapomnieliśmy także o doskonaleniu umiejętności chodzenia w rakach i technik hamowania czekanem, co może być kluczowe w sytuacjach krytycznych.
Niedzielę poświęciliśmy na kontynuację nauki, skupiając się na asekuracji na linie lotnej, technikach wyhamowania lotu oraz ratowaniu osób z liny.
Pod okiem doświadczonych instruktorów zdobyliśmy nie tylko teoretyczną wiedzę, ale także praktyczne umiejętności niezbędne do bezpiecznego poruszania się w górach w warunkach zimowych.

niedziela, 17 marzec 2024 17:26

2024.02.24-03.11 Tajlandia

Napisał
Wacław Michalski
Ampy - Tajlandia
Claire - Francja
John - boss, Belgia
Gery - Belgia
Jean Marie - Francja
Paul Cal - Wielka Brytania
Yohan - Belgia
Miałem przyjemność uczestniczyć w kolejnej wyprawie do Tajlandii. To belgijski projekt Johna z międzynarodową obsadą. Plan był prosty, północno-zachodnią część kraju zajmują wapienne wzniesienia i góry. W zeszłym roku, uczestnikiem była wówczas też Lena Koprowska, rozeznaliśmy i połączyliśmy w jedno.. system trzech jaskiń nazwany jako Long Snake Cave. Łączna długość ponad 7 kilometrów, ale większość niemal w jednym ciągu, co pozwala na około 4 -5 kilometrowe spacery. W tym roku mieliśmy przyłączyć dalsze dziury z okolicy. Pomimo naszych starań, kilometrów wędrówek w terenie, sprawdzaniu każdego leja i zbadaniu 14 jaskiń w tym w większości nowych, nie udało nam się przebić do naszego systemu. Niemniej można powiedzieć, że mamy też sukcesy: jaskinię Tam Pha Puek wydłużyliśmy dwukrotnie, jej głębokość to teraz 246m, ale w tajskich warunkach, stała się czwartą co do głębokości dziurą w tym kraju, łączna długość pomierzonych, nowych korytarzy w odkrytych jaskiniach to ponad 4,2 km, no i w ostatnim dniu ..."wisienka na torcie". Wchodzimy do zawaliska w otworze, który znalazła Claire, przejście między wantami przypomina Beskidy, po kilkunastu metrach ciorania staję nad studzienką, 8m zjazdu, słyszę wodę, jeszcze trochę przeciskania i jestem w kolektorze wodnym, korytarze coraz szersze, myte, dnem płynie strumień, po ok 150-200m wchodzimy do gigantycznej sali zamkniętej progiem. Brak lin, czasu, widać olbrzymi korytarz ciągnący się w kierunku Snake Cave...wracamy. W tym roku już tego nie zbadamy, ale jest gdzie wracać, to na pewno ten sam ciek, który wypływa w Snake Cave w jej dolnej części. Gdyby to połączyć, będzie dziura w pierwszej trójce w Tajlandii.
Zofia Gutek + 5 osób

Śnieżna zasypana, Przy przechodzie też
Wiatr 100km/h
Efekt : Śpiących Rycerzy i Wyżnia Śpiących Rycerzy
niedziela, 18 luty 2024 18:44

2024.02.17. Jaskinia Czarna

Napisał
Agnieszka Krawczyk
Maciej "Geolog" Pawełczyk- KKS
Maciej "Fryta" Frydrychowicz- KKS
Michał Bieroński- KKS
Paweł Olszewski

W sobotę popełniliśmy wyjście do Jaskini Czarnej w Partie Królewskie. Pogoda na podejściu iście wiosenna. Zero śniegu. Agnieszka z powodu awarii palca nie wchodziła do jaskini- działała na powierzchni, podeszła na Ciemniak ale z powodu deszczu i mgły zrobiła wycof. Agnieszka była też naszą osobą zabezpieczającą, dzielnie czekającą na nasze wyjście z nory. Natomiast my sprawnie działaliśmy w jaskini. Pierwszy raz "szliśmy" obejściem Komina Węgierskiego. Mi przypadł zaszczyt wyspinania go. Ciekawe doświadczenie. Poszło w miarę gładko. Po dojściu do stanowiska przed trawersem nad KW spotkałem dwóch kolegów z naszego klubu, którzy tego dnia mieli "dziewiczą", samodzielną akcję- robili trawers Czarnej. W tym miejscu nastąpił dialog (pozdrawiam). Partie Królewskie bardzo spodobały się moim towarzyszom- byli tam pierwszy raz. Po wyjściu z jaskini zastał nas deszcz. Musiało długo padać, bo zejście z góry to była ślizgawka po błocie.

