Beata Burdynowska - Weteran
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Michał Salecki
Jerzy Salecki - Sekcja Młodzieżowa
Jerzy Ganszer

W sumie dotarliśmy do 5 bunkrów. Był tunel, tory, ognisko, zjazd na linie ze skałki, zalew, przejście pod mostem. Młody Jerzy wszedł do dwóch bunkrów. Czas akcji 2 godziny. Szczegóły  o akcji były na Stronie-P i w "wiadomościach dodatkowych".
poniedziałek, 04 marzec 2024 15:33

2024.03.02 Wielka Śnieżna - komin Ekstazy

Napisał
Sylwia "Revelka" Dendys - Speleoklub Tatrzański
Andrzej Wyczółkowski - Sekcja Grotołazów Wrocław
Krzysztof "Chomik" Borgieł

Klasyczna jaskiniowa sobota z akcentem niedzielnym. 7 rano spotkanie z Andrzejem na Groniku i ruszamy. Na dole bardzo ciepło i pochmurno, śniegu brak. Normalniejsze ilości śniegu zaczynają się dopiero daleko i wysoko w lesie nieopodal Głazistego. W Świstówkach zmiana aury na wietrzno-opadową (cudowna ta zima). Po dotarciu pod otwór stwierdzamy, że śnieg mocno nam spełzł i iglo już jest mniej komfortowe. Zza pleców na szczęście wyskakuje główny konstruktor-budowniczy Kamillo de Motyllo i wspólnymi siłami stwarzamy warunki do godnego przebrania się.

10.30 ruszamy pod ziemię. Na płytowcach przelatuje obok na de Motyllo gardząc liną, pokonując ten odcinek długimi skokami między ścianami i po chwili znika - oficjalnie miał iść do Nad Kotlin. Nie wzruszeni jego brawurą idąc dobrym grupowym tempem i po kolei zaliczamy Suchy, II i Nowy Biwak daleko na zachodnich rubieżach Śnieżnej.

Cofnijmy się jednak w okolice Komina Krokodyla gdzie idąc w górę słyszymy głos strudzonego wędrowca. Barwa głosu sugeruje, że chyba zabłądził i ma z 60 lat. Oczywiście mnie nie przechytrzy nasz kolega akrobata. Próbował jeszcze wcisnąć nam kit, że był na Nowym Biwaku, ale nie z nami te numery. Podobno odwiedził Małe Błotko, ale niestety brak dokumentacji w postaci filmu z pokazaniem aktualnej gazety każe nam sądzić, że mógł kłamać :) Po wymianie uprzejmości z ww. osobnikiem ruszamy - on Nad Kotliny, a my ...

... wracamy na Nowy Biwak. Przepak, posiłek i dalej w górę linami w kierunku Komina Ekstazy. Po drodze wymiana starych i/lub brakujących karabinków, poprawa oporęczowania - czyli typowe zajęcia z technik jaskiniowych. Ostatecznie docieramy do szczytu Komina, zerkam w "wąską otchłań" partii z zaciskami i ruszamy w drogę powrotną. Na Nowym Biwaku i w Sali 52 przygotowujemy do transportu w sumie 5 worów, chociaż przydałoby się więcej - wtajemniczeni wiedzą o co chodzi, a niewtajemniczeni niech się zgłoszą to opowiem.

I tak po zakończonej pracy udaliśmy się znaną nam drogą w kierunku otworu, gdzie przywitała nam mgła, mżawka, wiatr i nowy dzień...

Kończąc to opowiadanie należy wspomnieć, że w jaskini jest powódź w głównym ciągu. Warunki jak na końcu kwietnia zazwyczaj. Czekamy na mrozy!

Suche fakty:
- podejście 2h
- w jaskini 15h
- zejście 2h 15min
- +/- 850m deniwelacji
- satysfakcja i upodlenie +1000
- nikt tam nie był dla przyjemności

Kamil Polański

Tym razem postanowiłem   samemu zawitać do Wielkiej Szanowanej jaskini. W tym samym czasie działał zespół (Krisowo-Sylwusiowo – Andrzejowy),który wędrował aż do Ekstazy.

