Jaskinie i wyprawy (1605)
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer
Tutaj zdjęcia - "kliknij"
1164 m podejścia, 22 kilometry marszu.
Jerzy Ganszer
Tutaj zdjęcia - "kliknij"
1164 m podejścia, 22 kilometry marszu.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
niedziela, 13 wrzesień 2020 18:52
2020.09.09-13 Centralny Obóz Tatrzański KTJ-PZA
Napisał Piotr GawlasOd środy 09 do niedzieli 13 września 2020 roku na Polanie Rogoźniczańskiej dobywał się Centralny Obóz Tatrzański KTJ-PZA. W obozie wzięło udział dość liczne grono taterników jaskiniowych oraz instruktorów taternictwa jaskiniowego z klubów z całej Polski. W miłej i koleżeńskiej atmosferze dokonywano przejść jaskiń tatrzańskich.
Najciekawsze to niewątpliwie pierwsze przejścia jaskini Studnia w Kazalnicy, która od niedawna jest połączona z jaskinią Lodową Miętusią i daje nam możliwość zrobienia bardzo efektywnego trawersu pomiędzy otworami oraz dojście do dna tego niewielkiego systemu. Podczas obozu ciągi obu jaskiń zostały ostatecznie przemierzone i opisane.Kolejnym ciekawym a zarazem trudnym przejściem było osiągnięcie nowego dna Ptasiej Studni przez ciągi Rzetelnej Informacji. Taternicy jaskiniowi, którzy te ciągi pokonywali wiedzą, czym jest przejście ciasnego i krętego meandra z kilkoma mocnymi zaciskami z których jeden jest pod stropem niewielkiego kominka i przy powrocie z dna nastręcza sporo problemów.
Odwiedzone zostały również jaskinie Wielka Litworowa do Magla i Snieżna do Syfonu Dominiki.
Ostatni dzień "terenowy" obozu poświęcony był na wyjścia topograficzne w rejon Wielkiej Świstówki i Ratusza Mułowego. Niestety z powodu lekkiej kontuzji kolana ja ten dzień spędziłem na bazie.
Obóz zakończył się w niedzielę praniem lin, sprzętu, zwijaniem obozowiska a w godzinach późno popołudniowych jego uczestnicy w dobrych nastrojach rozjechali się do domów.
Piotr "Kudłaty" Gawlas
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Ewa Rutkowska
Martyna Michalska
Łukasz Piechocki
Kuba Binda
Wacław Michalski
Po akcji na Gran Paradiso i noclegu na uroczym kampingu u Franca, przejechaliśmy za namową Łukasza do sąsiedniej doliny i w miejscowości Valgrisenche zrobiliśmy część tamtejszej ferraty. Cała zajmuje ponoć 4-5 godzin plus bardzo długie 3 godzinne zejście. Niestety z braku czasu wycofaliśmy się w połowie, gdzie da się jeszcze zejść na krótki szlak do wsi. I tak pokonaliśmy jednak ponad 500 m przewyższenia i kluczowe, najbardziej efektowne odcinki. Trasa, dolina i .... kawiarnia pod ścianą godne polecenia !.
Martyna Michalska
Łukasz Piechocki
Kuba Binda
Wacław Michalski
Po akcji na Gran Paradiso i noclegu na uroczym kampingu u Franca, przejechaliśmy za namową Łukasza do sąsiedniej doliny i w miejscowości Valgrisenche zrobiliśmy część tamtejszej ferraty. Cała zajmuje ponoć 4-5 godzin plus bardzo długie 3 godzinne zejście. Niestety z braku czasu wycofaliśmy się w połowie, gdzie da się jeszcze zejść na krótki szlak do wsi. I tak pokonaliśmy jednak ponad 500 m przewyższenia i kluczowe, najbardziej efektowne odcinki. Trasa, dolina i .... kawiarnia pod ścianą godne polecenia !.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
poniedziałek, 07 wrzesień 2020 22:49
2020.09.05-06 Nad Kotliny do połączenia z Wilczą
Napisała Agnieszka Gądek
Agnieszka Gądek
Marcin "FrytkaPunk" Freindorf - KKTJ
Sobotni poranek, piękna pogoda i ciężki plecak na plecach - tak rozpoczęła się dla mnie wyjątkowa wyprawa do Nad Kotlin. Wyjątkowa, bo pierwszy raz miałam spać w jaskini. Drogę do Nad Kotlin już znałam, słoneczko świeciło nam przez prawie całe podejście, za chmury zaszło dopiero pod otworem jaskini. Zjechaliśmy studnię zlotową, zostawiliśmy sprzęt biwakowy i ruszyliśmy na dół. I co? Mój ulubiony trawers... Na szczęście tym razem był nieco inaczej zaporęczowany i udało mi się go przejść odrobinę sprawniej niż 2 tygodnie wcześniej. Lin też nie zabrakło i mogliśmy odbić w bok do Kościoła i połączenia z jaskinią Wilczą. Od razu można było zauważyć różnice - te partie jaskini są dużo bardziej kruche i łatwo strącić kamień. Trochę ciaśniejszych miejsc, lina z przejazdem przez węzeł, zapieraczka - wszystkiego po trochu. Partie ładne, ale myślę, że dosyć mocno niebezpieczne.
