Sprawozdania (4892)
środa, 02 lipiec 2025 21:33
2025.07.02 Akcja oczyszczająca brzeg Jeziora Goczałkowickiego
Napisał Jerzy Ganszer
Tomasz Szprycha - Bielski Klub Jeździecki - Hubertus
Rafał Konior - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Izabela Manda-Rosner
Jakub Krajewski
Tomasz Pukowski
Zofia Skrudlik - Były Członek Klubu
Paweł Olszewski
Paulina Kohut - grupa wspomagająca
Mateusz Kohut - grupa wspomagająca
Mikodem Kohut - Osoba Towarzysząca - grupa wspomagająca
Małgorzata Bugalska-Ganszer - grupa wspomagająca
Michał Ganszer - grupa wspomagająca
Jerzy Ganszer
Woda ciepła, wyciągnięto sporo śmieci, głównie butelki plastikowe. Na zdjęciu zebrane śmieci.
Rafał Konior - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Izabela Manda-Rosner
Jakub Krajewski
Tomasz Pukowski
Zofia Skrudlik - Były Członek Klubu
Paweł Olszewski
Paulina Kohut - grupa wspomagająca
Mateusz Kohut - grupa wspomagająca
Mikodem Kohut - Osoba Towarzysząca - grupa wspomagająca
Małgorzata Bugalska-Ganszer - grupa wspomagająca
Michał Ganszer - grupa wspomagająca
Jerzy Ganszer
Woda ciepła, wyciągnięto sporo śmieci, głównie butelki plastikowe. Na zdjęciu zebrane śmieci.
Dział:
Sport i turystyka
Anna Pawlik
Łukasz Owczarzak
Piotr Wójcik
Tomasz "Murzyn" Grzegrzułka
Kasia
W sobotę rano stawiamy się na parkingu w Podlesicach. Niestety z powodu braków kadrowych jesteśmy w okrojonym składzie. Choć było czuć lekkie napięcie, bo przewodzi nam Murzyn, to gotowi do działania ruszamy pod skałę. Słońce nie zdążyło nam jeszcze porządnie przygrzać, a my z pełnym zestawem kości, friendów, heksów i niekończącym się optymizmem zaczynamy działać. Naszą wspinaczkową przygodę zaczynamy od zakładania stanowisk, tu wyobraźnia zaczęła wszystkim pracować na wysokich obrotach, żeby tylko stworzyć coś godnego pochwały Murzyna. Z każdym metrem w górę szło nam coraz lepiej, a szukanie przelotów sprawiało ogromną frajdę i powstało z tego kilka ciekawych dróg tradowych, choć już przetartych, ale te były inne - takie nasze. Późnym popołudniem każdemu z naszej czwórki zechciało się ambitnie zrobić swoje "życiówki". Choć Murzyn w nas dziewczyny nie do końca wierzył, to udowodniliśmy, że jak się baba uprze to nie ma zmiłuj. I po pierwszej nieudanej próbie, choć miękkim lądowaniu, dałyśmy radę.
A żeby nie zapominać o chłopakach, oni też nauczyli się, że linę przed zrzutem trzeba dobrze sobie ułożyć :)
Później, jak tylko zwolniło się miejsce to przeszliśmy pod Sowę. Można chyba stwierdzić, że sportowe wspinanie się nie daje już takiej frajdy, bo wszystko mamy gotowe.
Choć dzień był długi, bo działaliśmy do późnego popołudnia, to był wyjątkowo spokojny i cichy, jeśli chodzi o wybaczalność naszych błędów. Myślę, że każdy z nas się w tym dniu wiele nauczył na własnych błędach (ja na pewno). Ten dzień zakończył się bardzo dobrze, choć wyjątkowo jak na nas szybko. Być może byliśmy już tak wymęczeni, albo mam drugą teorię, brakowało nam reszty grupy i Wacka z jego sezonowymi "syropami"
Niedziela rano, pobudka, szybkie śniadanie, ubranie się w uprząż i trzydzieści metrów dalej już działamy, bo tym razem czeka na nas Czaszka na Łutowcu .Myślą przewodnią tego dnia są słowa "kości zostały rzucone" :) a więc działamy. Ta skała ma chyba najpiękniejsze naturalne stanowiska, więc zakładanie przelotów sprawiało dużą frajdę. Choć byliśmy już trochę zmęczeni poprzednim dniem, to udało się trochę podziałać.
