Jaskinie i wyprawy (1536)
Tomek 'Murzyn' Grzegrzułka
Wojtek Zowada
Karol Pastwa
W dniach 3 -11.08.2024 odbył się wyjazd do Parku Narodowego Vercors celem zdobycia suchego dna w Gouffre Berger. Wyjechaliśmy w sobotę wieczór, w niedzielę rano zameldowaliśmy się u bazowego w malowniczej Fracuskiej miejscowości Meundre. Na pytanie Remyiego "jaki mamy plany?", zwarcie odpowiedzieliśmy: "jutro idziemy na dno!" Remy szybko odpowiedział "ok, zatem idźcie odpoczywać!" Tak też uczyniliśmy.
PONIEDZIAŁEK rano szybka mobilizacja i ruszamy do dziury. Wpisujemy się do zeszytu i zjeżdżamy. Partie linowe mijają płynie, meander ekspresowo, po dwóch godzinach meldujemy się na biwaku. Tam wcinamy kanapki z kotletem, gorący barszczyk i ruszamy dalej. Szybkim krokiem mijamy piękną salę Trzynastu, zjeżdżamy balkon, dochodzimy do waginy i rozpoczyna się Cofinada, która w tym kierunku mija całkiem przyjemnie. Rozpoczynają się poszukiwania Huraganu. Mijamy pierwszy wodospad, wygląda szumnie, jednak później okazuje się, że to nie on. Mijamy Czechów, mówią że 20 min i będzie, mijamy Francuzów mówią ze godzina! Idziemy dalej. Mijamy "drugi" huragan. Karol bardzo się cieszy że to już na pewno on! Karola mówi, że już w nic nie wierzy. Zjeżdżamy w dół, Wojtek wita nas uśmiechem gratulując dna... Murzyn przejmuje ekipę i niknie w zaciskach. Dziura puszcza dalej, za chwile dochodzimy do... właściwego huraganu! (w sumie trzeciego!), a po dłuższej chwili faktycznie schodzimy na dno. Woda płynie dalej... Robimy kilka fot i powrót do góry. Dzielimy się na dwa zespoły, Wojtek i Karol idą szybkiej a Karola z Murzynem wolniejszym krokiem wracają do góry. Między czasie drugiej ekipie rozładował nam się telefon więc orientacji w czasie nie mamy żadnej. Ekipy spotykają się na biwaku. Wymieniamy się swoimi historiami i chłopaki ruszają dalej. Chwilę dychneliśmy i również rozpoczęliśmy atak powierzchniowy :) Na zewnątrz przywitał nas upał! Szok termiczny! Wieczorem wszyscy razem znów spotkaliśmy się na bazie.
ŚRODA okazała się 'polską środą we Francji'.
Wojtka urodziny, złoty i brązowy medal na Olimpiadzie w wspinaczce a siatkarze weszli do finału. Cała nasz camping wiedział, że Polacy są obecni ;)
Wieczorem odwiedziliśmy Tunel du Mortier.
CZWARTEK szybkie pakowanie bazy, wizyta w Grotte de Choranche oraz Gournier oraz przy malowniczym wodospadzie tuż obok. Ruszamy dalej, objeżdżamy masyw Vercors i jedziemy w kierunku Megeve. Dojeżdżamy do miejscowości Flumet, a na zachód słońca wyjeżdżamy na punkt widokowy Lachat by ostatnich promieniach słońca oglądać masyw Mont Blanca i okolicy. Na koniec dnia zwiedzamy jeszcze wysoko położoną (ponad 1600 m) miejscowość Les Saisies.
PIĄTEK: górski dzień - atakujemy Mont Charvin 2409 m n.p.m. Zabraliśmy sprzęt feratowy i udaliśmy się na tamtejszą feratkę. Wyjechaliśmy znów wysoko, na 1700 m n.p.m. zostawiliśmy busa (śpimy na 900 m n.p.m.). Feratka okazała się przyjemna póki była przy ścianie, na graniówce ekspozycja okazała się okazała :D Pogoda igła! - wręcz żar z nieba, ale śniący bielą masyw Mont Blanca towarzyszył nam przez cały dzień. Szczyt okazał się podobny do Krywania. Krzyż na górze. Schodząc zajrzeliśmy do Jaskini o tej samej nazwie co szczyt i powoli traciliśmy wysokość mijając świstaki, kozy i typowo alpejskie pejzaże. Syty dzień!