Zdjęcia
poniedziałek, 19 luty 2024 10:16

2024.02.17 Jaskinia Śnieżna - Dziadek

Napisał

Kamilek Polański
Paweł Chrobak - ST
Sylwia Dendys - ST

W dniu 17.02 odbyło się kolejne wyjście do Wielkiej Śnieżnej. Wyjście miało zachęcić i zgromadzić również innych członków klubu ale niestety tym razem się nie udało. 

Cel -> Dziadek.

Kamil i Paweł byli tam wielokrotnie, ja pierwszy raz powitałam dziadka. Byłam ukontentowana :).

Pogoda na podejściu bardzo zacna...szok i niedowierzanie.

Akcja rozpoczęła się bardzo sprawnie, w całości trwała 5.5 godziny.

Po drodze odwiedziliśmy syfon Marzeń (z faktów historycznych nurkowanie i przepłynięcie syfonu  odbyło się w marcu 1994 r. dokonane przez Szymczak i T. Witkowski (Speleoklub Warszawski)

Było sprawnie, miło i przyjemnie. Wyszliśmy z dziury jeszcze w ciągu dnia, niestety pogoda już nie była tak zachęcająca. Padał deszcz który dodał nam motywacji aby szybko znaleźć się na dole. 

Można by dużo rozprawiać na temat samego wyjścia, ilości wody w wodociągu, bardzo komfortowej rury itp. To, na co należy zwrócić uwagę, a co na pochwałę nie zasługuje, to pozostawione pełne restopy (jeden wrzucony do  starego "kibelka" przy Suchym Biwaku, a drugi pozostawiony na widoku przy II Biwaku). Jak wielkim trzeba być .... aby zostawić swoje fekalia w worku? Mamy pełno śmieci i buractwa na powierzchni, gdziekolwiek się nie spojrzy są papierzaki, podpaski, butelki, puszki itp okazuje się że gdzieś w naszym kręgu zaczynają się pojawiać ludzie, którzy podobną kulturę przenoszą pod ziemię.  Myślę, że każdy powinien uderzyć się w pierś i swoimi kanałami informacyjnymi  wspomnieć o zaistniałej sytuacji. Przydałoby się nauczyć takich ludzi rozumu siłą pięści. Swego czasu, kiedyś tam... jeżeli kot załatwił dwójkę poza kuweta aby go oduczyć takiego zachowania brało się go za futro i głowę wycierało w jego własne odchody. Na biednego zwierzaka na pewno nie była to dobra metoda wychowawcza ale myślę, że na osoby, które pozostawiają " takie cuda " pod ziemią, może okazać się skuteczna i słuszna. A może warto pobrać próbki DNA, wysłać do bazy danych i znaleźć delikwentów (delikwenta?). 

Czyste restopy miały zostać zdeponowane na suchym biwaku, ale patrząc na to co się od...(wala) raczej tam nie dotrą. Może się okazać, że poza śmieciami eksploracyjnymi za niedługo trzeba będzie wynosić ludzkie odchody z jaskini. A może właśnie ci co to pozostawiają swoje "zawiniątka", wiedzą że znajdą się jacyś gównozbieracze i wyniosą  to dziadostwo ze sobą? Już dość śmieci z Wielkiej Śnieżnej  żeśmy wynieśli i nie były to żadne fekalia, które na pewno nie zamierzamy wynosić. Pamiętajcie, karma wraca z przynajmniej zdwojoną siłą. Nie czyń innemu co tobie nie miłe, choć w tym przypadku aż się prosi  złożeczyć komuś ....

Na koniec. Jak już zwieracze Ci puszczają, to zrób dołek w jakimś piasku, mule i tam narób i zakryj, a kolejnym razem weź zrób kulkę bokashi i umieść ją w tym samym dołku, niech  mikroorganizmy swoje zrobią. Choć patrząc jaką paszą ludzie się żywią, to śmiem stwierdzić, że to musiałyby być dwie kule bokashi.