Podsumowanie. Pomimo wielu siniaków na nogach, jednym obitym nosie wszyscy jesteśmy cali. Bogatsi o nowe doświadczenia i pełni chęci na więcej, bo tylko ćwicząc nabędziemy wprawy.
Łukasz Owczarzak
Piotr Wójcik
Tomasz "Murzyn" Grzegrzułka
Kasia
W sobotę rano stawiamy się na parkingu w Podlesicach. Niestety z powodu braków kadrowych jesteśmy w okrojonym składzie. Choć było czuć lekkie napięcie, bo przewodzi nam Murzyn, to gotowi do działania ruszamy pod skałę. Słońce nie zdążyło nam jeszcze porządnie przygrzać, a my z pełnym zestawem kości, friendów, heksów i niekończącym się optymizmem zaczynamy działać. Naszą wspinaczkową przygodę zaczynamy od zakładania stanowisk, tu wyobraźnia zaczęła wszystkim pracować na wysokich obrotach, żeby tylko stworzyć coś godnego pochwały Murzyna. Z każdym metrem w górę szło nam coraz lepiej, a szukanie przelotów sprawiało ogromną frajdę i powstało z tego kilka ciekawych dróg tradowych, choć już przetartych, ale te były inne - takie nasze. Późnym popołudniem każdemu z naszej czwórki zechciało się ambitnie zrobić swoje "życiówki". Choć Murzyn w nas dziewczyny nie do końca wierzył, to udowodniliśmy, że jak się baba uprze to nie ma zmiłuj. I po pierwszej nieudanej próbie, choć miękkim lądowaniu, dałyśmy radę.
A żeby nie zapominać o chłopakach, oni też nauczyli się, że linę przed zrzutem trzeba dobrze sobie ułożyć :)
Później, jak tylko zwolniło się miejsce to przeszliśmy pod Sowę. Można chyba stwierdzić, że sportowe wspinanie się nie daje już takiej frajdy, bo wszystko mamy gotowe.
Choć dzień był długi, bo działaliśmy do późnego popołudnia, to był wyjątkowo spokojny i cichy, jeśli chodzi o wybaczalność naszych błędów. Myślę, że każdy z nas się w tym dniu wiele nauczył na własnych błędach (ja na pewno). Ten dzień zakończył się bardzo dobrze, choć wyjątkowo jak na nas szybko. Być może byliśmy już tak wymęczeni, albo mam drugą teorię, brakowało nam reszty grupy i Wacka z jego sezonowymi "syropami"
Niedziela rano, pobudka, szybkie śniadanie, ubranie się w uprząż i trzydzieści metrów dalej już działamy, bo tym razem czeka na nas Czaszka na Łutowcu .Myślą przewodnią tego dnia są słowa "kości zostały rzucone" :) a więc działamy. Ta skała ma chyba najpiękniejsze naturalne stanowiska, więc zakładanie przelotów sprawiało dużą frajdę. Choć byliśmy już trochę zmęczeni poprzednim dniem, to udało się trochę podziałać.
Podsumowanie. Pomimo wielu siniaków na nogach, jednym obitym nosie wszyscy jesteśmy cali. Bogatsi o nowe doświadczenia i pełni chęci na więcej, bo tylko ćwicząc nabędziemy wprawy.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Małgorzata Bugalska - Ganszer
Paulina Kohut
Mateusz Kohut
Michał Ganszer
Planowaliśmy zjechać Czarną Basztą - do starego dna, jednak powstrzymała nas wspinaczka prożku w Sali Deszczu. Podobno robi się ją z "palcem w nosie". Jeżeli tam wrócimy to z jakimś patentem na wpięcie liny do dosyć wysoko osadzonego pierwszego przelotu. Pogoda idealna, dojście piękne.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
niedziela, 29 czerwiec 2025 20:54
2025.06.28 Akcja rowerowa na Kiczerę 8027 m w Beskidzie Małym
Napisał Jerzy Ganszer
Jerzy Ganszer
Akcja solo, prawie 600 przewyższenia /z Porąbki/. Najstromiej było na podejściu na szczyt od północy, brałem pod uwagę wyniesienie roweru na grzbiecie, ale udało mi się wypchać. W internecie wyczytałem, że tą trasą niedawno podchodził Robert Pest z żoną z Brzeszcz też z rowerami. A potem zjazd na Żar i pierwszy raz najłagodniejszą trasą rowerowa w dół /stroma na granicy buksowania kół/ - w sumie ciekawa, jest tam sporo nowych odkrywek i można znaleźć ciekawe hieroglify. W tym samym czasie na Żar startował w ramach P12W Jerzy Pukowski - chwała Mu!.