SOBOTA: Dzień Ratownika i Przewodnika Górskiego! Po śniadaniu jedziemy do Chamonix, wyjeżdżamy kolejką na Le Brévent 2525 m n.p.m. Podziwiamy kapitalną panoramę na Mount Blanc, Aiguille du Midi, Dôme du Goûter i Mer de Glace. Świętujemy zacnie, robimy foty. Akurat rozpoczął się finał w siatkówkę. Rozbijamy obóz na alpejskiej grani, Mazurek Dąbrowskiego słychać po okolicznych szczytach - kibicujemy pierwszego seta, a następnie zjeżdżamy na dół, na przesiadce Polacy przegrywają drugie seta - jest nerwowo. Wyjeżdżamy z Chamonix i dojeżdżając do granicy z Szwajcarią okazuje się, że również przegrywamy trzeciego seta, ale mamy srebrny medal. Szwajcaria mija nam szybko - piszemy sprawozdanie, czytamy książkę "Czeluść". Potem Niemcy i Czechy. Rano wjeżdżamy do Polski mając ustalone plany na kolejny przyszłoroczny wyjazd do Francji.
2024.08.03 Jaskinia w Sopotni Wielkiej K.Bż-02.05
Napisał Jerzy GanszerJerzy Ganszer
W myśl zasady - jak jest brzydko, to idziemy do jaskini w Beskidach - pojechaliśmy do Sopotni Wielkiej. Akcja pod ziemia pomad 1 godzina, wynieśliśmy trochę śmieci. Plan i opis wykonał już w 1973 Jerzy Mikuszewski ze Speleoklubu Warszawskiego, my tam doplanowaliśmy w późniejszym okresie nowe metry. Suma podejść tylko 150 m.
Zdjęcia będą na facebooku w SBB-plotkach i na facebooku Jerzego Ganszera.
Jak zwykle zapraszamy wszystkich - wystarczy śledzić stronę - P, lub nawet zapisać się do "Wiadomości dodatkowych" /tutaj nie trzeba należeć do SBB/.
Wojciech Kuczok "Literat" - Osoba Towarzysząca
Paweł Gądek
Wszyscy zdobyliśmy Czarny Szczyt (2429 m). Następnie w planie mieliśmy zrobić grań na Baranie Rogi. Jednak ostatecznie zrezygnowaliśmy i poszliśmy najprostszym obejściem na szczyt czyli zeszliśmy na dół i spowrotem do góry. Na Baranie Rogi (2526 m) wyszedł Tomasz i Paweł.
Zofia Gutek
Dawid Jędrysek
Tomasz Motoszko
Do Gouffre Berger wyruszyliśmy juz w piątek 19 lipca, dzięki temu po przebyciu do Meaudre we Francji na Ferme des Près Lauzés w sobotę, mieliśmy dużo czasu na odpoczynek po 17-sto godzinnej podróży.
W niedzielę zaczeli przyjeżdżać kolejne osoby z naszego klubu, Prezes, Sylwia, Maja, Jerzy, Michał, Małgorzata, Łukasz, Grzegorz i Małgorzata.
Nasza trójka miała wejście do Gouffre 22 lipca w okolicach godziny 9, weszliśmy z godnie z planem, czyli o 8.30.
Po pokonaniu kilku studni i długich meandrów, w tym jeden nad wodą, który łatwiej byłoby pokonać płynąc, niż się męczyć na trawersie.
Po 3h dotarliśmy do pierwszego biwaku na głębokości -494m, tam pozostwiliśmy część zaopatrzenia, czyt. jedzonko i picie, i udaliśmy się dalej w stronę suchego dna.
Po kolejnych 3h byliśmy na miejscu, suche dno -1075m, spotkaliśmy tam grupę Włochów, która już wracała oraz Niemców. Po zrobieniu kilku pamiątkowych fotek ruszyliśmy w drogę powrotną.
W miarę szybko dotarliśmy do biwaku, gdzie uzupełniliśmy zapasy węglowodanów i płynów, i ruszyiśmy w stronę wyjścia.