Podejście lajtowe, nieco śliskie w lasku,  przez świstówki  w miarę  bez  brodzenia w zaczynającym rozmakać śniegu, przechód bez raków i czekana choć zalecam chociaż czekan.
Do przebieralni nie było problemu się dostać, ja przyszedłem na gotowe, choć przed wejściem jeszcze pomogłem  nieco przegłębić  tunel wejściowy, bo jak to tak się schylać już na wejściu, nie będąc przebranym.  W przebieralni sufit spełza i dla średniego wzrostu ludzi (172cm ?) już jest miejscami za mało, dlatego trzeba było to znowu pogłębić/ ściąć.Szybkie przebieranie, pierwsza porcja zestawu obiadowego wchłonięta i ok. 10:40 jestem w dziurze i  podążam w kierunku pierwszej ekipy. Mijam się z nimi na I Płytowcu, nawet zapominając że tam jest lina, a potem już cały czas z górki bez przestojów. Celem był deporęcz Obejścia Gliwickiego, ale że miałem całkiem dobry czas i szkoda ta wychodzić o … 13tej godzinie z dziury, to postanowiłem  zrobić niespodziankę  ekipie 1 i  zanim oni mnie doszli w wodociągu pobiegłem  do partii Krokodyla. W 22 min. pokonałem odcinek Suchy Biwak – Rozejście do partii Krokodyla – czas bardzo szybki, ale myślę że spokojnie można urwać z niego 5min. Po 1 godz. 50min. (od otworu) jestem w Małym Błotku, zacisk pokonany za drugim razem (głową nie poszło), za MB musiałem zostawić swój ślad w postaci  zmętnienia wody, aby  Ci za mną wiedzieli że nie kłamałem i zacząłem wracać do planu  czyli do Nadkotlin. Z ekipą minąłem się  w początkowych partiach  Krokodyla, siłowali się z czasem. W te pędy pobiegłem  do Nadkotlin, mocząc  się  drugi raz w partiach poniżej Suchego Biwaku (dużo wody, bo to niestety roztopy nastały). Deporęcz Obejścia Gliwickiego zajął mi aż 1,5 godziny, bo nie obeszło się bez przygód. Chyba pierwszy raz od niepamiętnych czasów (staż co prawda niewielki) zadrżała mi noga stojąc na półce nad dnem Setki i manewrując  linami przygotowywanymi do  „złodzieja”, bo jakoś tak nie zdecydowałem się wpinać lonża (bo po co, pierdoło - samokrytyka). Gdy już wpakowałem 179m liny w wór, doszedłem do wniosku że ni chu chu ale  na zachód słońca to ja nie zajdę. No i tak ok. 18:30 pojawiłem się na zewnątrz, gdzie  nieco prószyło i wiało (żadna nowość).

Z ważnych informacji przekazuję, że na Przechodzi, w jego górnej partii, widoczna jest  spora szczelina i trza uważać aby tam nie spaść (1m lotu jak nic), za to od tej szczeliny polecam zjazd na dupie, przodem, z rozpostartymi nogami jak do  porodu. Frajda dla jakiej mógłbym to robić bezustannie.

 

poniedziałek, 04 marzec 2024 21:08

2024.03.01-03 Szkolenie Zimowe - wyjazd kursowy

Napisała

Katarzyna Więckowska
Monika Wróbel
Olga Kraszewska
Filip Pukmiel
Łukasz Kosiński
Maciej Jeziorski
Mateusz Wielke
Wojciech Chroszcz
Tomasz Grzegrzułka
Sławek Heteniak - Speleoklub Tatrzański
Sylwia Wójcik
Wojciech Jasiak
Małgorzata Błaszczyk

W ubiegłym weekendzie mieliśmy przyjemność uczestniczyć w szkoleniu z zakresu bezpieczeństwa w górach, w warunkach zimowych, gdy pokrywa śniegu tworzy dodatkowe zagrożenia. Naszą przygoda rozpoczęła się od solidnej dawki teorii na temat lawin, obejmującej zarówno czynniki sprzyjające ich powstawaniu, jak i metody rozpoznawania miejsc zagrożonych. Omówiliśmy bezpieczne praktyki poruszania się w terenie narażonym na wystąpienie lawin oraz udzielania pomocy osobom poszkodowanym, co jest kluczowe dla bezpieczeństwa podczas górskich wypraw.
Kolejnym etapem naszego szkolenia były praktyczne ćwiczenia, które odbyły się na Hali Kondratowej. Tam zgłębiliśmy tajniki obsługi detektorów lawinowych oraz ich wykorzystania podczas poszukiwania zasypanych osób, korzystając z procedury ABC lawinowego. Nie zapomnieliśmy także o doskonaleniu umiejętności chodzenia w rakach i technik hamowania czekanem, co może być kluczowe w sytuacjach krytycznych.
Niedzielę poświęciliśmy na kontynuację nauki, skupiając się na asekuracji na linie lotnej, technikach wyhamowania lotu oraz ratowaniu osób z liny.
Pod okiem doświadczonych instruktorów zdobyliśmy nie tylko teoretyczną wiedzę, ale także praktyczne umiejętności niezbędne do bezpiecznego poruszania się w górach w warunkach zimowych.

piątek, 01 marzec 2024 23:23

2024.03.01 Hiszpania

Napisał
Zdzisław Grebl

Eksploracja nowej nory o długości 5 m!
piątek, 01 marzec 2024 23:28

2024.03.01 Beskid Mały

Napisał
Jakub Krajewski
Jerzy Ganszer

Dotarto do Źródełka Rudolfa Seligera burmistrza z Białej. Ponad amfiteatrem w Lipniku.


Piotr Gawlas
Andrzej - OT
Tomek - OT
Robert - OT

Nietypowa data, 29 lutego. Pogoda dziś była piękna, słowacka Horska Slużba obniżyła stopień zagrożenia lawinowego na 2, padło więc na Salatyn, którego w tym roku jeszcze nie odwiedzaliśmy.