Akcja solo, prawie 600 przewyższenia /z Porąbki/. Najstromiej było na podejściu na szczyt od północy, brałem pod uwagę wyniesienie roweru na grzbiecie, ale udało mi się wypchać. W internecie wyczytałem, że tą trasą niedawno podchodził Robert Pest z żoną z Brzeszcz też z rowerami. A potem zjazd na Żar i pierwszy raz najłagodniejszą trasą rowerowa w dół /stroma na granicy buksowania kół/ - w sumie ciekawa, jest tam sporo nowych odkrywek i można znaleźć ciekawe hieroglify. W tym samym czasie na Żar startował w ramach P12W Jerzy Pukowski - chwała Mu!.
Dział:
Sport i turystyka
piątek, 27 czerwiec 2025 18:00
2025.06.27 Beskid Śląski - eksploracja-inwentaryzacja
Napisał Jerzy Ganszer
Jerzy Ganszer
Akcja rowerowa solo.
Dotarto do Jaskini Złotych Pasów K.Bs-03.195
Jaskini Pukowskiego w Kościelcu K.Bs-03.170
Schroniska w Kościelcu V K.Bs-03.28- na zdjęciu.
Splanowano Dwuosobowy Schron na Kościelcu - dł. ok. 2,5 m
zakwalifikowano do planowania Jednoosobowy Schron na Kościelcu
Z rejonu zniesiono cały plecak śmieci. Jak będą chętni to akcja zostanie powtórzona.
Akcja rowerowa solo.
Dotarto do Jaskini Złotych Pasów K.Bs-03.195
Jaskini Pukowskiego w Kościelcu K.Bs-03.170
Schroniska w Kościelcu V K.Bs-03.28- na zdjęciu.
Splanowano Dwuosobowy Schron na Kościelcu - dł. ok. 2,5 m
zakwalifikowano do planowania Jednoosobowy Schron na Kościelcu
Z rejonu zniesiono cały plecak śmieci. Jak będą chętni to akcja zostanie powtórzona.
Dział:
Jaskinie i wyprawy
Sylwia Wójcik
Jeremi Wójcik - Osoba Towarzysząca
Filip Perek
Łukasz Piechocki
Zbyszek Grzybek
Wojciech Jasiak
Istria to region Chorwacji znany z pięknych plaż, krystalicznie czystej wody i bogatej bioróżnorodności podwodnej. Region ten oferuje liczne miejsca do nurkowania, w tym wraki, jaskinie i bogate życie morskie. Organizatorem wyjazdu był Filip - nasz klubowy instruktor nurkowy, a celem naszego wyjazdu było poznanie Chorwackich uroków nurkowych i zdobycie nowych doświadczeń. Wybraliśmy miejsce nurkowe w pobliżu miejscowości Sveta Marina, które jest znane z dobrych warunków do nurkowania, wraz z lokalnym centrum nurkowym Dive Center Murena. W ciągu tych kliku dni udało nam się zrobić 6 nurkowań, część osób zwiększyła swoje uprawnienia nurkowe o nowe możliwości wykonywania głębszego nurkowania, wraz ze wzbogaconym powietrzem tzw. Nitrox. Niektórzy boleśnie doświadczyli na własnej skórze jak działa ciśnienie na tych większych głębokościach - tą lekcję z wcześniejszej teorii przerobiliśmy w praktyce aż za dobrze. Pomimo tego że woda na większych głębokościach miała tylko 15 stopni, to pozwiedzaliśmy ciekawe miejsca, zobaczyliśmy dużo różnych ciekawych rybek i innych atrakcji zatopionych pod wodą.