W drodze powrotnej mój ulubiony trawers jednak postanowił mnie pokonać i znowu musiałam z nim walczyć.
Czas w jaskini żyje swoim własnym życiem - droga powrotna minęła mi bardzo szybko i doznałam szoku, kiedy doszliśmy na biwak i okazało się, że jest godzina 2:30 w nocy. Spać poszliśmy o 3:00 nastawiając budziki, żeby wyjść przed godziną alarmową. Całkowita ciemność, krople wody odbijające się od skał... Tylko czemu całą noc śniły mi się liny i przepinanki? Podobno pierwszy sen na nowym miejscu się sprawdza, więc myślę, że jeszcze dużo wyjść jaskiniowych przede mną. Oczywiście zmarzłam, ale nie zniechęciło mnie to i mam nadzieję, że będę mieć jeszcze wiele okazji do jaskiniowych biwaków.
Najgorsze doświadczenie z całej akcji? Ubranie mokrych butów po wyjściu ze śpiworka... A potem tylko wydrapać się zlotówką i na sam koniec radość, że pomimo zapowiadanego deszczu na niebie są tylko chmury, ale nie pada i można się normalnie przebrać.
Marcin "FrytkaPunk" Freindorf - KKTJ
Sobotni poranek, piękna pogoda i ciężki plecak na plecach - tak rozpoczęła się dla mnie wyjątkowa wyprawa do Nad Kotlin. Wyjątkowa, bo pierwszy raz miałam spać w jaskini. Drogę do Nad Kotlin już znałam, słoneczko świeciło nam przez prawie całe podejście, za chmury zaszło dopiero pod otworem jaskini. Zjechaliśmy studnię zlotową, zostawiliśmy sprzęt biwakowy i ruszyliśmy na dół. I co? Mój ulubiony trawers... Na szczęście tym razem był nieco inaczej zaporęczowany i udało mi się go przejść odrobinę sprawniej niż 2 tygodnie wcześniej. Lin też nie zabrakło i mogliśmy odbić w bok do Kościoła i połączenia z jaskinią Wilczą. Od razu można było zauważyć różnice - te partie jaskini są dużo bardziej kruche i łatwo strącić kamień. Trochę ciaśniejszych miejsc, lina z przejazdem przez węzeł, zapieraczka - wszystkiego po trochu. Partie ładne, ale myślę, że dosyć mocno niebezpieczne.
W drodze powrotnej mój ulubiony trawers jednak postanowił mnie pokonać i znowu musiałam z nim walczyć.
Czas w jaskini żyje swoim własnym życiem - droga powrotna minęła mi bardzo szybko i doznałam szoku, kiedy doszliśmy na biwak i okazało się, że jest godzina 2:30 w nocy. Spać poszliśmy o 3:00 nastawiając budziki, żeby wyjść przed godziną alarmową. Całkowita ciemność, krople wody odbijające się od skał... Tylko czemu całą noc śniły mi się liny i przepinanki? Podobno pierwszy sen na nowym miejscu się sprawdza, więc myślę, że jeszcze dużo wyjść jaskiniowych przede mną. Oczywiście zmarzłam, ale nie zniechęciło mnie to i mam nadzieję, że będę mieć jeszcze wiele okazji do jaskiniowych biwaków.
