Jaskinie i wyprawy (1536)
Sylwia Wójcik
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Klubu
Piotr Gawlas
Akcja jaskiniowa rozpoczęła się wcześniej niż planowano. Chcąc zaoszczędzić dzień, żeby mieć więcej czasu na powyprawową wycieczkę na najwyższy szczyt Hiszpanii, Mulhacén (3478,6 m n.p.m.) Łukasz zaplanował to sobie jako kolejny szczyt w Koronie Gór Europy a reszta ekipy postanowiła dotrzymać towarzystwa.
Do jaskini wchodzimy w środe o godzinie 15:30. Zespół podzielony został umownie na trzy grupy:
Grupa pierwsza, 4 osoby, która zabierała ze sobą linę i miała zająć się poprawą poręczowania i wymianą starych, zużytych odcinków lin na nową linę, dalej dojść do Biwaku na -700 gdzie mieliśmy odpocząć, przed dalszą akcją w stronę dna, którym jest Lago E.R.E położonego na -1000 metrów.
Grupa druga, 4 osoby, kilka godzin później miała wejść do jaskini i zmierzać w stronę biwaku na -700
I grupa trzecia, dwie osoby, która razem z grupą drugą, miała dotrzeć do biwaku na -300 i wyjść. Tego typu podział usprawnia organizację wypraw, odciąża komunikację w wąskich meandrach, usprawnia poruszanie się po linach na długich odcinkach.
Plan ogólnie przebiegał dobrze z jedynym odstępstwem, jakim było przeciągnięcie się czasu. Wymiana lin i poprawa poręczowania przebiegały wolniej, dlatego grupy pierwsza i druga dotarły do Biwaku na -700 znacznie później, niż przewiduje to „przewodnikowy"czas pokonywania tego odcinka.
Sima G.E.S.M. to jaskinia z trzema ogromnymi studniami, z których największa ma ponad 160 metrów głębokości, kolejna ponad 120 a najmniejsza około 80. Tak naprawdę nie wiadomo kiedy jest początek pomiaru, bo wszystkim wydają się być głębsze. Pomiędzy studniami biegną korytarze wymyte przez podziemny potok. Meandrują, zmieniając co chwila kierunek, zacieśniają się, to tworzą rozległe studzienki z obfitymi w tym roku opadami podziemnego deszczu i szumiącymi kaskadami.
Ekipa, która się połączyła w trakcie akcji, dociera na biwak na -700 około godziny 2:30 w czwartek. Wygłodzeni, spragnieni gotujemy herbatę, kawę, szykujemy dania z turystycznych liofili i racji wojskowych, w które organizatorzy zaopatrzyli wyjazd. W komfortowych jak na takie miejsce warunkach, ok. godziny 4 kładziemy się spać. Tutaj i tak trwa wieczna noc. Pobudka ok. 8:30. Po kolacjo-śniadaniu przed snem następuje roszada w składach, trzy osoby postanowiły wychodzić na powierzchnię. Pozostała piątka zmierza w kierunku dna.
Łukasz Piechocki
Tomasz Motoszko
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Filip Pukmiel
Mirosław Uczniak - Były Członek Kllubu
Piotr Gawlas
Po czterech godzinach drzemki w wilgotnych śpiworach wstajemy i robimy kawę i śniadanie. Kawa parzona na wodzie jaskiniance w urokliwym otoczeniu skał smakuje niebiańsko. Biwak zasilany jest w wodę cienkim wężykiem z niewielkiej wykapki powyżej. Mała wydajność wykapki sprawia, że po napełnieniu trzech bukłaków pięciolitrowych, które zabraliśmy na biwak, woda przestaje płynąć. Cóż, musi nam to wystarczyć na cały pobyt.
Trzyosobowa grupa idąca w stronę powierzchni rusza zaraz po śniadaniu. Mają plan dotarcia do biwaku na -500, zrobienia przerwy na posiłek i drzemkę, dalej do biwaku na -300, odpoczynek i kolejny etap na powierzchnię. Czas samego wyjścia z biwaku na -700 na powierzchnię jest szacowany na około 7-8 godzin, jednak przerwy na regenerację, po 3-4 godziny każda, wydłużają ten czas do około 13-14 godzin. Sprawia to, że grupa wychodząca z dna spotyka się na tych biwakach dwukrotnie z pierwszą grupą. Bardzo pozytywne zjawisko, przynajmniej wiemy, że mimo zmęczenia, wszyscy mają się dobrze.