Jeremi Wójcik - Osoba Towarzysząca
Filip Perek
Łukasz Piechocki
Zbyszek Grzybek
Wojciech Jasiak
Istria to region Chorwacji znany z pięknych plaż, krystalicznie czystej wody i bogatej bioróżnorodności podwodnej. Region ten oferuje liczne miejsca do nurkowania, w tym wraki, jaskinie i bogate życie morskie. Organizatorem wyjazdu był Filip - nasz klubowy instruktor nurkowy, a celem naszego wyjazdu było poznanie Chorwackich uroków nurkowych i zdobycie nowych doświadczeń. Wybraliśmy miejsce nurkowe w pobliżu miejscowości Sveta Marina, które jest znane z dobrych warunków do nurkowania, wraz z lokalnym centrum nurkowym Dive Center Murena. W ciągu tych kliku dni udało nam się zrobić 6 nurkowań, część osób zwiększyła swoje uprawnienia nurkowe o nowe możliwości wykonywania głębszego nurkowania, wraz ze wzbogaconym powietrzem tzw. Nitrox. Niektórzy boleśnie doświadczyli na własnej skórze jak działa ciśnienie na tych większych głębokościach - tą lekcję z wcześniejszej teorii przerobiliśmy w praktyce aż za dobrze. Pomimo tego że woda na większych głębokościach miała tylko 15 stopni, to pozwiedzaliśmy ciekawe miejsca, zobaczyliśmy dużo różnych ciekawych rybek i innych atrakcji zatopionych pod wodą.
Dział:
Sport i turystyka
piątek, 27 czerwiec 2025 17:48
2025.06.26 Spotkanie w Szczyrku u Honorowego Członka SBB Jana Łaciaka
Napisał Jerzy Ganszer
Jan Łaciak - Honorowy Członek SBB
Julianna Łaciak - Osoba Towarzysząca
Aniela Klassek - Honorowy Członek SBB
Stanisław Dudzik - Były członek Klubu
Jerzy Ganszer
Wspomnienia, poczęstunek - dziękujemy gospodarzom. Mamy zgodę, aby tam w zimie pod lasem zrobić ognisko!
Julianna Łaciak - Osoba Towarzysząca
Aniela Klassek - Honorowy Członek SBB
Stanisław Dudzik - Były członek Klubu
Jerzy Ganszer
Wspomnienia, poczęstunek - dziękujemy gospodarzom. Mamy zgodę, aby tam w zimie pod lasem zrobić ognisko!
Dział:
Życie klubu
wtorek, 24 czerwiec 2025 11:13
2025.06.23 Noc Świętojańska - Źródełko Św. Wita nad Jeziorem Żywieckim.
Napisał Jerzy Ganszer
Maryla Nawrocka - Sekcja Archeologiczna przy Speleoklubie Bielsko-Biała
Jerzy Pukowski
Barbara Madalińska - Osoba Towarzysząca
Zdzisław Grebl
Jerzy Ganszer
Spotkania mają już pewna tradycję. Kiedyś kierownikiem akcji była Agniezszka Gądek. To miejsce wskazał Jarosław Ornicz.
Beata przysłała poniższa treść.
Tradycja „wody San Giovanni” powraca do nocy, rytuału przebłagalnego, który pochodzi ze świata chłopskiego, w którym magia i religia często się spotykały. Po zachodzie słońca dzisiaj, 23 czerwca, musisz zebrać w szklanym lub miedzianym pojemniku, a nawet dzbanku (nie plastikowym) mieszankę ziół i kwiatów, najlepiej dzikich: rozmarynu, szałwii, maków, bzu czarnego, bylicy pospolitej, stokrotek, róż, malwy, lawendy, koniczyny, pokrzywy, miotły, mięty, tymianku i wielu innych z tego terenu. Dodaj wodę i pozostaw ją na całą noc, między 23 a 24 czerwca, na zewnątrz, aby wchłonęła nocną rosę: na parapecie, na tarasie lub po prostu w ogrodzie.Wiele osób przygotowuje bardzo specjalną i energetyczną wodę, która ma moc przynoszenia szczęścia, dobrego samopoczucia i zdrowia.Według jednej z wielu legend rosa tej szczególnej nocy miałaby właściwości lecznicze. Rano 24 czerwca woda będzie używana do mycia rąk i twarzy: rytuał oczyszczający, który przynosi miłość, szczęście i zdrowie.
Jerzy Pukowski
Barbara Madalińska - Osoba Towarzysząca
Zdzisław Grebl
Jerzy Ganszer
Spotkania mają już pewna tradycję. Kiedyś kierownikiem akcji była Agniezszka Gądek. To miejsce wskazał Jarosław Ornicz.
Beata przysłała poniższa treść.
