Sprawozdania (4796)
Tomasz Pukowski - Były Członek Klubu
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Małgorzata Bugalska-Ganszer
Michał Ganszer
Jerzy Ganszer
+ sporo osób towarzyszących i dzieci
Akcja odbyła się na wniosek Tomasza. Główna atrakcja to przejście podziemnym ciekiem wodnym pod drogą. Potem zwiedzanie okolicznych ciekawostek. Dzieci były zadowolone. Tutaj zdjęcia - "kliknij"
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Małgorzata Bugalska-Ganszer
Michał Ganszer
Jerzy Ganszer
+ sporo osób towarzyszących i dzieci
Akcja odbyła się na wniosek Tomasza. Główna atrakcja to przejście podziemnym ciekiem wodnym pod drogą. Potem zwiedzanie okolicznych ciekawostek. Dzieci były zadowolone. Tutaj zdjęcia - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Beata Michalska-Kasperkiewicz
Jerzy Ganszer
Filip Pukmiel
Marek Sobański
Maciej Jeziorski
W sobotę bezchmurna i stosunkowo ciepła – jak na tę porę roku – pogoda wyjątkowo sprzyjała wszelkim akcjom w Tatrach. Na szlaku było sucho i w większości bez śniegu; ten pojawił się jedynie w rejonie Wielkiej Świstówki, bezpośrednio pod ścianą, w postaci cienkiej, lecz mocno zmrożonej warstwy. Konieczne było użycie raków i czekanów.
Podejście pod otwór przebiegło sprawnie, a w trakcie spotkaliśmy zespół z KKS, który podchodził pod otwór jaskini Nad Dachem. Udało nam się osiągnąć dno Szczeliny Strzygi (Nowe Dno) w bardzo szybkim tempie. Czas akcji pod ziemią wyniósł nieco ponad 4 godziny. Po powrocie zdążyliśmy jeszcze załapać się na żurek „u Zięby”.
Jerzy Ganszer
Filip Pukmiel
Marek Sobański
Maciej Jeziorski
W sobotę bezchmurna i stosunkowo ciepła – jak na tę porę roku – pogoda wyjątkowo sprzyjała wszelkim akcjom w Tatrach. Na szlaku było sucho i w większości bez śniegu; ten pojawił się jedynie w rejonie Wielkiej Świstówki, bezpośrednio pod ścianą, w postaci cienkiej, lecz mocno zmrożonej warstwy. Konieczne było użycie raków i czekanów.
Podejście pod otwór przebiegło sprawnie, a w trakcie spotkaliśmy zespół z KKS, który podchodził pod otwór jaskini Nad Dachem. Udało nam się osiągnąć dno Szczeliny Strzygi (Nowe Dno) w bardzo szybkim tempie. Czas akcji pod ziemią wyniósł nieco ponad 4 godziny. Po powrocie zdążyliśmy jeszcze załapać się na żurek „u Zięby”.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Nad Międzybrodziem nad wielką polaną jest duży drewniany Krzyż widoczny ze wsi. Dotarliśmy tam po ciężkim podejściu. Krzyż był niedawno zdewastowany. lecz obecnie wyremontowany. Jest tam wielka huśtawka i wspaniały widok na trasę zjazdową i lotnisko na stokach Żaru. Warto się tam przespacerować.
Jerzy Ganszer
Nad Międzybrodziem nad wielką polaną jest duży drewniany Krzyż widoczny ze wsi. Dotarliśmy tam po ciężkim podejściu. Krzyż był niedawno zdewastowany. lecz obecnie wyremontowany. Jest tam wielka huśtawka i wspaniały widok na trasę zjazdową i lotnisko na stokach Żaru. Warto się tam przespacerować.
Dział:
Sport i turystyka
czwartek, 18 grudzień 2025 23:25
2025.12.18 Sztuczne podziemia i P12W na Żarze w Beskidzie Małym
Napisał Jerzy Ganszer
Paweł Gądek
Jerzy Pukowski
Zbigniew Mastalski - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Grzegorz Więcek
Jerzy Ganszer
Na początku odbył się bieg w ramach Pucharu. Najlepszy wynik uzyskał Paweł. Uwaga w rankingu co najmniej dwie osoby miały lepsze czasy startu w tym sezonie. A potem zwiedzaliśmy ciekawe podziemia w rejonie torów. Weszliśmy do "szamba", było wesoło, ale jedna osoba miała poważne problemy z uratowaniem życia! Tutaj kilka zdjęć "kliknij ". Uwaga - często zaproszenia na tego typu akcje są na stronie Ganszera.