Najgorsze doświadczenie z całej akcji? Ubranie mokrych butów po wyjściu ze śpiworka... A potem tylko wydrapać się zlotówką i na sam koniec radość, że pomimo zapowiadanego deszczu na niebie są tylko chmury, ale nie pada i można się normalnie przebrać.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Beata Burdynowska - Weteran
Bartłomiej Golik
Jerzy Ganszer
Spokojna akcja. Wykonano zdjęcia - "kliknij"
Bartłomiej Golik
Jerzy Ganszer
Spokojna akcja. Wykonano zdjęcia - "kliknij"
Dział:
Jaskinie i wyprawy
poniedziałek, 07 wrzesień 2020 21:36
2020.08.28 Alpy i Hochkönig (2941m n.p.m.)
Napisała Agnieszka Gądek
Agnieszka Gądek
Koronawirus sprawił, że w tym roku nie udało mi się polecieć na wakacje do ciepłych krajów. Czasu jednak nie marnowałam i postanowiłam zwiedzić nieco Alpy. Zobaczyłam wiele pięknch miejsc, pochodziłam w mojej bawarskiej sukience, popływałam w alpejskich jeziorach (pogoda była przepiękna, a woda "ciepła" jak w Bałtyku), ale chyba najciekawszym (a napewno wymagającym najwięcej wysiłku) punktem wyjazdu było wejście na Hochkönig.
Do ostatniej chwili nie byłam pewna, czy cel uda się osiągnąć, czy nie. Prognozy pogody mówiły, że o 12:00 mogą pojawić się burze, a taki piorun na prawie 3000m, to raczej nic bezpiecznego.... Spakowałam się jednak, nastawiłam budzik i o godzinie 5:27 ruszyłam na szlak. Znak mówił, że do szczytu jest 4-6h podejścia. W związku z tym, że szłam sama wybrałam najłatwiejszą drogę dojścia (nie miałam też ze sobą żadnego sprzętu, więc tylko taka opcja była w sumie możliwa). Wychodziłam mniej więcej z 1500m n.p.m. Szłam, a na horyzoncie malowały się odległe szczyty, zza których zaczęła dobiegać jasność poranka. Po około 30 minutach minęłam pierwsze schronisko, zgasiłam latarkę i ruszyłam całowicie pustym szlakiem między skalistymi szczytami. Jakiś czas później wzeszło słońce, w magiczny sposób barwiąc otaczające mnie skały i trawy. Kozice, cisza i ja całkowicie sama na szlaku - jak dla mnie niezwykłe doświadczenie (bo w Tatrach na ogół ludzi jest dużo). Potem minęłam bardzo charakterystyczny szczyt zwany Świątynią Diabła (jego wysokość to 2666m n.p.m. - pewnie dlatego nosi taką nazwę), ogromne płaty śniegu, a w dole małe jeziorka powstające z topniejącego lodu. I ta niezwykła pustka i wolność. Pierwsi ludzie minęli mnie dopiero tuż przed szczytem. Na wysokości 2900m pojawiły się drabinki, które doprowadziły mnie prawie pod samo schronisko - Matrashaus 2941m n.p.m. Na szczycie byłam o 10:14, czyli w 4h i 47 minut. Widok z góry bajeczny! W oddali szczyty pokryte lodowcem, a po drugiej stronie skalne pustkowia.
Trzeba przyznać, że na szczyt wyszłam w ostatniej chwili... Mniej więcej 10 minut później zaczęły przewalać się pierwsze chmury, a gdy tylko minęłam drabinki (w drodze powrotnej) szczyt okrył się chmurami. Nic bym już nie zobaczyła. W związku z tym, że moja kostka wciąż nie ma zamiaru się wyleczyć, droga powrotna zajęła mi więcej czasu, niż podejście do góry... Ale zeszłam bardzo zadowolona i z pięknymi wspomnieniami.
Koronawirus sprawił, że w tym roku nie udało mi się polecieć na wakacje do ciepłych krajów. Czasu jednak nie marnowałam i postanowiłam zwiedzić nieco Alpy. Zobaczyłam wiele pięknch miejsc, pochodziłam w mojej bawarskiej sukience, popływałam w alpejskich jeziorach (pogoda była przepiękna, a woda "ciepła" jak w Bałtyku), ale chyba najciekawszym (a napewno wymagającym najwięcej wysiłku) punktem wyjazdu było wejście na Hochkönig.