 

Filmik 1:
https://www.dropbox.com/scl/fi/1idwoxodu3n5zlufy9osr/20240217_syfon-Dziadek.mp4?rlkey=frgcij39vxr0nqpnvi9ecgev1&dl=0

Filmik 2:
https://www.dropbox.com/scl/fi/5ssmy3cgdmpp1mpu62etp/20240217_syfon-Marze.mp4?rlkey=7cmqar58j1yma9u95myoqw2bj&dl=0

Kamil Polański

Czy zastanawialiście się jak w zimie wygląda otwór wlotowy do jaskini Nadkotliny?

Czasem fajnie znaleźć sobie jakiś cel, a nie tylko jaskinia, jaskinia, jaskinia. Toteż wymyśliłem, że sprawdzę jak wyglądają Nadkotliny zimą. Tak się złożyło, że tego sezonu  grotołazi z Speleoklubu Tatrzańskiego nie zdążyli zdeporęczować lin przed opadami śniegu. Poprosiłem o zgodę na skorzystanie z lin i takową uzyskałem. Dziękuję bardzo za udostępnienie! Dodatkowo, my zaporęczowlaiśmy Obejście Gliwickie swoimi prywatnymi linami. Liny z Nadkotlin będą za tydzień ściągane.

Wstępnie szacowałem akcję na kilka osób, czas trwania do 10 godzin. Sytuacja się nieco zmieniła, zostałem sam. Pomyślałem, jak nie zrobię tego teraz to czy taka sytuacja się kiedyś powtórzy? Wybrałem realizację celu.

Pod otwór wyruszyłem ok. 7:15 z parkingu. Początkowo  siąpiła mżawka, potem przestało, ale dla odmiany zaczął wiać wiatr. Przejście szlakiem i  Świstówkami  nieco męczące, śnieg zapadający się. Z tego powodu Przechód można było zrobić z łatwością bez raków. W otworze nieco po 9tej, do dziury wpakowałem się o 10:01 – start akcji. 24min zajęło przejście do wodociągu do odcinka z liną w partie Nadkotlin. Tam spotkałem ekipę 3- osobową która penetrowała wszystkie partie  połączeniowe Śnieżna – Nadkotliny. Szybka rozmowa i c.d. wędrówki. Przejście odcinkami linowymi poszło w miarę sprawnie, z ciekawostek mogę powiedzieć że przejście Setki czy Obejścia Gliwickiego zajmuje podobny czas, choć dla mnie chyba bardziej męczące są przepinanki więc wolę Setkę. „Nad otworem” Nadkotlin dobiegam ok.  13:00 (z małym problemem którego przejście już nigdy nie powtórzę!) To co mnie zdziwiło i pewno każdego innego zdziwiłoby też, było to, że nad otworem wlotowym do Nadkotlin była wytopiona nisza o sporych wymiarach: przy samym otworze wys. ok. 150cm, w rzucie wym. ok. 3x3m i pnącej się pod górkę na odległość ok. 10m, następnie na końcu nisza dochodziła do powierzchni. Eh, jakie by to było zdziwienie narciarza który zapadłby się w tą niszę i „odnalazł” otwór jednej z jaskiń  ?.

Po ciekawym odkryciu podążyłem  z powrotem do otworu Śnieżnej, oczywiście przez jaskinie. Chyba nigdy nie byłem pewien drogi powrotnej jak w Nadkotlinach. Nie ma się tam gdzie zgubić, ale poboczne partie można niechcący zwiedzić oraz można przejść przynajmniej 3x te same partie gdy nie jest się pewnym czy to „tu”. Chyba częściej zajrzę do tej jaskini aby ją bardziej poznać. Gdy doszedłem do dna Setki, w oddali słychać było głosy. Dochodziły one z okolic dna „Partii Za Kolankiem”. Podążyłem tam. Okazało się, że ekipa wróciła z partii pobliskiej „jaskini” i szuka kolejnej trzeciej drogi  połączeniowej z Wodociągiem. Wyniuchali połączenie  bezbłędnie – łączy się ono tuż  przy Koniu, a styk z Wodociągiem dzieli „okienko” w „żylecie”.

W ramach odpoczynku i aby skonsumować zupkę z termosa poszedłem z ekipą na Suchy Biwak, gdzie po spędzeniu kilkunastu minut wyruszyłem samotnie w drogę powrotną. Na powierzchni melduję się nieco przed 17:00. Gdyby nie nieoczekiwany problem, oglądanie  wytopionej niszy i przystanek na Biwaku to akcję sportową spokojnie można byłoby  w 6 godzin zrobić, oczywiście na zaporęczowanych jaskiniach.