Tradycja „wody San Giovanni” powraca do nocy, rytuału przebłagalnego, który pochodzi ze świata chłopskiego, w którym magia i religia często się spotykały. Po zachodzie słońca dzisiaj, 23 czerwca, musisz zebrać w szklanym lub miedzianym pojemniku, a nawet dzbanku (nie plastikowym) mieszankę ziół i kwiatów, najlepiej dzikich: rozmarynu, szałwii, maków, bzu czarnego, bylicy pospolitej, stokrotek, róż, malwy, lawendy, koniczyny, pokrzywy, miotły, mięty, tymianku i wielu innych z tego terenu. Dodaj wodę i pozostaw ją na całą noc, między 23 a 24 czerwca, na zewnątrz, aby wchłonęła nocną rosę: na parapecie, na tarasie lub po prostu w ogrodzie.Wiele osób przygotowuje bardzo specjalną i energetyczną wodę, która ma moc przynoszenia szczęścia, dobrego samopoczucia i zdrowia.Według jednej z wielu legend rosa tej szczególnej nocy miałaby właściwości lecznicze. Rano 24 czerwca woda będzie używana do mycia rąk i twarzy: rytuał oczyszczający, który przynosi miłość, szczęście i zdrowie.
Dział:
Życie klubu
sobota, 21 czerwiec 2025 23:40
2025.06.21 Słowacja - Mała Fatra - akcja turystyczna
Napisał Jerzy Ganszer
Grupa 1 -
Zofia Gutek
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
Grupa 2 -
Maja Jędrzejewska
Adam Marcinków
Ekipy działały niezależnie /patrz schemat/ - nastąpiło jedno spotkanie w górach. Piękne widoki - warto się tam przejechać!
Grupa 1 - 1200 m przewyższenia, 13,8 kilometrów
Grupa 2 - 1482 m przewyższenia, 12,8 kilometrów
Jerzy Pukowski na najwyższym szczycie - Wielkim Krywaniu 1708 m nakleił naklejkę klubową.
Niezależnie od powyższego sprawozdania można wspomnieć, że dwaj nasi koledzy klubowi w tym dniu zdobyli Bystrą w Tatrach Zachodnich.
Zofia Gutek
Jerzy Pukowski
Jerzy Ganszer
Grupa 2 -
Maja Jędrzejewska
Adam Marcinków
Ekipy działały niezależnie /patrz schemat/ - nastąpiło jedno spotkanie w górach. Piękne widoki - warto się tam przejechać!
Grupa 1 - 1200 m przewyższenia, 13,8 kilometrów
Grupa 2 - 1482 m przewyższenia, 12,8 kilometrów
Jerzy Pukowski na najwyższym szczycie - Wielkim Krywaniu 1708 m nakleił naklejkę klubową.
Niezależnie od powyższego sprawozdania można wspomnieć, że dwaj nasi koledzy klubowi w tym dniu zdobyli Bystrą w Tatrach Zachodnich.
Dział:
Sport i turystyka
Sylwia Wójcik
Wojciech Jasiak
Plan na długi weekend czerwcowy w Tatrach był ogromny, niestety małe zwierzątko - kleszcz zniwelował nasze ambicje, trzeba było wybrać coś mniej wymagającego wysiłku. Aby uniknąć dużego wystawiania się na słoneczne promieniowanie, a mimo tego jednak coś w tych Tatrach zobaczyć, naszym celem stał się Kasprowy Wierch. Czas wyjścia na szczyt od budki biletowej TPN to 1 godzina 38 minut, a więc nie jest tak źle. Drogę zejściową wybraliśmy przez Hale Gąsienicową. Całą trasę zamknęliśmy w 18 km. Zwerifikujemy naszą kondycje po skończonym leczeniu, ale to już pewnie jesienią dopiero.
Wojciech Jasiak
Plan na długi weekend czerwcowy w Tatrach był ogromny, niestety małe zwierzątko - kleszcz zniwelował nasze ambicje, trzeba było wybrać coś mniej wymagającego wysiłku. Aby uniknąć dużego wystawiania się na słoneczne promieniowanie, a mimo tego jednak coś w tych Tatrach zobaczyć, naszym celem stał się Kasprowy Wierch. Czas wyjścia na szczyt od budki biletowej TPN to 1 godzina 38 minut, a więc nie jest tak źle. Drogę zejściową wybraliśmy przez Hale Gąsienicową. Całą trasę zamknęliśmy w 18 km. Zwerifikujemy naszą kondycje po skończonym leczeniu, ale to już pewnie jesienią dopiero.