Tymczasem pięć osób po śniadaniu i kawie zmierza w stronę dna, Lago E.R.E. jeziorka a właściwie syfonu, który kończy suche partie jaskini. Szacowany czas akcji to godzina na dół i około dwóch godzin na powrót. I dokładnie w takim czasie się wyrabiamy. Droga do dna biegnie obszernym korytarzem, który przekształca się w studnię. Spąg jest jednym ogromnym naciekiem, w całości ponad 200 metrów długim. Polewą z misami martwicowymi a w pionowych partiach utworzyły się ogromne, nieraz kilkumetrowe stalaktyty i draperie. Jeziorko wita nas mętnawą wodą. W ostatnim czasie było trochę opadów deszczu i śniegu w Górach Nieves i w jaskini jest dużo wody. Pamiętam to jeziorko z zeszłorocznej wyprawy ze Speleoklubem Gawra z Gorzowa w której brałem udział. Woda była klarowna i było widać dno na 4-5 metrach. Wspaniałe uczucie wrócić tu po roku z ekipą z mojego klubu. Dla niektórych jest to pierwszy tysiąc w życiu i pierwsza tak poważna jaskinia po kursie, dla innych spełnienie wyprawowych marzeń sprzed 30 lat. Dla mnie druga wyprawa do jaskini, która daje porządny wycisk, ale oferuje urokliwe zakamarki i możliwość przespania się na podziemnym biwaku. Wszystko to, choć dla wielu nieludzkie, jest mocno uzależniające..
Dno osiągnięte, zrobionych kilka zdjęć, klasycznie wypita kawa i wracamy. W międzyczasie mam awarię sprzętu do wychodzenia. Przyrząd piersiowy odmawia posłuszeństwa i nie łapie na twardych zabłoconych linach. Przez całą drogę powrotną na powierzchnię mam z nim szarpankę. Z powrotem na biwaku jesteśmy po dwóch godzinach. Szykujemy obiad, bo to właściwa pora. Po obiadku krótki relaks, przepak i ruszamy w górę. Droga powrotna trochę się nam ciągnie. Mimo to doganiamy na biwaku na -500 naszą ekipę, która tu odpoczywała i właśnie zebrali się do wyjścia. My też postanawiamy odpocząć. Musimy uzupełnić płyny, zjeść coś pożywnego, nie zaszkodzi krótka drzemka. Meander pomiędzy 160 metrową studnią Paco de la Torre a biwakiem na -500 lepiej idzie się w górę niż w dół. Wór się mniej klinuje, kolana mniej cierpią. Herbatki, kawki, liofile. Zjadamy pijemy i idziemy na krótką dżemkę. Plan mamy, żeby wyjść w dzień i żeby grupa pierwsza zdążyła wyjść wyżej.
Dalej scenariusz się powtarza. Po kilku godzinach drzemki pobudka, kawka, herbatka, śniadanko i zbieramy się dalej. Doganiamy na biwaku -300 pierwszą ekipę. Oni jeszcze śpią. Po drodze mijaliśmy kilka miejsc, gdzie wyjątkowo lała się woda. Przemoczyło nas do majtek. Byliśmy zmarznięci, zmęczeni, wygłodzeni ale był pomyś, żeby iść dalej, żeby się nie wychłodzić. Jednak zostało, że odpoczywamy a czołówka budzi się, ogarnia i mknie do wyjścia. Daliśmy im dwie godziny, po czym my ruszamy.
Jak już pisałem wcześniej w jaskini było wyjątkowo dużo wody. Snuliśmy domysły, czy to topi się śnieg, który zalegał w górach, czy są to prognozowane ulewy. Wprawdzie jaskinia jest wyjątkowo ciepła w porównaniu do jaskiń polskich, gdzie Jura to średnio 7 stopni a Tatry to 2-3. Tutaj termometr w smartwatchu Tomka pokazywał +16°C. Jednak przebywanie dłuższy czas w przemokniętej odzieży w temperatuże +16° też wychładza. Dotrzymaliśmy słowa i dwie godziny później ruszyliśmy ku wyjściu.
