Sport i turystyka (2738)
2025.12.02-08 Sima G.E.S.M. wyprawa klubowa
2 grudnia 2025. Rozpoczęła się klubowa wyprawa do Jaskini Sima G.E.S.M. W wyprawie udział bierze 10 osób:
Kierownik - Piotr Gawlas
Organizatorzy:
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Małgorzata Błaszczyk
Wojciech Jasiak
Uczestnicy:
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Sylwia Wójcik
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Klubu
Jest 2 grudnia, wcześnie rano. Samolot przynosi nas na południe Hiszpanii do Malagi. Na lotnisku odbieramy wypożyczone samochody i jedziemy do Rondy, malowniczego miasteczka zbudowanego na skałach z przecinającym go wąwozem i ogromnym mostem nad nim. Po zwiedzaniu idziemy na spotkanie z Raoulem, naszym znajomym Hiszpanem, który opiekuje się Jaskinią. Raoul daje nam zezwolenia i klucze do bramy Parku Narodowego Sierra de las Nieves, udziela kilku informacji o aktualnym stanie zaporęczowania, korektach lin. Wpisowe na akcję wynosi 35 euro w ekwiwalencie sprzętowym, najmilej widziane są liny, te najbardziej się tutaj zużywają. Komfort daje podjazd górską drogą pod szczyt, skąd dzieli nas mała godzinka, żeby osiągnąć jaskinię. Jutro do niej pójdziemy. Jeszcze tylko zrobimy zakupy.
c.d.n.
2 grudnia 2025. Rozpoczęła się klubowa wyprawa do Jaskini Sima G.E.S.M. W wyprawie udział bierze 10 osób:
Kierownik - Piotr Gawlas
Organizatorzy:
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Małgorzata Błaszczyk
Wojciech Jasiak
Uczestnicy:
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Sylwia Wójcik
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Klubu
Jest 2 grudnia, wcześnie rano. Samolot przynosi nas na południe Hiszpanii do Malagi. Na lotnisku odbieramy wypożyczone samochody i jedziemy do Rondy, malowniczego miasteczka zbudowanego na skałach z przecinającym go wąwozem i ogromnym mostem nad nim. Po zwiedzaniu idziemy na spotkanie z Raoulem, naszym znajomym Hiszpanem, który opiekuje się Jaskinią. Raoul daje nam zezwolenia i klucze do bramy Parku Narodowego Sierra de las Nieves, udziela kilku informacji o aktualnym stanie zaporęczowania, korektach lin. Wpisowe na akcję wynosi 35 euro w ekwiwalencie sprzętowym, najmilej widziane są liny, te najbardziej się tutaj zużywają. Komfort daje podjazd górską drogą pod szczyt, skąd dzieli nas mała godzinka, żeby osiągnąć jaskinię. Jutro do niej pójdziemy. Jeszcze tylko zrobimy zakupy.
c.d.n.
Dział:
Sport i turystyka
Małgorzata Błaszczyk
Sylwia Wójcik
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Kllubu
Piotr Gawlas
06.12.2015
W ramach odpoczynku i zwiedzania po akcji, dziś wybraliśmy się na koniec Europy. Trzeba było przekroczyć granicę do Królestwa Wielkiej Brytanii. Gibraltar przywitał nas świątecznym klimatem, spotkaliśmy słońce i ciepełko +20°C. Po wczorajszym wychłodzeniu mocno poprawiło nam to chumory. Dzień przewidziany na relaks, spacerem przeszliśmy przez miasto do Punktu Great Europa. Jest tutaj pomnik generała Sikorskiego, bateria artyleryjska z 38 tonowym działem kaliber 12,5 cala (317 mm) działem, latarnią morską. Cały dystans to 11 600 metrów marszu i 300 metrów przewyższenia. Wszyscy zadowoleni, zrelaksowani wróciliśmy na bazę.
Warto jest się z nami wybrać.
Sylwia Wójcik
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Kllubu
Piotr Gawlas
06.12.2015
W ramach odpoczynku i zwiedzania po akcji, dziś wybraliśmy się na koniec Europy. Trzeba było przekroczyć granicę do Królestwa Wielkiej Brytanii. Gibraltar przywitał nas świątecznym klimatem, spotkaliśmy słońce i ciepełko +20°C. Po wczorajszym wychłodzeniu mocno poprawiło nam to chumory. Dzień przewidziany na relaks, spacerem przeszliśmy przez miasto do Punktu Great Europa. Jest tutaj pomnik generała Sikorskiego, bateria artyleryjska z 38 tonowym działem kaliber 12,5 cala (317 mm) działem, latarnią morską. Cały dystans to 11 600 metrów marszu i 300 metrów przewyższenia. Wszyscy zadowoleni, zrelaksowani wróciliśmy na bazę.