Jerzy Pukowski
Zbigniew Mastalski - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Grzegorz Więcek
Jerzy Ganszer
Na początku odbył się bieg w ramach Pucharu. Najlepszy wynik uzyskał Paweł. Uwaga w rankingu co najmniej dwie osoby miały lepsze czasy startu w tym sezonie. A potem zwiedzaliśmy ciekawe podziemia w rejonie torów. Weszliśmy do "szamba", było wesoło, ale jedna osoba miała poważne problemy z uratowaniem życia! Tutaj kilka zdjęć "kliknij ". Uwaga - często zaproszenia na tego typu akcje są na stronie Ganszera.
Dział:
Sport i turystyka
niedziela, 14 grudzień 2025 19:33
2025.12.14 P 12 W trasa 11g. Poszukiwanie śniegu.
Napisał Jerzy Ganszer
Zbigniew Mastalski - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Na nartach można było się poruszać w górę prawie od startu, zjazd jednak nie był możliwy poniżej Hali Skrzyczeńskiej. Uwaga zniknęła wieża na szczycie Małego Skrzycznego - a to była meta przy naszych biegach. Ustalono, że od teraz meta będzie na licu szlaku turystycznego ze Skrzycznego na Malinowska Skałę. Potem ekipa dotarła do Zbójnickiej Kopy i zjechała pięknie przygotowaną trasą do Hali Skrzyczeńskiej. Przez chwilę nawet "wychodziło" Słońce. W górę pokonano 627 m. Tutaj inne zdjęcia - "kliknij"
Jerzy Ganszer
Na nartach można było się poruszać w górę prawie od startu, zjazd jednak nie był możliwy poniżej Hali Skrzyczeńskiej. Uwaga zniknęła wieża na szczycie Małego Skrzycznego - a to była meta przy naszych biegach. Ustalono, że od teraz meta będzie na licu szlaku turystycznego ze Skrzycznego na Malinowska Skałę. Potem ekipa dotarła do Zbójnickiej Kopy i zjechała pięknie przygotowaną trasą do Hali Skrzyczeńskiej. Przez chwilę nawet "wychodziło" Słońce. W górę pokonano 627 m. Tutaj inne zdjęcia - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Gabriela Michalska
Wacław Michalski
Ostry, Jaworze. Kto ma pomysł co to za znaki ?
Przy okazji życzenia spokojnych Świąt a zwłaszcza tego czasu przed ....
Wacław Michalski
Ostry, Jaworze. Kto ma pomysł co to za znaki ?
Przy okazji życzenia spokojnych Świąt a zwłaszcza tego czasu przed ....
Dział:
Sport i turystyka
Zofia Gutek
Unifikacja instruktorów narciarstwa wysokogórskiego
W niedzielę Kasprowy stał się lodową górą ale zjazd do Kuźnic
Unifikacja instruktorów narciarstwa wysokogórskiego
W niedzielę Kasprowy stał się lodową górą ale zjazd do Kuźnic
Dział:
Sport i turystyka
Jerzy Ganszer
Na górze resztki śniegu. Zlokalizowano wejście do ciekawych podziemi. Zostanie tam niebawem zorganizowany wyjazd.
Na górze resztki śniegu. Zlokalizowano wejście do ciekawych podziemi. Zostanie tam niebawem zorganizowany wyjazd.
Dział:
Sport i turystyka
Honorata "Honka" Kaczmarek - Były Członek Klubu
Błażej Nikiel
Zbigniew Mastalski - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
Odbyło się kilka zjazdów na linie ze skarpy na pierwszym zakręcie nad szeroką drogą z Przegibka na Magurkę. Tutaj inne zdjęcia - "kliknij"
Błażej Nikiel
Zbigniew Mastalski - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
Odbyło się kilka zjazdów na linie ze skarpy na pierwszym zakręcie nad szeroką drogą z Przegibka na Magurkę. Tutaj inne zdjęcia - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
poniedziałek, 08 grudzień 2025 00:33
2025.12.07 Wyjazd eksploracyjny na Górę Wapienica 531 m w rejonie Andrychowa
Napisał Jerzy Ganszer
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer
Występują tam wychodnie skałek wapiennych. Dotarliśmy nad wyrobisko bezodpływowe /na zdjęciu/. Zlokalizowano lej krasowy /na nasypie/. Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Jerzy Ganszer
Występują tam wychodnie skałek wapiennych. Dotarliśmy nad wyrobisko bezodpływowe /na zdjęciu/. Zlokalizowano lej krasowy /na nasypie/. Tutaj kilka zdjęć - "kliknij"
Dział:
Sport i turystyka
Więcej...