Widok pod studnią zlotową nas zaskoczył. Planowaliśmy wyjść w dzień i tak było. Wyszliśmy około godziny 11. Na zewnątrz +6°. Niebo było szare, wiał silny wiatr a z nieba spadały kurtyny deszczu. Oto słoneczna Hiszpania. Teraz jasne, skąd tyle wody w jaskini. Około godziny zajęło nam dojście do samochodów zaparkowanych na przełęczy. W porywistym wietrze i strugach deszczu doszliśmy do nich kompletnie wyprani z jaskiniowego błota, ale przemoczeni do suchej nitki i przemarznięci na kość. Pomoc Raoula, naszego hiszpańskiego kolegi, jest nieoceniona, pozwolenia na wjazd do parku i klucze do szlabanu dla dwóch samochodów mocno podniosło morale w zespole. W autach czekały kanapki przygotowane na powrót. Ogromnie mnie cieszy, że każdy swoją zjadł. Pakujemy się i jedziemy na bazę, gdzie czeka na nas gorący prysznic, kolacja, kawa.
Sima G.E.S.M. 2025
Wyprawa Speleoklubu Bielsko-Biała
Napisał Piotr Gawlas
2025.11.29-30 jaskinia Kasprowa Wyżnia i Średnia, jaskinia Śpiących Rycerzy i Śpiących Rycerzy Wyżnia - wyjazd kursowy.
Napisał Maciej FilipeckiAnna Pawlik
Jowita Kubica
Iwona "Ciotka" Pośpiech
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Emanuel Soja "Emek" - Speleoklub Dąbrowa Górnicza
Maciej Filipecki
W ostatni weekend listopada aktualny kurs podzielił się na dwie ekipy. W dniu 29.11.25 wyżej wymieniony skład udał się do Jaskiń Kasprowa Wyżnia i Średnia z "Emkiem". Pogoda była doskonała. Nie brakowało śniegu zwłaszcza poza szlakiem przy podejściu pod otwory jaskiń. Po dotarciu do przebieralni i uzbrojeniu się ruszyliśmy do Jaskini Kasprowej Średniej. Na trawersie podczas poręczowania nie brakowało emocji. Jeden z wydawałoby się pewnych chwytów oberwał się i całkiem spory kawałek skały zrzuciliśmy na dół. Po dotarciu pod otwór rozpoczęła się właściwa akcja również z przygodami. Lina 50m nie osiągnęła dna jaskini. Po konsultacji z instruktorem zdecydowałem się zejść 3-4m po wyraźnych stopniach i pewnych chwytach a zjeżdżający jako drugi "Emek" poprawił poręczówkę dzięki temu reszta ekipy zjeżdżając bezpiecznie dotarła na dno.
Po wyjściu z Kasprowej Średniej udaliśmy się do Kasprowej Wyżniej. Podczas podejścia jedna z koleżanek zrobiła fikołka i trochę się poobijała. Niesamowity hart ducha nie pozwolił jej jednak odpuścić i ruszyliśmy dalej - wielki szacun ! Akcja przebiegła sprawnie, aż do ostatniego wycofu gdzie "złodziej" przestał z nami współpracować i trzeba było podejść na linie do góry. Wszystko odbyło się w sposób kontrolowany i bezpieczny. Przedłużyło to jednak nieco całą akcje jaskiniową.
Kolejnego dnia 30.11.25 w okrojonym składzie - koleżanka Ania musiała wrócić do domu - udaliśmy się do Jaskini Śpiących Rycerzy. Naszym instruktorem w tym dniu był Murzyn. Przeszliśmy obie jaskinie dość sprawienie i tym razem bez większych przygód. Po zejściu do szlaku udaliśmy się kawałek w górę w stronę Kondrackiej Przełęczy. Po około 20 min marszu Murzyn zrobił nam małe szkolenie z topografii terenu.
2025.11.29-30 jaskinia Kasprowa Wyżnia i Średnia, jaskinia Śpiących Rycerzy i Śpiących Rycerzy Wyżnia - wyjazd kursowy
Napisał Tomasz MotoszkoBeata Michalska-Kasperkiewicz
Marcin Freindorf - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Jerzy Ganszer
oddzielna grupa to:
Jan Kućnierz - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego
Kalina - grotołaz
Dotarto do Sali AKT, z jaskini wycofano się bocznym otworem /piękny zjazd na linie/. Ekipa spotkała Jarosława Goryla. Informacja o akcji była na Stronie - P. Tutaj kilka zdjęć z akcji - "kliknij"
Majka W.
Paweł Chrobak - Speleoklub Tatrzański
Ewa Rutkowska
To była cudne przejście. W sobotę w czteroosobowym zespole wybraliśmy się na trawers Litworowa – Śnieżna. Pogoda dopisała, warunki były idealne na taką akcję.
Do jaskini weszliśmy o 10:30 i od samego początku była to sama przyjemność bo było sucho, przyjemnie, jaskinia zaporęczowana i towarzystwo jak za czasów kursowych – wspaniałe.