Warto jest się z nami wybrać.
Dział:
Sport i turystyka
Jest niedziela, ostatni dzień wyprawy. Łukasz był pomysłodawcą wyjścia na najwyższy kontynentalny szczyt Hiszpanii, ale doznał kontuzji w postaci mocnych obtarć pięty i zmuszony sytuacją zrezygnował z wyjazdu. Pomysłem zapalił jednak część ekipy. Zebrała się czwórka: Sylwia, Wojtek, Filip i Mirek, którzy w stronę Mulhacena 3482 m.n.p.m. bardzo wczesnym porankiem wyruszyli. Warunki górskie typowo zimowe a sprzęt, który zabraliśmy na wyjazd nie wystarczył, żeby mierzyć się z lodowymi polewami. Wyszli na sąsiedni szczyt, nieco niższy, ale też ponad 3400. Z dojazdem zajęło im to cały dzień, bo z bazy to było jakieś 260 km. jazdy.
Pozostała część ekipy: Gosia, Tomek, Tomek, Wacław i Piotr, czyli ja, postanowiła zwiedzać okoliczne góry i wybrała się na przejście szlakiem z miasteczka Yunquera w którym rezydowaliśmy do sąsiedniego miasteczka Tolox. Pokonaliśmy dystans 10200 metrów, 750 metrów przewyższenia i bez pośpiechu zajęło nam to jakieś trzy godziny. W sam raz, żeby rozchodzić pojaskiniowe zakwasy w goleniach i udach. Szlak jest urokliwy. Biegnie przez sady mango i pomarańczowe, gaje oliwne, mija ferratę albo raczej drabinę z wbitych prętów w gładką, jakieś 50 metrów wysoką skałę, obok których umocowana jest dla asekuracji, stalowa linka. Szlak przekracza brodem całkiem dużą górską rzekę, gdzie bez zjdęcia obuwia i zamoczenia nóg prawie do kolan nie dało się przejść. Woda jest rwąca, zimna, ale przyjemna. Tomek zmierzył termometrem w zegarku, że ma 14° C. Dało się w niej stać, beż przykrego, bolesnego mrożenia stóp. Za rzeką było trochę pod górkę, mijaliśmy niewielką sztolnię, gdzie Tomek z Wackiem zajrzeli z ciekawości. Dalej znów mijaliśmy gaje oliwne i ciekawą konstrukcję, jaką był akwedukt albo kanał nawadniający, wykuty w skale. Woda była w nim krystalicznie czysta. W gajach oliwnych trwał akurat zbiór oliwek i żniwiarze rozłożywszy wpierw pod drzewami siatki, otrząsali z drzew owoce, używając do tego nie jak dawniej drągów a sprzętu mechanicznego, ręcznych otrząsarek napędzanych spalinowymi silniczkami jak w podkaszarkach. Szło im sprawnie. Całe rodziny były w to zaangażowane. na plantacjach paliły się ogniska i piekły obiadowe przysmaki. Z gór do Tolox sprowadziła nas stroma droga. Łukasz leczył pięty. Nie poszedł z nami ale późnym popołudniem dojechał do nas samochodem. Knajpka w centrum była czynna i oferowała przepyszne przekąski: smażone kalmary, lokalne krokieciki z nadzieniem rybnym i pysznym sosem, mini burgery. Zatrzymaliśmy się na podwieczorek. Łukasz stawiał. W końcu ma dziś urodziny.