O godzinie 23.30 byliśmy już na powierzchni.
Łąznie w jakskini spędziliśmy 17h.
Wojciech Jasiak
Jaskiniowe wakacje we Francji kojarzą się przede wszystkim z rejonem Vercors i grotte Gouffre Berger, oraz próbą dotarcia do dna na głębokości -1000m. Tym razem pogoda - brak opadów deszczu pozwoliła wszystkim ekipom, które przyjechały i zamierzały dotrzeć do dna, osiągnąć cel.
Nasze wejście do jaskini rozpoczęło się w okolicach południa w dniu 23 lipca, w rejonie meandrów spotkaliśmy wchodzącą przed nami ekipę chłopaków z Łodzi. Po krótkim odpoczynku na biwaku, który jest na głębokości -500, ruszyliśmy w kierunku dna. Na przed ostatniej studni mijamy naszą klubową ekipę pod kierownictwem Jurka Ganszera. W okolicach godziny 22 w końcu docieramy do tak zwanego suchego dna -1100m. Sukces teraz trzeba okupić ciężkim i powolnym wyjściem. W drodze powrotnej spotykamy Gosię Toczyłowską z Grzesiem Więckiem idących na dno, a także zatrzymujemy się kilkukrotnie na ugotowanie herbatki i jedzenia. W końcu w wieczornych godzinach, 24 lipca wychodzimy z jaskini.
Po dwu dniowym odpoczynku, spędzonym na zwiedzaniu okolicznych miasteczek i trekkingu górskim, w dniu 27 lipca wyruszamy wraz z Mają Jędrzejewską do kolejnej jaskini Grotte de Gournier. Na wejściu do jaskini znajduje się duże jezioro, które pokonujemy naszym klubowym pontonem, oraz ciąg meandrów z podziemną rzeką którą idziemy do góry, poruszamy się w piankach, gdyż woda jest bardzo zimna. Gdy docieramy do miejsca gdzie rzeka znika w zaciskach, decydujemy się na powrót. Jaskinia urzekła nas swoimi walorami wodnymi i wszyscy z chęcią do niej wrócimy.
Michał Ganszer
Jerzy Ganszer
20 lipiec - wylot z Krakowa do Lionu
21 lipiec - Grotte de la Chaire- można się w niej wspinać, spływ Ardechem - 1 dzień
22 lipiec - Jaskinia Burnilion do nacieków razem z Marcinem Freindorferem z Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego, Kają Fidzińską z Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego, Mają Jędrzejewską, Marcinem Słowikiem ze Speleoklubu
Łódzkiego, Krzysztofem Juszyńskim ze Speleoklubu Łódzkiego, Grzegorzem Kanakiem ze Speleoklubu Dąbrowa Górnicza
23 - 24 lipiec - akcja do Gouffre Berger. Działano w oparciu o biwak na - 500 m.
na suchym dnie na - 1100 m stanęli: Maja Jędrzejewska, Kaja Fidzińska, Łukasz Piechocki, Marcin Freindorf, Jerzy Ganszer. Do - 700 m doszli Małgorzata Bugalska-Ganszer, Michał Ganszer.
W jaskini spotkano niezależne grupy z naszego klubu - Sylwię Wójcik z Wojciechem Jasiakiem i Małgorzatę Toczyłowską z Grzegorzem Więckiem - wszyscy oni dotarli również na - 1100 m.
25 lipiec - dzień odpoczynku, dziewczyny w sukienkach.
26 lipiec - atak na Grotte de Gournier - do jaskini weszli: Małgorzata Bugalska- Ganszer, Michał Ganszer, Kaja Fidzińska, Marcin Freindorf, Jerzy Ganszer . Trzy osoby dotarły tam gdzie dwa lata temu działał J.G. Do góry się nie przedarto, lecz już wiemy gdzie iść, możliwe, że w przyszłym roku ustanowimy nowy rekord przewyższenia w naszym Klubie. Czas działania w jaskini to 10 godzin, trochę zmarzliśmy! Można trochę sądzić, że ta jaskinia jest trudniejsza od zdobycia dna w Gouffre Berger.