Dział:
Sport i turystyka
czwartek, 04 grudzień 2025 23:20
2025.12.04 Schronisko pod Głazem K.Bm-02.13. Akcja narciarska, wspinaczkowa, eksploracyjna
Napisał Jerzy Ganszer
Dział:
Sport i turystyka
środa, 03 grudzień 2025 22:28
2025.12.03 Malinowska Skała na nartach - akcja wieczorna
Napisał Jerzy Ganszer
Dział:
Sport i turystyka
Małgorzata Błaszczyk
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Kllubu
Piotr Gawlas
Po czterech godzinach drzemki w wilgotnych śpiworach wstajemy i robimy kawę i śniadanie. Kawa parzona na wodzie jaskiniance w urokliwym otoczeniu skał smakuje niebiańsko. Biwak zasilany jest w wodę cienkim wężykiem z niewielkiej wykapki powyżej. Mała wydajność wykapki sprawia, że po napełnieniu trzech bukłaków pięciolitrowych, które zabraliśmy na biwak, woda przestaje płynąć. Cóż, musi nam to wystarczyć na cały pobyt.
Trzyosobowa grupa idąca w stronę powierzchni rusza zaraz po śniadaniu. Mają plan dotarcia do biwaku na -500, zrobienia przerwy na posiłek i drzemkę, dalej do biwaku na -300, odpoczynek i kolejny etap na powierzchnię. Czas samego wyjścia z biwaku na -700 na powierzchnię jest szacowany na około 7-8 godzin, jednak przerwy na regenerację, po 3-4 godziny każda, wydłużają ten czas do około 13-14 godzin. Sprawia to, że grupa wychodząca z dna spotyka się na tych biwakach dwukrotnie z pierwszą grupą. Bardzo pozytywne zjawisko, przynajmniej wiemy, że mimo zmęczenia, wszyscy mają się dobrze.
Tymczasem pięć osób po śniadaniu i kawie zmierza w stronę dna, Lago E.R.E. jeziorka a właściwie syfonu, który kończy suche partie jaskini. Szacowany czas akcji to godzina na dół i około dwóch godzin na powrót. I dokładnie w takim czasie się wyrabiamy. Droga do dna biegnie obszernym korytarzem, który przekształca się w studnię. Spąg jest jednym ogromnym naciekiem, w całości ponad 200 metrów długim. Polewą z misami martwicowymi a w pionowych partiach utworzyły się ogromne, nieraz kilkumetrowe stalaktyty i draperie. Jeziorko wita nas mętnawą wodą. W ostatnim czasie było trochę opadów deszczu i śniegu w Górach Nieves i w jaskini jest dużo wody. Pamiętam to jeziorko z zeszłorocznej wyprawy ze Speleoklubem Gawra z Gorzowa w której brałem udział. Woda była klarowna i było widać dno na 4-5 metrach. Wspaniałe uczucie wrócić tu po roku z ekipą z mojego klubu. Dla niektórych jest to pierwszy tysiąc w życiu i pierwsza tak poważna jaskinia po kursie, dla innych spełnienie wyprawowych marzeń sprzed 30 lat. Dla mnie druga wyprawa do jaskini, która daje porządny wycisk, ale oferuje urokliwe zakamarki i możliwość przespania się na podziemnym biwaku. Wszystko to, choć dla wielu nieludzkie, jest mocno uzależniające..
Dno osiągnięte, zrobionych kilka zdjęć, klasycznie wypita kawa i wracamy. W międzyczasie mam awarię sprzętu do wychodzenia. Przyrząd piersiowy odmawia posłuszeństwa i nie łapie na twardych zabłoconych linach. Przez całą drogę powrotną na powierzchnię mam z nim szarpankę. Z powrotem na biwaku jesteśmy po dwóch godzinach. Szykujemy obiad, bo to właściwa pora. Po obiadku krótki relaks, przepak i ruszamy w górę. Droga powrotna trochę się nam ciągnie. Mimo to doganiamy na biwaku na -500 naszą ekipę, która tu odpoczywała i właśnie zebrali się do wyjścia. My też postanawiamy odpocząć. Musimy uzupełnić płyny, zjeść coś pożywnego, nie zaszkodzi krótka drzemka. Meander pomiędzy 160 metrową studnią Paco de la Torre a biwakiem na -500 lepiej idzie się w górę niż w dół. Wór się mniej klinuje, kolana mniej cierpią. Herbatki, kawki, liofile. Zjadamy pijemy i idziemy na krótką dżemkę. Plan mamy, żeby wyjść w dzień i żeby grupa pierwsza zdążyła wyjść wyżej.