Pozostała część ekipy: Gosia, Tomek, Tomek, Wacław i Piotr, czyli ja, postanowiła zwiedzać okoliczne góry i wybrała się na przejście szlakiem z miasteczka Yunquera w którym rezydowaliśmy do sąsiedniego miasteczka Tolox. Pokonaliśmy dystans 10200 metrów, 750 metrów przewyższenia i bez pośpiechu zajęło nam to jakieś trzy godziny. W sam raz, żeby rozchodzić pojaskiniowe zakwasy w goleniach i udach. Szlak jest urokliwy. Biegnie przez sady mango i pomarańczowe, gaje oliwne, mija ferratę albo raczej drabinę z wbitych prętów w gładką, jakieś 50 metrów wysoką skałę, obok których umocowana jest dla asekuracji, stalowa linka. Szlak przekracza brodem całkiem dużą górską rzekę, gdzie bez zjdęcia obuwia i zamoczenia nóg prawie do kolan nie dało się przejść. Woda jest rwąca, zimna, ale przyjemna. Tomek zmierzył termometrem w zegarku, że ma 14° C. Dało się w niej stać, beż przykrego, bolesnego mrożenia stóp. Za rzeką było trochę pod górkę, mijaliśmy niewielką sztolnię, gdzie Tomek z Wackiem zajrzeli z ciekawości. Dalej znów mijaliśmy gaje oliwne i ciekawą konstrukcję, jaką był akwedukt albo kanał nawadniający, wykuty w skale. Woda była w nim krystalicznie czysta. W gajach oliwnych trwał akurat zbiór oliwek i żniwiarze rozłożywszy wpierw pod drzewami siatki, otrząsali z drzew owoce, używając do tego nie jak dawniej drągów a sprzętu mechanicznego, ręcznych otrząsarek napędzanych spalinowymi silniczkami jak w podkaszarkach. Szło im sprawnie. Całe rodziny były w to zaangażowane. na plantacjach paliły się ogniska i piekły obiadowe przysmaki. Z gór do Tolox sprowadziła nas stroma droga. Łukasz leczył pięty. Nie poszedł z nami ale późnym popołudniem dojechał do nas samochodem. Knajpka w centrum była czynna i oferowała przepyszne przekąski: smażone kalmary, lokalne krokieciki z nadzieniem rybnym i pysznym sosem, mini burgery. Zatrzymaliśmy się na podwieczorek. Łukasz stawiał. W końcu ma dziś urodziny.
Dział:
Sport i turystyka
poniedziałek, 01 grudzień 2025 09:37
2025.11.29 Kasprowy Wierch - akcja narciarska
Napisał Jerzy Ganszer
Dział:
Sport i turystyka
Zdzisław Grebl + o.t
Zwiedzono Grotta de Furnincha - jaskinia była zamieszkana przez neandertalczyków i homo sapiens , znajduje się w nadmorskim klifie.
Dział:
Sport i turystyka
Piotr Gawlas
Kiedy spadł świeży puch, twoi kumple deptają go już od dwóch godzin, tobie przeciągło się w pracy a wiesz, że jutro może być już czerstwy. Szkoda czasu, żeby nie iść.
Żabnica, Beskid Żywiecki, skiturowo.
Kiedy spadł świeży puch, twoi kumple deptają go już od dwóch godzin, tobie przeciągło się w pracy a wiesz, że jutro może być już czerstwy. Szkoda czasu, żeby nie iść.
Żabnica, Beskid Żywiecki, skiturowo.
Dział:
Sport i turystyka
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Ekipa narciarsko zdobyła szczyt Biały Krzyż, a potem dotarła do Jaskini Wytrwałych. W górach zima! Tutaj inne zdjęcia - "kliknij"
Jerzy Ganszer
Ekipa narciarsko zdobyła szczyt Biały Krzyż, a potem dotarła do Jaskini Wytrwałych. W górach zima! Tutaj inne zdjęcia - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Piotr Gawlas
Rano, kiedy pędzisz z nadzieją, że jeszcze uda ci się śmignąć po puchu nim opadnie i się nie zawiodłeś.
Żabnica, Beskid Żywiecki, skiturowo
Rano, kiedy pędzisz z nadzieją, że jeszcze uda ci się śmignąć po puchu nim opadnie i się nie zawiodłeś.
Żabnica, Beskid Żywiecki, skiturowo
Dział:
Sport i turystyka
Tomasz Kochel
Paweł Gądek
Pierwsze w sezonie wyjście skiturowo wytopowe. Spod Dębowca poszliśmy na Kołowrót, gdzie znaleźliśmy liczne wytopy. Następnie udaliśmy się na Klimczok i stamtąd zjechaliśmy przez Szyndzielnię i Dębowiec na dół. Śniegu mało. Po drodze spotkaliśmy Adama Marcinkowa z kolegą.
Paweł Gądek
Pierwsze w sezonie wyjście skiturowo wytopowe. Spod Dębowca poszliśmy na Kołowrót, gdzie znaleźliśmy liczne wytopy. Następnie udaliśmy się na Klimczok i stamtąd zjechaliśmy przez Szyndzielnię i Dębowiec na dół. Śniegu mało. Po drodze spotkaliśmy Adama Marcinkowa z kolegą.