27 lipiec - powrót do Krakowa
Dane uzupełniające. Z G.B. wynieśliśmy trochę śmieci. Organizacja obozu była bardzo sprawna. Na stronie - P jest tabela - Rekordy Klubowe i Zdobywcy jaskiń tysiącmetrowych - dane zostaną niebawem uzupełnione.
Można wspomnieć, że spotkaliśmy jeszcze pierwszą grupę z Klubu - Bartosza Brzezinkę, Dawida Jędryska i Tomasza Motoszko, którzy też zdobyli Suche Dno w akcji jednodniowej.
Na zdjęciu nasza grupa podczas marszu do G.B.
2024.07.14 Jaskinia Ostra - Rolling Stones, Pod Balkonem i Chłodna
Napisał Jerzy GanszerBeata Piątek - Speleoklub Oklusz
Michał Kurek - Speleoklub Olkusz
Łukasz Owczarzak
Beata Burdynowska - Weteran - grupa wsparcia
Jerzy Ganszer
Trzy osoby z Olkusza przeszły trawers między otworami Ostrej - Rolling Stones.
Skałki na Muronce bardzo zarośnięte.
W Jaskini Chłodnej Łukasz i Beata z Olkusza odkryli nowy ciąg - jeżeli zostanie to potwierdzone, wtedy nowy odcinek będzie nosił nazwę Partie Olkuskie.
Z Ostrej wyniesiono trochę śmieci.
Wyjazd w ten rejon niebawem zostanie powtórzony!
Zdjęcie z Ostrej.
Paweł Olszewski
Naszym celem była jaskinia Marmurowa i zjazd na dno Czarnej Baszty. Jak to bywa w naszym duecie, nie mogło zabraknąć "elementu niespodziewanego". Przed wjazdem do Słowacji złapaliśmy "kapcia" w aucie. Już wiedzieliśmy, że skrupulatnie ułożony plan godzinowy ulegnie przesunięciu. Na parking w Kirach dojechaliśmy z godzinnym opóźnieniem. Podejście Czerwonym szlakiem poszło bardzo sprawnie. Na Piecu spotkaliśmy grupę kursową z KKTJ (Pozdrawiamy:)), która również "uderzała" do Marmurowej. Do jaskini "weszliśmy" o 11:30. Akcja była dość dynamiczna, osiągnęliśmy dno Czarnej Baszty i na zewnątrz zameldowaliśmy się kilka minut po 15-tej. Wychodziliśmy naprzemiennie z grupą KKTJ-u. Na zewnątrz zbierało się na burzę. Jak to u nas bywa, powrót musiał odbyć się inną drogą niż podejście. Zjazd Progiem Mułowym zawsze dostarcza nam wielu atrakcji. Zjeżdżaliśmy wariantem przez płytowce. Później wiadomo: wantule, las, trochę łąki i wejście na szlak. Akcję uważamy za bardzo udaną.
Fotosy
2024.07.14 Akcja Wielojaskiniowa- Kościeliskie Dziury
Napisała Maja JędrzejewskaKasia, Wojtek, Iza, Frytka, Maja - miks Byłych i Obecnych Członków Klubu
Plan na Niedzielę był prosty: szybka akcja do Marmurki.
Ruszyliśmy rano z Bielska, niestety w deszczu i powoli nasz entuzjazm topniał i w końcu stopniał.
Spręż poranny zdechł i już w samochodzie nastąpiła zmiana planów. Nie wychodzimy do góry, ale na lekko, bez lin i szpeju
pozwiedzamy dziury Kościeliskie.
Na początek padła jaskinia również na M, ale Mroźna (ja tam nigdy nie byłam wcześniej). Wielkie było nasze zaskoczenie, gdy odkryliśmy,
że jest zaporęczowana, i to porządnymi stalowymi rurami. Po ciężkim trawersie i wyjściu do 'przebieralni',
naturalnie narzucił się kolejny cel: Zimna, gdzie poszliśmy sprawdzić poziom wody w Ponorze.
Gdy po wyjściu odpoczywaliśmy nad potokiem, zmęczeni i umorusani, spotkaliśmy naszych klubowych kolegów- Kursantów obecnych i Instruktorów
Wacka i Murzyna zmierzających na kąpiel w Wodnej pod Pisaną.
My tymczasem udaliśmy się na trawers Smoczej Jamy.