Dalej scenariusz się powtarza. Po kilku godzinach drzemki pobudka, kawka, herbatka, śniadanko i zbieramy się dalej. Doganiamy na biwaku -300 pierwszą ekipę. Oni jeszcze śpią. Po drodze mijaliśmy kilka miejsc, gdzie wyjątkowo lała się woda. Przemoczyło nas do majtek. Byliśmy zmarznięci, zmęczeni, wygłodzeni ale był pomyś, żeby iść dalej, żeby się nie wychłodzić. Jednak zostało, że odpoczywamy a czołówka budzi się, ogarnia i mknie do wyjścia. Daliśmy im dwie godziny, po czym my ruszamy.
Jak już pisałem wcześniej w jaskini było wyjątkowo dużo wody. Snuliśmy domysły, czy to topi się śnieg, który zalegał w górach, czy są to prognozowane ulewy. Wprawdzie jaskinia jest wyjątkowo ciepła w porównaniu do jaskiń polskich, gdzie Jura to średnio 7 stopni a Tatry to 2-3. Tutaj termometr w smartwatchu Tomka pokazywał +16°C. Jednak przebywanie dłuższy czas w przemokniętej odzieży w temperatuże +16° też wychładza. Dotrzymaliśmy słowa i dwie godziny później ruszyliśmy ku wyjściu.
Widok pod studnią zlotową nas zaskoczył. Planowaliśmy wyjść w dzień i tak było. Wyszliśmy około godziny 11. Na zewnątrz +6°. Niebo było szare, wiał silny wiatr a z nieba spadały kurtyny deszczu. Oto słoneczna Hiszpania. Teraz jasne, skąd tyle wody w jaskini. Około godziny zajęło nam dojście do samochodów zaparkowanych na przełęczy. W porywistym wietrze i strugach deszczu doszliśmy do nich kompletnie wyprani z jaskiniowego błota, ale przemoczeni do suchej nitki i przemarznięci na kość. Pomoc Raoula, naszego hiszpańskiego kolegi, jest nieoceniona, pozwolenia na wjazd do parku i klucze do szlabanu dla dwóch samochodów mocno podniosło morale w zespole. W autach czekały kanapki przygotowane na powrót. Ogromnie mnie cieszy, że każdy swoją zjadł. Pakujemy się i jedziemy na bazę, gdzie czeka na nas gorący prysznic, kolacja, kawa.
Sima G.E.S.M. 2025
Wyprawa Speleoklubu Bielsko-Biała
Napisał Piotr Gawlas
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Kllubu
Piotr Gawlas
Po czterech godzinach drzemki w wilgotnych śpiworach wstajemy i robimy kawę i śniadanie. Kawa parzona na wodzie jaskiniance w urokliwym otoczeniu skał smakuje niebiańsko. Biwak zasilany jest w wodę cienkim wężykiem z niewielkiej wykapki powyżej. Mała wydajność wykapki sprawia, że po napełnieniu trzech bukłaków pięciolitrowych, które zabraliśmy na biwak, woda przestaje płynąć. Cóż, musi nam to wystarczyć na cały pobyt.
Trzyosobowa grupa idąca w stronę powierzchni rusza zaraz po śniadaniu. Mają plan dotarcia do biwaku na -500, zrobienia przerwy na posiłek i drzemkę, dalej do biwaku na -300, odpoczynek i kolejny etap na powierzchnię. Czas samego wyjścia z biwaku na -700 na powierzchnię jest szacowany na około 7-8 godzin, jednak przerwy na regenerację, po 3-4 godziny każda, wydłużają ten czas do około 13-14 godzin. Sprawia to, że grupa wychodząca z dna spotyka się na tych biwakach dwukrotnie z pierwszą grupą. Bardzo pozytywne zjawisko, przynajmniej wiemy, że mimo zmęczenia, wszyscy mają się dobrze.