Do ostatniej chwili nie byłam pewna, czy cel uda się osiągnąć, czy nie. Prognozy pogody mówiły, że o 12:00 mogą pojawić się burze, a taki piorun na prawie 3000m, to raczej nic bezpiecznego.... Spakowałam się jednak, nastawiłam budzik i o godzinie 5:27 ruszyłam na szlak. Znak mówił, że do szczytu jest 4-6h podejścia. W związku z tym, że szłam sama wybrałam najłatwiejszą drogę dojścia (nie miałam też ze sobą żadnego sprzętu, więc tylko taka opcja była w sumie możliwa). Wychodziłam mniej więcej z 1500m n.p.m. Szłam, a na horyzoncie malowały się odległe szczyty, zza których zaczęła dobiegać jasność poranka. Po około 30 minutach minęłam pierwsze schronisko, zgasiłam latarkę i ruszyłam całowicie pustym szlakiem między skalistymi szczytami. Jakiś czas później wzeszło słońce, w magiczny sposób barwiąc otaczające mnie skały i trawy. Kozice, cisza i ja całkowicie sama na szlaku - jak dla mnie niezwykłe doświadczenie (bo w Tatrach na ogół ludzi jest dużo). Potem minęłam bardzo charakterystyczny szczyt zwany Świątynią Diabła (jego wysokość to 2666m n.p.m. - pewnie dlatego nosi taką nazwę), ogromne płaty śniegu, a w dole małe jeziorka powstające z topniejącego lodu. I ta niezwykła pustka i wolność. Pierwsi ludzie minęli mnie dopiero tuż przed szczytem. Na wysokości 2900m pojawiły się drabinki, które doprowadziły mnie prawie pod samo schronisko - Matrashaus 2941m n.p.m. Na szczycie byłam o 10:14, czyli w 4h i 47 minut. Widok z góry bajeczny! W oddali szczyty pokryte lodowcem, a po drugiej stronie skalne pustkowia.
Trzeba przyznać, że na szczyt wyszłam w ostatniej chwili... Mniej więcej 10 minut później zaczęły przewalać się pierwsze chmury, a gdy tylko minęłam drabinki (w drodze powrotnej) szczyt okrył się chmurami. Nic bym już nie zobaczyła. W związku z tym, że moja kostka wciąż nie ma zamiaru się wyleczyć, droga powrotna zajęła mi więcej czasu, niż podejście do góry... Ale zeszłam bardzo zadowolona i z pięknymi wspomnieniami.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Krzysztof Gajny
Gabriela Gajny.
Podejście od strony włoskiej w oparciu o schronisko Marco e Rosa 3597m.Drugiego dnia atak szczytowy granią Spalla dalej na szczyt Piz Bernina.Największe trudności okazały się na lodowcu spadające głazy i ogromne szczeliny, bardzo długie podejście ,pogoda musi być dobra.Suma podejść 2300m.Zdjęcie ze szczytu na grań Spalla.
Gabriela Gajny.
Podejście od strony włoskiej w oparciu o schronisko Marco e Rosa 3597m.Drugiego dnia atak szczytowy granią Spalla dalej na szczyt Piz Bernina.Największe trudności okazały się na lodowcu spadające głazy i ogromne szczeliny, bardzo długie podejście ,pogoda musi być dobra.Suma podejść 2300m.Zdjęcie ze szczytu na grań Spalla.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Agnieszka Gądek
Marcin "FrytkaPunk" Freindorf - KKTJ
Było to moje pierwsze wyjście do Nad Kotlin. Pogoda na podejściu była po prostu cudowna - słońce, cieplutko i ... tłumy ludzi idących na Giewont. My na szczęście dość szybko schodziliśmy ze szlaku (wychodziliśmy z Małej Łąki), by podążać pustymi, tatrzańskimi ścieżkami. Przechód, krótki odpoczynek przy otworze Śnieżnej i żlebem do góry wprost pod otwór jaskini Nad Kotlinami. Troszkę szkoda było żegnać się ze słońcem i wchodzić pod ziemię, ale przygoda wzywała, więc założyliśmy kombinezony i ruszyliśmy wgłąb jaskini.