Potem poszliśmy odpocząć nad Stawem Smreczyńskim, wzmocnić się szarlotką w Ornaku, by mieć siłę na dalsze eksploracje.
Kolejno padły: Jaskinia Raptowicka, Obłazkowa i trawers Mylnej.
W sumie zajęło nam to więcej czasu niż planowana pierwotnie akcja, ale w końcu odwiedziliśmy 6 jaskiń, zrobiliśmy 3 trawersy! ;)
Dzień spędziliśmy bardzo miło, a co ważne nie padało w końcu wcale. Czasem warto spojrzeć na prognozy jednak, a nie tylko w niebo.
A tu kilka zdjęć:
https://photos.app.goo.gl/52jYFJtpKimr1Qzw7
Dodatkowe informacje
- Galeria Galeria
Więcej...
Adam Marcinków
Alan - Osoba Towarzysząca
To już nasz trzeci wspólny wyjazd w wysokie góry, tym razem w Karakorum.
Po przylocie do Islamabadu, stolicy Pakistanu, kolejnym lotem udaliśmy się do Skardu, malowniczo położonego miasta w dolinie rzeki Indus, otoczonego surowymi szczytami Karakorum. Stamtąd wyruszyliśmy samochodem terenowym do Askhole, wioski położonej na wysokości 3000 m n.p.m. Askhole było naszym punktem startowym do dalszej eksploracji górskiego regionu, stąd ruszyliśmy w kierunku lodowca Baltoro. Nasza trasa prowadziła do Concordii (4600 m n.p.m.), miejsca, z którego rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na najwyższe szczyty tego regionu: K2, Broad Peak oraz legendarna świetlista ściana Gasherbruma IV, która w zachodzącym słońcu lśni jak diament.
Następnie, kontynuując naszą podróż, udaliśmy się do bazy pod K2, położonej na wysokości 5000 m n.p.m. Spędziliśmy tam jedną noc, przechadzając się wśród pustych namiotów, ponieważ z powodu "okna pogodowego" wszyscy wspinacze byli w górach, starając się zdobyć szczyty. Noc w tej wyjątkowej lokalizacji, w obliczu majestatycznego K2, była niezapomnianym przeżyciem.
Kolejnym etapem naszej podróży była przeprawa do Hushe, przez przełęcz Gondogoro 5600 m n.p.m. Z przełęczy Gondogoro rozciąga się panoramiczny widok na cztery ośmiotysięczniki, w tym Gasherbrum I i II, które dominują w tym rejonie. Ten widok był jednym z najwspanialszych doświadczeń naszej wyprawy.
W sumie spędziliśmy 15 dni w górach, a cała podróż trwała trzy tygodnie. Mieliśmy szczęście do pogody, co pozwoliło nam w pełni cieszyć się wspaniałymi widokami tych monumentalnych gór.
Zofia Gutek
Jerzy Pukowski - grupa wsparcia /wszedł do jaskini/
Małgorzata Bugalska-Ganszer
Michał Ganszer
Jerzy Ganszer
Przez Partie Waldiego do Sali pod Płytowcem, wyjście ciągiem głównym. To była akcja reporęczująca. Wyniesiono trochę śmieci z biwaku - stary karimat i "kubki" metalowe. Czas akcji pod ziemią 5 godzin, czas całej akcji 13,5 godzin. Działano w oparciu o Polanę Rogoźniczańską. Cena noclegu - 32 zł. Na powierzchni ciepło!
2024.07.13 Jaskinia Nad Kotlinami do Suchego Biwaku
Napisał Piotr GawlasTomek Motoszko - jako kiero
Tymek Siedloczek
Dawid Jędrysek
Kamil Przemyk
Piotr Kudłaty Gawlas
w drodze powrotnej pozbierał wory - Bartek Brzezinka
Nadkotliy do Suchego. Jedna z najpoważniejszych akcji jaskiniowych w Tatrach. Kilka stów zjazdu, później to trzeba wyleźć.
Dla mniej wtajemniczonych: jaskinia sama w sobie nie jest trudna. Praktycznie same odcinki pionowe., czyli nie ma zacisków, ciorania, brodzenia w wodzie ani błocie. Są same studnie. Od 80-cio metrowej Zlotówki przez trzydziestki, pięćdziesiątki, 80-cio metrową Szywałę po tatrzańskiego giganta: Setkę. Ta ostatnia bez kontaktu ze ścianą, sto (!!!) metrów na jednym kawałku liny, robi wrażenie.