Zjazdy w jaskini Litworowej pokonaliśmy w dosyć dobrym tempie i szybko dotarliśmy do sali pod Płytowcem. Tutaj nastąpiło krótkie wprowadzenie, kolejność kto za kim i zaczęło się. Paweł nasz dzisiejszy przewodnik był niezastąpiony – drogę znał na pamięć, wiedział gdzie i jak się „złamać”, motywował nas do samego końca :)
Największą atrakcją okazało się tradycyjnie połączenie między Jaskiniami Litworową i Śnieżną. Przejścia są ciasne albo bardzo ciasne ;) wymagające dobrego ustawienia i odrobiny determinacji, pomagaliśmy sobie Jezuskami i mocniejszymi słowami. Trochę miejscami było trzeba pokombinować z techniką ale poszło. Radość po wyjściu do miejsca połączenia była ogromna.
Wyjście ze Śnieżnej było całkiem przyjemnym, w miarę dobre tempo i bez niespodzianek. Na powierzchnię wyszliśmy zmęczeni, ale w super nastrojach. Czas pod ziemią 12 godzin.
Na początku był z nami jeszcze jeden kolega Michał, którego początkowe zaciski nie puściły i niestety musiał zawrócić.
Podsumowanie:
moje: to była jedna z najlepszych akcja jaskiniowych
Tomka: oni (Paweł i Majka) chcieli nas (mnie i Tomka) zabić ;)
Ja i Tomek polecamy wszystkim – było wspaniale!!!
Marta Czech - Speleoklub Wrocław - głębokość 320 m
Adam Marcinków - głębokość 321 m /był najgłębiej/
Paweł Olszewski - głębokość 250 m
Jerzy Ganszer - głębokość 320 m
Ekipa w większości dotarła do Magla. W jaskini spotkaliśmy samotnego grotołaza ze Speleoklubu Tatrzańskiego.
Wynieśliśmy sporo śmieci z biwaku - tutaj link do strony Biura do Spraw Oczyszczania Wielkiej Litworowej - "kliknij"
Czas akcji pod ziemią - 6 godzin.
Zachęcamy wszystkich do wyniesienia ostatniej partii śmieci /jest tego bardzo mało/.
Zdjęcie wykonano po wyjściu z jaskini. Widzieliśmy światła grotołazów, którzy wychodzili z Pod Wanty.
Tutaj inne zdjęcia "kliknij"
Sylwia Wójcik
Filip Pukmiel
Wojciech Jasiak
Tomasz Grzegrzułka - Murzyn
Co zrobić w wolny weekend?
Zrobiłem sobie wycieczkę w rejon Malinowa zahaczając o Jaskinię Malinowską. Do góry szedłem z Salmopola nie spotykając na trasie człowieka. Za to po wyjściu na szlak czerwony poczułem się jak na imprezie masowej. Tłumy, tłumy wszędzie, nie wyłączając samej Jaskini Malinowskiej. Musiałem czekać w zejściu na swoją kolejkę! Ale dziurę zaliczyłem mimo wszystko. Tylko bardzo szybko uciekłem na powierzchnię i na dół do Szczyrku.
Ewa Rutkowska
Tomasz Motoszko
Łukasz Piechocki
Sylwia Wójcik
Tomasz „Murzyn" Grzegrzułka
Wacław „Przygoda" Michalski
Łukasz Kosiński
Lana "Wycior" Svetličić
Iwona "Ciotka" Pośpiech
Jowita Kubica
Artur "Młody" Suwaka-Pikania
Jacek Kamiński
Maciek Filipecki
Klaudia - Osoba Towarzysząca
Radosław "Wycior" Jędrzejczyk
W ramach dzisiejszego (11.11.2025 r.) wyjazdu kursowego jak co roku wybraliśmy się do Rezerwatu Sokole Góry, niedaleko Olsztyna. Pogoda dopisała i akcja trwała w najlepsze od rana do wieczora.
Odwiedzono przy tym jaskinie:
- Studnisko (J.Cz.I-03.10)
- System Jaskini Olsztyńskiej (J.Cz.I-03.25)
- Jaskinia Koralowa (J.Cz.I-03.22)
Ćwiczyliśmy zjazdy, podchodzenie na linie, deporęczowanie, a nawet pokonywanie zacisków (nikt w żadnym nie został, choć było blisko). Czas umilały nam rozmowy z członkami klubu, którzy również pojawili się na wyjeździe. Wyjątkową atrakcją okazało się także podziwianie lokalnego krasu oraz zarówno fauny jak i flory (w tym tej jaskiniowej) rezerwatu.