Kolejką, bo za "szlapanie" po stoku i tak pobierają opłatę 5 ojro, kolejka kosztuje 8 a stok wcale fajny do podchodzenia nie jest. Więc wjechaliśmy. Od górnej stacji jest kilkaset metrów podejść w pionie na okoliczne szczyty. Snieg mocno odpuszczony, nawet w zacienionych żlebach - temu jeszcze wczoraj była lawinowa trójka.

Pierwsze podeszliśmy na Bresztową 1902 metry. Podchodziliśmy i zjeżdżali zboczami Skrajnego Salatyna. Zajęło nam około 1,5 godziny w górę i 20 minut zjazd. Po odpuszczonym śniegu narty nie chciały jechać. W dolince w słonku urządziliśmy niewielki popas, kanapki, jakiś napój. Pora była wczesna, więc ruszyliśmy jeszcze na Salatyn.

Salatyn 2046 i 2048 metrów. W zacienionym już żlebie śnieg po górze był przymrożony ale w masie miękki. Kijek po przebiciu skorupy, bez trudu wchodził po rączkę. Podchodziłem do Pośredniej Salatyńskiej przełęczy, tej między wierzchołkami, na nartach. Wyżej założyłem harszle. Było trudno. Zjazd prawą stroną żlebu, jeszcze nie przymrożoną. W miejscach, gdzie pojawił się cień, szybko tworzyła się skorupa i chwytało narty przy skręcie. Nieprzyjemne. Reszta ekipy poszła na Zadni Salatyn , zjechali do Zadniej Salatyńskiej Doliny, wrócili na grzbiet i czekali na mnie pod żlebem.
Zjazd do parkingu stokiem narciarskim był koszmarem. Jak po kartoflisku, muldy wysokie miejscami na metr. Uda wysiadły wszystkim. Już wiem, dlaczego karnety na kolejkę po godz. 14 są tu o połowę tańsze!
Hahaha Hahaaaa!
Michał Salecki

Wyjazd pieszo - narciarski.  Trasa: Polana Strugi - Hala Szczawiny - Hala Miziowa - Pilsko. Narty trzeba wynieść nieco ponad Szczawiny z powodu braku jakiegokolwiek śniegu. Powyżej Hali Miziowej normalna zima.  Po drodze widziałem jak ktoś się wspinał na skałce w Mutnem koło Jeleśni.
niedziela, 25 luty 2024 22:16

2024.02.25 Beskid Mały - Wielka Puszcza

Napisał
Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała
Jerzy Ganszer

Dotarliśmy do bardzo schowanej mogiły partyzanckiej /byłem tutaj pierwszy raz/. Dowiedziałem się, że pewne prace nad tą mogiłą miał ojciec Jerzego Pukowskiego, który był więźniem Niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady.
niedziela, 17 marzec 2024 17:26

2024.02.24-03.11 Tajlandia

Napisał
Wacław Michalski
Ampy - Tajlandia
Claire - Francja
John - boss, Belgia
Gery - Belgia
Jean Marie - Francja
Paul Cal - Wielka Brytania
Yohan - Belgia
Miałem przyjemność uczestniczyć w kolejnej wyprawie do Tajlandii. To belgijski projekt Johna z międzynarodową obsadą. Plan był prosty, północno-zachodnią część kraju zajmują wapienne wzniesienia i góry. W zeszłym roku, uczestnikiem była wówczas też Lena Koprowska, rozeznaliśmy i połączyliśmy w jedno.. system trzech jaskiń nazwany jako Long Snake Cave. Łączna długość ponad 7 kilometrów, ale większość niemal w jednym ciągu, co pozwala na około 4 -5 kilometrowe spacery. W tym roku mieliśmy przyłączyć dalsze dziury z okolicy. Pomimo naszych starań, kilometrów wędrówek w terenie, sprawdzaniu każdego leja i zbadaniu 14 jaskiń w tym w większości nowych, nie udało nam się przebić do naszego systemu. Niemniej można powiedzieć, że mamy też sukcesy: jaskinię Tam Pha Puek wydłużyliśmy dwukrotnie, jej głębokość to teraz 246m, ale w tajskich warunkach, stała się czwartą co do głębokości dziurą w tym kraju, łączna długość pomierzonych, nowych korytarzy w odkrytych jaskiniach to ponad 4,2 km, no i w ostatnim dniu ..."wisienka na torcie". Wchodzimy do zawaliska w otworze, który znalazła Claire, przejście między wantami przypomina Beskidy, po kilkunastu metrach ciorania staję nad studzienką, 8m zjazdu, słyszę wodę, jeszcze trochę przeciskania i jestem w kolektorze wodnym, korytarze coraz szersze, myte, dnem płynie strumień, po ok 150-200m wchodzimy do gigantycznej sali zamkniętej progiem. Brak lin, czasu, widać olbrzymi korytarz ciągnący się w kierunku Snake Cave...wracamy. W tym roku już tego nie zbadamy, ale jest gdzie wracać, to na pewno ten sam ciek, który wypływa w Snake Cave w jej dolnej części. Gdyby to połączyć, będzie dziura w pierwszej trójce w Tajlandii.