Na początku kilka łatwych zjazdów, a potem... trawers, który próbował mnie pokonać - jakoś tak utknęłam i nie byłam w stanie się wypiąć i zjechać na dół. Na szczęście w końcu mi się udało i mogliśmy ruszyć dalej. Plany były poważne (chcieliśmy dojść do Kościoła i do połączenia z jaskinią Wilczą), ale niestety zabrakło nam liny... Zjechaliśmy Obejście Gliwickie i zatrzymaliśmy się nad studnią. Nie mając innego wyjścia rozpoczęliśmy powrót. Frytka zapowiedział, że będziemy wychodzić 4h - pomimo ponownych moich problemów na wspomnianym wcześniej trawersie (jeszcze mu pokażę, że da się go przejść bez szarpania się i walczenia o wypięcie sprzętu!) do otworu doszliśmy w 3,5h. Mieliśmy co prawda zatrzymać się na biwaku na herbatkę, ale że prognozy pogody były dobre, to wyszliśmy z jaskini i tam, na świeżym powietrzu (z wiszącą nad nami burzą - trochę się błyskało) zjedliśmy posiłek. Burza na szczęście nas nie dopadła.
Marcin "FrytkaPunk" Freindorf - KKTJ
Było to moje pierwsze wyjście do Nad Kotlin. Pogoda na podejściu była po prostu cudowna - słońce, cieplutko i ... tłumy ludzi idących na Giewont. My na szczęście dość szybko schodziliśmy ze szlaku (wychodziliśmy z Małej Łąki), by podążać pustymi, tatrzańskimi ścieżkami. Przechód, krótki odpoczynek przy otworze Śnieżnej i żlebem do góry wprost pod otwór jaskini Nad Kotlinami. Troszkę szkoda było żegnać się ze słońcem i wchodzić pod ziemię, ale przygoda wzywała, więc założyliśmy kombinezony i ruszyliśmy wgłąb jaskini.
Na początku kilka łatwych zjazdów, a potem... trawers, który próbował mnie pokonać - jakoś tak utknęłam i nie byłam w stanie się wypiąć i zjechać na dół. Na szczęście w końcu mi się udało i mogliśmy ruszyć dalej. Plany były poważne (chcieliśmy dojść do Kościoła i do połączenia z jaskinią Wilczą), ale niestety zabrakło nam liny... Zjechaliśmy Obejście Gliwickie i zatrzymaliśmy się nad studnią. Nie mając innego wyjścia rozpoczęliśmy powrót. Frytka zapowiedział, że będziemy wychodzić 4h - pomimo ponownych moich problemów na wspomnianym wcześniej trawersie (jeszcze mu pokażę, że da się go przejść bez szarpania się i walczenia o wypięcie sprzętu!) do otworu doszliśmy w 3,5h. Mieliśmy co prawda zatrzymać się na biwaku na herbatkę, ale że prognozy pogody były dobre, to wyszliśmy z jaskini i tam, na świeżym powietrzu (z wiszącą nad nami burzą - trochę się błyskało) zjedliśmy posiłek. Burza na szczęście nas nie dopadła.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Majka W.
Zofia Gutek
Jakub Krajewski
Tomasz Kochel
Zbigniew Grzybek
Paweł Gądek
Jerzy Ganszer
Czas akcji 11,5 godzin. Z Wyżnych Hagów przez Dolinę Batyżowiecką, Żleb Walowy, stanęliśmy na szczycie Gerlacha. Pokonano 1500 m w górę.
Wszyscy zadowoleni, pogoda piękna. Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
W noc poprzedzająca akcje spaliśmy w dolnej nieczynnej stacji kolejki na Łomnicę.
Na ta trasę wystarczy zabrać 20 m linę i trzy pętle z karabinkami
Zofia Gutek
Jakub Krajewski
Tomasz Kochel
Zbigniew Grzybek
Paweł Gądek
Jerzy Ganszer
Czas akcji 11,5 godzin. Z Wyżnych Hagów przez Dolinę Batyżowiecką, Żleb Walowy, stanęliśmy na szczycie Gerlacha. Pokonano 1500 m w górę.
Wszyscy zadowoleni, pogoda piękna. Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
W noc poprzedzająca akcje spaliśmy w dolnej nieczynnej stacji kolejki na Łomnicę.
Na ta trasę wystarczy zabrać 20 m linę i trzy pętle z karabinkami
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Adam Marcinków
Richard, Pablo, Donal, Noel, Erica - Osoby Towarzyszące
Wspinanie na klifach wyspy Inishmore. Drogi trudne przeważają z zakresu 7a - 8a. Mały wybór dróg łatwych powoduje, że słabiej wspinające się osoby omijają to miejsce przez co nie ma tłumów pod ścianą. Jak dla mnie było to najbardziej urokliwe miejsce oferujące wspinaczkę sportową w jakim byłem. Nocleg "u góry" przy krawędzi klifu.