 

Z warunków w jaskini wartych opisania:
- w jednej ze studni w Nadkotlinach, tam gdzie spoczywa termometr, odczytana temperatura to 0.3 st. C.

- Wodociąg nadal "suchy".

- W Setce woda  się nieco leje ale nie tak jak latem, tak samo w Mokrej 40. i studni Szywały.
- rura wyjściowa w Śnieżnej została nieco "przepchana". W najcięższym momencie zrobiono "schodki".
- w partii od dołu rury po okno przeciwwietrzne w przebieralni temperatura panuje ujemna, pomimo że  w przebieralni lekki plus, na lodospadzie też lekki plus.
- na zewnątrz po ścianie  na lewo od otworu zaczyna  się lać woda. Niebawem może pojawić się ona w Wodociągu.


Filmik 1 tu:
https://www.dropbox.com/scl/fi/zickz6zjfvjzjii05yp6s/Nadkotliny-otw-r_cz.1.mp4?rlkey=w13gk92mmcadv45oqub6yqe2q&dl=0

Filmik 2 tu:

https://www.dropbox.com/scl/fi/nn0cvip9gtl91h8zjqzmr/Nadkotliny-otw-r_cz.2.mp4?rlkey=hxzy5qqeu7j3jmxugtahl8ur3&dl=0

Lokalizacja przebieralni:

https://www.dropbox.com/scl/fi/mz70523bkr8htpypvefbs/Szkic-sytuacyjny_-nie-na-wykopki-2024.pdf?rlkey=mpfnl96d9005dqmbvr0gchqhs&dl=0

 Zdjęcie i nagrania robione "kalkulatorem" z lat  10. XXI w.

Sylwia "Revelka" Dendys - Speleoklub Tatrzański
Paweł "Faraon" Chrobak - Speleoklub Tatrzański
Krzysztof "Chomik" Borgieł


To my byliśmy tą trójką o której wspomniał w swoim sprawozdaniu Kamil "Samotny Wilk" Polański. Robiliśmy pod ziemią różne ciekawe rzeczy. Głównym jednak zadaniem było poznanie wszystkich wariantów trasy Wodociąg - Połączenie oraz zwiedzanie Partii za Kolankiem gdzie osiągnęliśmy tzw. Kaczorka. Jest to mało przyjemne miejsce, za którym tuż tuż znajduje się połącznie z Wilczą. 
Dodatkowo zostały wykonane prace mające na celu poprawić komfort wychodzenia Rurą. Wszystkie założenia zostały wykonane więc spokojnie wróciliśmy do domu. 
Z ciekawostek to w Tatrach zima dość słaba. Śnieg mokry, ciężki i zapadający. Świstówki dają wycisk siłowy. 
Pod ziemią spędziliśmy ok 18h bo jak wspominałem robiliśmy ciekawe rzeczy.
poniedziałek, 05 luty 2024 08:08

2024.02.03. Jaskinia Wielka Śnieżna - Setka

Napisał
Sylwia Dendys
Kamil Polański

Akcja turystyczna. Na podejściu warunki rewelacyjne, choć prognozy pogody pokazały co innego. Droga przez Świstówki oblodzona, lepiej sobie raki ubrać zaraz przed pierwszym prożkiem po zejściu ze szlaku, ale nie każdy musi bo to zależne jak kto idzie. Przechód mocno oblodzony, my jak zawsze szliśmy omijając linę. Lina z daleka wydawała się na mocno zalodzoną. Uwaga w ostatnim fragmencie  Przechodu gdyż  tuż pod pokrywą znajduje się jama śnieżna zrobiona samoistnie. jak się wpadnie tam nogą to i całe ciało może tam się znaleźć jak się popieści ;).

Zrobiono pętlę Setka - Obejście Gliwickie celem rekonesansu Obejścia pod kątem wspinaczkowym. Trzeba mieć "umysł odleciany" jak to powiedział jeden z "czornych" żeby tam wspinaczkę prowadzić ;).
Wychodzenie Setki bez przeszkód, nawet znaleziono patent na wychodzenie  bez wahadła. patent męczący i trzeba mieć przy nim pętle z tasmy wspinaczkowej zamiast zwykłej stopki.