Strat w sprzęcie i ludziach nadal brak, toteż zadowoleni z siebie zaczynamy przygotowywać się do pierwszego wyjazdu tatrzańskiego.
Więcej...
Arkadiusz Turek
Akcja na zakończenie długiego weekendu. Pierwotnie plany były inne, ale informacja, że większość lin wisi zmieniła wszystko :)
Podejście liną z Wielkiej Świstówki poszło sprawnie. Rozpęd wytraciliśmy na poszukiwaniu korytarza w początkowych partiach, na szczęście wąski trawers pod stropem okazał się dobrym trafem.
Ostatecznie dotarliśmy do Syfonu Końcowego, oraz Piaszczystego Syfonu. Szybkie zerknięcie do Prostego Meandra i powrót. Poszło bez przygód.
Czas akcji 13,5 h, z czego 8 h od podejścia do otworu do zjazdu.
2025.11.06 Jaskinia Śpiących Rycerzy i Śpiących Rycerzy Wyżnia
Napisał Jerzy GanszerAnna Pacia - Speleoklub Olkusz
Tomasz Pacia - Speleoklub Olkusz
Zofia Gutek
Jerzy Pukowski
Adam Marcinków
Jerzy Ganszer
Akcja rekreacyjna, część osób działała na nartach. Tutaj inne zdjęcia "kliknij". Spotkaliśmy starszych grotołazów z Poznania. Jak zwykle na tego typu akcje zapraszamy wszystkich.
Jerzy Pukowski
Kazimierz Ślęk
Jerzy Ganszer
Czas akcji w jaskini 1 godzina. Dwie osoby dotarły do sali centralnej. W środku zaobserwowano trzy naturalne kamienne kule /podobna jest w sąsiedniej Jaskini Lisiej /obecnie otwór niedrożny//.
W środku jest bardzo stary zeszyt do wpisów - ze względu na bardzo duże zawilgocenie i zły stan księgi - zaleca się zainstalowania nowego/. A potem zrobiliśmy wielki zjazd na wychodni skalnej do tafli wody z przepinankami i wyjście do góry
W tej chwili szukamy ochotnika do zainstalowania nowego zeszytu w jaskini, wyniesienie starego i opracowania literackiego zawartej treści.
Następna grupa ochotników może odkopać wejście sąsiedniej Jaskini Lisiej.
Tutaj zdjęcia z akcji - "kliknij"
Na zdjęciu u góry dwaj byli prezesi SBB
Lana Svetličić
Artur Suwała-Pikania
Jowita Kubica
Radosław Jędrzejczyk
Iwona Pośpiech
Jacek Kamiński
Maciej Filipecki
Katarzyna Domaniecka
Anna Boczkowska
Michał Merta
Dominika Kot
Piotr Wójcik
Tomasz Motoszko
Bartek Golik
Łukasz Piechocki
Maciej Jeziorski
Dawid Jędrysek
Magda-osoba towarzysząca
Tomasz Grzegrzułka
Bartosz Brzezinka
W miniony weekend odbyła się już 39. edycja Maratonu Jaskiniowego -wydarzenia, które od lat stanowi stały punkt w kalendarzu klubowych działań. W tym roku start wyznaczono na parkingu w Podlesicach, w okolicy Studni Szpatowców.
Choć pogoda nie rozpieszczała-było chłodno, deszczowo i pochmurno – to nie zniechęciło uczestników. Liczna grupa kursantów oraz klubowych kolegów i koleżanek z zapałem ruszyła w teren, by spędzić dzień pod ziemią i w praktyce doskonalić swoje umiejętności.
W trakcie maratonu kursanci odwiedzili wiele jaskiń regionu i mieli okazję nie tylko powtórzyć podstawowe elementy techniki linowej, lecz także spróbować swoich sił w mniej oczywistych technikach jaskiniowych, takich jak zjazd w kluczu klasycznym czy wyjście po drabince speleologicznej. Dla wielu była to świetna okazja, by w realnych warunkach przećwiczyć sytuacje, które rzadko pojawiają się podczas standardowych zajęć kursowych.
Jak co roku, po intensywnym dniu spędzonym w terenie, uczestnicy spotkali się przy tradycyjnym ognisku w Rzędkowicach. Był to doskonały moment, by podsumować wrażenia, wymienić doświadczenia i po prostu spędzić wspólnie wieczór w dobrym towarzystwie.
Dziękujemy wszystkim grotołazom za zaangażowanie, pomoc w organizacji i świetną atmosferę!