Dział:
Sport i turystyka
Więcej...
poniedziałek, 23 czerwiec 2025 18:45
2025.06.21 Góry Bucega w Karpatach Południowych - Rumunia
Napisał Tomasz Motoszko
Tomasz Motoszko
Jak to mówią... "do trzech razy sztuka", mnie się udało za czwartym podejściem.
Kolejny wyjazd służbowy do Braszów – miasto w środkowej Rumunii, na Wyżynie Transylwańskiej.
Na poprzednich wyjazdach były plany iść na jakąś fajną górkę, tym bardziej iż wkoło jest ich dość sporo, lecz niestety pogoda niedopisywała, głównie w weekendy, ale tym razem się udało.
Wybór padł na góry Bucega, gdzie przy szczycie góry Omu 2505 m n.p.m., znajduje schronisko turystyczne oraz stacja meteorologiczna, natomiast na górze Caraiman 2291 m n.p.m, znajduje się
Krzyż Bohaterów, który to zbudowano w latach 1926-28 na wysokości 2291 m n. p. m. ku czci poległych w pierwszej wojnie światowej, ma wysokość ponad 28 metrów, a jego ramiona mają 15 metrów rozpiętości.
Plan był prosty, aby obejść cały masyw, wjechałem kolejką na górę do schroniska Babele, a następnie drugą zjechałem do stacji Peștera, po rumuński słowo to znaczy jaskinia, no i okazało się,
iż niedaleko jest jaskinia Ialomiței, przy której znajduje klasztor.
Jaskinia Ialomița ma łączną długość 1128 metrów, z czego 450 jest dostępnych i przygotowanych do zwiedzania.
Po wyjściu z jaskini udałem się niebieskim szlakiem doliną Obârșia, w kierunku góry Omu, mijam pasące się krowy i owce, są również byki. Docieram do wodospadu na wysokości 2050m n.p.m., robię sobie małą przerwę na kolejną sesję zdjęciową, jakby było ich mało ;)
Mając wodospad za plecami po prawej stronie mam widok na szczyt Obârșia (2405 m), a po lewej na Colții Obârșiei (2480 m).
Zbocza są pokryte zielono fioletowym ubarwieniem roślin, a gdzieniegdzie leżą jeszcze duże płaty śniegu, idę dalej w kierunku szczytu Omu,
Po lewej stronie znajduje sie szczyt Doamnele (2402 m), a na wysokości około 2200 m n.p.m., mijam Mecetul Turcesc (Meczet Turecki) pomnik przyrody – blok wapienia położony w górnej kalderze doliny Obârșia.
Docieram do żółtego szlaku gdzie już jest więcej ludzi, pewnie idą od strony kolejki, szlak prowadzi wschodnim zboczem góry Bucura Dumbravă (2503m n.p.m.). Docieram do schroniska i szczytu, krótka przerwa na podziwianie widoków, kilka fotek i wyruszam do kolejnego celu wędrówki.
Wracam żółtym szalkiem, który prowadzi zachodnim zboczem Bucura Dumbravă, po zejsciu do Saua Sugarilor, od szlaku odchodzi czerwony, którym dalej podążam w kierunku Krzyża Bohaterów. po drodze mijam szczyt Costila (2490),
na którym jest przekaźnik radiowo-telewizyjny jest celem strategicznym, w przeszłości strzeżonym przez jednostkę wojskową. Docieram do Krzyża i się tak zastanawiam, zjechać kolejką czy iść dalej na dół, wybór jest prosty, idę dalej droga prowadzi w końcu w dół, a do kolejki trzeba iść w górę.
Obieram kierunek szlakiem czerwonym, w kierunku schroniska Cabana Caraiman, który prowadzi w pewnym momencie pod ścianą, przy której jest rozściągnięta stalowa linka, której należy się trzymać, aby nie polecieć setki metrów w dół, taka Via Ferrata bez zabezpieczenia ;)
Mijam schronisko i dalej niebieskim w dół, na tabliczce jest napisane iż jeszcze 2-3h drogi, hmm i teraz sobie pomyślałem, trzeba było zjechać kolejką. Dobra nie ma co nażekać, idę dalej. Zejście jest miejscami stormawe, są odcinki z łancuchami lub stalowymi linami.
Mijam kilka wodospadów, gdzieś na wysokości 1400m, usłyszałem jakby coś zbiegało na dół, wtedy się zatrzymałem i... pierwsza myśl "jestem w Rumunii, tu są niedźwiadki, a tydzień temu Paweł, kolega z pracy, który też tutaj jeździ, wysłałm mi filmik jak mijają misie na górskich drogach.