Richard, Pablo, Donal, Noel, Erica - Osoby Towarzyszące
Wspinanie na klifach wyspy Inishmore. Drogi trudne przeważają z zakresu 7a - 8a. Mały wybór dróg łatwych powoduje, że słabiej wspinające się osoby omijają to miejsce przez co nie ma tłumów pod ścianą. Jak dla mnie było to najbardziej urokliwe miejsce oferujące wspinaczkę sportową w jakim byłem. Nocleg "u góry" przy krawędzi klifu.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Więcej...
poniedziałek, 17 sierpień 2020 18:42
2020.08.14-15 Wielka Litworowa, Pod Wantą
Napisał Tomasz Motoszko
Motoszko Tomasz
Marek, Jarek, Magda, Michał, Ania, Kondrat, Paweł - Speleo Warszawa
Korzystając z "długiego" weekendu, wraz z ekipą z Warszawy wybraliśmy się na biwak do Wielkiej Litworowej. Jako, że warszawiacy nigdy nie mieli takich atrakcji, było to dla nich wielkim przeżyciem.
Po osiągnięciu miejsca biwakowego, podzieliliśmy się na dwie grupy, grupa biwakowa (ja, Marek, Jarek, Magda i Michał) pozostała przy płytowcu, a pozostała trójka wybrała się do Szczeliny Agoni. Po godzinie, ów trójka powrociła do salki pod płytowcem, gdy nie byli pewni drogi, tak więc dołączyłem do grupy i razem doszliśmy do Magla. Tam już, Ania, Kondrat i Paweł zeszli niżej i doszli do swojego celu.
Po powrocie do biwaku, ów trojka powróciła na powierzchnię a pozostali odpoczywali na biwaku.
Po wyjściu z Wielkiej Litworowej udaliśmy się do pobliskiej jaskini Pod Wantą, miał dołączyć do nas Łukasz P. i Darek R. lecz przestraszyli się pogody ;)
Cała piątka zeszła do ostatniej salki, gdzie Magda i Michał poszli do dna, a pozostali po krótkim odpoczynku zaczęli wychodzić.
Akcja udana, wszyscy powrócili cali i ledwo żywi ;)
Marek, Jarek, Magda, Michał, Ania, Kondrat, Paweł - Speleo Warszawa
Korzystając z "długiego" weekendu, wraz z ekipą z Warszawy wybraliśmy się na biwak do Wielkiej Litworowej. Jako, że warszawiacy nigdy nie mieli takich atrakcji, było to dla nich wielkim przeżyciem.
Po osiągnięciu miejsca biwakowego, podzieliliśmy się na dwie grupy, grupa biwakowa (ja, Marek, Jarek, Magda i Michał) pozostała przy płytowcu, a pozostała trójka wybrała się do Szczeliny Agoni. Po godzinie, ów trójka powrociła do salki pod płytowcem, gdy nie byli pewni drogi, tak więc dołączyłem do grupy i razem doszliśmy do Magla. Tam już, Ania, Kondrat i Paweł zeszli niżej i doszli do swojego celu.
Po powrocie do biwaku, ów trojka powróciła na powierzchnię a pozostali odpoczywali na biwaku.
Po wyjściu z Wielkiej Litworowej udaliśmy się do pobliskiej jaskini Pod Wantą, miał dołączyć do nas Łukasz P. i Darek R. lecz przestraszyli się pogody ;)
Cała piątka zeszła do ostatniej salki, gdzie Magda i Michał poszli do dna, a pozostali po krótkim odpoczynku zaczęli wychodzić.
Akcja udana, wszyscy powrócili cali i ledwo żywi ;)
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Adam Marcinkow
Noel i Pablo - Osoby Towarzyszace
Piękna, eksponowana, cztero-wyciagowa droga zrobiona w trójkowym zespole.
Noel i Pablo - Osoby Towarzyszace
Piękna, eksponowana, cztero-wyciagowa droga zrobiona w trójkowym zespole.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Zofia Gutek
Zbigniew Grzybek
Marcin Freindorf "Frytka Punk" - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Jerzy Ganszer
2020.07.29
Grotte du Bois des Eymards - partie wstępne
Jaskinia Burnilion do nacieków /1,5 godzin/
2020.07.30-31 Gouffre Berger - 1100 /suche dno jaskini/ - Marcin Freindorf, Jerzy Ganszer. 2,15 godzin do biwaku, 6,40 od otworu na dno, potem biwak i na drugi dzień wyjście. Około 26 godzin w jaskini. Frytka i Prymula w tej akcji mieli po 6 zejść na minus tysiąc metrów.