Dział:
Sport i turystyka
niedziela, 23 listopad 2025 23:33
2025.11.23 Kanion Beskidzki Roztoka C.Bm-01.02
Napisał Jerzy Ganszer
Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów "Nocek" - grupa wsparcia
Damian Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów "Nocek"
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała - grupa wsparcia
Jerzy Ganszer
Ocena ogólna - 1
Malowniczość - 1
W Czernichowie jest Dolina Roztoki. Poniżej wiaty wypoczynkowej, mostu i starej "piwniczki" wchodzimy w ciek wodny. Są miejsca strome i można wpaść do wody. Są "nawisy" gruntowe, bez obiektów jaskiniowych. Akacja rekreacyjna, spacerowa. Jest to pierwsze udokumentowane przejście. Koniec odcinka to drewniany most przed wypłaszczeniem się terenu. Nad kanionem jest droga i osoby bardziej wypoczynkowe mogą obserwować akcję z góry. Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Po tej ciężkiej akcji pojechaliśmy na kawę. Można jeszcze wspomnieć, że kiedyś dawno temu byłem z Damianem na wyprawie jaskiniowej w Gruzji, a niedawno w akcji narciarskiej dotarliśmy do Syfonu Dziadka w Śnieżnej.
Zestawienie wszystkich kanionów Beskidzkich jest prowadzone przez Sebastiana Korczyka - "kliknij"
Damian Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów "Nocek"
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała - grupa wsparcia
Jerzy Ganszer
Ocena ogólna - 1
Malowniczość - 1
W Czernichowie jest Dolina Roztoki. Poniżej wiaty wypoczynkowej, mostu i starej "piwniczki" wchodzimy w ciek wodny. Są miejsca strome i można wpaść do wody. Są "nawisy" gruntowe, bez obiektów jaskiniowych. Akacja rekreacyjna, spacerowa. Jest to pierwsze udokumentowane przejście. Koniec odcinka to drewniany most przed wypłaszczeniem się terenu. Nad kanionem jest droga i osoby bardziej wypoczynkowe mogą obserwować akcję z góry. Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Po tej ciężkiej akcji pojechaliśmy na kawę. Można jeszcze wspomnieć, że kiedyś dawno temu byłem z Damianem na wyprawie jaskiniowej w Gruzji, a niedawno w akcji narciarskiej dotarliśmy do Syfonu Dziadka w Śnieżnej.
Zestawienie wszystkich kanionów Beskidzkich jest prowadzone przez Sebastiana Korczyka - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Więcej...
sobota, 22 listopad 2025 19:06
2025.11.22 Speleokonfrontacje - Wyżyna Krakowsko-Częstochowska
Napisał Jerzy Ganszer
Beata Burdynowska - Weteran
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer
Nasza grupa uczestniczyła jako kibice w zawodach jaskiniowych w "Sadku". Potem zwiedziliśmy prawie wszystkie skałki i jaskinie w okolicy. Spotkaliśmy Zofię Gutek i kilku kolegów z klubu, którzy prawdopodobnie zrobią oddzielne sprawozdanie. Warto, aby w przyszłości wyasygnować grupę, która by reprezentowała grotołazów z Bielska. Tutaj zdjęcia - "kliknij"
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer
Nasza grupa uczestniczyła jako kibice w zawodach jaskiniowych w "Sadku". Potem zwiedziliśmy prawie wszystkie skałki i jaskinie w okolicy. Spotkaliśmy Zofię Gutek i kilku kolegów z klubu, którzy prawdopodobnie zrobią oddzielne sprawozdanie. Warto, aby w przyszłości wyasygnować grupę, która by reprezentowała grotołazów z Bielska. Tutaj zdjęcia - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Dział:
Sport i turystyka
poniedziałek, 17 listopad 2025 00:40
2025.11.16 Dolina Roztoki w Czernichowie - Beskid Mały
Napisał Jerzy Ganszer
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Wykonano "wizję lokalną" zapasowego miejsca na wypadek opadów deszczu podczas rozpoczęcia sezonu w 2026 r.
Można jeszcze dodać, że jest jest tam ciekawy "kanion beskidzki" i niebawem zostanie tam zorganizowana ekspedycja.
Jerzy Ganszer
Wykonano "wizję lokalną" zapasowego miejsca na wypadek opadów deszczu podczas rozpoczęcia sezonu w 2026 r.
Można jeszcze dodać, że jest jest tam ciekawy "kanion beskidzki" i niebawem zostanie tam zorganizowana ekspedycja.
Dział:
Sport i turystyka
Zofia Gutek - suport
Mirosław Uczniak - Były Członek Klubu /startował/
Bieg odbywał się na Czarnym Groniu w Beskidzie Małym
Mirosław Uczniak - Były Członek Klubu /startował/
Bieg odbywał się na Czarnym Groniu w Beskidzie Małym
Dział:
Sport i turystyka