Od tego momentu idę dość czujnie i nasłuchuje, po kilkuset metrach odwracam głowę w lewo, zerkam w górę, a nademną w odległosci 15-20m stoi kozica, no to już wiem co tak szybko biegło.
Około godziny 18-tej docieram do samochodu, umęczony i... z spaloną głową, no bo jakże nie inaczej, pięknie świeciło słońce, bezchmurne niebo i chłodny wiatr, nie dawał odczuć iż coś jest nie tak, a nakrycia na głowę żadnego.
Jak to mówią... "do trzech razy sztuka", mnie się udało za czwartym podejściem.
Kolejny wyjazd służbowy do Braszów – miasto w środkowej Rumunii, na Wyżynie Transylwańskiej.
Na poprzednich wyjazdach były plany iść na jakąś fajną górkę, tym bardziej iż wkoło jest ich dość sporo, lecz niestety pogoda niedopisywała, głównie w weekendy, ale tym razem się udało.
Wybór padł na góry Bucega, gdzie przy szczycie góry Omu 2505 m n.p.m., znajduje schronisko turystyczne oraz stacja meteorologiczna, natomiast na górze Caraiman 2291 m n.p.m, znajduje się
Krzyż Bohaterów, który to zbudowano w latach 1926-28 na wysokości 2291 m n. p. m. ku czci poległych w pierwszej wojnie światowej, ma wysokość ponad 28 metrów, a jego ramiona mają 15 metrów rozpiętości.
Plan był prosty, aby obejść cały masyw, wjechałem kolejką na górę do schroniska Babele, a następnie drugą zjechałem do stacji Peștera, po rumuński słowo to znaczy jaskinia, no i okazało się,
iż niedaleko jest jaskinia Ialomiței, przy której znajduje klasztor.
Jaskinia Ialomița ma łączną długość 1128 metrów, z czego 450 jest dostępnych i przygotowanych do zwiedzania.
Po wyjściu z jaskini udałem się niebieskim szlakiem doliną Obârșia, w kierunku góry Omu, mijam pasące się krowy i owce, są również byki. Docieram do wodospadu na wysokości 2050m n.p.m., robię sobie małą przerwę na kolejną sesję zdjęciową, jakby było ich mało ;)
Mając wodospad za plecami po prawej stronie mam widok na szczyt Obârșia (2405 m), a po lewej na Colții Obârșiei (2480 m).
Zbocza są pokryte zielono fioletowym ubarwieniem roślin, a gdzieniegdzie leżą jeszcze duże płaty śniegu, idę dalej w kierunku szczytu Omu,
Po lewej stronie znajduje sie szczyt Doamnele (2402 m), a na wysokości około 2200 m n.p.m., mijam Mecetul Turcesc (Meczet Turecki) pomnik przyrody – blok wapienia położony w górnej kalderze doliny Obârșia.
Docieram do żółtego szlaku gdzie już jest więcej ludzi, pewnie idą od strony kolejki, szlak prowadzi wschodnim zboczem góry Bucura Dumbravă (2503m n.p.m.). Docieram do schroniska i szczytu, krótka przerwa na podziwianie widoków, kilka fotek i wyruszam do kolejnego celu wędrówki.
Wracam żółtym szalkiem, który prowadzi zachodnim zboczem Bucura Dumbravă, po zejsciu do Saua Sugarilor, od szlaku odchodzi czerwony, którym dalej podążam w kierunku Krzyża Bohaterów. po drodze mijam szczyt Costila (2490),
na którym jest przekaźnik radiowo-telewizyjny jest celem strategicznym, w przeszłości strzeżonym przez jednostkę wojskową. Docieram do Krzyża i się tak zastanawiam, zjechać kolejką czy iść dalej na dół, wybór jest prosty, idę dalej droga prowadzi w końcu w dół, a do kolejki trzeba iść w górę.
Obieram kierunek szlakiem czerwonym, w kierunku schroniska Cabana Caraiman, który prowadzi w pewnym momencie pod ścianą, przy której jest rozściągnięta stalowa linka, której należy się trzymać, aby nie polecieć setki metrów w dół, taka Via Ferrata bez zabezpieczenia ;)
Mijam schronisko i dalej niebieskim w dół, na tabliczce jest napisane iż jeszcze 2-3h drogi, hmm i teraz sobie pomyślałem, trzeba było zjechać kolejką. Dobra nie ma co nażekać, idę dalej. Zejście jest miejscami stormawe, są odcinki z łancuchami lub stalowymi linami.