Tymczasem pięć osób po śniadaniu i kawie zmierza w stronę dna, Lago E.R.E. jeziorka a właściwie syfonu, który kończy suche partie jaskini. Szacowany czas akcji to godzina na dół i około dwóch godzin na powrót. I dokładnie w takim czasie się wyrabiamy. Droga do dna biegnie obszernym korytarzem, który przekształca się w studnię. Spąg jest jednym ogromnym naciekiem, w całości ponad 200 metrów długim. Polewą z misami martwicowymi a w pionowych partiach utworzyły się ogromne, nieraz kilkumetrowe stalaktyty i draperie. Jeziorko wita nas mętnawą wodą. W ostatnim czasie było trochę opadów deszczu i śniegu w Górach Nieves i w jaskini jest dużo wody. Pamiętam to jeziorko z zeszłorocznej wyprawy ze Speleoklubem Gawra z Gorzowa w której brałem udział. Woda była klarowna i było widać dno na 4-5 metrach. Wspaniałe uczucie wrócić tu po roku z ekipą z mojego klubu. Dla niektórych jest to pierwszy tysiąc w życiu i pierwsza tak poważna jaskinia po kursie, dla innych spełnienie wyprawowych marzeń sprzed 30 lat. Dla mnie druga wyprawa do jaskini, która daje porządny wycisk, ale oferuje urokliwe zakamarki i możliwość przespania się na podziemnym biwaku. Wszystko to, choć dla wielu nieludzkie, jest mocno uzależniające..
Dno osiągnięte, zrobionych kilka zdjęć, klasycznie wypita kawa i wracamy. W międzyczasie mam awarię sprzętu do wychodzenia. Przyrząd piersiowy odmawia posłuszeństwa i nie łapie na twardych zabłoconych linach. Przez całą drogę powrotną na powierzchnię mam z nim szarpankę. Z powrotem na biwaku jesteśmy po dwóch godzinach. Szykujemy obiad, bo to właściwa pora. Po obiadku krótki relaks, przepak i ruszamy w górę. Droga powrotna trochę się nam ciągnie. Mimo to doganiamy na biwaku na -500 naszą ekipę, która tu odpoczywała i właśnie zebrali się do wyjścia. My też postanawiamy odpocząć. Musimy uzupełnić płyny, zjeść coś pożywnego, nie zaszkodzi krótka drzemka. Meander pomiędzy 160 metrową studnią Paco de la Torre a biwakiem na -500 lepiej idzie się w górę niż w dół. Wór się mniej klinuje, kolana mniej cierpią. Herbatki, kawki, liofile. Zjadamy pijemy i idziemy na krótką dżemkę. Plan mamy, żeby wyjść w dzień i żeby grupa pierwsza zdążyła wyjść wyżej.
Dalej scenariusz się powtarza. Po kilku godzinach drzemki pobudka, kawka, herbatka, śniadanko i zbieramy się dalej. Doganiamy na biwaku -300 pierwszą ekipę. Oni jeszcze śpią. Po drodze mijaliśmy kilka miejsc, gdzie wyjątkowo lała się woda. Przemoczyło nas do majtek. Byliśmy zmarznięci, zmęczeni, wygłodzeni ale był pomyś, żeby iść dalej, żeby się nie wychłodzić. Jednak zostało, że odpoczywamy a czołówka budzi się, ogarnia i mknie do wyjścia. Daliśmy im dwie godziny, po czym my ruszamy.
Jak już pisałem wcześniej w jaskini było wyjątkowo dużo wody. Snuliśmy domysły, czy to topi się śnieg, który zalegał w górach, czy są to prognozowane ulewy. Wprawdzie jaskinia jest wyjątkowo ciepła w porównaniu do jaskiń polskich, gdzie Jura to średnio 7 stopni a Tatry to 2-3. Tutaj termometr w smartwatchu Tomka pokazywał +16°C. Jednak przebywanie dłuższy czas w przemokniętej odzieży w temperatuże +16° też wychładza. Dotrzymaliśmy słowa i dwie godziny później ruszyliśmy ku wyjściu.
Widok pod studnią zlotową nas zaskoczył. Planowaliśmy wyjść w dzień i tak było. Wyszliśmy około godziny 11. Na zewnątrz +6°. Niebo było szare, wiał silny wiatr a z nieba spadały kurtyny deszczu. Oto słoneczna Hiszpania. Teraz jasne, skąd tyle wody w jaskini. Około godziny zajęło nam dojście do samochodów zaparkowanych na przełęczy. W porywistym wietrze i strugach deszczu doszliśmy do nich kompletnie wyprani z jaskiniowego błota, ale przemoczeni do suchej nitki i przemarznięci na kość. Pomoc Raoula, naszego hiszpańskiego kolegi, jest nieoceniona, pozwolenia na wjazd do parku i klucze do szlabanu dla dwóch samochodów mocno podniosło morale w zespole. W autach czekały kanapki przygotowane na powrót. Ogromnie mnie cieszy, że każdy swoją zjadł. Pakujemy się i jedziemy na bazę, gdzie czeka na nas gorący prysznic, kolacja, kawa.
Sima G.E.S.M. 2025
Wyprawa Speleoklubu Bielsko-Biała
Napisał Piotr Gawlas
Dział:
Jaskinie i wyprawy