W ramach Klubowego Obozu Tatrzańskiego padł pomysł, żeby ją zrobić. I zebrała się ekipa pięciu śmiałków, którzy temat podjęli. Było poręczowanie, część lin pod otwór przyniosła drużyna kursowa, resztę zabraliśmy sami.
Akcja poszła sprawnie, choć większość ekipy w Nadkotlinach jeszcze nie była i ogrom studni trochę ich zaskoczył. Na Suchym Biwaku spotkaliśmy naszych dzielnych kursantów, którzy jako kolejne przejście tatrzańskie, robili Jaskinię Śnieżną. Wszyscy wyszli z jaskini zadowoleni.
Czas akcji od wejścia pierwszego do wyjścia ostatniego zawodnika 12 godzin. Na bazę wróciliśmy późno w nocy - albo, jak kto woli, wcześnie nad ranem ?
Katarzyna Więckowska
Monika Wróbel
Adam Jakubczyk
Filip Pukmiel
Łukasz Kosiński
Maciej Jeziorski
Mateusz Wielke
Wojciech Chroszcz
Bartek Brzezinka
Tomasz Grzegrzułka
Wacław Michalski
Małgorzata Błaszczyk
Cóż to był za piękny czas! Czas wspólnego trekkingu, długich rozmów, wieczornej integracji, a przede wszystkim wielu zwiedzonych jaskiń. Jak to bywa na naszym kursie, potocznie zwanym "kursem pod chmurką", nie obyło się bez deszczu, ale czy to nas straszy... skądże znowu! Wręcz przeciwnie, gdyby nie padało, byłoby dziwnie. Deszcz był dla nas tak uprzejmy, że pojawiał się, gdy byliśmy w jaskini lub pod skalnym dachem. A jeśli przypadkiem spotkał nas na szlaku, to dzięki nieocenionej pomysłowości Wacława i jego folii malarskiej, zdążyliśmy zbudować "live shelter" i bawiliśmy się wyśmienicie pod jego osłoną, grając w skojarzenia. A w górskiej scenerii odgadnięcie przedmiotu, jakim były "szpilki" wymyślone przez Kasię, okazało się nie lada wyzwaniem!
W trakcie pięciu dni obozu odwiedziliśmy wiele jaskiń, takich jak Marmurowa, Małołącka, Przy Przechodzie, Wielka Śnieżna, Śpiących Rycerzy, tunel Małołącki oraz Wodną pod Pisną. Każda z nich miała swoje tajemnice i wyzwania. Dowiedzieliśmy się również, skąd pochodzi najpiękniejsza ksywka Wacława – "Przygoda". Grupa, która miała przyjemność wędrować z Wacławem, zawsze miała "przygodowo"!
Nasz obóz obfitował w niezapomniane chwile. Nie dość że uwieczniliśmy "Murzyna na wolności", w pięknym anturażu widoku na Giewont, to jeszcze doświadczyliśmy dezercji Bartka. Złamał on zasadę "razem wychodzimy – razem wracamy", postanawiając opuścić nas w drodze powrotnej z biwaku w Śnieżnej, tłumacząc się pilną potrzebą wzięcia prysznica w Kotlinach. Bartek nie dość że nas opuścił, to jeszcze nie chciał przyjąć kary za swoje czyny :P
W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć naszych obozowych "Koni". Podziwiam i bardzo dziękuję naszym wspaniałym Panom, którzy na swoje barki wzięli najcięższą pracę obozu – noszenie ciężkich plecaków wraz z ogromną ilością lin. Jesteście prawdziwymi mocarzami!
Na koniec chciałabym wyrazić ogromną wdzięczność wszystkim uczestnikom obozu. Wasza energia, humor i zaangażowanie sprawiły, że ten czas był niezapomniany.
Murzyn, Wacek, Bartek – jeszcze raz dziękuję za cenne rady, tonę cierpliwości i świetną organizację!
I najważniejsze pytanie na koniec... no to kiedy jedziemy na Morawy?