2020.08.01 Kanion - Grotte de L'Orette /kanion i jednocześnie jaskinia/. Trawers między otworami w dół.
2020.08.02 Kanion des Ecuces /Aval/ /nr 34/. Piękny! Po wyjściu deszcz!
2020.08.03 Jaskinia pod drogą Roche - obszerna zrobiliśmy tam "koło" po linach. Na tej akcji dołączył do nas przedstawiciel Speleoklubu Warszawa - Krzysztof Gajewski. Potem trzy osoby były bezpośrednio za rzeką w jaskini "z rurą". Opady deszczu, potem obiad w restauracji.
2020.08.04 Jaskinia Gournier . Grupa szturmowa - Frytka, Zbigniew, Prymula. Grupa wsparcia do wody Zosia i Warszawiak. Grupa szturmowa po pewnych perypetiach dotarła na + 285 m, co jest rekordem klubowym w przewyższeniu od otworu. Większość drogi w wodzie, zimno! Czas akcji podziemnej to 8,5 godzin. Uwaga - Jaskinia Gournier jest też zaliczana do kanionów.
2020.08.05 Kanion Furon. Zjazdy na linie, topogany, skoki. Zaczynamy powrót do Polski
2020.08.06 Obiad i zwiedzanie browaru w Pilźnie. Powrót do Bielska
Przez całą wyprawę były wysyłane "komunikaty" na facebooka.
Najniższa zarejestrowana temperatura w nocy na powierzchni to +5,9 °C.
Dziękujemy wszystkim za miłą atmosferę. Zośka zabrała dwie lodówki na wyjazd!
Tutaj zdjęcia z wyjazdu /ciekawsze/ - "kliknij"
Zbigniew Grzybek
Marcin Freindorf "Frytka Punk" - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Jerzy Ganszer
2020.07.29
Grotte du Bois des Eymards - partie wstępne
Jaskinia Burnilion do nacieków /1,5 godzin/
2020.07.30-31 Gouffre Berger - 1100 /suche dno jaskini/ - Marcin Freindorf, Jerzy Ganszer. 2,15 godzin do biwaku, 6,40 od otworu na dno, potem biwak i na drugi dzień wyjście. Około 26 godzin w jaskini. Frytka i Prymula w tej akcji mieli po 6 zejść na minus tysiąc metrów.
2020.08.01 Kanion - Grotte de L'Orette /kanion i jednocześnie jaskinia/. Trawers między otworami w dół.
2020.08.02 Kanion des Ecuces /Aval/ /nr 34/. Piękny! Po wyjściu deszcz!
2020.08.03 Jaskinia pod drogą Roche - obszerna zrobiliśmy tam "koło" po linach. Na tej akcji dołączył do nas przedstawiciel Speleoklubu Warszawa - Krzysztof Gajewski. Potem trzy osoby były bezpośrednio za rzeką w jaskini "z rurą". Opady deszczu, potem obiad w restauracji.
2020.08.04 Jaskinia Gournier . Grupa szturmowa - Frytka, Zbigniew, Prymula. Grupa wsparcia do wody Zosia i Warszawiak. Grupa szturmowa po pewnych perypetiach dotarła na + 285 m, co jest rekordem klubowym w przewyższeniu od otworu. Większość drogi w wodzie, zimno! Czas akcji podziemnej to 8,5 godzin. Uwaga - Jaskinia Gournier jest też zaliczana do kanionów.
2020.08.05 Kanion Furon. Zjazdy na linie, topogany, skoki. Zaczynamy powrót do Polski
2020.08.06 Obiad i zwiedzanie browaru w Pilźnie. Powrót do Bielska
Przez całą wyprawę były wysyłane "komunikaty" na facebooka.
Najniższa zarejestrowana temperatura w nocy na powierzchni to +5,9 °C.
Dziękujemy wszystkim za miłą atmosferę. Zośka zabrała dwie lodówki na wyjazd!
Tutaj zdjęcia z wyjazdu /ciekawsze/ - "kliknij"
Dział:
Jaskinie i wyprawy