Mijam kilka wodospadów, gdzieś na wysokości 1400m, usłyszałem jakby coś zbiegało na dół, wtedy się zatrzymałem i... pierwsza myśl "jestem w Rumunii, tu są niedźwiadki, a tydzień temu Paweł, kolega z pracy, który też tutaj jeździ, wysłałm mi filmik jak mijają misie na górskich drogach.
Od tego momentu idę dość czujnie i nasłuchuje, po kilkuset metrach odwracam głowę w lewo, zerkam w górę, a nademną w odległosci 15-20m stoi kozica, no to już wiem co tak szybko biegło.
Około godziny 18-tej docieram do samochodu, umęczony i... z spaloną głową, no bo jakże nie inaczej, pięknie świeciło słońce, bezchmurne niebo i chłodny wiatr, nie dawał odczuć iż coś jest nie tak, a nakrycia na głowę żadnego.
Dział:
Sport i turystyka
W środku siedzi członek honorowy SBB - Aniela Klassek - żona byłego pierwszego prezesa Grzegorza Klasska i długoletnia skarbniczka klubu.
Na zdjęciu trzy pokolenia bielskich grotołazów!
Na zdjęciu trzy pokolenia bielskich grotołazów!
Dział:
Życie klubu
poniedziałek, 23 czerwiec 2025 14:01
2025.06.20 Najwyższy szczyt Węgier - KEKES (1014 m)
Napisał Elżbieta Jasiak
Elżbieta Jasiak
Góra Kékes w górach Mátra ma 1014 m n.p.m. W drodze powrotnej z Rumuni zrobiliśmy sobie 1,5 h przystanek aby rozprostować nogi i korzystając z okazji zdobyć najwyższy szczyt na Węgrzech i jedyny węgierski szczyt, który przekracza 1000 m n.p.m.. Typowym punktem orientacyjnym jest wieża telewizyjna na jej szczycie, do której idzie się przez piękny las buczynowy.
Góra Kékes w górach Mátra ma 1014 m n.p.m. W drodze powrotnej z Rumuni zrobiliśmy sobie 1,5 h przystanek aby rozprostować nogi i korzystając z okazji zdobyć najwyższy szczyt na Węgrzech i jedyny węgierski szczyt, który przekracza 1000 m n.p.m.. Typowym punktem orientacyjnym jest wieża telewizyjna na jej szczycie, do której idzie się przez piękny las buczynowy.
Dział:
Sport i turystyka
Miał być miły dzień na skałach wydawać by się mogło że wszystko dogadanie.
Plan jest Malediwy obiad i Łutowiec.
Plan jest Malediwy obiad i Łutowiec.
Ruszamy poranek piękny ale za Tychami zaczyna się robić brzydko zwiedzamy szybciutko bo coś zaraz gruchanie kawa i dalej Mirów.
Przejazd przez strefę deszczy i wita nas chłodek i zachmurzenie. Jemy szybki placek po węgiersku licząc że się rozpogodzi.
No i w końcu wychodzi słonko robi się dużo ciepłej i skała wita nas sucha i wolna.
Rzadki widok na jurze wyjmujemy sprzęt i do dzieła skała znana drogi też czyli akcja jedziemy po kolei od lewej 4, 3, 4, 4, 4+ powtórka w trakcie wędka.
Miłe rodzinki z Wrocławia z dzieciakami umilają czasie niektórzy się przełamują i wychodzą wysoko i dają się opuścić.
Przejazd przez strefę deszczy i wita nas chłodek i zachmurzenie. Jemy szybki placek po węgiersku licząc że się rozpogodzi.
No i w końcu wychodzi słonko robi się dużo ciepłej i skała wita nas sucha i wolna.
Rzadki widok na jurze wyjmujemy sprzęt i do dzieła skała znana drogi też czyli akcja jedziemy po kolei od lewej 4, 3, 4, 4, 4+ powtórka w trakcie wędka.
Miłe rodzinki z Wrocławia z dzieciakami umilają czasie niektórzy się przełamują i wychodzą wysoko i dają się opuścić.
Za nami miłe popołudnie pozdrawiamy
Mazi i Murzyn
Dział:
Sport i turystyka
